W takim razie zacznę. Moja przygoda z ASG zaczęła sie jak miałem ok. 11 lat. Wtedy nazywało się to pistolety na kulki i było bardzo ekstremalne(nikt nie nosił gogli).
Ok. 3 lata temu na allegro kupiłem sobie shotguna. Broń ta miała potężną moc. Jednak nie miałem z kim się strzelać, więc szybko się znudziłem.
Na poważnie zacząłem traktować ASG na początku tego roku. Spędzałem ferie u mojego kolegi w Choszcznie. Pokazałem mu pare filmików na youtube i wtedy się zaczeło. Młodszy brat owego kolegi tak się podjarał tematem że zaczął szukać w necie wszelkich informacji. W końcu znalazł grupę z Choszczna, do której teraz sam należy.
No i pod koniec września b.r. zostałem zaproszony na strzelankę z prawdziwego zdarzenia. Miejsce: stara lokomotywownia w Choszcznie(super lokacja), ilość osób:6(czyli mało). Nie miałem broni, tylko mundur. Dostałem nędzny pistolet i miałem bronić wejścia na wyższe piętra budynku. Przykleiłem się do ściany i czekałem. Start! Gdy usłyszałem silniczki karabinów serce przyspieszyło tempo-niesamowite wrażenie,ciężko je opisać. Cała mia drużyna padła i zostałem sam na 2 kolesi. Pistolet za 30zł vs. 2x G&P. Szybko oberwałem i tak się skończyła moja pierwsza poważna bitwa ASG. Potem były kolejne, miałem już karabin i dużo by tu jeszcze pisać
Jet to niesamowita zabawa i zastrzyk ogromnej adrenaliny. Tylko najlepsza zabawa jest jak się ma własną broń a ja takowej nie mam. Więc czas do pracy!!
Dobra bo się rozpisałem

. Dzisiaj należę do ekipy ASG rekonstruującej Kompanię Bravo 3ego Batalionu 75 Regimentu Rangersów.