Brak płodności w dziedzinie autorów scenariusz filmowych, poznaje już po ilości przeniesionych na ekran książek. A może należy czerpać od najlepszych...
W grach wideo, męczą mnie do bólu oklepane schematy, w których umieszczane są kolejne produkcje. Monotematyczność i brak odchyłów od normy, szczególnie widać na przykładzie tytułów z settingiem fantastycznym. Fantasy - koniecznie post-tolkienowskie, z quasi-średniowiecznym szablonem, tylko nie wiem komu dać w papę za obcięcie obfitego zarostu krasnoludom. Scifi to już najczęściej klasyczna space opera - patrzę na Mass Effect i widzę Gwiezdne wojny i na odwrót. I jest jeszcze nie mniej tradycyjna posta-apokaliptyka plus cyberpunk...w typowej dla "gatunku" mrocznej, ociekającej brudem, stylistyce. Bo nie można czegoś innego?
W Japonii wygląda to trochę inaczej, może ze względu na fuzję wzorców z różnych stref geograficznych. Lost Odyssey to już niezły steampunk, ciężko go zaszufladkować. W dwunastym finalu świetnie prezentują się przejścia między światami: starożytny Rzym może się tu mieszać z futurystycznym Nowym Jorkiem z wizji Bessona. Od deweloperów brakuje mi większej...odwagi?


