przez SaladinAI » Wt maja 05, 09 21:21
Strange Days
Neuromancer za mną. Nie mam słów. Dosłownie, nie wiem co napisać. Mózgu mi nie wypaliło, to muszę przyznać. Czegoś mi w książce brakowało, nawet wiem czego. To ta uliczność, która stanowiła otoczkę Wgrzeszników oraz poczucie większego związku między bohaterami. Szczerze powiedziawszy głównie Molly, która bardziej przewija się w prozie Gibosona, przedstawia wraz z sobą najbardziej pociągającą historię. Choć nie mogę odmówić pewnej fascynacji Armitage'em, sam Case nie zawsze mi pasował w kilku rolach ale to szczegół. Powieść to klasyczny cyberpunk, choć autor zdradza fascynację techno-thrillerem, często zahacza o sensację. Historia jednak prezentuje się wyśmienicie, z podziwem zwróciłem uwagę na to iż wiele z przedstawionych w niej pomysłów wciąż są aktualne w prozie sf. Mimo swej wiekowości warstwa techniczna nadal wydaje się świeża i oryginalna i za to cenię książkę. Żal że nie skupiono się bardziej na charakterystyce samego Ciągu, bardziej koncentrując się na akcji skaczącej z miejsca do miejsca. Wszystko to jednak nie odbiera mi przyjemności płynącej z lektury.
Za kilka dni w tv lecą cyberpunkowe Dziwne Dni (rymnęło się jak cholera...), trza się uzbroić ponownie. Dixie, jesteś tam? Przerżniemy matrycę ponownie, niech no tylko dorwę Graf Zero.
To swego rodzaju błędne kolo: roboty tworzące inne roboty