Czas - jest miarą trwania, zmiany i przemijania; określa stan danego zjawiska, ukazuje że jego istnienie jest czasowe a więc może być pojmowane tylko temporalnie, zawsze w odniesieniu do momentu w którym się znajduje. Przejście z jednego stanu do następnego odbywa się w czasie i jest przez niego warunkowany, stąd czas jest tym co wyznacza faktyczne postrzeganie danej rzeczy czy wydarzenia. Ostatecznie zestaw właściwości obiektu zależny jest od miejsca zajmowanego w czasie. Prowadzi to do zmiany, co oznacza iż rzecz nie może być ujęta poza czasem; w tym rozumieniu czas modyfikuje właściwości obserwowanego wydarzenia/obiektu a więc także wpływa na postrzeganie, zaburzając już przyjęty schemat patrzenia na rzeczywistość. Wszystkie nasze kategorie muszą się zmieniać, gdyż rzeczy istnieją w ciągłym ruchu co nie pozwala na przyjęcie tylko jednej definicji, która zresztą może opierać się jedynie na próbie ujęcia tylko podstawowych czynników, które daną rzecz tworzy. Czasowość rzeczy sprawia że jej istnienie redukuje się do pewnego momentu, chwili w czasie, i nie pozwala na utworzenie jej całościowego obrazu zmuszając do przyjęcia tylko jej niezbędnie koniecznej treści, dając nam wgląd tylko na ogólnym i wybiórczym poziomie. Nie mówimy więc tyle co o danej rzeczy ile o akcie dokonywanym w czasie, a zamiast poglądu statycznego musimy przyjąć jej znak, który podlega ciągłej zmianie, pojmowaniu w aspekcie dynamicznym. Przedmiot nie tyle co jest ile się staje, co wyklucza ujęcia pewne i stałe, dając tylko pośrednie sposoby pojmowania.
To co jest bezwzględnie pewne to fakt zachodzenia zmiany. Zasada ta znosi dążenia do prawdy opierającej się na niezmiennych ideach, absolutyzujących poznawcze treści. Zmiana podważa ustalony i trwały porządek świata, otwierając się na proces nieskończoności oferując to co nowe, samą rzeczywistość ukazując jako elastyczną. To metafizyczny wzorzec, który uzależnia od siebie wszystko. Próba ujęcia wizji świata opartej na ostatecznym jego wyjaśnieniu, poprzez wskazanie jego celu i sensu a przynajmniej w całościowym ich poznaniu, zdaje się być tutaj podważona. Czy świat w którym fundamentalną zasadą jest jego nie-stałość, ziarnistość na poziomie elementarnym a co za tym idzie nieokreśloność i przypadkowość, może wykazać się jakimś spójnym znaczeniem, w jego ponad-kulturowym znaczeniu? Czas dekonstruuje nasze wysiłki, pokazując że nie istnieją formy stałe. Wszystko co istnieje zmienia się w czasie - dotyczy to nie tylko faktycznej struktury świata ale także wpływa na naszą próbę jego oceny lub wizji, wskazującej na pewien ustalony porządek. Jeśli nasze pojęcie rzeczywistości ostatecznie musi zostać przyjęte jako zawsze-niewystarczające, do czego możemy się odnieść w konstruowaniu tych zasad na których opiera się społeczeństwo, skierowana do niej polityka i sposoby rządów? Anarchia jako próba wyzbycia się przestarzałych i zawsze nie pasującej do chwili obecnej dogmatów? Idee, zakorzenione w zmiennej bytu, mogą stanowić jego analog, odbicie będącym próbą zrozumienia otaczającego nas świata lecz nie wystarczają do pełnego objęcia rzeczywistości gdyż ta zawsze wymyka się naszym umiejętnościom poznawczym. Dlatego odwoływanie się do nich może mieć tylko charakter wstępny, nierzadko jedynie określając problem, nie stanowiąc jego ostatecznego wyjaśnienia. Idee jedynie emanują z życia, nie są jednak jego ostateczną racją bycia.
Z tak ujętego stanowiska zdaje się wyrastać pewna forma nihilizmu, która za cel obiera sobie podważenie ostatecznego sensu świata. Fakty są natomiast takie że ta dekonstrukcja wyrastająca z temporalnej istoty rzeczywistości prowadzi nas raczej do stanu, w którym nie możemy przyjąć jednej tylko próby jej opisu a co za tym idzie otwiera się przed nami sfera większych możliwości, bardziej odpowiadających temu z czym co spotykamy się na co dzień gdzie akceptacja nie-zmiennej stałej zdaje się to podważać. Z drugiej strony nasze postrzeganie zostaje pozbawione bezpiecznego gruntu do którego można się wciąż odwoływać, co prowadzi do przekonania że taki czy inny opis świata lub jego stanu musi ulec zmianie a więc nie może zostać uznany za wystarczający. Ponadczasowe wartości nie istnieją. Przyjęcie zaś jednej wizji lub kierunku, musi być uznane tylko w pewnych granicach czasowych. Należałoby pytać na jak długo lub do kiedy i w jakich granicach przestrzennych, co i tak prowadzi do uznania takiego opisu za sztuczną metaforę - bardziej ad hoc niż trwałą próbę rozwiązania problemu. Tutaj nie ma miejsca na utopie.
Spotykamy się w końcu z tym co mówi sama gra. Wcześniej zapoznaliśmy się z próbą opanowania chaotycznego skupiska zderzających się ze sobą i walczących o dominację treści definiujących zarówno nasze postrzeganie jaki postępowanie, za pomocą filtru który miał za zadanie wyeksponowanie wartościowych wzorców. Jak jednak zostaliśmy tutaj przekonani, pewne trwałe normy postępowania ulegają zmianie, to co przyjmujemy za ważne oraz istotne jest determinowane poprzez czas w którym się znajdują. Postrzeganie rzeczy zmienia się zależnie od czasoprzestrzennego kontekstu, to co uznaliśmy za wartościowe, w innej epoce traci na znaczeniu. Nie wystarczy uznanie pewnych wzorców, gdyż te ostatecznie ulegną dekonstrukcji w czasie - nawet jeśli one same przetrwają, to zmienia się ich rozumienie, pojęcia ukazują swoje nowe znaczenie. Kryteria doboru odpowiednich informacji zakorzenione nie jest w ich treści lecz są zależne od zmiennej w czasie.
Jak odebrać więc stanowisko w kwestii obrania drogi wyznaczającej właściwe postępowanie? Jeżeli rzeczy i wydarzenia są względne, to musimy to samo powiedzieć o wybranej przez nas normie. Protagonistka nie przyjmuje tych wzorców, gdyż wie o ich nie-wystarczającym charakterze, muszą w końcu same się podważyć wraz z tym jak płynie czas: zasady ulegają stopniowej degradacji. Służba ludziom czy ideałom traci swoją podstawę wraz z ich zmiennością - jeśli coś uznanego za pewnik ulegnie przekształceniu, tracimy zdolność do właściwej orientacji, podważając w gruncie obrany wcześniej kierunek. Wybór kolejnej drogi będzie musiał opierać się już ze właściwą ostrożnością. Stąd pewien minimalizm, czy też może raczej redukcjonizm w próbie racjonalizowania podejmowanych ścieżek - nie należy się opierać na zmiennych, przyjmując te czy inne ideały, lecz należy dostroić się do samej zmiany, jako uwarunkowania wszystkiego. Takie podejście przyjmuje, mimo wszystko, wizję w której wiara w wartości nie ma swojego uzasadnienia - to co jedynie pewne to sam los, należy przyjąć to co daje a więc kluczem może być tylko afirmacja.
Sam czas zostaje tutaj ujęty na sposób cykliczny, gdzie czynności dokonywane przez innych określają nasze doświadczenie, prowokując następnie napięcie, które rodzi konflikt z którego wyrasta kolejne napięcie. Niewolnicy, kierują otrzymane cierpienie od swoich panów, przeciwko innym, sami stając się tym co ich prześladowało. Uroboros - wąż połyka własny ogon. Wracamy więc do tej wizji gdzie świat zostaje ujęty na wzór niemalże ahistoryczny z nieustaną powtarzalnością zjawisk, co każe wątpić w samą sensowną treść rzeczywistości a tym samym utopijne próby jej ukierunkowania. Przemijanie podburza samą koncepcję harmonii tym samym każe wątpić w samą możliwość próby zbudowania na niej uniwersalnego porządku. Nie będzie powszechnej zgody, odmienne poglądy nie spotkają się w wspólnym konsensusie. Można wierzyć w postęp a wraz z nim przyjąć przechodzenie ludzkości z mroku do oświecenia, ale nawet zaawansowana technologia może być siłą napędową ugrupowań terrorystycznych - nie ma linearnego progresu, pewne zjawiska mogą być stłumione by znów powrócić w nowym opakowaniu. Pozostaje rzeka czasu która połyka i zmiata ze sobą wszystko i to ona musi być uwzględniona jako fundament dla budowy między-wspólnotowych relacji, wykluczając jednocześnie ustalone prawdy które prowadzą do stagnacji i opierają się przemianie - zgadzając się raczej na ograniczoność naszej próby opisu rzeczywistości, być gotowym na zmianę. Z kolei próba oparcia przebudowy świata oparta na wizji bezczasowych absolutów, w postaci ideałów nie poddających się zmianom wymuszanym przez czas, tworzy wręcz totalitarne upojenie posiadaniem ostatecznego obrazu świata gdzie czas sam się kończy. To rozprawa z wszystkimi problemami przynosi łagodne ukojenie, opiera się jednak na błędnym nadaniu światu celu, który siłą rzeczy, musi ulec dekonstrukcji wywołanej presją czasu, przemianą rzeczy. W końcu także sens, by siebie usprawiedliwić, musi odwoływać się do innych znaczeń wymagających dalszych określeń które by je wyjaśniły, tym samym permutując siebie w nieskończoność. Stała wizja świata, koniec końców, nawet w próbie swego samo-wyjaśnienia, okazuje się niepewna a co za tym idzie nietrwała.
