przez kALWa888 » Pn sty 11, 16 18:06
Obecnie gram w Final Fantasy XIII (PS3). Bardzo obawiałem się tej odsłony, tyle złego się o niej nasłuchałem/naczytałem że uszy mi zwiędły i opadły na ramiona, a oczy wyschły. Okazało się jednak, że gra jest całkiem spoko, choć pierwsze wrażenie było bardzo niepozytywne. Brak otwartego świata (a przecież coś na ten wzór mieliśmy w Final Fantasy XII (PS2)), pełno wąskich korytarzy i system walki pozwalający nam kontrolować tylko jedną postać naraz (w Ni no Kuni: Wrath of the White Witch (PS3) też bardzo mi to przeszkadzało). Do tego dodajmy pełno klisz, postaci wyjętych z czegoś gorszego od anime i bardzo słabe dialogi. Z czasem na szczęście robi się lepiej. Gorsze postacie (partyzantka NORA) zostają z tyłu, fabuła nabiera tempa i po prostu robi się ciekawiej. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż postacie mogą się nie podobać. Hope w przeciwieństwie do swojego imienia, nie ma w sobie ani trochę nadziei, ciągle marudzi i się potyka. Lightning uświadamia sobie że jest maskotką, a Snow krzyczy o bohaterach, ratowaniu świata i ciągle sobie żartuje. Jest jednak jedna ciekawa rzecz, jeśli chodzi o pewne postacie. Przechodzą dobre przemiany i całkiem fajnie się to śledzi. Cała fabuła też prezentuje się ciekawie. Bardzo podoba mi się wykreowany świat, ten podział społeczności i poruszona tematyka, choć nie jest to nic ambitnego.
Wciąż jednak najgorszą cechą tej gry jest system walki i eksploracji. W sumie twórcy mieli kilka ciekawych pomysłów, ale nie jest to tak dobre jak oddanie w ręce gracza pełnej kontroli. Jednak sztuczna inteligencja nie zawsze (ba, można powiedzieć że rzadko) działa tak jak powinna. Dochodzi więc do sytuacji, kiedy giniemy bo dana postać miała się czymś zająć, ale zrobiła to źle lub wcale. Cała walka sprowadza się do użycia odpowiednich zestawów klas, które charakteryzują się używanymi umiejętnościami. Jeśli wszystko połączymy dobrze, będziemy zadawać przeciwnikom spore obrażenia, a sami nie za bardzo oberwiemy. Siedzi się więc sporo w menu i kombinuje jak to poustawiać. Rozwijanie postaci to coś na wzór Sphere Grid z Final Fantasy X (PS2) i tak jak tam z czasem można doprowadzić do tego, że każda z postaci będzie miała (chyba) te same umiejętności (albo przynajmniej klasy). Początkowo każda z postaci ma kilka określonych klas, dodatkowo tylko w wybranych się specjalizuje. Trzeba więc wiedzieć jaką rolę dobrać dla każdej postaci do danego składu. To wszystko jest całkiem ciekawe i fajnie się kombinuje. Wolałbym jednak turowy system walki pozwalający na kontrolowanie wszystkich. Fajnie prezentują się też Eidolony (summony znane z całej serii), ale żeby na nich zasłużyć musimy ich najpierw pokonać, co w przypadku Odina było nieco trudne. Było jednak warto, bo chłopak w walce daje sobie radę z przeciwnikami aż miło.
Ogromne wrażenie robi grafika i design gry. Co prawda, początkowa lokacja nie jest najładniejsza i swoim klimatem przypomina prolog z Final Fantasy X (PS2), ale nieco później, gdy lokacja przechodzi przemianę, jest naprawdę pięknie. Skrystalizowane fale wody prezentują się przepięknie. Później też jest różnie. Jedna lokacja jest po prostu ładna, inna prześliczna. Stęskniłem się za tym przesmacznym designem, z którym kojarzy mi się seria. Gdyby tylko nie poszli tą dziwną drogą (pełno akcji, zautomatyzowany system walki i pełno bardzo kiczowatych postaci) byłoby naprawdę super. Dobrze, że fabuła jest na tyle ciekawa, że chce się dalej grać. Był jednak moment kiedy odechciało mi się dalej w to brnąć, bo cały system początkowo wydaje się bardzo nieprzejrzysty. Aha, co ciekawe w grze jest sporo ułatwień. Z tych co zauważyłem: po każdej walce resetuje nam się status – w następnej mamy więc pełne HP, żadnych debuffów oraz buffów itp. Traktuję to jako ułatwienie, bo po wygranej walce nie musimy się martwić o uzupełnianie HP, by w następnej dać sobie radę. Gra zrobi to za nas. Na szczęście nie zawsze jest tak łatwo - tak jak np teraz, w jedenastym rozdziale. Z drugiej jednak strony trudność wynika po prostu z braku doświadczenia. Pogrinduję trochę i znów wszystko wróci do "normy". Tak czy siak, bardzo ciekawi mnie druga część, bo ta ponoć jest lepsza niemal pod każdym względem.

