Osobiście uważam, że to zagranie wcale nie jest niepotrzebne. Całą historię o operacji Peace Walker mamy w czterech pierwszych chapterach. Wszystkie elementy układanki pasują do siebie, Big Boss zatrzymuje atak nuklearny i jest radocha i victoria. Temat zamknięty, misja wykonana.
Później zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Zadornov bez sensu ucieka 6 razy, by w końcu za siódmym usunąć przekaźnik i zmyć się bez śladu. Na początku wywołuje to naszą frustrację, ale kiedy go znajdujemy i słyszymy słowa "ZEKE... it's moving!", i kiedy stajemy naprzeciw swemu tworowi pilotowanemu przez "miłująca pokój" szesnastolatkę, dowiadujemy się, że działa na rzecz Cipher. Kiedy Kaz mówi, że oznacza to liczbę zero, Big Boss już wie, z kim ma do czynienia. Zatrzymuje jej plany nuklearne, po czym przemawia podniośle do MSF, dając podwaliny pod Outer Heaven.
Prawdą jest, że wywróciło to wszystko do góry nogami, ale nie prawdą według mnie jest, że Koji dobrze z tego nie wybrnął. The Patriots potrzebowali militarnej obrony. Pozwolili poprzez Kaza utworzyć MSF, by stało się ich obroną. Paz wyjaśnia, że oni chcą mieć elektroniczną kontrolę nad decyzjami świata, co zaobserwować możemy, i o czym dowiadujemy się w MGS2.
Fakt, że BB dowodzi później FoxHound, mówiąc szczerze, pojawił się już przy MG. Wtedy Kojima nie wiedział, że w ogóle The Patriots istnieją. Gdybym ja miał to jakoś wyjaśnić, to stwierdziłbym, iż kiedy MSF zostało rozwiązane (np. konflikt dotyczący wizji MSF między BB a Kazem, albo zmuszenie przez państwa tj. USA i Rosję do likwidacji) BB wraca do FoxHound, by być blisko Zero i monitorować jego ruchy, kiedy tworzy Outer Heaven.
To tyle w tej kwestii, a co do utworzenia takiego tematu, to ja jestem za

.