Solidny napisał(a):Gillian Seed napisał(a): Jak powiedzial Arek - nie ma dowodow na istnienie ani niristnienie. Trzeba rozwazyc obie opcje.
Problem w tym, że są te dowody (po obu stronach), a i tak nikt nikogo nie przekonał (może z paroma wyjątkami). Są one niestety dość abstrakcyjnej natury, czyli a priori i sporą część łatwo obalić.
Tu taka parafraza dowodów św. Tomasza z Akwinu (źródełko: http://borekblog.wordpress.com/2011/01/ ... enie-boga/):
1. W świecie istnieje ruch, a więc wszystko jest przez coś poruszane. Tym, który wszystko wprawia w ruch jest Bóg (ex motu).
2. Każda sytuacja, zdarzenie ma swoją przyczynę. Zakładając, że łańcuch przyczyn może biec w nieskończoność, istnieje pierwsza przyczyna wszystkich istnień (ex ratione causae efficientis).
3. Wszystkie rzeczy są przypadkowe, to znaczy, że mogą istnieć albo nie. Musi więc istnieć byt konieczny będący przyczyną konieczności. Jego egzystencja wynika z samej jego istoty (ex possibili et necessario).
4. Analiza gradacji bytów pod względem doskonałości prowadzi do stwierdzenia istnienia bytu najdoskonalszego (ex gradibus perfectionis).
5. Jeśli w świecie istnieje jakiś ład, porządek, harmonia to ktoś musiał ten porządek zaprowadzić (ex gubernatione rerum).
Oczywiście jest to spore spłycenie, ale mimo wszytko ich twórca uważał, że anioły pchają planety w układzie słonecznym.
To nie są dowody, to hipotezy. Może poznamy jakiś dowód na istnienie Boga, kiedy fizycy w końcu dojdą do ładu z erą plancka

kALWa888 napisał(a):Chrześcijański Bóg uważa się za jedynego, prawdę której nie można zaprzeczyć i mówię to jedynie na podstawie mojej dość dobrej znajomości Pisma Świętego.
No ale to jest logiczne. Skoro ma być Bogiem to musi być tym jedynym prawdziwym i innego być nie może. Jest Bogiem - istotą najwyższą, absolutem. Musi być niezaprzeczalną prawdą, inaczej musiałaby istnieć prawda jeszcze wyższa.
A Szatan to też jest pewne pojęcie, a nie koleżka z rogami i ogonkiem, który nie lubi się z Bogiem. Synonim zła po prostu.
Coś zbyt dosłownie odbierasz to Pismo święte
.








.