Nasze granie w 2013 roku

Moderator: GM

Nasze granie w 2013 roku

Postprzez Gillian » Śr gru 25, 13 13:08

Tradycyjne growe podsumowanko roku.

Podobnie jak przed rokiem dyskutujemy o wszystkich grach, w które graliśmy w mijającym roku, nie tylko o tych, które miały premierę w 2013, bo ten rok dla wielu był rokiem nadrabiania zaległości :). Oczywiście pomijamy gry, do których wracaliśmy w tym roku, liczą się tylko pierwsze razy ;).

Żeby się nie ograniczać mówimy zarówno o objawieniach i o grach, na których się zawiedliśmy.
Avatar użytkownika
Gillian
Uber Big Boss
 
Posty: 8746
Dołączył(a): Wt maja 08, 07 22:30

Re: Nasze granie w 2013 roku

Postprzez Gillian » So gru 28, 13 01:21

Już w nic nowego w tym roku nie zagram, więc mogę coś skrobnąć.

Pod koniec tamtego roku zacząłem The Legend of Zelda: The Wind Waker oraz Metroid Prime. Obydwie skończyłem w tym roku i grałem w nie przez większość czasu właśnie w 2013. Są to dla mnie murowane dyszki, swego rodzaju objawienie, zachwytów było co niemiara (choć pojawiały się i zgrzyty spowodowane wiekiem tych gier). Ostatnie wielkie gry z szóstej generacji, jakie mi zostały do zaliczenia i obydwie wskakujące do czołówki oraz jedne z najlepszych, w jakie grałem w tym roku. Z zaległości z GCN pograłem również kilka godzin w Eternal Darkness. Dobra gra, doceniam jej innowacyjność jak na rok 2002, ale po tych kilku godzinach odpuściłem - to raczej ciekawostka, nie poczułem, że chcę to skończyć.

Odpuściłem też Epic Mickey, gdyż zwyczajnie nie widziałem sensu w to grać, mimo że złe nie jest. Ale skończyłem za to (będąc już przy Wii) Silent Hill: Shattered Memories. Przyzwoita gra, ale bez szału. Kilka dobrych patentów, interesujące spojrzenie na fabułę Silent Hill, ale gameplayowo mogło bardziej stawiać na zagadki. Zaliczyłem też Metroid Prime 3: Corruption, które może nie zachwyciło mnie tak jak jedynka, ale wiele rzeczy trójka robi lepiej. Jedna z najwspanialszych gier tej generacji.

Jeżeli już jestem przy Nintendo, wspomnę o DS. Przeszedłem sobie dwie przygodóweczki. Ghost Trick okazał się świetną, pomysłową gierką, choć nie zachwyciła mnie tak bardzo jak innych graczy. Ale będę ją długo pamiętał. Nie wiem za to, czy będę pamiętał Professor Layton and the Unwound Future. Przeskoczyłem do czwartej części ograwszy tylko Curious Village, ale chyba dobrze zrobiłem, bo ta seria niewiele ruszyła naprzód. Była to fajna gra, ale na 3DS poczekam na małą rewolucję.

Apropo 3DS - kupiłem i na pierwszy rzut poszła The Legend of Zelda: Ocarina of Time 3D. To było moje pierwsze zetknięcie z tą rewolucyjną grą. Ale nie zaskoczyła tak jak Wind Waker. Dostrzegłem jej rewolucyjność, w 1998 to musiał być kosmos. Na zmianę zachwycałem się i irytowałem robiąc spore przerwy. Zachwycam się i teraz (na razie bez irytacji) grając w The Legend of Zelda: A Link Between Worlds. Gra idealnie skrojona na przenośną konsolę. Genialne 3D przy niszczących 60fps. Po ponad 6h uznaję ją za jedną z najlepszych gier 2013 roku. Też na 3DS i też z 2013 roku jest Luigi's Mansion 2, w które gram równolegle z Zeldą i które też szalenie mi się podoba. Bardzo pomysłowa gra również idealnie zrobiona pod trójwymiarowego handhelda.

Nadrobiłem też kilka zaległości z 2012, choć jeszcze nie wszystkie. Na pierwszy ogień poszły Sleeping Dogs. Początkowo gra mi się podobała, ale później było gorzej i generalnie po 10h uznałem, iż gra nie jest warta mojego czasu. Zarzuciłem gdzieś w połowie. To samo mógłbym powiedzieć o Far Cry 3. Gra początkowo bardzo dobra, nawet świetna (choć głupkowata) później zaczęła męczyć. I tak mnie zmęczyła, że ją pogoniłem po 15h przeznaczając czas na coś lepszego. Ale nie była zła - po prostu entuzjazm szybko opadł i wkradła się okropna rutyna. Inną zaległością teoretycznie z 2012 (w Europie, w USA/Jap to 2011) jest Catherine. Gra, z którą wiązałem spore nadzieje przynajmniej od strony fabularnej, nie okazała się aż tak dobra, ale układanie klocków wciągnęło mnie mocno. Nawet parę razy śniło mi się, że te klocki układałem - czyli gra dobrze mi się wkręciła :). Zachwyciło mnie za to Journey. Nie pomyślałbym, że taki samograj tak bardzo mi się spodoba, ale jednak. To nie jest nawet gra, to interaktywne przeżycie. I to głównie przez świetnie rozwiązany coop.

Zaległości z poprzednich lat to chociażby Resident Evil 5, który zaskakująco mocno mi podszedł. Grało mi się świetnie, czego się nie spodziewałem. Nie tak dobre jak RE4, ale smakowita gra - żałuję, że wcześniej się za nią nie wziąłem. Żałuję też, że w ogóle brałem się za Assassin's Creed: Brotherhood. Tak bardzo liczyłem na ten powrót do Italii, ale zawiodłem się i kończyłem w bólach (nie wiem po co). Zawiodłem się też na Metal Gear Solid: Peace Walker, ale w sumie nie wiem, na co liczyłem. Nie żeby to był crap, ale grałem na PS3, a to gra ewidentnie pisana pod PSP. Mimo to niezrozumiałe było dla mnie to, ile tu akcji i jak bardzo ta gra chciała być stacjonarna w pewnych miejscach. Niech Kojima patrzy na teamy Nintendo i uczy się, jak zrobić dobrą grę na handhelda. Nie zawiodłem się natomiast na Uncharted 3: Drake's Deception. Dla mnie było to najlepiej zbalansowane Uncharted i w rezultacie najlepsze, choć serią się nie zachwycam.

Miałem natomiast spory problem z remakiem Tomb Raider z tego roku. Z jednej strony ta gra chciała być jak Uncharted, a z drugiej chciała postawić na eksplorację, bardziej otwarty gameplay. IMO zawiodła z obu stron. Ani nie była tak wysmakowana jak seria ND, ani nie była żadną quasi-metroidvanią. Ot dobra gierka i tyle. Nie wiem za to, czy dobry był Bioshock: Infinite. Ta gra to kolejny przykład dobrze zapowiadającej się gry, która została zrujnowana na dalszych etapach. Świetny setting, ciekawa fabuła, nawet fajny twist (choć na mnie nie zrobiło to takiego wrażenia jak na ogóle branży [edit: przypomniałem sobie, z którego filmu BI zerżnął pomysł a fabułę - Donnie Darko :)]) zepsute przez beznadziejny gameplay. Po prostu słabiutka strzelanka z ambicjami.

No i dochodzimy do końca - wpis zamykam moim GOTY 2013, czyli Grand Theft Auto V. Prawdę mówiąc na długo przed premierą wiedziałem, że ta gra sponiewiera. I nie zawiodłem się. Dla mnie najlepsza gra w tym roku, ogólnie chyba najlepsza, w jaką grałem, od czasu RDR - innego hitu Rockstar. GTAV to idealne podsumowanie tej generacji. Nie dodaje nic nowego, po prostu zbiera to, co najlepsze i podaje w perfekcyjnej niemal formie.

Jak widać ograłem niewiele hitów z 2013. Na pewno będę musiał sprawdzić Fire Emblem: Awakening z 3DS, który ponoć jest najlepszą grą pisaną dla tej konsoli. Chętnie sprawdzę ostatnie wielkie exy na PS3 - The Last of Us, Ni no Kuni oraz Gran Turismo 6 (choć wolałbym na PS4). Ciekawi mnie zjechany przez media i graczy Batman: Arkham Origins ale również chwalony Splinter Cell: Blacklist. Znajdzie się jeszcze kilka innych interesujących mnie gier z tego roku jak i kilka zaległości z poprzednich. 2014 będzie dla mnie właśnie nadrabianiem zaległości z półki i wishlisty tak, abym równo za rok mógł kupić next-gena lżejszy o tych kilkanaście tytułów, które jeszcze mnie męczą :).
___________
Mikro apedjet: Tytuł GOTY 2013 zgarnia niespodziewanie The Legend of Zelda: A Link Between Worlds :). Dawno żadna gra mną tak nie sponiewierała :D
Avatar użytkownika
Gillian
Uber Big Boss
 
Posty: 8746
Dołączył(a): Wt maja 08, 07 22:30

Re: Nasze granie w 2013 roku

Postprzez SALADYN » So gru 28, 13 16:51

Mój 2013 rok również był obfity, dawno nie zaliczyłem tyle gier, co najciekawsze czasu miałem zdecydowanie mniej niż w poprzednich latach. Ten rok to również mały przełom w podejściu do kolekcjonerskiego podejścia w grach. Z racji zobowiązań które ograniczyły mi mocno środki, kupiłem tylko dwie nowe gry i ledwo kilka używek przeskakując praktycznie bezboleśnie na cyfrową dystrybucję. Duża w tym zasługa abonamentu plus który z początku tylko wypróbowałem a skończyło się na rocznej subskrypcji. Czy tak zostanie, nie mam pojęcia ale przeskakując na nową generacje z miejsca zmieniam dysk w konsoli.

Rok zacząłem od Saboteur, sandboxa w klimatach drugiej wojny światowej który tylko owym klimatem się wybijał. Następne w kolejce było Lollipop Chainsaw który pomieszaniem wątków i motywów sprawił że czułem jakbym grał w tytuł spod dłuta Tarantino, niestety jak to zwykle w japońskich grach bywa technicznie miałem małe piekiełko.

Gra która zasłużyła na osobny akapit to na pewno MGR. Jakiś czas przed ogłoszeniem przejęcia projektu przez Platinum Games zdążyłem na MGR postawić krzyżyk. Dalszy rozwój sytuacji każdy forumowicz zna, ja w każdym razie dostałem to czego się spodziewałem i do dziś do Rising wracam. Licznik przy sejwie pokazuje już ponad 40h i zapowiada się na drugie tyle jeżeli uda mi się wbić platynę.

Reszta roku to przekrój gier z plusa plus masa tanich popierdółek na które wolałem się zrzucać więc pojadę skrótowo od myślników bo braknie miejsca:
-Dead or Alive 5, najlepsza obok ubiegłorocznego Mortal Kombat bijatyka w którą grałem w ostatnich latach i której jeszcze dam szanse.
-Na Ghost Recon Future Soldier namówił mnie Simon specjalnie pod kooperacje. Wspólne zaliczanie tej gry było świetne jednak nie wiedzieć czemu przeszedłem ledwo ten jeden raz i czeka na lepsze czasy.
-Wojna na Północy która jest najbardziej zbugowana grą w jaką grałem napsuła mi sporo krwi a mimo wszystko to i tak najlepszy tytuł na licencji Władcy Pierścieni ostatnich lat.
-Crysis i Crysis 2 okazały się tym czym oczekiwałem, świetnymi FPS'ami i najbardziej przereklamowanymi grami o które zatwardziali PCtowcy bili piane.
-The Cave, popierdółka od Rona Gilberta i Tima Schafera warta każdej złotówki (choć ja miałem ją gratis) z wybijającym się na wierzch humorem jakiego w dzisiejszych grach brakuje.
-Wspomniane przez Twilite'a Catherine którego nawet nie ukończyłem mając w kolejce ciekawsze tytuły, jakby nie patrzeć anime wole oglądać zamiast przerywać akcje układaniem klocków, może kiedyś dokończę chociaż.
-Obie części Trine, zaliczyłem jeden poziom pierwszej części i znowu jakoś nie potrafię wrócić choć oprawa dźwiękowa i baśniowe klimaty potęgowane świetnym komentarzem kuszą na przebicie się przez nudną platformówkę.
-Pierwszy Bioshock to był dla mnie liść. Klimat art deco i noir wspomagany przez postapokalipse utopijnego miasta mnie po prostu zmiażdżył. Zaliczyłem niemal z marszu i na pewno wrócę choćby po to żeby dobić pucharków.
-God of War Wstapienie, tu nie było żadnych rewelacji, dostałem tylko kolejnego GoW i aż kolejnego GoW. Niby wciąż to samo wysokie wykonanie ale jednak zdecydowanie wyżej w tym roku stawiam Risinga a nawet reboot DmC w którego nawet nie grałem. Niestety ale multi mnie nie grzeje a świeże podejście nawet do wyeksploatowanych marek zawsze będzie miało u mnie chody.
-Far Cry 3 Blood Dragon, samodzielny dodatek do gry której nawet nie miałem okazji wypróbować. Zachwyt to najlepsze słowo jakim mogę opisać tą tanią gierkę, oczywiście nie ma róży bez kolców i zachwyt ten dotyczy tylko pomysłu zrobienia z gry filmu klasy D jakim nas raczono w latach 90 w wypożyczalniach VHS. Mechanika to dla mnie żadna nowość.
-Call of Juarez Gunslinger. W poprzednie części nie grałem jednak ten western mnie porwał na tyle że z miejsca zaopatrzyłem się w Więzy Krwi. Ciekawa historia, pomysłowy gameplay jak na FPS'a i westernowy klimat w aż nadmiernych ilościach to wystarczający powód do rekomendacji.
-Call of Duty Black Ops to nic co by mnie zaskoczyło czy jakoś specjalnie przypadło do gustu.
-Moja pierwsza gra F2P czyli Tekken Revolution, rewolucji tu nie uświadczyłem ale miło było pograć w darmową grę w której prawdziwe pieniądze nie dawały żadnej przewagi gdy dochodziło do pojedynków dwóch graczy.
-Kingdoms of Amalur: Reckoning to jeden z niewielu action RPG jaki w ogóle ukończyłem. Przyjemnie się grało zwłaszcza dzięki systemowi walki rodem z slashera ale jednak na dłuższą metę gra nużyła i po zrobieniu wszystkiego dla pucharów parłem byle do końca z głównym wątkiem.
-Ciekawie zapowiadający się swego czasu Pay Day to kolejny tytuł który czeka na nadmiar czasu.
-The Walking Dead z kolei zaliczyłem z miejsca i się zachwyciłem tym jak jego twórcy potrafili mnie przyssać do konsoli przy pomocy samej fabuły. Szkoda tylko że te wybory w czasie gry okazały się picem na wodę.
-Spec Ops The Line okazał się fabularnym majstersztykiem z niestety oklepanym gameplayem którego grzech będzie nie znać za parę lat.
-Mafia II, ot typowy sandbox. Miło było ale bez rewelacji.
-Z całej trylogi Jak i Daxter najbardziej w pamięć zapadła mi pierwsza część, najbardziej klasyczna i najbardziej platformowa.
-Dead Island Riptide wyszedł obronną ręką z podejrzeń o bycie mission packiem jednak nie był doskonały. Podobało mi się zarzucenie typowego RPGowego systemu prowadzenia fabuły na bardziej filmowy gdzie przemieszczała się cała grupa ocalonych zamiast czekać w miejscu na ratunek rozdając questy. Poza tym gameplay praktycznie nie uległ zmianie.
- Prototype 2 to wypisz wymaluj kupon. Za mało zmian zaszło żeby jakoś szczególnie się zachwycać.
-Saint Row The Third, z tą grą miałem niezłą polewę. Satyryczne podejście do gangsterskiego sanboxa bardzo mi się spodobało i dzięki niemu kolejna część ma już plusa na starcie.
- Resident Evil 5 i 6, temat przez mnie przewałkowany w innych wątkach do porzygu więc odsyłam.
-Far Cry 3, tym razem pełna gra. Było dobrze w porywach nawet bardzo ale jednak wolałbym żeby to Blood Dragon zajął mi tyle czasu.
-Battlefield 3, głośny tytuł z którego ja ledwo raz zaliczyłem kampanie i spróbowałem multi. Po tym organoleptycznym teście uznałem wojenki fanów serii Battlefield i Call of Duty za bezsensowne gdyż dla mnie obie serie można wrzucić do jednego worka.
-O Guacamelee! można powiedzieć że jest to najlepsza dwuwymiarowa Metroidvania ostatnich lat, spodobały mi się zwłaszcza klimaty meksykańskiego święta zmarłych i spora dawka humoru. Zdecydowanie warto samemu sprawdzić.
-Borderlands 2 na razie również wygląda na solidny sequel jednak kooperacyjno-rpgowy gameplay pierwszej części podobał mi się na tyle że kontynuacja ma u mnie spory kredyt zaufania, w najgorszym wypadku będę mógł powiedzieć że dostałem rzemieślniczy produkt.

To by było tyle jeśli chodzi o rok 2013, było jeszcze po drodze trochę innych gier jednak na nie szkoda miejsca i czasu.
Avatar użytkownika
SALADYN
I was made to fight. I AM a gun
 
Posty: 10247
Dołączył(a): Cz maja 29, 08 09:53

Re: Nasze granie w 2013 roku

Postprzez Wombat » Wt gru 31, 13 10:09

Ostatni dzień tego roku, więc listę można już zrobić.

W styczniu wreszcie zaliczyłem ICO. Po dawno ogranych już Kolosach musiałem w końcu zaliczyć przygodę chłopca z rogami. Gra ma już swoje lata, ale zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Klimat, zagadki, styl graficzny, soundtrack czy towarzyszka przygody czynią z ICO grę ponadczasową oraz taką, do której będzie chciało wrócić za te kilka lat. Trzeba też dodać, że ICO zrobiło na mnie większe wrażenie niż SotC.

W 2013 roku zagrałem w molocha który ma już kilka lat na karku, a mianowicie Grand Theft Auto IV. Postacie, fizyka, zachowanie przechodniów, fabuła podobały mi się bardzo i zrobiły dobre wrażenie(mimo, że przed IV w 2012 zaliczyłem Red Dead Redemption). Niestety samo miasto, czyli największa atrakcja serii GTA nie powaliło mnie na kolana. Raz zapierało dech w piersiach, a raz było nudne i nijakie, szare i bez wyrazu. Sama jego architektura ok, ale reszta... liczyłem na coś lepszego. Nie, żeby to był zawód, ale sądziłem, że IV pobije całokształtem San Andreas. Tak się jednak nie stało i dostałem "tylko" bardzo dobre GTA.

Ograłem również dodatki do GTA IV, czyli The Lost and Damned oraz The Ballad of Gay Tony. Fajne uzupełnienie do przygód Niko pozwalające popatrzeć na Liberty City okiem innych bohaterów.

Zakupiłem także sobie DJ Hero. Przyjemna gra która na 100 % sprawdzi się na różnych imprezach.

Chcąc nadrobić prawdziwie oldskulowe klasyki zakupiłem Sega Mega Drive Ultimate Collection. Jak dla mnie bardzo udany zakup. Dużo platformówek/ przygodówek które nawet dzisiaj dają masę frajdy. Najbardziej do gustu przypadły mi Sonici, Alex Kidd, Shinobi III oraz Streets of Rage.

Do gier obowiązkowych doszedł Batman: Arkham City. Po ograniu pierwszej części musiałem poznać co gacek nawyprawia w części drugiej. Więcej gadżetów, lepsza walka wręcz, otwarte miasto czynią z AC jeszcze lepszą przygodę niż AA(chociaż sam nie wiem czy obu nie wielbię tak samo). Jedna z lepszych gier w jakie miałem okazję zagrać.

Na półkę wylądował też Tekken 6. Jako bijatyka-ok, jako Tekken- można mówić tu o lekkim zawodzie. Zero postaci do odkrywania, debilne tryby, grafa, ciulowy online... jedynie pozostaje mieć nadzieję, że panowie z Namco ockną się w czasie i przy okazji Tekkena 7 wszelakie błędy czy debilizmy wyeliminują.

Przeszedłem także Uncharted: Drake's Fortune oraz uncharted 3: Drake's Deception. Całą trylogię Unchartedów mam zaliczoną. Jedynie U3 zawiodło mnie pod względem fabuły czy końcówki. U1 jak dla mnie jest świetną grą w niczym nie ustepującą U2.

W 2012 zapoznałem się z Red Dead Redemption, więc w tym roku musiałem zapoznać się z dodatkiem do hitu Rockstara. Undead Nightmare podobnie jak RDR "trzyma i nie chce puścić" aż do samego końca. Panowie z R* idealnie wpasowali klimat zombie apokalipsy na dziki zachód. Świetna przygoda pozwalająca spojrzeć z przymrużeniem oka na świat RDR oraz historię Marstona.

Chcąc nadrobić zaległości z 6 generacji zakupiłem Splinter Cell Trilogy. Przygody Rybaka nic a nic się nie zestarzały i cały czas są mega grywalne.

Aktualnie ogrywam Hitman: Absolution. Jestem gdzieś w połowie gry i świetnie się bawię. Dzisiaj na sylwestra biorę do kumpla PS2 wiec sprawdzę także Tekken Tag Tournament. W TTT grałem masę razy na automacie ale na konsoli ani razu, więc znalazł się w temacie.

Przyszły rok będzie pewnie podobny do obecnego- ogram pewnie kilka hitów z 2013 roku jak The Last of Us, GTA V czy Batman: Arkham Origins, spróbuję nadrobić resztę ważnych gier z PS3. Wpadło mi trochę gotówki wiec zakupię 3DSa by poprzechodzić trochę hitów od Nintendo oraz zakupię kilka klasyków które od lat mnie męczą.
"Życie mnie nie ominęło. Usiadło mi na głowie"- Al Bundy
Avatar użytkownika
Wombat
The Sorrow
 
Posty: 649
Dołączył(a): So sty 19, 13 10:26
Lokalizacja: Końskie

Re: Nasze granie w 2013 roku

Postprzez Tidus93x » So sty 04, 14 00:24

Rok 2013 nie zachwycił. Może i pierwsza połowa była całkiem syta, ale druga z kolei pozwoliła na ogranie TYLKO JEDNEJ gry. Żenada. Mam nadzieję, że 2014 nie poskąpi czasu na cioranie. Ale dość gadania, jedziemy!

Final Fantasy VIII - piękna historia, wciągająca i ze zwrotami akcji, brak podania wszystkiego na tacy, muzyka świetna, tylko końcówka nieco zawodzi, ale w gruncie rzeczy jeden z moich ulubionych fajnali.

Assassin's Creed: Revelations - fabuła jakaś taka nijaka, brak wyrazistych antagonistów, mało innowacji, miasto nie zachwyca - zmęczenie materiału. Ciekawe za to scenki z Altairem. Ogólnie jak kogoś nie obchodzi ciągłość fabuły to nie polecam. Ale to wciąż dobry Asasyn. Tylko najgorszy z serii IMO.

Uncharted 3: Oszustwo Drake'a - świetne scenerie, ciekawa fabuła, bardziej realistyczne, mniej mocy nadprzyrodzonych, tylko końcówka wywołała uczucie niedosytu. Niemniej wspaniała gra, naprawdę polecam.

Assassin's Creed III - niby masę nowości na plus, ciekawe misje w animusie i poza nim, niby zupełnie inny klimat, niby wszystko jak najbardziej na plus, ale... No właśnie - to nadal to samo. Nowe szaty sprawiają, że prezentuje się lepiej jak w/w Revelations. To naprawdę dobra gra - tylko sama mechanika zdążyła się już przejeść.

Hotline Miami - świetna muzyka, ciekawa fabuła, prosta mechanika, masę możliwości i genialnie prowadzona narracja - ta gra naprawdę zasługuje na uwagę.

Prince of Persia The Sands of Time - gra zdążyła się zestarzeć i to bardzo, ale fabuła nadal trzyma poziom i swego czasu gra na pewno była mega. Teraz nadal warto ją obczaić, ale na pewno nie ma tu co szukać świeżości.
Obrazek
Avatar użytkownika
Tidus93x
Jack the Ripper
 
Posty: 1827
Dołączył(a): N sty 31, 10 22:54
Lokalizacja: Zanarkand

Re: Nasze granie w 2013 roku

Postprzez Gac666 » So sty 04, 14 13:16

Tidus93x napisał(a):Assassin's Creed III - niby masę nowości na plus, ciekawe misje w animusie i poza nim, niby zupełnie inny klimat, niby wszystko jak najbardziej na plus, ale... No właśnie - to nadal to samo. Nowe szaty sprawiają, że prezentuje się lepiej jak w/w Revelations. To naprawdę dobra gra - tylko sama mechanika zdążyła się już przejeść.


No nie do końca, bo mechanika się mocno zmieniła. Zauważ że ubyło przycisków, zmieniła się walka (jest teraz duuużo łatwiejsza), zmieniło się bieganie. Wiadomo, że to bardziej kosmetyczne zmiany, ale w końcu to AC, nie zmienią kompletnie stylu i mechaniki, bo to by była zupełnie inna gra i można by było ją inaczej nazwać.
Wiele rzeczy jest na plus, ale uproszczeń jest tu masa co mnie troche osobiście wkurza. Już nie możesz łapać kolesi (jedynie by użyć jako tarczy), nikogo nie skopiesz, system wyciągania broni jest zdupcony, bo za długo trwa (w revelations był najlepszy, nie wiem czemu z tego zrezygnowali).
Plus jest taki, że teren jest gigantyczny i jest gdzie połazić, szkoda tylko, że 70% terenu to lasy, śliczne co prawda ale mogą się przejeść.
Na szczęście klimat jest fajny i gra się przyjemnie, ale dużo lepiej wspominam poprzednie assassyny, bo przynajmniej było jakieś większe wyzwanie. Wszystko to sprawia, że jak łyknąłem AC:R za jednym zamachem tak już ACIII trochę męczę i boję się że na Black Flag jednak się zawiodę :(.

Assassin's Creed: Revelations - fabuła jakaś taka nijaka, brak wyrazistych antagonistów, mało innowacji, miasto nie zachwyca - zmęczenie materiału. Ciekawe za to scenki z Altairem. Ogólnie jak kogoś nie obchodzi ciągłość fabuły to nie polecam. Ale to wciąż dobry Asasyn. Tylko najgorszy z serii IMO.


Nie zgodzę się kompletnie. Innowacje są, hookblade pozwalający szybciej przemieszczać się po mieście i wykonywać nowe akcje (jak np. hook throw), system bomb i ich przydatności.
Moim zdaniem miasto jest świetne, dużo większy klimat niż paskudnie brzydki Rzym. Miasto żyje własnym życiem (szczególnie na bazarze) i dużo się dzieje ogółem. Stylistyka jest spójna, ładne budowle i tekstury, mniej kanciaste kształty no i wszystko bardziej skondensowane. Pod tym względem Rzym kulał, bo uliczki były nijakie i też nijak się nie mogłem w nich połapać.
Dodatkowo dużo lepszy system misji assassynów, nie były już takie proste i nie polegały już tylko na % sukcesu (trzeba było dobierać odpowiednich specjalistów i wykonywać misje mądrze by cokolwiek zdziałać). Dodatkowo miałeś całkiem miłe misje Tower Defense oraz trzeba było pilnować swoich terenów by ich z powrotem nie przejeli (w Rzymie jak już Borgiów wykurzyłeś to nie musiałeś się martwić, wtf).
Ogólnie AC:R bardziej przypominał ACI i to był moim zdaniem strzał w dziesiątkę.

Fabularnie bajer polegał na tym, że Ezio już się powoli męczył, w końcu pokonał 50tkę i jego trzeźwość umysłu powoli wygasała. Akcje z zabiciem niewłaściwej osoby, motywy z Janissarami oraz Sułtanem moim zdaniem to strzał w dziesiątkę. Nie było wszystko czarno-białe, a raczej odcienie szarości. Moim zdaniem źle podszedłeś do tytułu i dlatego takie miałeś wrażenie.
Poza tym Revelations odpowiedział na wieeeele nurtujących mnie pytań odnośnie Altaira oraz Subject 16, a także poznaliśmy trochę dojrzalszą wersję Ezio, który od samego początku zastanawiał się co jeszcze na tym świecie robi, dzięki czemu końcówka była taka emocjonująca. Tytuł był bardziej dorosły i poważniejszy, gdyby zrezygnować z tych kilku zabawek jakie miał Ezio (pistolet, spadochron i ciężkie bronie) to moim zdaniem tytuł byłby doskonały.
Obrazek
Avatar użytkownika
Gac666
Big Boss
 
Posty: 3443
Dołączył(a): N sie 23, 09 12:22
Lokalizacja: Ultramar/Warszawa

Re: Nasze granie w 2013 roku

Postprzez Tidus93x » So sty 04, 14 14:30

Streściłem to co sądzę o trójce, zgadzam się z Twoim dopiskiem :P. Natomiast o Revelations zdania nie zmienię. Takie ja miałem odczucia i przy tym będę stał. Przynajmniej zainteresowani mają dwie biegunowe opinie ;). Co do drugiej części wypowiedzi to się zgadzam. Ale to nie zmienia faktu, że się przy tej grze głównie nudziłem. Bardziej niż w Brotherhood.
Obrazek
Avatar użytkownika
Tidus93x
Jack the Ripper
 
Posty: 1827
Dołączył(a): N sty 31, 10 22:54
Lokalizacja: Zanarkand

Re: Nasze granie w 2013 roku

Postprzez Solidny » Śr sty 08, 14 04:51

Łał, pojechałem w tym roku. Zdecydowałem, że zamiast męczyć garść tytułów, chcę próbować wszystko co mnie zainteresuje. W rezultacie nazbierało się tego i nie żałuję, bo doświadczyłem sporo bardzo dobrych i kilka wspaniałych gier. Jeśli kogoś to interesuje, w wytropieniu wszystkich gier w jakie grałem w tym roku pomógł mi serwis raptr.com. No to jak komuś się chce czytać...

Na początku roku ukończyłem inFamous 2. Chociaż system moralności ma raczej zepsuty, a walka jest niezbalansowana, to gra wskoczyła na pierwsze miejsce moich ulubionych "symulatorów super-bohatera". Nawet Arkham City go nie zdetronizował w moich oczach. Bieganie po mieście to ciągłe znajdywanie sekretów (przydatnych w grze, nie dla samego zbierania), misji oficjalnych i nieoficjalnych (robionych przez graczy w edytorze w stylu LBP) oraz losowe walki i zdarzenia sprawiały, że ciężko było biegać od A do B i nie zbaczać co chwila. Tak się robi sandboxa.

Później zaliczyłem dodatek Festival of Blood. W sumie to taka trochę lepiej zrobiona seria misji w edytorze, ale wampiryczne moce dawały niezłą frajdę, szczególnie latanie w formie grupki nietoperzy. Dobry dodatek za małą kasę.

Resistance 2 okazał się niezłą strzelaniną o zaskakująco wysokim poziomie trudności. Kilka fajnych motywów, trochę inspiracji serią Half-life oraz ciekawy coop na dużą skalę (8 graczy vs mała armia), w którego ludzie grają do dzisiaj! Zdecydowanie planuję zaliczyć trójkę.

Bioshock 2 to specyficzny przypadek, gdzie chciałem grę zgłębić, mimo że próbowałem jej nie lubić. Ostatecznie, mimo pewnych zastrzeżeń ukończyłem ją i chyba zostałem fanem. Bardzo dobry pomysł na system moralny, gdzie konsekwencje naszych czynów widzimy pod postacią protegowanego biorącego bohatera za wzór do naśladowania.

Z Vanquish miałem odwrotnie, chciałem ją lubić, ale mi się to nie udawało. Nawet biorąc kretyński scenariusz z przymrużeniem oka ciężko traktować jako rozrywkę ciągłe przerywanie gameplay'u bezsensownymi dialogami i scenkami. A samo strzelanie, choć bardzo fajne, to jednak mało rozbudowane i szybko stało się schematyczne . Na szczęście gra była krótka.

Castlevania: Lords of Shadow miała wiele problemów, ale jednak zapamiętałem ją pozytywnie. Zdecydowanie udzieliła mi się atmosfera i nie będę kłamał, że grafika i muzyka pomogły w odbiorze, ale największą rolę miała tu narracja. Patrick Stewart dał radę, chociaż po jakimś czasie ma się już dość tych monologów, ale to raczej przez długość gry.

Game Dev Tycoon to taki randomowy zakup z wyprzedaży na Steam. Byłem ciekaw tej meta-gierki. Jak ktoś ma ochotę na taki symulator i nie przeszkadza mu złożoność gierki na smartfona, to można się nawet wciągnąć. Póki co ukończone tylko raz.

Oj długo grałem w Fallout: New Vegas. Miał swoje wzloty i upadki, ale mimo wszystko to moje ulubiona odsłona serii. Możliwość wyboru strony konfliktu i manipulowanie frakcjami to władza, która faktycznie pozwala wpływać na losy pustkowia. Nie chcesz popierać żadnej ze stron? Stwórz swoją i zwerbuj inne frakcje! Nigdzie nie czułem tak namacalnej władzy nad losem całej społeczności w rękach jednostki (czyli simy się nie liczą!). Ta gra utwierdziła dla mnie pozycję Obsidian jako mistrzów RPG. Szkoda, że tak słabo im idzie optymalizacja kodu. Trzeba wrócić do korzeni, Planescape: Torrment już czeka (dzięki, GOG!).

The Unfinished Swan to bardzo ładna mała giereczka. Czuć jednak niedosyt po szybkim ukończeniu. Co poziom jest trochę inna mechanika, więc nie ma nudy. Czuć jednak, że to raczej gra dla dzieci. Może to przez pretensjonalne uwielbienie indie, ale chyba za bardzo chcę ją polubić. Z drugiej strony, z Journey potrzebowałem kolejnych podejść, aby naprawdę mnie poruszyła, więc na pewno dam jej jeszcze szansę.

W Sleeping Dogs zagrałem bo akurat miałem psplus i dobre wspomnienia jeszcze z True Crime: Streets of L.A. (duchowy przodek). Skończyłem cały wątek główny niemal ciurkiem, historyjka całkiem niezła. Świetnie się strzelało, walka wręcz odpowiednio rozbudowana, no i wesołe pościgi z możliwością spychania i strzelania w zwolnionym tempie driftując. Dobry sandbox, ale pojedyncze ukończenie w zupełności mi wystarczyło.

The Lost and Damnded – wzór tego jak robić DLC. Nie mogłem się przekonać po Sleepeing Dogs, ale zrobiłem sobie przerwę, odpaliłem od nowa i kolejna gra ukończona ciurkiem. Przez GTAV odłożyłem Balladę.

W Grand Theft Auto V trochę już pograłem, ale nie spędziłem nawet ułamka czasu, jakiego bym chciał na nią jescze poświęcić. Jak dotąd rewelacyjnie rozbudowana, a misje genialnie zaplanowane i napisane, ale w postaciach brakuje czegoś... solidnego ;). Nawet razem wzięci nie są tak mocni jak Niko. Na szczęście ta różnorodność usuwa problem, jaki miałem w GTAIV, czyli zbyt sympatycznyprotagonista aby z czystym sumieniem siać bezsensowną destrukcję. Mimo wszystko lepsze wrażenie zrobił na mnie RDR.

Ratchet & Clank: All 4 One to zaskakująco dobra platformówka w coopie. Jest dokładnie tym, czym seria dotąd nie była. Miała momenty, ale że kompanów miałem tylko okazjonalnie, jako fan Ratchetów byłem zawiedziony.

Ratchet & Clank: Q-Force – kolejne dziwadło :). Połączenie klasycznego ratchetowego strzelania z szybkim lataniem na lewitujących butach i taktycznym zdobywaniem terenu. Gra powstała przede wszystkim dla rozgrywki wieloosobowej i jestem wśród małej niszy, której bardzo się spodobała. Ja w ogóle jestem fanem dziwacznych multiplayerów. Pewnie dlatego, że łatwo jest się wybić w rankingach, kiedy wszyscy razem z Tobą muszą uczyć się od zera o co w tym chodzi i jak wygrywać.

The Walking Dead narobił trochę szumu i nareszcie jestem dumny z tego, jaki tytuł trafia do mainstreamu. Wspaniały scenariusz i wybory, które ewidentnie mają na celu torturowanie graczy okazały się złotym środkiem na odrodzenie klasycznych przygodówek (“point'n'click” to złe określenie, lepiej pasuje “hidden object game”). Warto zagrać, niezależnie od preferencji gatunkowych.

Z The Last of Us jest trochę podobnie jak z The Walking Dead. Poważna gra AAA trafia w serce mainstreamu, robi szum, wszyscy pieją z zachwytu. I dobrze. Mimo swoich problemów z realizmem w mechanice, gra wciąga jak bagno gęstym klimatem. Niemal każde starcie było wyjątkowe, lokacje przepiękne, a postaci wiarygodne jak w mało której grze. Aż trudno mi uwierzyć, że zrobili to ci sami ludzie co głupawe Uncharted. To tak jakby twórcy Call of Duty Black Ops spłodzili Bioshocka. Aha, to również pierwsza gra, jaką ukończyłem wspólnie z dziewczyną. Fajne doświadczenie, ale i tak mam ochotę ukończyć ją jeszcze raz – sam, w swoim tempie. No i multiplayer jest zaskakująco dobry, nawet rzuca trochę światła na potyczki w singlu.

XCOM: Enemy Unknown z miejsca wskoczyło na listę moich ulubionych strategii. Inwazja kosmitów, zarządzanie bazą i systemem obrony planety, taktyczna walka turowa z nieznanym przeciwnikiem – nie trzeba mi wiele więcej :)

Final Fantasy XIII męczy mnie już zbyt długo. Z jednej strony chyba najgorszy początek w historii gier i wiele godzin nudnego tutorialu, z drugiej ciekawy świat i niezły pomysł na fabułę, gdzie intensywne konflikty między postaciami wręcz piszą się same. Pewnie kiedyś dotrwam do końca.

Zacząłem też grać w Final Fantasy VII i musze przyznać, że w pewnym sensie rozumiem fenomen – w tamtych czasach pewnie robiło wrażenie, ale teraz nie widzę w czym się wybija. Jest w tej historii trochę ciekawych motywów, ale nie wiem... Po FFX żadna inna część nawet w połowie mnie tak nie wciągnęła. Ale tak jak w wypadku FFXIII, nie ukończyłem jej, więc moja opinia jest wciąż inwalidą.

Batman: Arkham City – bardzo dobra skradanka, świetna bitka, wypasione gadżety i otwarte środowisko... to jak dla mnie trochę za mało, żeby piać z zachwytu. Świetnie się bawiłem, ale o zachwyt mi ciężko. Głupkowaty scenariusz pokazuje, czym skutkuje służalczość fanom. Czy ktoś odczuwał jakiekolwiek emocje w trakcie tej gry? A jeśli to nie miało być poważne, to po co ten mrok? Dlaczego nie zrobić jej w stylu złotej lub srebrnej ery komiksów? Filmy i animacje pokazują, że Batman może być postacią. W grze jest robotem. Terminator miał więcej osobowości – to nie jest hiperbola. Polecam :D

Spec-Ops: The Line pod maską krzyżówki Call of Duty z Uncharted ukrył prawdziwą głębię, moim zdaniem godną oryginału (Jądro ciemności, Czas apokalipsy). Oczywiście, że gra nie jest idealna, ale pokazuje, że branża gier to nie tylko eksploatowanie potrzeb grających. To także lustro, które może ukazać niepokojącą prawdę o nas samych.

Gone Home to jeden z tych tytułów nad którym krytycy się po prostu rozpłynęli, a cała reszta nie bardzo wiedziała dlaczego. Niestety znowu wylądowałem po środku. Gra urzeka realizmem lokacji i niesamowitym przywiązaniem do szczegółów, a także bardzo zgrabnie opowiedzianą historią, którą odkrywamy znajdując notki. Trochę jak Bioshock bez akcji, co sami twócy zasugerowali. Byłem pod sporym wrażeniem, kiedy okazało się, że kolejność odnajdywanych notek nie jest za każdym razem taka sama, tylko zależy wyłącznie od kierunku eksploracji. Kunszt level designu. To jedna z tych gier, które prezentują imponujące i wciąż niezbadane możliwości medium w temacie opowiadania historii.

Papers, Please kontynuuje mój tour z grami indie. Ta jest o sprawdzaniu dokumentów na granicy w fikcyjnym państwie komunistycznym. Ciężko opisać co sprawia, że jest dobra. Naprawdę dobra. Chyba przez cały kontekst w jakim akcja jest osadzona i to jak nieoczekiwanie potrafi postawić na nogi za każdym razem, kiedy myślimy, że wiemy już o grze wszystko. Ten tytuł potrafi stresować i dołować, ale przy tym zaskakująco angażuje. Idealny przykład, że dobre gry nie zawsze muszą być “rozrywką”. Chociaż w pewnym sensie jest... Hmm...

FEZ to gigant wśród indie i trzeba przyznać, że ten niezwykły świat 2,5D ma w sobie wiele czaru. Niektóre zagadki są tak subtelnie ukryte, że aż wywołały u mnie uśmiech. Uwielbiam, kiedy gra nie obraża inteligencji grającego. Oczywiście nie rozwiązałem wszystkich zagadek :D. Mimo to większość czasu spędziłem włócząc się i to chyba najbardziej drażni w tej grze. Nie zrozumiałem wszystkich dziwacznych sekretów, ale po tylku “kilometrach” miałem dość podróży.

The Stanley Parable to chyba największy mocarz indie zeszłego roku. Grałem w nią kiedy jeszcze była modem i zmiażdżyła mnie. Więc gdy wyszła “wersja HD”, nie mogłem się powstrzymać i kupiłem. Ciężko też odmówić czaru wersji demo, która jest w ogóle osobnym bytem. Nie chcę opisywać tej gry. Jak dla mnie czysty geniusz. Trzeba spróbować. Jak boicie się płacić, szukajcie darmowego moda (nie sprawdzałem, ale chyba jest wciąż normalnie dostępny). Próbowałem coś jeszcze dodać, ale nie mogę. Jeszcze bym zepsuł odkrywanie ;)

Faster Than Light – uwielbiam motyw podróży kosmicznych (Mass Effecty FTW!), a reputacja tej małej gry jest dość potężna, więc koniecznie musiałem spróbować. Ciężko jej odmówić siły wywoływania nałogu. Perma-death (czyli śmierć na stałe – jedna przegrana i nara, zaczynaj całość od nowa) dodaje jej niezwykłego smaku i wbrew pozorom tylko zachęca do kolejnego, przydługiego podejścia. Wciąż nie wiem czy kończy się ostateczną bitwą, czy to dopiero jakiś pierwszy rozdział, bo nigdy nie zaszedłem dalej. Jestem ciągle ciekaw i nie, nie zamierzam sprawdzać w solucjach ;)

Mark of the Ninja reprezentuje mistrzostwo stealth w 2D. Nie wiem jak inaczej to ująć. Na początku może się wydawać, że akcje są zbyt ustawione, ale gdy odblokowujemy kolejne gadżety, a później inne “style gry”, odkrywamy zupełnie nową głębię. Świetna skradanka.

I Have No Mouth And I Must Scream jest klasyczną przygodówką na podstawie krótkiego opowiadania o tym samym tytule. Na początku zachęcił mnie opis fabuły (i zacna promocja na gog.com). Opowiada o sztucznej inteligencji, która opanowała świat (Skynet, anyone? Swoją drogą ten sam autor napisał opowiadanie, z którego podobno Terminator zerżnął fabułę) i pozostawiła przy życiu piątkę ludzi, tylko po to żeby ich torturować. Brzmi przerażająco, więc musiałem w to zagrać. Nie chcę za dużo spoilować, więc napiszę tylko, że to jak Matrix skrzyżowany z Silent Hill 2 - ktoś zainteresowany?

Wśród multiplayerów w tym roku zarządził Splinter Cell Chaos Theory. Dołączyłem do imprezy bardzo późno, ale gra wciąż niszczy. Ukrywanie się w cieniu pod nosem kumpli jest bezcenne.

Było też kilka krótkich sesji, np. ledwie 1,5 sesji online w Civilization V, kilka posiedzeń w CS: Gobal Offensive z ziomkami, Far Cry 3 w coopie też zabrał nam sporo snu. Na imprezach powoli zaczyna królować Injustice: Gods Among Us, bardzo dobra bitka, zwłaszcza dla fanów DC i w ogóle superbohaterstwa :)

Aha i The Wolf Among Us od Telltale zapowiada się przekozacko - pierwszy epizod zaliczony. Mroczna opowieść noir w dzielnicy Nowego Jorku zamieszkałem przez baśniowe postacie. Jak tu ich nie kochać za takie pomysły :)? Wiem, to adaptacja, ale kurka wodna, i tak polać im. Dla fanów The Walking Dead chyba must play (nie lubię polecać, ale tutaj ciężko o pudło).

Podsumowując, to był naprawdę dobry rok. I wciąż mi mało :D. Ale to raczej niedosyt wynikający z braku czasu na poważniejsze zgłębienie którejkolwiek z tych gier. Mam nadzieję, że przez brak next gena ten rok będzie pełny nadrabiania i powrotów do już posiadanych tytułów. Musze odetchnąć :)

PS. Ciągle coś sobie przypominałem i dodawałem. Obym nie musiał już edytować tego posta :D
Avatar użytkownika
Solidny
Zanzibar
 
Posty: 2727
Dołączył(a): Pt lut 24, 06 16:10
Lokalizacja: Gduńsk
Gram: hipsterskie badziewia
Czytam: Komentarze na YT

Re: Nasze granie w 2013 roku

Postprzez Szada Farkas » Cz sty 09, 14 01:01

Też się wypowiem, nie było tego wiele, ale parę tytułów ukończyłem:
- Spec Ops: The Line - pierwsza gra, którą ograłem w minionym roku, na pewno się nie zawiodłem, fabuła bardzo dobra, gameplay co prawda nie rewolucyjny, ale za to całkiem przyjemny. No i grę mimo swojej liniowości można spokojnie przejść kilka razy
- Of Orcs and Men - dla niektórych crapiszcze, dla mnie przyzwoita gra ze znośnym gameplay'em, który mi dał więcej frajdy niż ten w DA2. Największy plus to oczywiście klimacik, bo historia była prosta i przewidywalna
- Resident Evil 6 & Resident Evil: Revelations - dwie gry od Capcomu z tej samej serii, do gustu bardziej przypadła mi tak druga. Może to przez, że na końcowym etapie kampanii Chrisa zginąłem kilkadziesiąt (w granicach 80-100 śmierci) podczas sekwencji QTE, podchodziłem do tego na dwa razy i wystarczyło to by, gra mnie zniechęciła. Aż szok, że podchodziłem do tego przez dwa dni!
- Dragon Age 2 -wielkie, naprawdę wielkie rozczarowanie. Po dobrej jedynce, która jednak IMO nie była duchowym spadkobiercą BG nie spodziewałem się aż tak złej gry. Powtarzalność, zły system walki i robienie z gracza debila to flagowe cechy tejże gry. Nigdy nie spotkałem się, żeby gra oznaczała jaki wybór jest dobry, a jaki zły. To już podkreślanie wyborów Paragon/Renegat w serii ME wydaje się przy tym dobrym pomysłem.
- Deadpool: Video Game & Saints Row IV - dwie gierki przy, których można się pośmiać. Pierwsza z nich miała przyzwoity gameplay, który mógł być znacznie lepszy (za to humor rozkładał na łopatki), a druga była zwyczajnie zbyt krótka, ale za to dało spore możliwości robienie rozwałki, szczególnie w trybie co-op
- Metro: Last Light - gra pomimo dość niewielkiego budżetu wyszła świetnie, najbardziej klimatyczna gra 2013? Być może, choć nie mogę ocenić, bo w sporo gier z tego roku nie grałem. Świetny wątek Potępionych, dobry model strzelania, ładna szata graficzna i wciągająca fabułą. Jedna z tych niewielu zakończeń kiedy masz wrażenie, że to złe zakończenie pasuje bardziej do uniwersum i pewnie jest kanoniczne.
- Shadowrun:Returns - pierwsza gra (którą ogrywałem) z Kickstartera zapowiadała się dobrze choć początek był klasyczny, jednak druga część była po prostu zmarnowana kiepska, może nowe DLC Berlin to zmieni?
- Dead Space - przyjemny horrorek, ciężko coś więcej powiedzieć, backtracking mi si tu o dziwo podobał
- I na koniec Crusaders Kings II & Europa Universalis IV - dwie strategie od Parodoxu, które myślę można spokojnie umieścić na szczycie najlepszych strategii 2013 roku. Jedna w średniowieczu (lata 1066-1453), a druga osadzona w nowożytności (lata 1444-1820) gdzie kierujemy dynastią/państwem i musimy o wszystko dbać. Ciekawą sprawą jest fakt, że zapis można przenieść z CK 2 do EUIV przez co możemy grać jednym państwem od 1066 (a nawet wcześniej jeśli mamy DLC) do 1820. Jestem ciekaw czy te gry można by było nazwać strategiami ekonomicznymi z elementami sandboxu?
- Grałem jeszcze w TESV:Skyrim i M&B:Warband na różnych modach, ale myślę, że i te dwie gry będę ogrywał 2014r.
Wszyscy jesteśmy demonami w okowach.
Avatar użytkownika
Szada Farkas
Olga Gurlkovich
 
Posty: 252
Dołączył(a): Wt sty 15, 13 00:08


Powrót do Gry i Konsole

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron