Moderator: GM
Gillian napisał(a):A to Crysis nie był takim Far Cry na sterydach?

SaladinAI napisał(a):Max Payne 3 rozjeżdża mnie na każdym kroku. Raz, to jest ten typ knajackiej narracji, którą taki stary i zmęczony żul jak ja łyka równie łatwo i bezboleśnie jak bohater piguły z whisky. Ciągnie mnie okrutnie do męczących przepity mózg gnębiących skrzypiec, klimatu na kacu zobrazowanym przez poszarpane ujęcia a wreszcie cynicznych monologów tudzież bezbłędnych konwersacji w męskim kiblu o całkiem normalnym widoku męża zjadającego żonę, w porównaniu z którym wymiana ognia w dyskotece to dopiero prawdziwy dramat. I jak tu nie kochać Rockstar? A dwa? Bezbłędne poprowadzenie fabularyzowanej narracji przeplatającej się z akcją w taki sposób, że robi się z tego film ale w pełni grywalny. Wiara w możliwość opowiedzenia doskonałej historii w grach wróciła, choćby tylko pewnie na chwilę.






Gra nie jest nastawiona na walkę. Te może i byłyby nawet ciekawe, gdyby nie dowalenie przesadnych ilości QTE w późniejszym etapie. Do tego przeciwnicy praktycznie nie są zróżnicowani - zarówno z szeregowcami, jak i z każdym z bossów walczy się praktycznie tak samo. Na całe szczęście walk jest mało. Sednem gry jest zdecydowanie eksploracja. Struktura gry jest czymś spomiędzy metroidvanii a MegaMana - świat jest podzielony na 4 części należace do poszczególnych bossów, przemieszczać się między nimi możemy swobodnie, jednak do uleczenia każdego etapu potrzeba innej umiejętności odblokowanej, a odblokowanie kolejnych pozwala zebrać dodatkowe znajdźki na obszarach już uleczonych (choć te później nie mają większego znaczenia). Oczywiście jest mnóstwo akrobacji i to jest to, co grę łączy z Piaskową Trylogią. Gra wydaje się co prawda dużo prostsza za sprawą Eliki, jednak poszczególne sekwencje potrafią nadal krwi napsuć. Jedyna różnica jest taka, że cofnie nas nieco mniej w wypadku źle wymierzonego skoku i nie będzie trzeba powtarzać ostatniach 15 minut karkołomnych akrobacji. Ja to odbieram na plus. Poprawił się zdecydowanie flow gry, a pewne problemy z precyzją sterowania starają się mniej dotkliwe. Właśnie takie cofanie przez głupie śmierci było w moim odczuciu największą wadą Trylogii, więc cieszę się, że to poprawili. Fabuła w grze jest mocno sztampowa. Nie ma jej dużo, a kluczowym elementem są relacje między parą głównych bohaterów oraz budowanie pewnej mistycznej atmosfery wokół zwiedzanych lokacji. Obie rzeczy wypadły nieźle, jednak należy pamiętać, że postacie to klisze (Książę jest przy tym wybitnie wkurzający), a na samej historii miejscówek fabuły oprzeć nie można. Warto natomiast nadmienić, że zakończenie jest niesamowite. Jest nietypowe, jest otwarte i nie każdemu się spodoba. Mogę tylko powiedzieć, że na pewno będzie zaskoczeniem i niesie za sobą olbrzymi ładunek emocjonalny. Coś na wzór zabijania The Boss w MGS3. W sumie cieszę się, że nie wyszedł na PC epilog ani żadna kontynuacja, bo tylko by ending popsuły. Naprawdę dla niego samego oraz dla cudownego klimatu warto w grę zagrać.




Zancudo napisał(a): kooperacja w mechanice dobrej strzelanki z elementami RPG

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość