Big Boss i jego (fikcyjna) legenda

Początek rewolucji Big Bossa i przekształcenie serii jaką znamy

Big Boss i jego (fikcyjna) legenda

Postprzez SALADYN » Śr paź 21, 15 11:40

Fani którzy skończyli MGSV powinni już ochłonąć po kontrowersyjnych rozwiązaniach fabularnych. Pora więc spojrzeć na zakończenie Phantom Pain okiem filozofa i myśliciela. Rezydująca na naszym forum sztuczna inteligencja, ukrywająca się pod pseudonimem...

http://metalgearsolid.pl/2015/10/21/analiza-zakonczenia-metal-gear-solid-v/

http://metalgearsolid.pl/metal-gear-solid-5/big-boss-i-jego-fikcyjna-legenda/

SalAI jak zwykle przeszedł samego siebie, mój wkurw nieco opadł.
Avatar użytkownika
SALADYN
I was made to fight. I AM a gun
 
Posty: 10190
Dołączył(a): Cz maja 29, 08 09:53

Re: Big Boss i jego (fikcyjna) legenda

Postprzez Curtis » Śr paź 21, 15 12:35

Ja rozumiem co autor miał na myśli i od biedy można to przełknąć... Ten tekst mogę też traktować jako wrzutkę w moją stronę gdzie napisałem, że w V nie ma do czego wracać. Jednak stwierdzając to nie miałem na myśli tego, że w V nie ma miejsca na dogłębne analizy czy nieco filozoficzne podejście do rozwiązań fabularnych. Chodziło mi raczej o to, że w fabule V nie ma momentu, który powodowałby u mnie chęć zagrania w to jeszcze raz, przeżycia tego czy tamtego momentu po raz kolejny. MGS 1 w całości taki jest, że każdy motyw chcę zobaczyć jeszcze raz, chociażby z nostalgii. W MGS 2 mam Tanker czy fenomenalny(przynajmniej dla mnie)fragment na pokładzie Arsenal Gear. W MGS 3 jeszcze raz i jeszcze raz mogę oglądać scenę przyjmowania przez Snake'a orderu i tytułu Big Bossa wraz ze sceną na cmentarzu. W MGS 4 uwielbiam akt 4 i ostatnie starcie z Liquidem/Ocelotem.

Tutaj nie mam punktu do którego chciałbym wracać z uśmiechem na twarzy. To mnie martwi. Martwi mnie to bardziej niż afera z Bigosem, niż instrumentalne potraktowanie Quiet i zrobienie z niej maskotki. Czy nawet niewielka gama postaci w objętościowo największym MGSie ever.

Co do samego tekstu. Po jego przeczytaniu obejrzałem sobie jeszcze raz scenę gdy Solid Snake rozmawia z Evą w kapliczce w MGS 4. Nigdy aż tak bardzo nie zwracałem mocnej uwagi na to co tam jest powiedziane uważając to po prostu za opasłe dialogi, które są zmorą w GotP. A właściwie tamten fragment to takie podparcie tego tekstu. Big Boss był potrzebny Zero bo ludzie potrzebują bohaterów, więc wyniesiemy go na piedestał. My gracze albo inaczej fani(MGS nie ma graczy albo jesteś fanem tej gry albo masz ją w dupie)potrzebujemy bohatera. Takim zawsze wydawał się Big Boss, szczególnie po Snake Eater.

Oczywiście zarzucając Kojimie częstą grafomanię(zresztą słusznie)to jedno muszę Japończykowi przyznać, nikt tak jak on nie potrafi ubierać swych gier w symbole odnosząc się do kultury czy mass media. I bez względu czy ja zgadzam się czy też nie z wizją Hideo to i tutaj wzbudza mój respekt jak to nieszablonowo można ugryźć.

Ja nadal jestem zły na Phantom Pain i jeszcze długo będę ale nie ze względu na Venoma(chociaż na niego pewnie troche też... Albo więcej niż trochę)Ale jestem zły na to jak mało kleju jest w fabule, który spajałby wątki pomiędzy misjami, zły na to jak słaba jest kadra V jako charaktery, zły na to, że znowu gram w Peace Walkera z jego wszystkimi wadami. Zły na absolutnie fatalną konstrukcję rozdziału 2. Tych wad nawet najlepsza analiza zakończenia nie naprawi.
Osvelot jest Bogiem
Avatar użytkownika
Curtis
The Sorrow
 
Posty: 661
Dołączył(a): Śr sty 09, 08 15:06
Czytam: Nie podam bo jak skończę będzie nieaktualne


Powrót do Metal Gear Solid V

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron