przez Adamska » N wrz 17, 06 00:30
Biblia Jezuso?ska
Rozdzia? I- Przej?cie w?adzy
Na pocz?tku by?a jedynie bezkresna pustynia, a na jej powierzchni widnia? ma?y motel, którego w?a?cicielem by? niejaki Bóg. Pewnego dnia gdy Bóg czy?ci? szklanki jak to mia? w zwyczaju robic o 12:32 do knajpy wkroczy?a w?t?a postac o lekkim zaro?cie i d?ugich, l?ni?cych, per?owo-brunatnych w?osach. Obcy dzier?y? w r?ku skórzan? walizk?. By? to w?drowiec, który przedstawi? si? jako John Frusciante po czym rzek?:
-Kto jest szefem tej nikczemnej speluny ?
-Jam jest zuchwalcze !!!- odpar? Bóg
Johnny lekkim krokiem podszed? do b?yszcz?cej powierzchni sto?u, przy której siedzia? Bóg w swoim drewnianym krze?le i zwróci? si? do niego:
-Ty? jest Bóg ??
-Owszem ch?opcze…- potwierdzi? starzec.
Na twarzy obie?y?wiata Frusciante pojawi? si? szyderczy u?miech.
-Teraz ja tu rz?dze !!- wrzasn??.
Bóg uniós? g?ow?, spojrza? w stron? baru po czym powoli i spokojnie pow?drowa? w jego kierunku. Gdy stan?? za lad? spojrza? na Johna i wyj?? spod niej swojego br?zowego, opalanego Les Paula i szepn?? do niego spod swojej siwej brody:
-Wpierw musisz mnie pokonac w?drowcze…
Po czym Bóg zagra? swoje solo. By?o niebia?skie, anielskie chóry towarzyszy?y stwórcy gdy ten czarowa? swoj? gitar?. Gdy sko?czy?, Johnny znów okaza? swój zuchwa?y u?miech i cichutko powiedzia?:
-Ca?kiem ?adnie dziadku.
Na co Bóg oburzony warkn?? do niego:
-Lepiej sam poka? co potrafisz synku !!
Frusciante po?o?y? swój ci??ki futera?, po czym powoli pochyli? si? nad nim, z?apa? za uchwyt i otworzy? go. Gdy rozchyla? jego pokryw?, ze ?rodka wydobywa?y si? jasne promienie o?lepiaj?cego ?wiat?a. Bóg z niecierpliwo?ci? i stoickim spokojem obserwowa? poczynania Johnnego do momentu gdy ujrza? co ten trzyma? w futerale. John wsun?? we? r?ke po czym wydoby? pi?kn? gitar?- cudownego b?yszcz?cego White Falcona, którego struny wykonane by?y z czystego i l?ni?cego szczerego z?ota. JF jedynie spojrza? za?amanemu Bogu g??boko w oczy i zacz?? tworzyc pi?kn? melodi?. Gdy zagra? tylko pierwszy akord Bóg poczu? si? s?aby i pad? na kolana. Frusciante ze skoncentrowanym wyrazem twarzy snu? swoje przepi?kne riffy.Pod wp?ywem jego gry pustynia powoli zacz??a zmieniac si? w las. Zacz??y wyractac drzewa i kwiaty. Na krzewach kwit?y owoce, natura zbudzi?a si? do ?ycia. Niewiadomo sk?d zacz?li do baru przybiegac ludzie. Bóg zacz?? eksplodowac, a jego nadludzkie moce zacz??y kr??yc wokó? Johnny’ego, a gdy zako?czy? swoje arcydzie?o wch?on??y w niego z niewyobra?aln? si??. Rozpadaj?cy si? na kawa?ki Bóg powiedzia? jedynie:
-Jeste? godzien…
John odwróci? si? w stron? tych, którzy przybyli i rzek? do nich:
-Potrzebuj? kogo? o moim wygl?dzie kto b?dzie za mnie rz?dzi? tym wszech?wiatem…
Ludzie urz?dzili pogo, zacz?li skakac po sobie i krzycze? „Ja !! Ja chce!!”’ lecz Joanny niewidzia? nikogo odpowiedniego, kto sprosta?by tym wymaganiom. Nagle zauwa?y?, ?e za t? dzik? przepychan? siedzi sobie m??czyzna uderzaj?co do niego podobny. JF zwróci? si? do niego:
-Ty!! W dziwnej czapce!! Podejd? tu…
-Tak panie ??- rzek? w?tpliwie m?odzieniec.
-Kto? ty ??
-Jezus jestem…
Johnny u?miechn?? si? tylko do niego, z?apa? go za rami? i powiedzia?:
-Od teraz ty tu rzadzisz…
-Ja ? Panie, ale ja jestem tylko poczciwym i biednym kierowc? Kamasza ! Jak mam nagle rz?dzic wrzechswiatem ? A co z toba panie ?!?!?
Frusciante odwróci? si? w strone drzwi i spojrza? ku wyj?ciu. Podszed? do nich i odpar?:
-Co ze mn? ? Ja tylko gram na gitce m?ody…
Rozchyli? ma?e drewniane drzwiczki i ruszy? przed siebie w bezkresne równiny…
stoned to the bone.