Moderator: GM
. Sam jestem zmęczony robieniem z tej gry największego artystycznego osiągnięcia 21 wieku, ale staram się nie myśleć o tym kiedy w nią gram.
). Musiałem przełączyć na hard, bo często nie było sensu się skradać i robiło się z tego Uncharted. Drażni mnie tylko, że nawet na wyższym poziomie trudności przeciwnicy są ślepi.
. Ostatnio w gierkach im dalej byłem w grze, tym bardziej mnie nużyły, odkrywały swoje karty. A tutaj cały czas jest lepiej i lepiej, z każdą minutą, godziną...
. Jestem bardzo ciekaw tego tytułu. Demo mnie nie porwało jakoś szczególnie - dokładniej gameplay, ale jest to jedna z tych gier, których sobie nie odpuszczę. Wszystko jak na razie przemawia na tak, ale ja się póki co wezmę za wersję na PS3. Samo Uncharted mnie nie przekonuje, wiem że to gra przygodowa więc fabuła nie powinna zachwycać - nie wiem tylko jak mechanika gry ma się na przestrzeni całej gry, ale zanim ukończyłem demo 1 i 2 zdążyłem się nią zmęczyć i to głównie jej charakter zniechęca mnie do tej produkcji. A TLoU może mnie zachwycić fabułą, dzięki czemu powiedzmy przymknę oko na nie do końca odpowiadającą mi mechanikę i jej konstrukcję. Hm, nie do końca odpowiada mi cena wersji na PS3, bo średnio to 80zł ale w sumie taniej nie zejdzie jak podejrzewam i jak na tytuł tak bardzo wychwalany chyba warto spróbować. Na Uncharted nie chciałbym wydać więcej niż 30-40zł za część, ale z tym chyba nie będzie większego problemu.
. Jednak patrząc całościowo na to, co dostałem, przymykając oko na to, co chciałbym miejscami dostać, to gra zmasakrowała. Koniec emocjonalnie zmiażdżył. Wiadomo - jest filmowo, ameryki nikt tą grą nie odkrył pod względem storytellingu w grach, ale po prostu nie dało się nie siedzieć jak na szpilkach. Przez całą grę w tak mistrzowski sposób jest budowana ta relacja między bohaterami, że człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, kiedy zaczyna darzyć ich tak ogromną sympatią. Cieszy mnie też to, że często grając przykładałem sobie zestaw klisz do danej sytuacji "a bo zaraz coś się takiego a takiego stanie", a tu nie i ciąg wydarzeń w jakiś sposób mnie zaskakiwał. No i w sumie to jest najlepsza filmo-gra w jaką grałem. Nawet mi ta świadomość nie przeszkadzała. Gdyby nie nudnawy mid-game (choć wydaje mi się, że takie lekkie rozwleczenie miało pewne zadanie i robiło sens w kontekście całości), jakieś bugi tu i ówdzie, no i gdyby jednak było tu więcej jakiejś swobody, jakaś ciekawsza zagadka to pewnie byłoby 10/10. A tak to mocna dziewiątka. I jutro biorę się za Left Behind.

Gillian napisał(a):Spoiler:
Gillian napisał(a):Skończyłem. Jakieś 5-7 lat temu dałbym 11/10, postawił ołtarzyk i stał bym się fanbojem jak kiedyś MGSa. Teraz jestem zdziadziałym zrzędą i do wielu rzeczy bym się przyczepił. Jednak patrząc całościowo na to, co dostałem, przymykając oko na to, co chciałbym miejscami dostać, to gra zmasakrowała. Koniec emocjonalnie zmiażdżył. Wiadomo - jest filmowo, ameryki nikt tą grą nie odkrył pod względem storytellingu w grach, ale po prostu nie dało się nie siedzieć jak na szpilkach. Przez całą grę w tak mistrzowski sposób jest budowana ta relacja między bohaterami, że człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, kiedy zaczyna darzyć ich tak ogromną sympatią. Cieszy mnie też to, że często grając przykładałem sobie zestaw klisz do danej sytuacji "a bo zaraz coś się takiego a takiego stanie", a tu nie i ciąg wydarzeń w jakiś sposób mnie zaskakiwał. No i w sumie to jest najlepsza filmo-gra w jaką grałem. Nawet mi ta świadomość nie przeszkadzała. Gdyby nie nudnawy mid-game (choć wydaje mi się, że takie lekkie rozwleczenie miało pewne zadanie i robiło sens w kontekście całości), jakieś bugi tu i ówdzie, no i gdyby jednak było tu więcej jakiejś swobody, jakaś ciekawsza zagadka to pewnie byłoby 10/10. A tak to mocna dziewiątka. I jutro biorę się za Left Behind.
Simon napisał(a):U ciebie crap i ironia nie idą w parze.

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość