Moderator: GM
. Bo taka w sumie prawda - strzelam że spora część PSXowców tamtych czasów to były dzieci, które konsole dostawały w ramach rekompensaty za brak funduszy na Optimusa czy najzwyklejszego składaka
. I tak rodziła się ta fascynacja do gier, które były zupełnie inne niż na komputerach. To był taki naturalny przeskok z Pegasusa na coś co wyświetli 3D. Ten szał na "plejstejszon" roznosił się na szkolnych korytarzach jak wirus grypy albo innej świnki w sezonie (aczkolwiek ja wtedy marzyłem o Saturnie i Gameboyu)
. Kto nie miał konsoli, spędzał całe wieczory u kolegów. A kiedy wracało się do domu, wertowało się dziesiątki razy gazetki - NEO, potem Neo Plus, PSX Extreme, Playstation Plus (w tym magazynie publikowano tylko pełne opisy do gier, też się je czytało wyobrażając sobie grę). To był inny świat dla osób wychowanych na komodorkach (ja) i amigach. Albo ktoś w to wsiąkał, albo zostawał przy swoich komputerkach i ostatecznie lądował z IBM PC
.
. Miażdżył też Tekken, ale głównie ciągnęły mnie wyścigi. Pamiętam jak zmasakrował mnie Driver - można było rozbijać się po całym mieście! Za jRPGami nie przepadałem, nie podobało mi się ten pofragmentowany gameplay (tzn eksploracja sobie, walki sobie, latanie po overworld sobie), choć wtedy tego nie potrafiłem tak nazwać
. MGSa nie znałem na początku, objawił mi się dopiero pod koniec roku 2000 na swojej już konsoli. Pamiętam też hardkorowe granie w Tomb Raidera. Jeden z nas trzymał pada, drugi opis z PS+ na kolanach i wspólnymi siłami zaliczało się kolejne etapy w ukryciu przed rodzicami (kolega był świadkiem Jehowy, nie mógł grać w gry zawierające przemoc).
. Potem nastąpiła przeprowadzka, z kolegami straciłem kontakt. Jednak w nowej szkole też trafiłem na kilku maniaków PSXa, u których sprawdzałem piraciki. Jednak sam dalej trzymałem się swojego - grałem w dema, w jakieś pożyczane gry, nawet udało mi się kiedyś u pirata kupić oryginalne Fifę i Abe'a za małą kasę. 


.
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości