Powiem szczerze, że pomimo batów jakie gra zebrała od fanów (i nie tylko) podeszłam do niej bez żadnych uprzedzeń. Nieraz się zdarzało, że grałam w jakiś tytuł na który wszyscy narzekali, a mi jednak się podobał, więc zazwyczaj nie zwracam aż tak na uwagi na opinie. Zwłaszcza, że podobny hejt zebrała piąta część serii, w którą grało mi się naprawdę świetnie. Owszem, z residentami, nawet czwórką, miała niewiele wspólnego, a fabuła wspinała się nieraz na wyżyny kretynizmu, ale nie zmienia to faktu że sam gameplay był świetny (przynajmniej w coopie z ogarniętym partnerem). Tego samego po trochu spodziewałam się w szóstce.
O ja naiwna.
Co to, do jasnej dupy, jest? Rozumiem, że seria z każdą kolejną częścią coraz bardziej ewoluowała w kierunku gier akcji, ale ten twór ciężko nawet do nich zaklasyfikować. No, chyba że ktoś przez akcję rozumie trwające kilka minut QTE polegające na szukaniu kluczyków w samochodzie. Rozumiem też, że chwytem mającym podnosić graczom ciśnienie miał być fakt, że przeciwnicy spawnują się teraz bez końca, najczęściej za naszymi plecami albo w innym niewidocznym miejscu. W praktyce po 5 minutach każdy się do tego przyzwyczaja i element zaskoczenia przeobraża się w irytację, bo nie można nawet spokojnie ekwipunku przejrzeć bez zombiaka wpijającego nam się 2 sekundy później w szyję. Zresztą gra w ogóle jest kiepsko zbalansowana w tym zakresie, nieraz pojawiają się takie fale przeciwników, że ani się przez to przebić, ani je wyminąć, co skutkuje raz po raz zgonami i jeszcze większą irytacją.
Poza tym, jeśli niektóre wątki w fabule piątki można było uznać za szczyt kretynizmu, to szóstka plasuje się w tym zakresie gdzieś w okolicach stratosfery. Naprawdę, ja wiem że to RE, ale o ile z głupot w 4/5 się śmiałam, to tu mam ochotę walić głową o ścianę.
W każdym razie, jest to chyba pierwsza gra której udało się mnie zirytować. Nie na tyle, żebym ją całkiem olała, bo jednak mam zamiar ją skończyć - chyba że w pewnym momencie uznam że szkoda mi na to czasu i są lepsze gry do coopa, ale jednak bądźmy dobrej myśli.
Bo tak właściwie swoje momenty Resident Evil 6 też ma - w końcu w ilu grach mogliście powiedzieć, że
No, tak myślałam.









, szkoda tylko, że w porównaniu do RE 5 to zrobiliśmy SSki bardzo szybko i tak naprawde nie ma już po co grać.

