No więc, jestem fanem MGS od czasów pierwszej gry na PS jak zapewne duża ilość z was. Od jakiegoś czasu nie jestem w ogóle zainteresowany gamingiem z wyjątkim MGS. Wszystko inne wydaje się słabe, nudne, bez głębszego przekazu i wartości nostalgicznej. Jak zapewne się domyślacie, czekałem na MGSV dość długo i wiązałem z ostatnim tworem Kojimy z tej serii wielkie nadzieje. Chciałem nawet specjalnie dla tego tytułu kupić PS4 w czerwonej edycji kolekcjonerskiej. Na końcu jednak stwierdziłem, że jeśli gra "jakimkolwiek cudem" okaże się słaba to strace 2k zł, więc ostatecznie kupiłem wersje steamową - i dobrze!
Dzień premiery. Instaluje. Odpalam. Gram. Ciesze się jak pedofil w przedszkolu. MGSV dla mnie to głównie fabuła ale pomimo to doceniam gameplay. Nie dość, że MGSV to gra o Big Bossie (największym badassie ever) to na dodatek jest to ogólnie dobra gra. Gdyby gra nazywała się "Zemsta Bonusa BGC" a zamiast BB byłby w niej "raper/fighter MMA" to nadal otrzymałaby wysokie noty jedynie ze względu na gameplay. Na dodatek, historia, która jest zawarta w Chapterze 1 jest bardzo spoko. Fakt, jest mało filmików w porównaniu do innych części ale o to chodziło twórcy, co podkreślał wiele razy w wywiadach. Na tym etapie (koniec Chapteru 1) dałbym grze 10/10. Monolog Skull Face'a na jeepie a następnie Sins of the Father oraz gniew Kaza odstrzeliwującego owemu szkieletorowi rękę i nogę to jedna z najlepszych, moim zdaniem, scenek w całej serii MGS. Byłem, na poważnie, przerażony gdy creditsy pokazały się na monitorze pod koniec chapteru. Nie dlatego, że gra wydała mi się krótka, bo spędziłem w niej już ponad 30h, ale dlatego, że wiele wątków zarówno z poprzednich części MGS jak i z tej nie zostało wyjaśnionych. I nagle zapowiedź drugiego chapteru... kamień z serca...
Chapter 2 gdzie sytuacja nie jest już tak kolorowa. W chapterze brakuje zarówno misji, które nie byłyby powtórzeniem tych z Chapteru 1, jak i gigantycznej części fabuły. No to grinduje (tak grinduje, bo przyjemnością nazwać tego njie można) te bezsensowne misje tylko po to żeby odblokować trochę fabuły. Fabuły jak nie było tak nie ma, z wyjątkiem pasożytów strun głosowych. Headshotowanie własnych ludzi podczas gdy salutują do muzyki z Peace Walkera to kolejny przykład na to jak genialnie można przekazać fabułę bez konieczności wprowadzania cutscenki. Wracam do grindowania i odblokowywuje misje o nazwie "Truth: cośtam". Na tym etapie moja ocena spadła do 8/10 ze względu na małą ilość fabuły i powtarzający się gameplay. Miejcie na uwadze, że to hojna ocena bo jestem fanboyem serii.
Nadszedł czas na wielki zwrot akcji w fabule. Pierwsza rzecz, którą chce podkreślić to to, że bardzo mi się spodobało to co Kojima wymyślił. Mamy dwóch Big Bossów - tego prawdziwego i Venoma. W tym momencie moja głowa zaczeła rozkminiać implikacje tego odkrycia. Który BB tak naprawdę jest tym "prawdziwym"? Naked Snake, prawda? Ale czy przypadkiem Venom nie przerosnął "prawdziwego" Big Bossa, gdyż zmierzył się z tym od czego ten pierwszy uciekł? Na kasecie Big Boss mówi, że teraz oboje są Big Bossem czyli teoretycznie są równi? Nie do końca, bo rozkazy wydaje cały czas Big Boss, nie Venom? - tego typu myśli rodziły się u mnie w głowie i moim zdaniem to jest właśnie escncja serii MGS - zmusza Cię do krytycznego myślenia przez co wywołuje emocje. Był to jeden z najlepszych zwrotów akcji w czymkolwiek co miałem okazję doświadczyć (gry, filmy, seriale itp.). Na końcu doszedłem do wniosku, że BB to bardziej koncept a nie osoba. Nie mamy prawa pytać o to który z nich jest "prawdziwy" tak samo jak nie mamy prawa pytać o to gdzie znajduje się dana cząsteczka według praw fizyki kwantowej. Obydwaj są prawdziwi gdyż razem stanowią koncept podczas gdy cząsteczka nie ma stałej lokacji tylko prawdopodobieństwo.
Końcowe creditsy gdzie cały timeline zostaje przedstawiony. Okazuje się, że Solid Snake zabija Venoma w MG1 a Big Bossa w MG2 (nie do końca zabija tego drugiego, ale wiemy o co chodzi). Jeden wątek mamy zamknięty, ale co z całą resztą? Gdzie jest Gray Fox? Gdzie jest Sniper Wolf i cały wątek z "Saladinem"? Gdzie jest tworzenie Zanzibaru? Gdzie jest demoniczny upadek Big Bossa? Gdzie jest to olbrzymia kontrowersja którą obiecał Kojima? Gdzie jest to "coś" co może być przekazane tylko w postaci gry? Gdzie jest powrót do Capmu Omega? Gdzie jest wątek z oczami Kaza? Gdzie jest krzyż?

Prawda jest taka, że czuje się oszukany. Dlaczego? Obiecano mi wszystkie te rzeczy. Słowo "obiecano" jest w poprzednim zdaniu kluczowe. Uważam się za osobę z dość dużym poczuciem moralności dlatego staram się zawsze dotrzymać słowa i tego samego oczekuję od innych. Jak ktoś mówi, że coś będzie to znaczy, że ma być i ch*j. Nie zapominajmy, że to ostatnia gra z serii MGS. Jeśli tu się te rzeczy nie wyjaśnią to zapewne nigdy już nie zostaną wyjaśnione. Moja końcowa ocena spada do 6/10.
W internecie krążą teorie, że duża część contentu (końcowa walka z Eli w metal gearze, połowa Chapteru 2, cały Chapter 3: Peace, brakujące elementy fabularne, o których wspomniałem powyżej) zostały wycięte przez Konami żeby wypuścić grę wcześniej. Niektórzy twierdzą, że content ten zostanie jeszcze dodany. Jedna z teorii mówi, że patch wejdzie 21-ego (International Peace Day) ale to samo było mówione o 9/11 i nadal nic nie ma.
Ostatnią rzeczą o której chce wspomnieć to argument niektórych ludzi o syndromie Phantom Pain. Przekonaniem niektórych jest to, że Kojima specjalnie pokazywał fajne rzeczy w trailerach, obiecywał złote góry i wyciął połowę gry tylko dlatego by pkazać graczowi co to naprawdę znaczy ból fantomowy. Mi osobiście wydaje się, że to bullshit. Phantom Pain następuje po stracie czegoś co było już w posiadaniu danego osobnika. Nijak ma się to do naszej sytuacji. Nic tak naprawdę nie mieliśmy od samego początku. Co się stało to to, że obietnica, którą nam dano nie została spełniona.
Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do tego miejsca. Wiem, że jest to długi i gniewny post ale musiałem to z siebie wydusić. A co wy myśłicie na ten temat? Jak oceniacie grę pod względem gameplayu i fabuły? Jesteście zwolennikami jednej z teorii spiskowych?



