Wstaje rano o 6. Boli mnie głowa. Gralem w BF2142 do 3.45. Brakuje mi około 350pktw do nowego stopnia. Kawa. Mocna. Bez niej nie potrafię funkcjonować. Dzięki niej przytyłem pare kilo. Ignoruje ten fakt. Dolewam za dużo śmietanki. Poranny rytuał. Net. Sprawdzam wszystkie swoje strony, posty, allegro itp. Czytam wasza stronę. Kubeczki smakowe dzwonią z zadowolenia. Kawa jest mocna i przesłodzona. Pewnie jestem cukrzykiem i nie wiem o tym. Lukasz. Dzwonie do niego zaspany.
Jedziemy?
Dawaj!
Jedziemy około godziny. Moja ośmio-cylindrowa studzienka o pojemności 4.6 litra przypomina mi ze trzeba dolać. Cholera. $3.64 za galon paliwa 93. Wlewam. Pije na dodatek duża puszkę Monster Energy. Lubie pięciominutowe palpitacje serca. Gadamy o wszystkim i o niczym. Przyjeżdżamy na miejsce. Tlok. Spaliny i adrenalina. W oddali już słychać ryk 1000-konnych metalowych gladiatorów. To jest ich pora, ich czas. Okrągłe stopy pokryte łysą guma pala asfalt, jakby chcieli oddać z siebie ostatni krzyk zwycięzcy.
Mijamy masę aut. Gdzie okiem nie sięgnąć widać błyszczący metal dumy amerykańskiego premyslu. Industrializacja życia osobistego. Status społeczny. Stac nas, jesteśmy przecież USA. Na każdym aucie rysuje sie ego jego wlascicela. Takie mam wrazenia...
Moj ulubiony Lincoln. 78 Continental. Masa cylindrów i kilka kabli. Chrom. Antyk.
[
Wchodzimy na stadion. Widowisko. Słowa nie są w stanie opisać tego co widzę, czuje i nie słyszę. Huk jest przeogromny. Przy przejeździe takiego goliata cały stadion drży. Trybuny pełne wrzawy, okrzyków i pisków. Nie rozumiem jeszcze co się dzieje, ale podnieca mnie cala atmosfera. Głośniej = lepiej. Czuje się w jakiś sposób uwolniony od codziennych problemów. Dziękuje Bogu za wszystkie zmysły jakimi mnie obdarzył. Wszystkie pracują na wysokich obrotach. Spaliny mieszanki paliwa w powietrzu powodują łzawienie i wiercenie w nosie. Ignoruje te niewygody.
Nie zwracam uwagi na fakt ze parking kosztuje 5, wejściówka 56, piwo Miller 7 (siki), hot dog 7, możliwość szybkiego oddania moczu jest jednak bezcenna.
Podczas całego pobytu prowadzimy z Łukaszem ostry dialog na wysoko intelektualnie poziomie:
- O jawnogrzesznica!
- Ja chromole!
- Widziałeś?
- No jawnogrzesznica. Daj spokój.
- Wyjebiscie co nie?
- Co? Cholera, nic nie słyszę!
- Mowie jawnogrzesznica ze zajebiście!
- Aha! - udaje ze rozumiem co mówi i potwierdzająco skinam głową.
Jeden z kierowców zamyka w 1/4 mili (okolo 402m) 321 mil/h (okolo 516km/h) w czasie 4.457 sekundy. Moc ponad tysiąc koni. Gac, o tobie "Pan Czas" tez nie zapomniał, jeden z kierowców tak całkiem przypadkiem zdobył czas 6,666.
Przenośna stajnia. Ciężarówka plena sprzętu, części zapasowych, ludzi i oczywiście bolid. średnia wartość, 7mln dolarów. średnie utrzymanie roczne maszyny, 3-5.5 mln. Po każdym wyścigu (a nie dniu) cały bolid jest rozbierany do naga i silnik jest budowany od nowa. Przy obrotach 66000/min nie można pozwolić sobie na usterkę. Grozi to wypadkiem lub przegrana. Ludzie nadal giną w tym sporcie mimo zaawansowanych metod bezpieczeństwa.
Byliśmy tylko do południa. Gdybym bardziej zwracał uwagę na wskazówki profesora Budzyńskiego na lekcjach polskiego, to pewnie byłbym w stanie lepiej opisać cale to wydarzenie. Obojętnie co powiem, to i tak nie odda to ducha całej tej atmosfery. Wydawało mi się ze nic nie może być ciekawego w kilku sekundowym wyścigu na prostej. A jednak...
Zapraszam was wszystkich do obejrzenia kompletnego albumu tutaj. Uwaga, zdjęcia są duże i mogą się długo pobierać.
Wyscigi NHRA

.
.
)



