Jak dla mnie to kilka rzeczy pisanych tu przez Was jest, delikatnie mówiąc, bez sensu.
Po pierwsze, zakładanie, że "Hollywood jest be i zepsują MGSa". Po pierwsze, chyba czasami mylnie ma miejsce rozumowanie "film z USA : Hollywood". Przecież wytwórnia w Los Angeles jest może i największa, ale nie jedyna ! Ja nawet nie wiem, czy jest pewne, że właśnie tam powstaje film i wątpię, żeby ta informacja była przedstawiona. Takie dane są chyba mały drukiem widoczne na końcu trailerów, a mało kto na to zwraca uwagę. To, że trafia się sporo badziewi lub mało ambitnych dzieł (co nie znaczy, że nie ciekawych) nie zmienia faktu, że stamtąd też "biorą" się dzieła wybitne lub po prostu bardzo dobre. Nie będę się bawił w wymienianie.
Inna kwestia, to poruszane już przeze mnie stawianie głosu ponad wszystko. To już jest przesada godna tylko MGSowych freaków
, a trzeba się liczyć z tym, wiedzieć to, że to ma być film, który ma zarabiać na niezniejących tematu, znających słabo lub przeciętnie temat (osoby, które pokończyły MGSa, znają fabułę, cenią ją, ale gra jest dla nich grą, obok innych) i w końcu maniaków. Zgadnijcie, której grupy jest najmniej ? Zreszta, z praktycznych względów, kto by niby brał pod uwagę na castingu głos bohatera ? To tu zaistniało jakieś hipebolizowanie tej cechy, robienie z niej "niewiadomoczego".
Kolejna sprawa : "po co film ?", "ja bym wolał, żeby nie było". Ok, możesz nie iść do kina/nie oglądać na PC/DVD, i po problemie. Nawet jak to będzie crap, to nikt nikomu nie każe tego oglądać, a też nie przyjmę argumentu, że liczy się "dobre imię tytułu MGS". Ja chcę zobaczyć film, bo cut scenki znam na pamięć, grają w nich polygonowe postacie, a "magią" filmów na podstawie gier jest właśnie ujrzenie w warunkach prawdziwego świata tego, co się widziało dotąd w środowisku wirtualnym.
Myślę, że film przedstawi "swoją" wersję wydarzeń z MGS 1, czyli możliwe jest pojawienie się postaci, których w MGS 1 nie było, "zniknięcie" niektórych, które były i tak dalej. Ja jestem dobrej myśli.





