Oto TOFIK , kot mojej mamy , pewnego pięknego dnia przyniosła go z ulicy gdy miał najwyżej pół roku (taka z niej matka Teresa).
Strasznie fałszywa bestia z niego , potrafi wejść komuś na kolana i łasić się poł godziny po czym ni z tego ni z owego drapie i gryzie , potrafi się też mścić używając do tego swoich czynności fizjologicznych w połączeniu z butami lub zasłanym łóżkiem.
Do tego często dziwnie się zachowuje i włazi w miejsca w których bym się go niespodziewał co zresztą widać na zdjęciach , z lubością ostrzy sobie pazury na wszelakich kartonach , fotelach , krzesłach (nowa kanapa po roku u nas wyglądała jakby miała 20 lat) i nie da się go tego oduczyć.
W porównaniu z naszym poprzednim kotem ten jest diabłem wcielonym którego najchętniej bym się pozbył , jego szczęście że nie mam serca go wyrzucić.



Poza kotem mieszka z nami KORA , urocza czarna jak noc poza siwym już pyskiem suczka (mamy ją już prawie 15 lat) , jednak nie mam nigdzie żadnych jej zdjęć może kiedyś jakieś zrobie to wrzuce.