Oto i przyszło mi przebrnąć przez trzecią część serii BiA, która swego czasu narobiła wokół siebie sporo szumu, wprowadzając na rynek gier produkt o wielkim nastawieniu na taktykę i realizm.
Powiem szczerze, uwielbiam twórców serii, firmę Gearbox. Odważę się nawet powiedzieć, że dodatek do Half Life 1, który zrobili (Opposing Force) był lepszy niż produkt Valve.
Po trzech latach produkcji na zatłoczonym rynku strzelanin FPP pojawia się kolejna gra o Drugiej Wojnie Światowej. Już to wystarczy, żeby "zwykły" gracz ominął tę grę szerokim łukiem. Źle czyni, oj źle..
Warto się bowiem zainteresować tą grą. Powiem więcej- warto się dać jej wciągnąć i przymknąć oko na wiele baboli, ale o tym za chwilę.
Co autorzy zapewnili nam tym razem? Kampanię dziejącą się w niezwykle emocjonującym i stosunkowo mało eksploatowanym przez media etapie wojny (nie zniósłbym chyba kolejnego DDay). Do naszej dyspozycji jest grupka wyszkolonych żołdaków, z czego wszyscy spełniają inną funkcję. Dzięki wyjątkowo intuicyjnemu systemowi wydawania rozkazów bez trudu grupa KM przygniecie wrogów ogniem, efektownie niszcząc wszelkie drewniane obiekty dzielące rozgrzaną lufę broni od szarego mundury. W tym czasie grupa szturmowa podejdzie pod pozycje wroga i obrzuci ich granatami, a wisienką na torcie będzie nasz efektowny strzał w głowę niemieckiego żołnierza, któremu towarzyszyć będzie zwolnienie akcji, filmowe ujęcie i wyjątkowo realistycznie ukazana brutalność wojny. Krwi jest co nie miara, walki- choć w porównaniu do Call of Duty dość "statyczne"- zmuszają do ciągłego kombinowania, szukania kryjówek i metod otoczenia przeciwników.
Jestem szczerze zdumiony tym, że fabuła gry jest równie dopracowana co gameplay. Trudno nie polubić tak "ludzkich" postaci. Chociaż mimika twarzy w tej grze jest naprawdę katastrofalnie zła, to każdą pokazówkę ratują artystyczne ujęcia, doskonały voice acting i wybornie dobrana muzyka. Gdyby nie ta nieszczęsna mimika twarzy z samych pokazówek powstałby naprawdę wyborny film o przyjaźni, wojnie i szukaniu siebie.
Dobra, chrzanić rozpływanie się. Gra jest naprawdę dobra, ale nie doskonała. Grafika jest tylko dobra- niektóre modele postaci wyglądają świetnie, tak jak i efekty graficzne, ale niejednokrotnie zaatakuje nas dogrywająca się tekstura, spadek płynności animacji czy inne babole. Chociaż gra jest wymagająca i nie możemy zbyt długo pozostawać bez osłony, to część zadań jest zdecydowanie zbyt prosta, przez co grę możemy skończyć w około dziesięć godzin. Sporo, jak na dzisiejsze standardy, ale biorąc pod uwagę długość poprzednich części (minimum dwadzieścia godzin) i to, jak długo gra pozostawała w produkcji, można poczuć zawód. Brakuje też większych bitew- tak, dowodzimy oddziałem rozpoznawczym, ale udział w większej potyczce z pewnością podniósłby grywalność. Obiecywane bitwy czołgowe to porażka- sterujemy samotnym czołgiem pozbawionym osłony piechoty i bezproblemowo niszczymy 4 działa 88 i trzy Panzer IV. A wszystko Shermanem Firefly, który miał pancerz gruby jak kartka papieru...
Choć trudno mi to powiedzieć, grze brakuje szlifów. Pewnych małych elementów, które nie pozwalają się tej grze wybić ponad wysoko postawioną przez twórców poprzeczkę.
Tak czy inaczej, warto spróbować. Chociaż multiplayer to żart i porażka, doskonała fabuła i wciągający gameplay wystarczą, aby uznać czas spędzony przy tej grze za spoko wodza marynowane śliwki.

