Świeżo ukończyłem Arkham Asylum (cała fabuła + wszystkie Riddlers Riddles) i postanowiłem podzielić się kilkoma spostrzeżeniami.
UWAGA, SPOILERY!!
Przez pierwsze godziny miałem wrażenie, że gram w najlepszą grę kiedykolwiek stworzoną. Urzekł mnie klimat, doskonały voice acting, klimat skradania się i atakowania z ukrycia, jak i pojedynki na pięści, w których czuć moc Batmana.
Podoba mi się także struktura gry, przypominająca Zeldę – zbieramy kolejne przedmioty, pozwalające nam dostać się do miejsc uprzednio niedostępnych. Niestety, wiąże się to z pewnym niedomówieniem, które spowodowało u mnie zagotowanie krwi. Skoro Batman miał cały czas w jaskini ulepszony hookshot, to czemu nie wziął go, kiedy pierwszy raz weszliśmy do pomieszczenia? Rozumiem, gdyby znajdował się on w jakiejś oddzielnej, zamkniętej części Batcave, ale nie, dopiero przy drugiej wizycie w grocie nasz Nocny Rycerz postanawia wyjąc ze schowka świetny i użyteczny gadżet. Denerwuje też fakt, że niemal do końca gry Batman zwlekał z wezwaniem Batwing. Co przeszkadzało mu, aby wezwać sobie go na pomoc wcześniej? Babol scenariuszowy jak nic.
Denerwowało mnie też nagromadzenie pojedynków na pięści. Zdecydowanie zbyt rzadko problemy możemy rozwiązać w sprytny i cichy sposób, w pewnym momencie pojedynki stają się nużące- nawet pokój dwudziestu oprychów nie jest dla Batmana wyzwaniem, a urozmaicenia walki brakuje. Skradanie się, które sprawiało mi w demie tyle radości ma niewiele nowości do zaoferowania w pełnej wersji. Ot, możemy linką przerzucić oprycha przez barierkę, lub zrobić pułapkę z wybuchowego żelu. Tylko raz w całej grze mamy naprawdę spore wyzwanie, jakim jest przerobienie przez Jokera gargulców, które do tej pory były najbezpieczniejszym miejscem w grze. Potem nie tylko dostają charakterystyczny biały make-up, ale i zbliżeniową minę czasową, która utrudnia zabawę w kotka i myszkę z oprychami.
W grze brakuje też ciekawych walk z bossami. Oprócz pojedynku z Banem (a potem z jego wieloma klonami), Poison Ivy i kilku wymian ciosów z Jokerem na koniec nie ma większych pojedynków z bossami. Tak, przyjdzie nam ukrywać się przed Killer Crockiem i walczyć z ochroniarzami Harley Quinn i walczyć z halucynacjami tworzonymi przez Scarecrowa, ale te wydarzenia toną w morzu zwykłych pojedynków na pięści.
Najwięcej frajdy czerpałem z tej gry głównie na początku, kiedy odkrywałem zdolności Batmana i poznawałem Arkham, oraz kiedy szukałem pierdolitek poukrywanych przez Riddlera. Szkoda jednak, że nie odważono się wprowadzić do gry prawdziwych zagadek Edawrda Nygmy, a jedynie musimy szukać poukrywanych przedmiotów i charakterystycznych obiektów. Dodam tylko od siebie, że o wiele większą frajdę miałem słuchając komentarzy Riddlera przez głośniki, niż kiedy po raz 20 gra odtwarzała tę samą wypowiedź Jokera.
Zakończenie trochę ratuję grę, bowiem jest pełne emocji, ciekawych zwrotów fabularnych i mamy okazję zobaczyć Jokera w fryzurze na irokeza.
Niemniej nie cierpiałem grając w Arkham Asylum, co więcej, podobało mi się poważne podejście do tematu Batmana. Mam nadzieję, że Rocksteady już szykuję drugą część. Tym razem w otwartym do eksploracji Gotham, gdzie Batmobilem jeździmy po mieście, rozbrajając bomby Jokera, zapobiegając napadom Two-Face’a i rozwiązują zagadki Riddlera

Och, marzenia...
PS. Jeśli ktoś się nie zorientował, gra podobała mi się, widzę jednak mnóstwo miejsc, w których można by ją poprawić. Podobnie jak w przypadku Assassins Creed opłaca się nieco pocierpieć, bo założenie i idea gry jest lepsza niż podstawa gameplayu.
The days of the car as a symbol of freedom are gone. The world wants us all in eco-boxes, wedged nose-to-tail with other eco-boxes. There are people who'd rather we took no pleasure from driving at all.