Tak jak napisałem w temacie "Tutaj się witamy", interesuje mnie pisarstwo jako takie, a najbardziej pisanie scenariuszy do filmów. Przy pisaniu takich właśnie scenariuszy w 99% przypadków stosuje się 3-częściową strukturę, zaczerpniętą jeszcze od Arystotelesa. Struktury tej można się nauczyć z wielu książek (albo, jeśli się mieszka w USA, z wykładów na żywo, itp.) i panuje przekonanie, że odejście od tej struktury gwarantuje, że film będzie kiepski. Z drugiej strony, nawet najściślejsze stosowanie się do tej struktury nie gwarantuje filmu dobrego, ale to już zupełnie inna bajka...
W każdym razie, w MGS2 fascynuje mnie fabuła i to, że fabuła ta wręcz bezczelnie łamie wiele schematów, które uważa się za podstawę do opowiedzenia dobrej historii.
Nie ukrywam, że interesowałoby mnie napisanie całego artykułu na ten temat, które być może nadawałby się na publikacje w Zanzibarze, więc tylko pokrótce napiszę tutaj, o co mi chodzi.
1) Istnieje przekonanie, że im mniej postaci, tym lepiej - MGS 2 łamie ten schemat: Snake, Raiden, Solidus, Otacon, Ocelot, Olga Gurlukovich, Vamp, Fortune, Fatman, Campbell, Rose, Stillman, Prezydent Johnson, Sergei Gurlukovich. Scott Dolph, Emma Emmerich Richard Ames i...pewnie jeszcze o kimś zapomniałem. Po części taki stan rzeczy tłumaczy fakt, że MGS 2 jest znacznie dłuższy niz typowy Hollywoodzki film.
2) Jednym z największych grzechów scenarzysty filmowego jest umieszczenie zbyt wielu scen z "gadającymi głowami" - Tutaj w MGS 2 naprawdę jest się do czegoś przyczepić
Długie rozmowy przez codec są czymś, co wszyscy doskonale pamiętamy.
3) Postać główna powinna mieć wyraźny cel i aktywnie dążyć do jego osiągnięcia. - Co by nie powiedzieć o Raidenie, jest on pasywny aż do bólu; do tego wręcz stopnia, że w pewnym momencie mówi (parafrazuję): "Gdybym mógł, to poszedłbym sobie do domu."
4) Zmieniająca się postać główna - wszyscy wiemy o co chodzi, w Tanker Chapterze mamy Snejka, w Plant Chapterze - Raidena. W filmach zazwyczaj jest tak, że obserwujemy wydarzenia z punktu widzenia jednej postaci: Ripley w Alienach, Johna Connora w Terminatorze, Froda w LOTR, Bruce'a Wayne'a/Batmana w...cóż, Batmanie, Jake'a Sully'ego w Avatarze.
Możnaby tak długo jeszcze wymieniać. Nie chciałbym być źle zrozumiany: mimo tych wszystkich pozornych wad, MGS2 jest dla mnie arcydziełem i grą bardzo bliską memu sercu. Celem tego posta jest pokazanie, że nawet jeśli dany film/gra łamie pewne schematy, to i tak można mu/jej bardzo wiele wybaczyć, jeśli fabuła jest wystarczająco ciekawa a postacie intrygujące.


). Czyli film. Poza tym to nic nowego, tylko rozszerzenie idei z Fahrenheita, a co za tym idzie z innych interaktywnych filmów i przygodówek. Więc akurat w HR bym nie szukał, bo w gruncie rzeczy jakby się zastanowić to taki kolaż pomysłów.


