przez Osvelot » Pt mar 04, 11 05:14
Peace Walker miał to coś, co wyróżniało tą część z serii, na minus. Odejmijmy ten minus i będzie z powrotem plus, wtedy będzie dobrze. O ile MGS4 był już "co nieco" przekombinowany, to PW przewrócił wszystko, co człowiek sobie jako tako ogarnął i wprowadził za dużo ogólnego rozpierdolu. Nie mam nic przeciwko kontynuowaniu idei klasyki (MGS 1-2), klasyki rozwiniętej (MGS 3), czy skrupulatnemu zagraniu pod publiczkę produktem niezwykle gęsto skondensowanym, ale na tym samym torze (MGS 4). Doprawianie konia wężowi z nie-do-końca-wiadomo-jak-i-skąd to nie moja parada. If you know what I mean.
"From now on... call me Big Bonus."