uci napisał(a):swobodna interpretacja...
już widzę residenty, maxa payna, księcia persji, Dooma, Mortala, Street Fightera.
Wedle Hollywoodu swobodna interpretacja polega na wzięciu scenariusza ( w tym wypadku na film szpiegowski) dopisaniu tytułu gry i podpisaniu bohaterom imion bohaterów gry i jazda...
Królem swobodnych interpretacji jest ekranizacja Mangi Dragonball i Priest

A kysz z tymi przykładami

. Nie dodałeś najswobodniejszej interpretacji wszechczasów, czyli Super Mario Bros.

<WIN>
No dobra, ale wyobrażasz sobie ekranizację (czyli skopiowanie; interpretacja jest już adaptacją - tak dla ścisłości, żeby była wspólna wersja

) takiego Street Fightera? Albo o zgrozo pierwszego RE? Te dialogi! To by był poziom Eda Wooda!
Te filmy nie padły przez swobodne interpretowanie, tylko brak jakiegoś rzemiosła, skok na kasę. Z Księciem jakoś wyszło, pierwszy RE niczego sobie, drugi nawet zabawny. Silent Hill nawet mi się podobał (nie tylko mi zresztą i nie chodzi o fanów serii), tylko dialogi trochę słabe. Z Dragonballem nie byłoby tak źle, gdyby zajął się tym Steven Chow (Kung Fu Hustle! rewelka!) ze scenariuszem, który napisał (odrzucono go i został tylko producentem; reżyserem został jakiś typ od filmu z Jetem Li... słabego).
Tymi filmami po prostu nikt ambitny się nie zajął, a jak chciał, to nie dostawał zgody (Hayter miał scenariusz MGSa

). Chyba tylko Christopher Gans naprawdę chciał zrobić dobry film (Silent Hill) i wydaje mi się, że nie poszło mu źle (moja opinia).
Ten cały Avi, patrząc na jego dorobek, ma szansę zrobić coś przyzwoitego. Nic dorównującego oryginałowi, nawet nie bardzo dobrego, ale dla fanów uśmiech, a dla reszty dobry film na piątkowy wieczór w kinie. Akcja, intryga, humor, trochę patosu i antywojenne przesłanie. Na nic więcej nie liczę. O adaptacji w stylu Watchmen albo Mroczny rycerz nawet nie marzę.