A to było dobre - ten wyścig ma się rozumieć

Zaczęło się - jak to bywa - od początku, a na początku był chaos...tzn. kwalifikacje, które zgodnie z przypuszczeniami wygrał Budyń, za nim Tar i ja na trzeciej pozycji z sześciu startujących. Oczywiście nie mogłem sobie nie pozwolić zepsuć startu i już na początku spaść na ostatnią pozycję. Trochę mnie to zdenerwowało, ale po chwili schłodziłem głowę i stwierdziłem, że skoro już jestem na końcu, to może jednak lepiej będzie jechać z tyłu stawki obserwując co się dzieje z przodu i unikając ewentualnych kolizji, jak to na początku bywa.
Przez jakiś czas się to udawało, ale ponieważ BB i Tar zaczęli powoli odjeżdżać trzeba było myśleć o wyprzedzaniu, a o to niełatwo kiedy rywale jadą w kupie. Jednak Sebek i Simon mieli problemy zdrowotno-sprzętowe jak się potem okazało przez co popełniali błędy i się trochę obijali. Udało mi się wyprzedzić Sebka i kiedy dojeżdżałem na 4-tym okrążeniu do Simona i Kaltena ten pierwszy uderzył w drugiego, a następnie we mnie już rykoszetem...

(Toyota Simona w trakcie manewru destrukcyjnego na Hondach - z przodu już uszkodzony Kalt, a z tyłu Lu, który zaraz dostanie swoją porcję

)
Po tym manewrze Simona miałem uszkodzone przednie koło, ale charakterystyka toru i jazda na kierownicy pozwalała jechać dalej i pognałem za debiutantem, który również miał lekko uszkodzone koło, z tym że tylne. Na okrążeniu 6-tym nad torem zrobiło się ciemniej i pojawiły się chmury, które jak się okazało tylko postraszyły bo do końca wyścigu nie padało, a pogoda wróciła do stanu początkowego i ładnie świeciło nam słoneczko
W tym momencie BB i Tar byli w przodzie i walczyli o liderowanie, Kalt był trzeci, ja niedaleko za nim, natomiast Sim i Seb mieli już co najmniej jedno okrążenie straty po wizycie w boksach.
Przez kilka okrążeń goniłem nowego uczestnika zabawy i dopadłem go na początku 11 okrążenia. Jednak dogonić, a uciec to dwie różne rzeczy, bo o ile wyprzedzenie nie było takie trudne - co też czyniliśmy naprzemiennie - tak odjechanie na tym torze nie jest łatwe(o ile nie ma się tempa jak liderzy

) Próbowałem zgubić rywala, ale bezskutecznie, bo to co wypracowałem na zakrętach(a nie było tego dużo) Kalt szybko odrabiał na prostych jadąc w tunelu aero. Jechaliśmy tak, aż do okrążenia nr 20 kiedy to znalazłem się za przeciwnikiem i przed S-ką nie zdążyłem wyhamować, co niechybnie skończyło się tym...

(Lu za chwilę wyładuje swoją złość za stłuczkę z Simonem i zafunduje lewego prostego debiutantowi...

)

(...aby za chwilę poprawić hakiem

)
A więc podwójny atak na Bogu ducha winnego nowicjusza w stawce - niezłe osiągnięcie
Po tej akcji uszkadzania siebie i przeciwnika stwierdziłem, że zjazd do boksów będzie w tym momencie najlepszym wyjściem. Raz, że opony były mocno zniszczone, dwa uszkodzone były już dwa koła, no i trzy jazda bez rywala w pobliżu pozwoliłaby na skupienie na własnej jeździe i tempie, a także używania optymalnej linii jazdy, co w efekcie miało dać wyprzedzenie rywala kiedy ten wjedzie do boksów, na tyle żeby po powrocie na tor nie mógł już korzystać z mojego tunelu aero do ataku(widziałem, że jadąc osobno mam tempo lepsze od rywala).
Jak się okazało było to dobrym posunięciem z mojej strony, a dodatkowo rywal na 26-tym okr. dopełnił sam dzieła destrukcji własnego auta i był zmuszony zjechać do pitu(nie wiem czy gdyby nie to zdarzenie to pozostałby dłużej na torze), czym dodatkowo mi pomógł chociaż i tak się do niego zbliżałem. Po wyjeździe rywala miałem nad nim dużą przewagę bo dodatkowo tankował co wydłużyło jego postój.

(Kalten za moment uderzy w ścianę płaczu i dobije uszkodzoną Weiderkę, co by się już więcej nie męczyła bidula

)
W tym momencie wiedziałem, że jedyne co mogę teraz zrobić, to nie popełniać błędów i dowieźć miejsce na podium do mety, a było ponad połowa okrążeń do mety i dużo można było jeszcze spartolić przez moment dekoncentracji. BB i Tar byli bowiem daleko z przodu i nie miałem szans walczyć o coś więcej(jak się zdawało). Obaj panowie po niedługiej chwili czyli w połowie dystansu zjechali jeden po drugim na zmianę opon i tankowanie i to była ich jedyna wizyta w boksach (szacun za takie tempo przy takiej taktyce

). My natomiast z Kaltem mieliśmy jeszcze w planach co najmniej po jednej wizycie u mechaników (ja dodatkowo z tankowaniem). Z kolei Simon wyszedł z pokoju po kilkunastu okrążeniach - ze względu na zły stan zdrowia

- , a Seb na okr. nr 22 zatrzymał się w boksach i więcej już nie wyjechał - tu z kolei były problemy techniczne i mam nadzieję, że do kolejnego wyścigu mechanicy sobie z tym poradzą

Następne okrążenia przebiegały w miarę spokojnie - przynajmniej dla mnie - ze względu na mała liczbę graczy no i rozrzucenie na torze. Ja jechałem swoje i powoli oddalałem się od Kaltena, natomiast BB zdążył już odjechać Tarowi na bezpieczny dystans, a ten dodatkowo jadąc uszkodzonym autem musiał zapewne mocno uważać. W sumie obaj panowie skończyli wyścig z uszkodzeniami - BB mniejszymi, Tar większymi, ale nie wypatrzyłem kiedy do nich doszło i jak długo musieli sobie z nimi radzić.
Tak to mniej więcej przebiegało, aż do ostatniego - dla liderów - okrążenia, kiedy to...Budyniowi na prostej start meta przed ostatnim okrążeniem kończy się paliwo i musi przeturlać cały lap w zabójczym tempie...80 km\h

(Lu po zewnętrznej wyprzedza rywala wietrząc szansę na drugą pozycję w wyścigu)
Jak rekin więc, który poczuł świeżą krew pognałem za ofiarą, a miałem w tym momencie okrążenie straty do liderów. Nie wiedziałem czy starczy mi czasu i dystansu na oddublowanie się, ale trzeba było jechać jak najszybciej.
W tym czasie Tar kończy ostatnie okrążenie jako lider...

(Tar w mocno uszkodzonym Diablo na prowadzeniu)
Pędząc ile tylko fabryka dała(a serce waliło jak młot), nie zauważyłem stojącego przed metą Tara, który jak się potem okazało postanowił poczekać i przepuścić Budynia, któremu w jego ocenie należało się zdecydowane zwycięstwo. Ten zapewne nie spodziewał się, że zdążę odrobić taką stratę, a tu...

(..na ostatnim łuku doganiam BB i znowu po zewnętrznej wyprzedzam rywala obejmując drugą pozycję)
Na ostatniej prostej gaz do dechy i nawet nie wiem kiedy...

(...wyprzedzam Tara i po chwili wyskakuje komunikat, że...wygrałem

wyścig
Jak to - pomyślałem - Tarowi też zabrakło w baku?? A nie, jednak nie...

(Tar czeka cierpliwie na Budynia i honorowo przepuszcza go

)
Panowie kończą wyścig około 15-20 sekund po mnie. No i co teraz?

(My się zastanawiamy, a tymczasem po chwili Kalten dojeżdża do mety. Niestety dla niego, miał jedno okrążenie straty więcej i nie zdążył wspiąć się wyżej korzystając z sytuacji.)
Jak już Panowie zauważyli wyszło co najmniej dziwnie, więc się ustosunkowuję
Jeśli miałbym oddać pozycję Tarowi, to także w moim mniemaniu powinienem ją oddać tym bardziej Budyniowi- bo jakże to, jednemu tak, a drugiemu nie? Z tym, że z tego co pamiętam była taka sytuacja co najmniej raz. W pierwszym sezonie w wyścigu Nascar zabrakło paliwa Byśkowi i chyba Sebkowi i nikt chyba nie reklamował. Wiem, że to "przez system", no ale właśnie nie jest moją winą, że tak wyszło bo równie dobrze komu innemu mogło braknąć paliwa, np. mnie. Walczyłem o swoje i wiem, że może wyjdę na egoistę, ale nadarzyła się okazja i ją wykorzystałem. Wiem, że BB zasłużył w całej rozciągłości na zwycięstwo bo był bezkonkurencyjny, ale jak to ktoś powiedział - "za zasługi to się leży..."
Natomiast co do Tara, to była już jego decyzja o przepuszczeniu i jak już pisałem zapewne nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Ja z kolei w "amoku pogoni", widziałem tylko tor przed sobą i nawet nie zauważyłem, że Tar stoi z boku i potulnie czeka. Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że zwyciężyłem. Myślałem, że jakiś błąd konsoli/serwera, a jednak okazało się to faktem.
Powtórzę zatem, że nie czuję się winny sytuacji, niemniej ją jak najbardziej rozumiem.
Może pozostali się wypowiedzą na ten temat?
