Wombat napisał(a):Jeśli chodzi o skradanie/gameplay to MGS3 stoi półkę wyżej niż MGS1 i 2. To akurat fakt

Co Ty wygadujesz Wombat, w MGS3 jest gorzej z tym skradaniem i kamuflażem niż w Metal Gear. A to CQC to istna kpina.
Co do tematu ogólnie. Ukończyłem
Tales of Xillia. Bardzo przyjemny jRPG ale zacznę od wad. Największymi są drewniane twarze bohaterów i ich kilka poz podczas przerywników filmowych. Postacie wyglądają jakby miały zaledwie kilka grymasów spośród których mogą wybierać. Pamiętacie jak to było w
Final Fantasy X? No, to coś takiego. Rikku jak gadała to tak śmiesznie gestykulowała przez całą swoją kwestię, to samo śmieszny Tidus który tak jakoś wymachiwał dłonią co chwilę. Tutaj jest podobnie. Postacie stoją w miejscu, potem nagle biegną. Nie ma tej pozycji przejściowej pomiędzy staniem a biegnięciem. Ale filmiki animowane to istne cudo. Naprawdę, wyglądają prześlicznie. Co ciekawe, aktorzy głosowi inaczej mówią podczas nich – i chyba bardziej przypadła mi maniera mówienia właśnie ze wstawek anime. Kwestie wypowiadane w nich brzmiały naturalniej, prawdziwiej. Ostatecznie ich obecność całkiem mnie zaskoczyła, bo spodziewałem się że pojawi się tylko jedna w intro. Jakie jeszcze wady? Hm, myślę że długo rozwijającą się opowieść można do tego zaliczyć. Na początku (dawno temu to było) jest bardzo ciekawie, a potem przez dobre 10 godzin nie dzieje się nic szczególnego. Na szczęście później znów akcja nabiera tempa, my jako gracze zaczynamy przywiązywać się do bohaterów i o nich nieraz śnić... tfu, w sensie ciekawi jesteśmy co dalej. No i kolejna wada? Poziom trudności, zdecydowanie. Nie wiem jak to wypada na Hard, ale na Normal szedłem przed siebie praktycznie bez niczego. Ot, zatrzymałem się na kilku bossach, ale była to kwestia złego dopasowania umiejętności postaci czy ogólnie pojęte nieprzygotowanie do walki. Łatwo jest również przez to, że po przegraniu walki z bossem nie musimy zaczynać od ostatniego zapisu. Mamy możliwość powtórzenia samej walki, a co więcej przygotować wszystko w odpowiednim menu. Walkę możemy powtarzać w nieskończoność stosując różne strategie, używając odpowiednich pokarmów czy zmieniając ekwipunek. Co najlepsze, przedmioty zużyte podczas przegranej walki, wracają do nas przy kolejnej próbie. No kurde, złota gra! Nie da przegrać. No ale ja rozumiem, że wyzwania nie w modzie teraz. Kiedyś spróbuję na Hard, inaczej nie wyczymię. Co by tu jeszcze dodać. Jakby nie chciało się Wam w to za bardzo grać, bo walki_takie_dziwne_i_chaos_everywhere_omg_chińskie_gry_małe_dzieci_się-bijo, to możecie zautomatyzować walki – tak jak miało to miejsce w genialnym Final Fantasy XII – z tą różnicą że gambit system znany z „dwunastki” był o niebo lepszy i dawał więcej możliwości. W ToX nawet automatyczne używanie przedmiotów kulało – mimo wszystko jednak korzystałem z tego przez większość gry. Wyłączyłem dopiero w ostatniej lokacji, bo Jude ciągłym używaniem ich nie pozwolił mi na użycie tych najważniejszych. Po wyłączeniu Auto-Item ostatnia walka była niemal banalna, tym bardziej że każda z postaci miała coś w rodzaju wzmocnienia. Szalona jazda, tyle powiem. A zalety? Jest ich na tyle dużo, że ostatecznie oceniłem tytuł 8.5/10. Przede wszystkim zachwycił mnie wspaniały design świata – niejednokrotnie zatrzymałem się by trochę się rozejrzeć, podziwiając wyobraźnię twórców. Do tego dodajmy fajnie wykreowane postacie i różne aparycje niektórych z nich (szczególnie fajnie wygląda Milla) oraz wygląd potworów – od całkiem słodkich stworków do tych dziwacznych, ale niemniej sympatycznych. Muzyka oczywiście też stoi na wysokim poziomie i coraz bardziej cenię sobie dokonania Sakuraby. Szczególnie po tym co zrobił w Valkyrie Profile 2: Silmeria – geniusz? No i ostatecznie zakończenie mi się spodobało, mimo iż jak uważa kumpel nie było wystarczająco efektowne. Zakończyli to w innym stylu – skupiając się na pozytywnych emocjach, tym co potem. Mi się jakoś podobało, ale akurat patosem trochę zawiało.
Jak tylko uporam się z końcówką (jak mi się wydaje) Risen 3, zabieram się za Tales of Xillia 2.