
Assassin's Creed II
Jestem kilka lub kilkanaście godzin w drugiej odsłonie i wciąż jest zagubiony w określeniu tego w co ja właściwe gram. Nie jestem zwolennikiem okraszania jedynki mianem monotonnej i powtarzalnej ale tylko dlatego że położyłem nacisk na inne akcenty (nieograniczone buszowanie w otwartym systemie) niż dążenie do odgórnie zaprogramowanego celu. Dwójka chciała wyjść z tego błędnego koła powtarzalnych zajęć co w finalnym efekcie skończyło się na rozmyciu granic. Mam wrażenie, że trzon, a więc zabójstwa na zlecenie, to tylko dodatek, urozmaicenie do całego nadrzędnego systemu side-questów - i jakżeby inaczej, oczyszczania mapy z ikonek. Pierwsze godziny gry to mozolne dostarczanie listów, pobicia, sporo biegania od punktu A do B i jeszcze mniej substancji czyli zabójstw. Potem zanurzyłem się w zbieraniu statuetek, polowałem na kartki Codexu, odkodowywałem Glyphy i nie wiem, w którym momencie pojawiły się cele zabójstw ale gdzieś po drodze wyskoczyła mini-gierka/sim z odbudowywaniem miasta i zbieraniem podatków. Niby nie mam nic przeciwko zakładaniu własnego burdelu, tak w tym miszmaszu Tomb Raidera skrzyżowanego z Prince of Persia gdzieś po drodze zaliczającego jakieś odpady z rts'owego systemu Assassin's Creeda jest zupełnie mało lub tyle co nic.
Narzekam ale to nie jest tak, że te wszystkie elementy i przeciążenie eksploracją mi się nie podobają - rozwiązywanie zagadek to konspiratorski miód wylany na serce paranoika a jeszcze jest zabawa w mordercze przeszukiwanie grobowców asasynów. Zabawa przednia, tylko twórcy gdzieś zgubili poczucie celu.



.

.
