Oddajac niedawno "Potop", zaraz przy okazji zdecydowalem sie wypozyczyc cos z fantasy/sci-fi na odskocznie.
Na pierwszy ogien poszli "Lowcy z czerwonego ksiezyca" Marion Zimmer Bradley. Sadzac po feministycznych zapedach autorki spodziewalem sie tego uwidocznionych efektow w ksiazce, ale mylilem sie.
Zaczyna sie dosc oklepanie, glowny bohater Dane Marsh podczas podrozy dookola swiata, zostaje porwany ze swojego jachtu przez statek kosmiczny. Okazuje sie potem, iz zostaje on sprzedany jako niewolnik. Po wielu tygodniach trafia on z czworka poznanych przyjaciol i dziesiatkami innych istot rozumnych na planete, ktora okazuje sie domem tajemniczych Lowcow, a oni graja role Swietych Ofiar. Rytualne polowania byly pozornie proste, opieraly sie na honorowej smierci i sprawiedliwych regulach. Ich zwierzyna, byly istoty rozumne z roznych gatunkow rozrzuconych po galaktyce. Dawano im mozliwosc kilku tygodni przygotowan, oferowano szeroki wybor broni niezaawansowanej technologicznie (Katana pelni istotna role ku mojemu sentymentowi) i obietnice wolnosci oraz ogromnej wygranej, jesli dozyja do kolejnego zacmienia czerwonego ksiezyca.
Mysliwi zas odnosili wielka satysfakcje z im wiekszym wyzwaniem mieli do czynienia.
Czyta sie ja lekko i swobodnie, nie oszczedzono filozoficznych nawiazan, etycznych problemow jakie mozemy przypisac przedstawionemu swiatu. Nie rozczulano sie nad stanem fizycznym bohaterow (Potop mi sie przypomina...).
Nie jest ona rowniez zbyt rozbudowana pod wzgledem mechaniki otaczajacej rzeczywistosci. Nie poczulem sie przez to zbytnio wciagniety do swiata ksiazki. Mimo to sa momenty napiecia. Na poczatku autor zzywa nas z bohaterami, co podczas pozniejszych walk wzbudza w nas emocje i troske o to aby zadnemu z nich nic sie nie stalo. Nie zostalo to mistrzowsko zrobione, ale udalo sie.
Ogolnie ksiazka nalezy do tych "nowelek" pisanych podczas przerwy sniadaniowej. Nie jest duza, jakies 260 stron, ale mam po niej mile odczucia.
Teraz zabieramy sie za jedno z jej flagowych dziel fantasy "Mgly Avalonu".