Jak Raiden przestał być mną
- sobota 3 grudnia 2011
- Przez Saladin01
Jak Raiden przestał być mną
Zaczęło się niewinnie. Ktoś powiedział ‘node’, zrozumiałem ‘nerd’. Zdarza się, może słyszałem to już w przeszłości i pewnie byłem trochę wyczulony na tym punkcie.
Potem nie było łatwiej. Wszystko co się działo przypominało coś co już przeżyłem kilka lat temu. Pułkownik, wjazd windą, masakra żołnierzy przez kogoś spoza tego świata, no i on, tylko, że on mi tu nie pasował. Zresztą nie tylko mi…
Wszystko tu było takie znajome…Nikita, podłoga pod napięciem, Ninja, ten którego miałem uratować ginie przy mnie…poniekąd czułem się jak w symulacji. Znowu.
Tylko on tu nie pasuje. W końcu jednak poznałem prawdę. To jednak On. To w niego się wcielałem w tamtych symulacjach. Tylko…skoro teraz to wszystko przypomina symulacje, to ja znowu jestem nim…
A on mi pomaga, przy każdej możliwej okazji. Czy to rzuci informacjami o których nie wiedziałem, czy też pomoże w bardziej 'fizyczny’ sposób. Świetny człowiek.
No i Rose. Dzwoni co chwilę i ciągle się pyta czy wiem jaki dzień jest jutro. Cholera jestem w czasie misji, dlaczego ona nie traktuje tego poważnie. Czemu to pytanie jest takie ważne. Muszę się skupić na zadaniu.
Nie umiem pływać…coś tam widziałem w podręczniku, ale nigdy tego nie robiłem. Symulacja tego nie obejmowała, tak jak wielu innych rzeczy…Poradziłem sobie z rozbrajaniem bomb, poradziłem sobie i z pływaniem.
Znowu. Maszyna tortur, nie mam nic ze swojego sprzętu. Czy ja już tego nie przerabiałem?
Biegałem nagi po korytarzu pełnym Tengu. W końcu go spotkałem, dał mi sprzęt i miecz.
Chwila, walki mieczem nie przerabiałem, ale co to dla mnie. Zawsze lubiłem ostrza, od maleńkości.
On został, miał rachunki do wyrównania. Sam ruszyłem w bój. Spokojnie, przerabiałem już to.
25! Cholera, skąd ich aż tyle?! Nie dałem rady…nie potrafiłem rozwalić wszystkich. A mimo to się udało.
W końcu walka z moim mentorem. Praktycznie to on mnie stworzył. Był moim mistrzem, sprawcą największych nocnych koszmarów, przez niego stałem się potworem.
To była kolejna symulacja. Czy się nadaję…A Rose była z nimi…
Dość. Odrzucił dog tagi. Uwolnił się od przeszłości. Teraz sam będzie decydował o tym kim chce być. W końcu wziął sprawy we własne ręce.
Przypomniał sobie jaki to dzień. To wtedy poznał Rose. Dlatego tak narzekała, w końcu to ich rocznica. Przemowa Snake’a go poruszyła, chce mieć dziecko, przekazać mu to co jest ważne. Oświadczył się jej.
Kojima w jednym z wywiadów powiedział, że Raiden jest graczem. Nie sterujemy nim, on jest nami. Gdy jemu dzwoni telefon to nam wibruje pad, gdy uczy się pływać my uczymy się razem z nim (w końcu nie zajrzeliśmy do instrukcji), Rose pyta się nas jaki dzień jest jutro, ale my przecież nie mamy pojęcia, wie to Raiden.
Rozwój tej postaci, od kolejnej wersji Solid Snake’a do postaci całkowicie samodzielnej, posiadającej własne plany, marzenia, swoją wizję świata, jest tak doskonale przeprowadzony, że wciąż nie mogę się temu nadziwić. Mnóstwo faz pośrednich, w których Raiden już nie jest graczem, ale jeszcze nie jest sobą sprawia, że ta postać jest jeszcze głębsza.
Uwolnienie się Raidena od gracza oznacza także, że przestaje być on grywalną postacią. W końcu od teraz sam ma o sobie decydować. Dlatego sterować nim już nie będziemy mogli.
Autor: kul

Jeszcze nie komentowane.