Hideo mówi 'Nie!’ – wg Losta
- niedziela 17 października 2010
- Przez kul
Kojima na emeryturze, czyli… Artykuł dla ludzi o mocnych nerwach!
Tyle razy Hideo Kojima już oświadczał całemu światu, iż chce on zakończyć serię MGS, a przynajmniej nie uczestniczyć w pracach nad kolejnymi częściami, tudzież poświęcić się zupełnie nowym grom. Pierwszy przedstawiony bieg wydarzeń nie byłby zły, ponieważ wiele wątków w dalszym ciągu pozostało niezamkniętych nawet po premierze Snake Eater. Istniało wiele niedomówień, w związku z czym fani serii tworzyli multum własnych teorii nt. związku Raidena z Rose po wydarzeniach na Big Shell itd. dzięki czemu uniwersum MGS było owiane tajemnicą, a co za tym idzie, także bardziej szanowane. Jednak nie wszystko na świecie jest takie jakiego byśmy chcieli, dlatego też i sam Hideo ostatecznie za każdym razem trzymał główną pieczę nad kolejnymi produkcjami spod znaku Solida i spółki nie do samego końca z własnej woli. Powody były różne – pieniądze, wizja umocnienia własnej marki, która i tak jest uznawana przez wielu za autorytet, choć przede wszystkim presja jaka ciążyła nad biednym Japończykiem, czyli listy od fanów z prośbami, a nawet groźbami śmierci, o nie zaprzestawanie tworzenia kolejnych części sagi. I tak świat doczekał się „czwórki”. Najwyraźniej wszelkie granice wytrzymałości wirtuoza Kojimy zostały przekroczone, bowiem w samej grze znajduje się przerażająco sporo gestów nawoływania do pozostawienia go w spokoju. Chcę jednakowoż zaznaczyć, iż wymienione poniżej argumenty przemawiające za tą tezą są zupełnie subiektywne i nikt brać na poważnie ich nie musi ;). Zapraszam do lektury!
„W niedalekiej przyszłości. Na zmęczonym polu bitwy. Wojna stała się rutyną.”
Zacznijmy od starej jak świat śpiewki – Kojima utożsamia ze sobą Snake’a, więc są to dwie te same postaci. Solid ewoluował w Olda. Jest stary, coraz słabszy, a nawet szanowany przez coraz mniejszą grupę ludzi. Pomimo tych wszystkich sprzecznych z wizją „prawidłowo funkcjonującego” żołnierza uchybień, ten nadal się nie poddaje. „It’s not over yet.” – mówi – „I’ve still got job to do.”
Snake spogląda w swe lustrzane odbicie – wygląda niczym chodząca śmierć – ale mimo to wciąż stoi wyprostowany. Utrzymuje go przy życiu siła jego własnej woli. Tylko człowieka o niewyobrażalnie silnej psychice jest stać utrzymać się na nogach w tak zaawansowanym stadium choroby. Lecz co go motywuje? Zakończenie tego, co zapoczątkowała lata temu grupa starych głupców. Po przeniesieniu ciągu powyższych metafor na realia prawdziwego świata, wnioski są jednoznaczne. W trakcie tworzenia ostatniego rozdziału z życia Snake’a, przeciwko Kojimie stanęła na drodze skumulowana ilość przeciwności, które teoretycznie skazywały go na klęskę już na samym starcie. Bynajmniej nie chodzi w tym momencie o prawdziwą tożsamość Patriotów, lecz o ostateczne odejście Snake’a – chociażby umowne. Japończyk – znany jako osoba dokonująca niemożliwego(sukces MG w czasach panowania „Zabójczej Broni”) – nie poddał się i postanowił wyjść z opresji z obronną ręką. Jakie są tego rezultaty? To jest akurat temat na osobny artykuł, ale faktem jest, iż nikt obok „czwórki” obojętnie przejść nie potrafi.
Pamiętać należy także o pustych kanałach „Hideo”, które wracają do nas z częstotliwością kul stacjonarnego karabinu maszynowego. Pierwszy raz kontakt z nimi mamy podczas intra, a z biegiem czasu wcale nie dają o sobie zapomnieć, bowiem przy każdorazowym pobycie w Nomadzie, gdzieś pomiędzy Sunny serwującą wszystkim ścięte jajka oraz padającym Old Snake’owi do stóp Raidenem dostrzec można w tle te charakterystyczne, niebieskie tło z napisem Hideo w górnym lewym rogu ekranu. Easter egg? Wątpię. Jak w takim razie należy to wszystko interpretować? Kojima ma totalną pustkę w głowie. Nie zdoła wymyślić już niczego, co byłoby dla graczy wspaniałe i szokujące w uniwersum MGS. Może i dla wielu z Was doszukuję się przysłowiowej dziury w całym, ale istnieją pewne fakty, które mimo wszystko utwierdzają mnie jeszcze bardziej w przekonaniu o zmęczeniu Hideo sagą.
Dokładnie rzecz biorąc mam na myśli nieszczęśliwą miłość, jaka zakwitła pomiędzy Halem i Naomi . W tym momencie każdy z Was wykrzyczy: „Człowieku, przecież tak to wszystko miało wyglądać! Ostatecznie jest to podróż sentymentalna.” Owszem, powrót wspomnieniami do poprzednich części został całkiem zgrabnie poprowadzony, gdy się pojawiał(cytaty z poprzednich części w umyśle Snake’a itd.), lecz nie zapominajmy, że Naomi wcale nie musiała uwieść Hala i go w sobie rozkochać aby przekazać Sunny informacje potrzebne do ukończenia prac nad FoxAlive. Nie zaprzeczę także, że kobieta się zwyczajnie w świecie w naukowcu zakochała. Nie zapominajmy jednak, iż dobrze wiedziała jaka czeka ją przyszłość i prędzej czy później podzieli losy Vampa, natomiast Otacona pozostawi samego, nieszczęśliwego. Nie oszukujmy się – motyw zapłakanego naukowca został w tej części na siłę upchany, co pokazuje wyraźnie, że Hideo już wyczerpały się pomysły na karmienie nas dramatyzmem do co poszczególnych postaci, które zostały odpowiednio wykreowane już w poprzednich częściach. Skoro jesteśmy już przy wymuszaniu poszczególnych sytuacji w grze przez Kojimę, powstrzymać się także nie mogę od wspomnienia o Big Mamie. Dlaczego oszukała ona Old Snake’a i nie powiedziała mu prawdy od razu, że będzie on osłaniać pustego vana? Ponieważ musiała to uczynić. W końcu to Eva, ta sama postać, która w Snake Eater wykiwała niemalże wszystkich bohaterów. Jak widać tradycji musiało stać się zadość i w tym przypadku.
Przebrnęliście aż do samego końca tekstu? A jednak daliście mu szansę i pomimo sprzecznych poglądów z jego autorem przeczytaliście słowo w słowo. Jest to idealny wręcz moment, aby zadać sobie pytanie i na nie odpowiedzieć. W jaki sposób więc zapełnić puste kanały „Hideo” pięknymi rozbłyskami oraz soczystymi barwami? Otóż nowymi, nie mającymi nic wspólnego z Metal Gearami produkcjami z pod znaku Kojima Productions. Dajmy szansę Hideo rozwinąć skrzydła w zupełnie odrębnej grze, która może nawet przebije nasze kochane MGSy?
Ps.
Co sądzicie o napisie: „No place for Hideo” :)?
Lost








Jeszcze nie komentowane.