Old Snake – Revolutionary Gun of Kojima
- środa 20 października 2010
- Przez kul
Pewnego, dość miłego poranka wstąpiłem sobie na chwilę na Zanzibar i nagle naszła mnie pewna myśl. A gdyby tak ofiarować coś od siebie tej stronie? – zadałem sam sobie pytanie. Przecież to właśnie tutaj dowiedziałem się o rzeczach, o których pewnie do dnia dzisiejszego nie miałbym zielonego pojęcia. To tutaj jestem każdego dnia „obdarowywany” nowymi, interesującymi artykułami traktującymi o serii jednej z najpiękniejszych gier, jakie stworzył do tej pory człowiek. Wreszcie, to dzięki Zanzibar moja żądza wiedzy na temat sagi zostaje zaspokajana. To tutaj poznałem wielu wspaniałych ludzi, którzy pomimo tego, że piszą wprost to, co myślą, to robią to w sposób, który nie RANI (!) i nie OBRAŻA (!) pozostałych forumowiczów. Co jednak najistotniejsze – podzielają moją pasję. Pomimo tego, iż w tym momencie prawdopodobnie wszystkim zrobiło się niezwykle miło, proszę po przeczytaniu moich przemyśleń o szczery i obiektywny komentarz. Tak więc zapraszam do lektury!
Jak Wam wiadomo, w Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots, który jest częścią zamykającą całą serię (podobno…;), będziemy mieli okazję śledzić losy Old Snake’a, czyli Solida, tyle że w o wiele starszym wydaniu. Siwy, pomarszczony, wyposażonym w kamuflaż podnoszący jego kondycję do wysokiego poziomu z najlepszych lat, dziadek uwikłany w walkę. Dla jednych to groteskowy żart, dla innych pomysł całkiem do zniesienia. Wiele osób woli się jeszcze wstrzymać od ostatecznego werdyktu, jednakże ja już teraz uważam, że to posunięcie jest strzałem w dziesiątkę! Dlaczego?
Obecnie 44-letni Hideo Kojima oznajmił stosunkowo niedawno, jakoby Snake uosabiał jego samego. Możemy więc przyjąć tezę, iż Kojima = Solid. Mistrz nie ukrywa faktu, że nie jest już tym samym Hideo, co za dawnych lat, starzeje się nieuchronnie. Zbliża się najwyraźniej koniec pewnego rozdziału w życiu zarówno Kojimy, jak i samych graczy, a to z wiadomego względu. Ta część sagi zanosi się na przełomową. Zacerowane zostaną wszystkie do tej pory pozostawione luki fabularne. Nie dziwi więc fakt, że Hideo pragnie by była ona wyjątkowa w każdym aspekcie, by zadziwiała i szokowała jak nigdy dotąd. Pierwszym zaserwowanym nam przez Mistrza zaskoczeniem jest bez wątpienia dla wszystkich – w tym także i dla mnie – wiek Solida. Dalej można by wymienić zmianę dotychczasowego wizerunku Raidena, czy wreszcie powrotu Meryl. A przecież to dopiero czubek góry lodowej! Drobny pierwiastek tego, co oczekuje nas w grze właściwej.
Spoglądając dalej, można dojść do wniosku, iż „rewolucje” te będą także tyczyć się gameplay’u. Octocam, większy zasób ruchów Old Snake’a, lepsze AI przeciwnika, które we wcześniejszych częściach szwankowało (czy aby na pewno? polecam poziom EE – przyp. H.E), czy chociażby w końcu rzekoma możliwość upragade’owania broni. Strasznie rozległe wprowadzenie do moich przemyśleń, które same w sobie są króciutkie, nieprawdaż?
Co jednak w tym wszystkim najwspanialszego, to fakt, że skoro przy tworzeniu scenariusza do każdej kolejnej odsłony serii w umyśle Hideo zradzały się charyzmatyczne, niezwykłe postaci i skomplikowane wątki fabularne, to teraz spróbujmy sobie wyobrazić determinację z jaką twórca pragnął będzie ostatecznie zamknąć sagę (akapit 3). Metal Gear/Metal Gear 2: Solid Snake – bohater jest nieopierzonym żołnierzem. Rzecz jasna z czasem nabywa on potrzebnego do przeżycia na prawdziwym polu walki doświadczenia. W Metal Gear Solid, Snake jest już naprawdę „kimś”, lecz w rzeczywistości dopiero w trakcie misji na Shadow Moses napotka na prawdziwe problemy. Wrogo usposobiony brat, a co za tym idzie, pojawienie się „widma” ojca, epizod z Meryl, czy wreszcie śmierć Sniper Wolf (choćby z uwagi na rozpacz Otacona). Na każdym kroku zadanie Solida cechują powiązania osobiste. Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty – bohater tym razem stoi obok, jest obserwatorem rozgrywających się na Big Shell wydarzeń. Mimo to odgrywa on niezwykle ważną rolę w całej historii. Nie, nie chodzi mi tutaj o pomoc udzielaną w walce Raiden’owi, ale o ukazanie, że warto działanie podjąć. I wreszcie Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots – czyżby Snake na zasłużonej emeryturze? Niestety nie….nie dla niego. Bohater otrzymuje bowiem ostatnie zlecenie. Dlaczego ostatnie? Po pierwsze: wirus FoxDie wyniszcza jego organizm, w wyniku czego Solidowi pozostaje około pół roku życia. Po drugie: jedynie on jest w stanie dokonać niemożliwego, a w panującej sytuacji rozeznany jest doskonale. Wszystkie dotychczasowe przeszkody, na jakie Wąż napotkał (Liquid Ocelot), w jednej chwili kumulują się. Wymienione przeze mnie fakty doskonale już znacie, aczkolwiek koniecznym jest ich odświeżenie. Podsumujmy: ostatnie chwile życia Snake’a, jego stan fizyczny, nawarstwienie się wszystkich dotychczasowych problemów. Determinacja Kojimy = determinacja Snake’a = determinacja, a raczej bardziej naturalne utożsamienie się z głównym bohaterem przez gracza.
Od zarania dziejów głównymi bohaterami gier wideo są pełni wigoru, dobrych chęci, nie posiadający zazwyczaj jakiegokolwiek doświadczenia życiowego i nie do końca pojmujący co się dookoła nich rozgrywa, małolaci. Objawia się to w szczególności w japońskich dziełach (vide seria Final Fantasy). Na szczęście jednak w roku 2001 została przełamana pewna bariera. W Final Fantasy X do teamu Tidusa (głównego bohatera) dołączył Auron – tajemniczy, władający potężnym mieczem i co najważniejsze inteligencją mistrza, wojownik, który nie jednego już w swoim życiu doświadczył. Z początku jest on niezbyt lubiany przez Tidusa, ale po pewnym czasie dochodzi do co prawda ukrytej, lecz szczególnej więzi pomiędzy bohaterami. Do czego zmierzam? Uważam, że większość z nas będzie właśnie swoistym Tidusem, a Old Snake pełnił będzie rolę Aurona! Wiadomo, z początku wielu graczy może odczuwać pewien dystans co do wizerunku Solida(że co!? Ja niby mam wcielić się w tego…dziadygę?!). Niemniej jednak po pewnym czasie gracz powinien zacząć darzyć starego Węża szacunkiem. A po kolejnym zlikwidowanym bossie i wysłuchaniu pięknej mowy bohatera, traktować go niemal jak przyjaciela tak, by podczas oglądania napisów końcowych poczuć pewne ukłucie, poczuć się tak jakby właśnie rozstało się z bliską swemu sercu osobą. Co następuje dalej, chyba wiadomo. Ta sama osoba, która darzyła starego Snake’a odrazą i niechęcią, pragnie przeżyć całą historię raz jeszcze, wysłuchać każdego przeoczonego do tej pory dialogu, a wreszcie spojrzeć jeszcze raz na niego……na głównego bohatera, swojego mentora. Przesadzam? Nie sądzę…..
’Nie ma absolutnej rzeczywistości. Nie ma znaczenia czy coś jest prawdą czy fałszem, dopóki święcie w to wierzymy. Ważne, aby znaleźć w swym życiu coś, w co warto wierzyć, o co warto walczyć. Musimy sami wybrać i zdecydować co będzie naszym spadkiem dla przyszłych pokoleń. Budowanie przyszłości jest tak samo ważne jak zachowywanie przeszłości. Nie jesteśmy nieśmiertelni, być może kiedyś na tej planecie dominować będzie inna rasa – ale póki co, mamy obowiązek „przekazywać znicz”, tak aby następne pokolenia mogły poznać historię ludzkości i jej wszelkie zakamarki’ – mówi sam Solid Snake do Raidena, a w rzeczywistości i do gracza. Przytaczam tę wypowiedź, ponieważ idealnie pasuje ona do szerszego kontekstu. Kojima nie jest rzecz jasna nieśmiertelny, tak samo jak wykreowana przez niego postać. Według mistrza Hideo nie wystarczy być młodzieniaszkiem, by stać się prawdziwym bohaterem, czy obdarzonym specjalnymi zdolnościami twardzielem. Wystarczy darzyć miłością swój kraj, posiadać honor, a przede wszystkim walczyć do samego końca o to, w co się wierzy. Brzmi to infantylnie, a jednak ma w sobie to coś, co sprawia, że ranimy łzy. Jeżeli Snake’a pokochaliśmy we wcześniejszych częściach za to, że po prostu był, to niby czemu mielibyśmy zaprzestać cenić go teraz? Myślę, że Hideo chce abyśmy zapamiętali Solida nie jako trójwymiarowy zlepek polygonów, lecz jako człowieka z krwi i kości, który starzeje się razem z nami…………
Tutaj nie chodzi o to, że Konami zleciło mi przekonanie paru polskich obywateli do ich nadchodzącej gry (choć i takie propozycje się pojawiły;). MGS 4 obroni się bez niczyjej pomocy licznymi argumentami. Przyznaję, że nie byłem początkowo przekonany do Old Snake’a. Jednak po przeanalizowaniu wielu dialogów z wcześniejszych części, a także wywiadów z samym Mistrzem, w końcu po sięgnięciu po rozum do głowy, doszło do mnie wreszcie, jak wielki w tej postaci tkwi potencjał.
Lost Snake








Jeszcze nie komentowane.