Recenzja MGS4 – Dwight89
- środa 20 października 2010
- Przez kul
Recenzja MGS4
Jak to jest? Z dnia na dzień przybywa na Zanzibar coraz więcej członków, coraz większa ilość fanów, coraz większa ilość pytań stawianych przez nich. Pamiętam jak dziś, jak pod koniec roku 1999 dostałem na jakiś czas PSXa, przywiezionego z Anglii. Był to okres zagrywania się na nim w Drivera, Spyro i Pandemonium. Gdy pewnego dnia spotkałem kumpla, dużo starszego ode mnie, mówiącego, bym wymienił się z nim na jakiś czas za Drivera, nie za bardzo uśmiechała mi sie ta opcja. Gry nie były moje, a on tłumaczył mi, że ma grę w której koleś czyta w Twoich myślach, że gra wie co chcesz zrobić itp. Myślę sobie – „A tam jakaś bajka”, jednak w ostateczności zgodziłem się pożyczyć Drivera na 3 dni. W tym czasie, odpaliłem w konsoli MGSa! I tu czekała mnie pierwsza niespodzianka. Jako, że było to dobre 8 lat temu, zbytnio angielskiego nie znałem, więc wszystkie rozmowy w CODECu przewijałem. Patrzyłem tylko na filmiki. W końcu doszło do tego, że konsola chodziła ponad 48h, bo nie wiedziałem jak grę zapisać. Moja początkowa niechęć do tej gry sprawiła, że poczułem się nieźle zaskoczony, gdy ją przechodziłem. W końcu po ok. tygodniu grania, udało mi się dobrnąć do końca. Później grę oddałem, i tu skończyła się moja przygoda z MGSem na 2-3 lata.
Wyobraźcie sobie, że będąc małym dzieckiem graliście u kuzyna w jakaś starą grę np. Flashback (swoją drogą świetna gierka), po czym przez kilkanaście kolejnych lat nawet o niej nie pomyśleliście. W pewnym momencie jednak, przez totalny przypadek trafiacie na Flashbacka i co? I zostajecie wchłonięci przez grę, przypominają się wam stare miejscówki i akcje. Takie uczucie towarzyszyło mi, gdy przechadzając się po jakimś większym markecie trafiłem na pudełko z napisem Metal Gear Solid 2. Co to było za uczucie. Przypomniałem sobie MGSa i wszystko z nim związane. W pośpiechu wróciłem do domu, po czym skołowałem od pewnego znajomego MGSa na PCta. Po jego dwukrotnym przejściu postanowiłem zaopatrzyć się w MGS2. I tak ruszyła ta machina, którą można nazwać moim zamiłowaniem do tej serii.
Choć w MGS2 i MGS3, zagrałem grubo po premierze (PS2 nabyłem z końcem roku 2006), to nigdy o tych grach nie zapominałem. Postanowiłem nabyć PS3, by niczym prawdziwy fan zaopatrzyć się w krążek z wytłoczonymi 33GB danych kończacymi sagę Solid Snake’a pierwszego dnia. To było niesamowite uczucie stać rano w kolejce na 2 miejscu, by odebrać upragnioną grę. Emocje temu towarzyszące są nie do opisania, gdyż pierwszy raz w życiu robiłem coś takiego. Było to swoistym ukłonem z mojej strony w stronę tworcy Hideo Kojimy i jego ekipy, oraz podziękowanie, że seria ta ujrzała światło dzienne.
Metal Gear Solid 4 zawitał w moim czytniku o godz. 9.22 GMT +0, a po 8 minutach instalki zostałem już uraczony świetną kwestią Sneja „Kept you waiting, huh?”. Od razu pojawił się uśmiech na mej twarzy. Wiedziałem, że to co odkryję w tej ostatniej części, podczas eksploracji niesamowitego świata będzie zwieńczeniem wszystkiego. Widząc starca palącego papierosy, nic innego nie mogło nasunąć się na myśl. Tak więc czym prędzej obejrzałem menu, po czym skierowałem kursor w stronę napisu „New Game”. Po usłyszeniu wystrzału, tak bardzo charakterystycznego dla serii, wielka kolejka górska ruszyła.
Fabuła:
Fabuła to ta część gry, o której za wiele nie chcę pisać. Każdy już pewnie wie, czym są PMC, że wojna to teraz wielka maszyna ekonomiczna, gdzie nie liczą się ideologie lub wyższe cele za które się walczy, lecz tylko pieniądze. Stary Snake zostaje wrzucony w sam środek tej kurzawy, by zaniechać niecnych planów Liquid Ocelota, jego własnego brata w obcym ciele.
Moja recenzja nie jest pierwszą, a na pewno nie jest też najlepszą, więc w kwestii historii opowiedzianej w tej odsłonie mogę powiedzieć tylko jedno – pomieszanie z poplątaniem, które jak żadne inne zaskakuje odbiorcę, sprawi, że będzie on na zmianę śmiał się i płakał, a na koniec, przy dźwięku piosenki „Here’s to you” pomyśli sobie: „Ha! Hideo to ma łeb nie od parady. Gdzie on to pomieścił i skąd wzięły mu sie tak poronione pomysły?”. Sam od siebie dodam, że grę kończyłem o 4 w nocy, grając 13h bez przerwy (dzień wcześniej pierwszy akt i część drugiego zrobiłem w 5h, więc w sumie 18h – piszę to byście nie myśleli, że gra jest krótka), co zaowocowało dość szybkim skojarzeniem faktów, które mimowolnie napięły mięśnie twarzy tworząc uśmieszek.
Grafika:
Tu niestety muszę przyznać, że wiele do powiedzenia nie mam, gdyż sprzęt na którym tymczasowo przyszło mi poznawać uroki MGSa to zwykły TV SD, jednak jeśli miałbym opierać się na wrażeniach wizualnych płynących z kineskopu, powiem, że grafika wydaje mi się być bardzo dobra i konkretna. Najbardziej obawiałem się szarości i wszechobecnej kurzawy, charakterystycznej dla bliskiego wschodu, natomiast wyszło bardzo dobrze (Bliski wschód to nie jedyny teren działań), tylko teksturki mogłyby być czasem troszkę większej rozdzielczości (np. w śmietniku).
Muzyka i dźwięk:
O tych aspektach gier można by się wiele rozpisywać. Wiadomo przecież, że w udźwiękowienie idą coraz większe pieniądze, tak i MGS ma swoje gwiazdy audio. Jedną z nich jest znakomity kompozytor Harry Gregson-Williams, który nie zawiódł fanów i znów przedstawił nam wyśmienite kawałki, które zapadają w pamięć. Dla mnie wyznacznikiem tego, czy muzyka i audio są dobre, jest właśnie ich zapadanie w pamięć. Weźmy tu za przykład grę Uncharted. Ostatnio ją przechodziłem i pamiętam jej klimatyczność i świetną grafikę, natomiast o muzyce mogę powiedzieć tylko, że pewnie była dobra, bo gra mi się bardzo podobała. Nie potrafię jednak sobie teraz zanucić choćby w myślach ani jednego ambientu pochodzącego z tej produkcji. MGS4 jest inny. Tutaj szczególną uwagę producenci przywiązali do muzyki. Ciągle po głowie przewija mi się utwór ‘Old Snake’, który słyszymy w głównym menu, a piosenka ‘Love Theme’, śpiewana o ile się nie myle w języku hebrajskim, już od czasów jednego z pierwszych trailerów siedziała mi w głowie. Te melodie są tak charakterystyczne i niepowtarzalne, że kupienie soundtrack’u jest dla fana niemalże obowiązkowe.
Dźwięki i kwestie mówione są wg mnie bardzo dobre. Odgłosy stąpania po różnych podłożach jak i dzięki wystrzałów wydają mi się być wierne rzeczywistym dźwiękom (w przeciwieństwie do tego co słyszę np. w GTA IV). Voice acting natomiast, okazuje się być wciaż tak samo dobry jak w poprzednich częściach, a skoro coś jest bardzo dobre to nie ma sensu tego zmieniać. Takie jest moje zdanie.
Mechanika:
W kwestii mechaniki wypowiem się tylko w sprawie klawiszologi i kamery. Jako, że grałem już w betę Metal Gear Online, to można powiedzieć, że były przygotowany na tą małą rewolucję. Początkowo w MGO sterowanie jak i kamera sprawiały mi problemy, jednak z czasem przywykłem i doceniłem tą mini rewolucję. MGS nie stracił wg mnie na swojej emgieesowatości poprzez te zmiany, ruszył natomiast dobrą ściężką w przyszłym rozwoju serii (o ile jeszcze jakiś MGS się ukaże). Po kamerze w MGS3: Subsistance miałem niemałe obawy czy to wyjdzie i czy wciąż to będzie MGS – niepotrzebnie.
Króciutkie podsumowanie
Metal Gear Solid 4 jest grą na którą wydałem niemalże 200zł (niestety nie mam wersji kolekcjonerskiej), lecz są to pieniądze wydane mądrze i z głową. Najważniejsze, że nie żałuję wyboru. Ta odsłona serii pozwoliła mi zrozumieć większość wątków, odpowiedziała na większość stawianych pytań, a to, że dobrze wygląda i brzmi to tym lepiej dla niej. Nie wieszamy przecież psów na Metal Gear, za jego grafikę w obecnych czasach, lecz raczymy się opowiedzianą tam historią.
MGS4 każdemu fanowi zrobi prztyczka w nos, zaskoczy go niejednokrotnie, a na koniec uśmiechnie Ci się w twarz Hideo i zapyta: „I co? Myslałeś, że to się może tak skończyć?”
Moja ocena:
Fabuła 9.5/10
Grafika 9.5/10
Muzyka i dźwięk 10/10
Mechanika 10/10
Ogólna radość płynąca z gry 10/10
Te oceny cząstkowe skutkują u mnie taką, a nie inna oceną końcową jaką jest:
9.8/10
by Dwight89








Jeszcze nie komentowane.