Zjawiska paranormalne w serii Metal Gear Solid, a świat rzeczywisty
- poniedziałek 3 stycznia 2011
- Przez kul
W serii Metal Gear Solid od zawsze mamy do czynienia z niesamowitymi zjawiskami i z niecodziennymi przejawami mocy bohaterów (głównie tych złych). Dla niektórych graczy to zaleta, inni z kolei widzą w tym podejście pełne kiczu (w końcu z jednej strony pojawia się realizm, a z drugiej tego typu bajki). Hideo Kojimę najwyraźniej interesują zjawiska niezwykłe; mnie osobiście również, dlatego też podoba mi się tego typu podkoloryzowanie postaci. Zresztą, czy wspominalibyśmy tak miło walki z członkami FOXHOUND, Dead Cell czy z The Cobras gdyby nie nietypowe możliwości ich członków? W tym tekście przedstawię Wam kilka zjawisk zaobserwowanych w naszym świecie, a które to pojawiają się również w sadze. Zapraszam do czytania.
Chyba najbardziej rozwiniętą pod względem nadnaturalnych możliwości postacią w serii jest Psycho Mantis. Został on przede wszystkim zapamiętany jako jeden z najciekawszych bohaterów. Pojedynek z nim był ciekawy zarówno pod względem klimatycznym, jak i grywalnościowym. Mantis potrafił latać, poruszać przedmiotami siłą swojej woli, a nawet oddziaływać na telewizor gracza. Jednak najbardziej spektakularne okazały się jego umiejętności czytania w umyśle Snake’a (a więc samego gracza) i unikanie (do pewnego czasu) jego ataków.
Umiejętność wytworzenia bariery magnetycznej, a tym samym osłony przed pociskami przeciwnika, to zdolność, którą wsławiła się Fortune. Jak wiemy dar ten był w pewnym stopniu zasługą urządzenia powstałego z inicjatywy Patriotów. Jednakże kobieta ostatecznie udowodniła, iż potrafi sobie doskonale radzić także i bez niego.
W ekipie Kobr również odnaleźć można swoistych magików: The Pain ze swoją umiejętnością władania szerszeniami, czy The Sorrow mogący pełnić rolę medium. Nawet całkowicie nierealne zdawałoby się możliwości The Enda znajdują swoje odzwierciedlenie w świecie paranormalnych zjawisk (nie chodzi tutaj bynajmniej o ludzką fotosyntezę). Jednak po kolei:
Lewitacja: jest to zdolność do unoszenia się nad powierzchnią ziemi bez używania jakichkolwiek bodźców zewnętrznych. Osoba nie ma żadnego kontaktu z podłożem. Oficjalnie jest to zjawisko nieudowodnione, jednak na przestrzeni lat dziesiątki osób utrzymywały, iż potrafią lewitować. Pomijam tu oczywiście sztuczki iluzjonistyczne (wśród nich chyba najsłynniejszy popis Davida Copperfielda). Nienaruszając praw fizyki można zmusić do lewitacji niewielkie przedmioty używając do tego przykładowo pola elektromagnetycznego, czy też sprężonego powietrza. Lewitacja osoby ludzkiej to zupełnie inna kwestia. W średniowieczu kojarzono to zjawisko z doświadczeniami religijnymi, z ekstazą. Doskonałym tego przykładem może być postać świętego Franciszka z Asyżu. W czasach współczesnych prym wiodą głównie mnisi i fakirowie z dalekiego wschodu. Utrzymują oni, że zdolni są unosić się nad ziemią, a osiągnąć to potrafią dzięki głębokiej medytacji, połączeniu ducha z ciałem. Istnieje teoria, że w dawnych wiekach tego typu umiejętność posiadali wszyscy ludzie, ale z czasem jej zasięg ograniczył się do niewielkiej garstki, która zdolna byłaby poświęcić swoją energię i czas, aby osiągnąć ten stan.
To Subbayah Pullavar. Zdjęcie wykonano w 1936 roku. Na oczach około stu pięćdziesięciu ludzi Fakir unosił się mniej więcej metr nad poziomem ziemi, a oparty był o wbity w ziemię pal. Zdarzenie to miało miejsce w południowych Indiach, w pogodny dzień i przy dobrej widoczności.
Rzecz jasna nie ma, jak już wspomniałem, dobitnych dowodów na to, że ludzie potrafią unosić się nad ziemią bez żadnych przyrządów. Jednakże przypadków, w których osoby uznają, że potrafią tego dokonać, było, jest i będzie na całym świecie dużo.
Telepatia: to zdolność do porozumiewania się z inną osobą przy pomocy siły woli, bez użycia mowy, gestów czy urządzeń. Zjawisko to zostało zdementowane przez naukę. W przeszłości odbył się bowiem eksperyment przeprowadzony na parach osób, który podważył teorię na istnienie telepatii. Jedna z dwójki osób biorących udział w badaniu miała za cel przyjrzenie się symbolowi i skupienie się na jego kształcie, a wreszcie przekazanie go myślami partnerowi bądź partnerce; druga z osób musiała bez żadnego kontaktu z symbolem odczytać go. Osoby poddane eksperymentowi oblały go. Jednak dla ludzi święcie przekonanych o istnieniu telepatii takie doświadczenia nic nie znaczą. Wysnuto dwie teorie jej dotyczące: pierwsza zwana jest Teorią Fal Radiowych i podaje ona, iż fale mózgowe działają niczym radio. Szybko jednak zrezygnowano z tej teorii. Jakiekolwiek zauważalne (oczywiście nie gołym okiem) zewnętrzne oddziaływania mózgu człowieka są obserwowane na odległości kilku centymetrów od głowy. Wyklucza to komunikację z kimś oddalonym nawet o kilka metrów. Poza tym przyjmijmy, że człowiek jest w stanie odbierać myśli innych ludzi. Wtedy uderzyłby go przekaz dochodzący od co najmniej kilkudziesięciu osób, ponieważ mózg nadaje na tych samych falach u każdego człowieka. Informacje traciłyby moc wraz z odległością i w zależności od terenu itd. Wśród telepatów natomiast znajdują się osoby, które utrzymują, że wyczuły swoim umysłem informacje dotyczące osoby znajdującej się po drugiej stronie świata. Druga z teorii, to teoria Duchowego Pola i głosi ona, iż myśli wszystkich ludzi gromadziły się tysiące lat w pewnym polu. Również i z tej teorii jednak zrezygnowano, ponieważ telepatia służyć ma odbieraniu określonych informacji, a w przypadku takiego jej kumulowania się docierałyby do nas myśli milionów osób, które żyły na przestrzeni dziejów. Tak czy inaczej jest to trudny temat i patrząc racjonalnie, fikcyjny. Jednak kto wie do czego czasem zdolny potrafi być ludzki umysł…
Widzenie przyszłości: to z kolei zagadnienie otacza nas na co dzień i właściwie jesteśmy przyzwyczajeni do obecności osób, które uznają siebie za wróżbitów. W prasie czy telewizji widujemy często ich ogłoszenia, a w naszej świadomości zapisały się typowe symbole służące widzeniu przyszłości: Karty Tarota, szklana kula, czy też czytanie z dłoni. Oczywiście racjonaliści wykluczają słuszność tego typu działań. Praktycy to z kolei obecnie głównie ludzie pragnący zarobić pieniądze. Jednakże przekazy o prorokach znajdujemy już w samej Biblii. Tam tego typu zdolność jest oczywiście umiejętnością nadaną przez samego Boga. Jednym z najsłynniejszych proroków był Nostradamus, czyli Michel de Nostredame.
Nostradamus żył w XVI wieku we Francji. Pisał on przepowiednie w formie czterowersowej wyposażone w rymy. Jego osoba wywołała sporo emocji na przestrzeni lat. Jednak, jak zapewne wiecie, duża część przepowiedni Francuza zaczyna pasować do określonego wydarzenia dopiero po tym, gdy miało ono już swoje miejsce. Tak czy inaczej, wiele osób zajmuje się interpretacją dzieł Nostradamusa. On sam przewidywał używając też swoich umiejętności astrologicznych.
Ludzi od zawsze ciekawiła przyszłość. Pragnęli poznać swoje dalsze losy po to, by zmienić ewentualnie swoje życiowe kroki. Myślę jednak, że sztuka ta w najlepszym wypadku opierać się może na przeanalizowaniu podjętych już decyzji, dotychczasowych przypadków, czy charakteru danej osoby.
Media: są to osoby, które mogą kontaktować się ze zmarłymi. Przekazują wiadomości od i do martwych. Zazwyczaj proces taki miał miejsce na zgromadzeniach nazywanych seansami spirytystycznymi. Brały w nich udział osoby bliskie zmarłemu. Wyglądało to zazwyczaj w następujący sposób: wszyscy uczestnicy siadali przy stole trzymając się za ręce, a medium nawiązywało kontakt ze zmarłym, czemu towarzyszyły nietypowe zjawiska, jak przesuwanie się mebli itp. Następnie zmarły albo przemawiał poprzez usta medium, albo medium spisywało w nieco chaotycznych ruchach luźne myśli, które zostały mu przekazane. Obrządki te swego czasu (XIX. wiek) cieszyły się dużą popularnością, nawet pomimo ciągłych przypadków ujawniania oszustw pośród mediów. Najczęściej zdarzało się to w trakcie symulowania zamieszania mającego miejsce w pokoju w czasie nawiązywania kontaktu (niekiedy też w czasie rozmów). Media wymyślały różnorakie sposoby na to, aby przekonać do autentyczności zachodzących zjawisk (pojawienie się dusz). Ciekawe sytuacje miały również miejsce, kiedy do pokoju wkraczał duch: osoba należąca do ekipy medium przebrana w prześcieradło!
Jedną z najciekawszych postaci, która odznaczała się niesamowitymi zdolnościami był Daniel Home. Żył w XIX. wieku, zamieszkiwał różne części świata. Organizował darmowe seanse (nigdy we własnym domu), zawsze w miejscach, gdzie nie wchodziło w grę wcześniejsze przygotowanie przyrządów, dekoracji, sztuczek. Pracował głównie dzienną porą. Zjawiska do jakich doprowadzał w czasie transu były liczne: lewitacja obiektów w otoczeniu, lewitacja pobliskich osób, czy wreszcie lewitacja samego Home’a i pojawianie się w pobliżu zjaw. Najprawdopodobniej najgłośniejszym jego wyczynem było opuszczenie oknem pomieszczenia znajdującego się na trzecim piętrze i powrót drugą stroną, również przez okno, cały czas znajdując się przy tym w powietrzu. Home potrafił też przedstawić historię dowolnej osoby bez wcześniejszego jej zapoznania. Miewał widzenia przyszłych wydarzeń, co podobno było w jego rodzinie tradycją. Zdobył wielką sławę. Oczywiście istniała grupa sceptyków, która próbowała udowodnić oszustwa Daniela Home’a, ale nigdy jej się to nie udało. Znani podówczas magicy próbowali powtórzyć niektóre wyczyny mężczyzny, lecz bez powodzenia. Dar zapewnił Home’owi zarówno profity, jak i kłopoty.
Ciekawymi zdolnościami pochwalić się mógł Władimir Durow. Pracował jako treser w zoo i osiągał bardzo dobre wyniki we współpracy ze zwierzętami. Utrzymywał, że to głównie zasługa telepatii (porozumiewał się podobno z podopiecznymi za pomocą myśli). Wkrótce przeprowadzono test: Durowowi wręczono listę poleceń, które miał przekazać myślami psu, który nigdy wcześniej nie był szkolony, a przynajmniej nie w tym zakresie. Treser chwycił foksteriera o imieniu Pikki za głowę i wpatrywał mu się w oczy przez pewien czas. Zaraz po tym pies wykonał wzorowo podane polecenia. Badacze mieli wątpliwości, czy może Durow nie przekazywał zwierzęciu czegoś za pomocą ruchów oczu, a więc powtórzyli test, tym razem zasłaniając mu je. Władimir i jego pies ponownie zdali swój egzamin. Nie wiem jak Wam, ale mnie przyszedł na myśli The Pain wraz ze znajdującymi się na jego rozkazy szerszeniami, gotowymi wykonać każdy rozkaz swego pana.
Zdolność Volgina do przewodzenia elektryczności to efektowna kwestia. Ze świata rzeczywistego przyszło mi na myśl porównanie z pewnym amerykańskim leśniczym, Roy’em Sullivanem. Pracował on w swoim zawodzie przez trzydzieści sześć lat i w czasie całej swojej kariery został uderzony piorunem aż siedem razy! Mężczyzna przeżył każde starcie, a jego urazy były, przynajmniej początkowo, niewielkie: strata dużego palca u stopy (1942), spalenie brwi (1969), czy wreszcie przypalenie włosów i buta (1973). Ludzie zaczęli określać go mianem Żywego Piorunochronu. Jednak, kiedy po trafieniu piorunem w 1977 roku wylądował w szpitalu z uszkodzeniem klatki piersiowej i przypalonym żołądkiem, sprawa wyglądała już na bardziej poważną. Po raz kolejny Sullivan wyszedł jednak z opresji, ale po tylu latach udręki nie wytrzymał psychicznie i w 1983 roku odebrał sobie życie.
Pewne skojarzenia z postacią The Enda może narzucić zjawisko autohibernacji. Istnieje ono w środowisku hinduskich fakirów. Potrafią oni wprowadzić się w stan uśpienia, w którym tętno spada do dwóch uderzeń na minutę, spowolniony jest także metabolizm i wszystkie inne procesy życiowe. W 1836 roku zanotowany został przypadek, kiedy to fakir zakopany pod ziemią, po miesiącu takiej autohibernacji, odżył i miał się dobrze. Wywnioskować można, iż ciało w takim stanie praktycznie nie ulega procesowi starzenia się, pomimo tego, że żyje. The End oszczędzał w ten sposób czas pomiędzy swoimi pojedynkami, stąd jego głęboki sen.
[Autor – kotlet]








Jeszcze nie komentowane.