Otworzyłem drzwi do Strut B i wszedłem na pomost AB. W zasięgu wzroku nie było żadnego przeciwnika. Otrzymałem przez Codec polecenia od Otacona.
„Słuchaj uważnie, Snake. Wyjaśnię ci to raz jeszcze. Tym razem nasz przeciwnik to ten nieznany potwór, którym ludzie tak się podniecają. Nazywa się go Gurlugonem.”
O czym on gadał? Jedynie tylko Otacon i Mei Ling podniecali się tym potworem, i przypuszczam że tylko oni tak go nazywali. Nie powiedziałem tego jednak na głos. Otacon ciągnął dalej.
„Już ci to pewnie mówiłem, ale masz NIE krzywdzić swojego celu! Zrób mu tylko zdjęcie, zanim ci ucieknie. Dotarłeś już tak daleko, więc nie zrób teraz niczego głupiego.”
Miałem związane ręce. Idiotyczna czy nie, misja pozostaje misją. W końcu się zdecydowałem i ruszyłem przez pomost AB.

———————————————-

W głuchym milczeniu wpatrywałem się w wir wodny, który pojawił się na morzu. Powierzchnia morza zaczynała się podnosić. Nie było wątpliwości, lada chwila wyłoni się z wody coś wielgachnego. Moja tajemnicza, absurdalna wyprawa, tak zwane „Poszukiwanie potwora” – wyglądało na to, że zbliżał się jej koniec…

Jak ja się w ogóle wplątałem w tą idiotyczną misję? Wszystko zaczęło się trzy dni temu. W kryjówce Filantropów, w Nowym Jorku, testowałem najnowszy pomysł Otacona – system Wirtualnej Rzeczywistości.

———————————————-

Świat zniknął tuż przed moimi oczyma. Gdy wszystkie moje zmysły powróciły do mojego ciała uświadomiłem sobie, że wcale nie byłem na żadnej misji rozbrajania bomb na tankowcu. Siedziałem w fotelu treningowym VR. Zdjąłem słuchawki, Otacon zaczął mówić.
„Dobrze ci szło.”
Przytaknąłem niechętnie. Otacon spytał z dumą:
„I co sądzisz o nowym systemie VR?”
„Może być.”
„To wszystko?” niezadowolony wychylił głowę.
„Szczerze mówiąc, nie mogę w to uwierzyć. Nie sądziłem, że to będzie działać aż tak dobrze.”
„Wiem! System VR zawiera w sobie coś, co nazywa się Silnikiem Koppelthorn. Dostałem go niedawno.”
„Silnik Koppelthorn?”
Słysząc pytanie, Otacon zdjął okulary, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
„Silnik Koppelthorn to system kalkulacji kwantów, który wzbudził wielki podziwu w niektórych środowiskach. Wiesz co to informatyka kwantowa, prawda?” zaczął Otacon. I zaczął swą gadkę o o q-bitach, o produktach Tensorów. Przez następne dwie godziny i trzydzieści-siedem minut przeklinałem swą głupotę – po cholerę w ogóle zadawałem mu to pytanie?
„…W skrócie, pozwala to na zbudowanie w rzeczywistości wirtualnej środowiska, zawierającego dotychczas niespotykaną ilość informacji. Te informacje przekształcane są w sygnały i przekazywane do twojego mózgu poprzez słuchawki, bezpośrednio syntetyzując informacje dla każdego z twoich zmysłów, jednocześnie odłączając reakcje z twojego prawdziwego ciała. W ten sposób można stworzyć otoczenie wirtualne, które nie różni się prawie niczym od prawdziwego świata. Dotyczy to zarówno świateł, dźwięków, jak i twoich zmysłów smaku i dotyku.”
Przerwał, by wziąć oddech. Nie mogłem przegapić tej okazji.
„Dobra, dobra. Już rozumiem…” wyrzuciłem z siebie, próbując wstać z fotela. Ale Otacon mnie zatrzymał.
„Czekaj chwilę, spróbujmy raz jeszcze. Celem następnej misji będzie wyeliminowanie wszystkich przeciwników i zabezpieczenie drogi ucieczki dla zakładników z Big Shell.”
Domyśliłem się, że Otacon po prostu nie może doczekać się wypróbowania swej nowej zabawki. Niechętnie, usiadłem ponownie. Otacon dalej ciągnął swą odprawę.
„Twoim zadaniem jest zabić wszystkich przeciwników w określonym czasie. Gotowy? No to jazda!”
Założyłem słuchawki i zamknąłem oczy. Promień światła przebił się przez moje powieki. W następnej chwili znajdowałem się w świecie, o którym trudno byłoby powiedzieć, że jest zaledwie tylko imitacją.

———————————————-

Symulacja VR zakończyła się. Ta nazbyt-realna rzeczywistość wirtualna zniknęła, a zmysły powróciły do mojego ciała. Zdjąłem słuchawki.
„No i jak było?” spytał Otacon. Powiedziałem mu, co zauważyłem podczas moich dwóch prób.
„Wszystko było zrobione dobrze, bez dwóch zdań. Jednak, czułem się jakoś nienaturalnie, jakby coś było nie tak z moimi zmysłami.”
„Nienaturalnie? Czyli jak?”
„Trudno to wytłumaczyć, ale… czułem się, jakbym znajdował się w innym ciele…”
„To z powodu pseudo-sygnałów wypełniających twój mózg. Teoretycznie, powinno dać się imitować dokładnie te same bodźce jak te z układu nerwowego w prawdziwym ciele.”
Gdy tak dyskutowałem z Otaconem, nagle otworzyły się drzwi i weszła Mei Ling.
„Hej, spójrzcie na to!”
Mei Ling rzuciła nam brukowca, którego miała ze sobą.

(Na pierwszej stronie artykuł z nagłówkiem napisanym pogrubionymi literami: „Potwór na Big Shell!?”)

Był to artykuł opisujący pojawienie się jakiegoś olbrzymiego stworzenia w pobliżu Big Shell. Nagłówek mówił, „Potwór na Big Shell!?”. Śmieszne.
„No i?” spytałem bez wahania.
Mei Ling spojrzała na mnie z zaskoczeniem.
„’No i’?! To potwór Snake!”
Otacon uderzył w stół.
„To prawda! To potwór!”
„Zdjęcie pewno jest fałszywe.”
Była to najnormalniejsza opinia, a jednak spojrzeli na mnie takim wzrokiem… W końcu po prostu postanowili mnie zignorować.
„Brzmi to niewiarygodnie, co nie, Mei Ling? Potwór w Nowym Jorku? To niesamowite!”
„Racja! To JEST niesamowite! Zbyt niesamowite!!”
„Więc jest na Big Shell… Chce tam iść i go zobaczyć…”
„Hej Otacon, mam pomysł. Może go złapiemy? Co o tym sądzisz?”
„Świetny pomysł! Złapmy go! Byłoby to prawdziwe dobrodziejstwo dla biologii — nie, cofam, co powiedziałem! Dla CAŁEJ nauki!”
„To prawda! Czy myślisz, że zdobylibyśmy dużo klientów, gdybyśmy stworzyli ZOO z potworami?”
„Oczywiście! To stworzenie ma płetwy, a więc musi pochodzić z wody… co o tym sądzisz?”
„Możliwe. A co z wypchanymi zwierzątkami i koszulkami?”
„Nieźle! Ale wiesz co, ja myślę, że to jakiś wysłaniec z kosmosu.”
„Faktycznie. Ale lepiej najpierw zastrzeżmy znak towarowy.”
W podnieceniu kontynuowali tę bezładną rozmowę. Nie wierzyłem, że mogli mówić to wszystko na poważnie. Musiałem się jednak upewnić.
„Hej, wy tylko żartujecie z tym złapaniem tego czegoś, prawda?”
Otacon spojrzał na mnie całkowicie zaskoczony.
„Obudź się, Snake! Mówimy tu o potworze!”
Mei Ling kopnęła w krzesło.
„Racja! Chodzi tu o potwora!”
„Ale…”
Otacon pochylił się w moją stronę.
„Pojawił się potwór niewiadomego pochodzenia! Jako naukowiec, nie mogę tego zignorować!”
„Czy muszę ci przypominać o sytuacji finansowej Filantropów?! Nie wiemy nawet, czy mamy wystarczająco pieniędzy by pokryć czynsz w tym miesiącu!” wystrzeliła Mei Ling, w jej oczach buchał ogień.
„Ale…”
„A co ty proponujesz, zamiast złapania go?!”
„Czy chcesz, by taka okazja po prostu przeszła nam koło nosa?! Tchórzu!”
„Ale, ale…”
Otacon i Mei Ling ciągnęli swoją tyradę a ja coraz bardziej się wahałem.
„Musimy to zrobić!”
„Musimy to zrobić!”
W tej chwili nie pozostało mi nic innego, jak tylko powiedzieć: „Dobra.”
I to cała historia. W ten sposób trafiłem tu na Big Shell. Było to jakieś trzy godziny temu.

———————————————-

Skontaktowałem się z Otaconem jak tylko wszedłem do Strut C.
„Co jest Snake? Znalazłeś już coś?” spytał Otacon.
„Nic. Ale zauważyłem jakichś dziwnych ludzi pałętających się po okolicy.”
Powiedziałem Otaconowi o żołnierzu, którego widziałem na pomoście CD. Otacon odparł:
„Chcą pewnie złapać Gurlugona, tak jak my.”
„Nie sądzę…”
„Bez wątpienia!” zaklinał się, pewny siebie. „Dobra, idź dalej i nie daj się złapać. Gurlugona widziano najczęściej w południowo-wschodniej części Big Shell. Ruszaj na pomost AB.”
Dotarłem już tak daleko, więc nie pozostało mi nic innego, jak posłuchać Otacona. Ruszyłem więc w stronę pomostu AB.

———————————————-

Tak czy owak, to cała historia. Jestem tu, zmuszony do ścigania potwora i wygląda na to, że to coś ma chyba właśnie zamiar się tu pojawić, tuż przed moimi oczyma.
W tej chwili nie pozostało mi nic innego, jak tylko się przygotować. Sprawdziłem aparat. Nie miałem pojęcia, co za chwilę zobaczę. Postanowiłem jednak najpierw strzelać, potem zadawać pytania.

———————————————-

„Zejdź mi z drogi!” krzyknęła Olga.
Nie była uzbrojona. Nie wyglądało na to, że chce mnie zaatakować. Jak tylko schowałem pistolet do kabury, zacząłem z nią rozmowę.
„Co tu robisz?”
Olga uśmiechnęła się delikatnie. Ale z jej uśmiechem było coś nie tak. Wyglądała inaczej. Nie było widać na niej tego mroku i tragedii co dawniej. W ogóle, wyglądała jak zupełnie inna kobieta.
„Nie spoufalaj się. Nie jestem tą, którą znasz, i nie znam tej, którą ty znasz.”
„O czym ty gadasz?”
„Szukam klucza, by dostać się z powrotem do swojego wszechświata. A to dziwne stworzenie właśnie nim jest. Nie należy on do twojego świata. Ja również. Jesteśmy z innego miejsca. A wasz wszechświat może być w niebezpieczeństwie, jeżeli nie zadziałacie!”
Nie mogłem pojąć tego, co Olga mówiła. Byłem zdezorientowany. Szczerząc zęby, Olga spojrzała w dół na powierzchnię morza.
„Cholera. Ucieka nam. Słuchaj! Sprawdź system VR! Pozwala on włazić do innych wszechświatów. Właśnie to spowodowało te wszystkie problemy!” krzyknęła Olga, skacząc z pomostu.
„Czekaj!”
Wychyliłem się przez poręcz, ale Olga zniknęła już w morzu. Poplecznicy Olgi skakali za nią do morza jeden za drugim.
Zostałem na pomoście sam. Nie widziałem już Gurlugona.

———————————————-
(Ukazane jest zdjęcie, zrobione Gurlugonowi.)

Moje zdjęcie Gurlugona leżało na stole w naszej kryjówce.
„Dziś znowu nic?” spytałem Mei Ling.
„Nic. Dzisiaj znowu się nie pojawił.”
Minął już tydzień, a Gurlugona nie było widać. Nikt nie wiedział, gdzie mógłby pojawić się następnym razem. Może już się w ogóle nie pojawi.
Wierzyłem Oldze. Nie wyglądało na to, żeby kłamała. Poza tym, samo istnienie tego dziwacznego potwora potwierdzało jej historię. Nie było mowy, by coś takiego mogło żyć w naszym świecie, ale w innym – to co innego. Otacon wysnuł teorię na temat ‘równoległych wszechświatów’.
Jak zwykle – tłumacząc, mówił więcej, niż potrzeba było. Tak w dużym skrócie: według niego nie ma jednego wszechświata, lecz istnieje nieskończenie wiele równoległych wszechświatów. To znaczy, że może być wszechświat niemal taki sam jak mój, tyle że tam mam o jeden włos na głowie mniej. W innym zaś, cywilizację mógł zapoczątkować jakiś pantofelek. Może nawet istnieć wszechświat pełen potworów. Otacon twierdził, że wszystkie te wszechświaty powinny wzajemnie się wykluczać, ale z jakiegoś powodu, zaczęły losowo na siebie oddziaływać. Dlatego właśnie Olga, którą znamy, zastąpiona została Olgą z innego uniwersum; dlatego też pojawił się ten potwór. Na koniec Otacon ostrzegł, że ten fenomen wciąż trwa.
Gdyby ta teoria się potwierdziła, to byliśmy w olbrzymich tarapatach. Na przykład, możliwe, że w przeciągu kilku godzin ja mogę zostać zastąpiony innym mną z innego świata. Otacon już mógł zostać podmieniony. A co by się stało, gdybyśmy zostali przeniesieni gdzieś, gdzie, powiedzmy, w Ziemię ma uderzyć księżyc, czy coś w tym stylu? Po prostu niemożliwe było przewidzenie, co się stanie za chwilę. Na szczęście, księżyc jeszcze nas nie zgniótł – a przynajmniej nie w naszym świecie. Oczywiście, nie było żadnej gwarancji, że to nie stanie się jutro.
„Jak idą analizy systemu VR?”
Otacon pokręcił głową.
„Nic z tego nie rozumiem…”

Otacon wręcz zamarł usłyszawszy o tym, że Olga obwiniała nasz system VR za te wszystkie problemy. Powiedział mi, że Silnik Koppelthorn, jądro nowego systemu VR, to kwantowe urządzenie zaprojektowane przez Dr Koppelthorna, jednak zasady jego funkcjonowania są nieznane. Otworzył obudowę – czarną skrzynkę, i nie znalazł w środku nic poza tajemniczymi obwodami, brzęczącymi zębatkami, i czymś, co wyglądało na jakieś żelazne kule. Ale w jakiś sposób to działało. Dlatego pewnie tak wielu ludzi się tym podniecało. Jacyś pseudo-naukowcy zbadali to coś, ale jedyne, do czego do tej pory doszli, to różnorakie konkluzje, że owe urządzenie korzysta z komponentów UFO, czy też jakichś zaginionych cywilizacji. Co więcej, nikt nigdy nie widział na oczy tego Dr Koppelthorna.
Więc jakie mogło być powiązanie pomiędzy krzyżowaniem się równoległych wszechświatów i tajemniczym systemem VR? Olga powiedziała, że źródłem problemu było ‘włażenie’ poprzez system VR do innych światów. Ale Mei Ling miała swoją teorię. System VR bazujący na Silniku Koppelthorn nie konstruował wirtualnej rzeczywistości poprzez obliczenia, lecz potrafił przedostawać się przez mury oddzielające od siebie wszechświaty, właził do równoległej rzeczywistości, która odpowiadała określonym wymaganiom i włączał te informacje do konstruktora wirtualnej rzeczywistości systemu VR. Możliwe że to właśnie te obserwacje i ingerencje zakłóciły porządek wszechświatów.
Ale to nie wszystko, jak twierdziła Mei Ling. Możliwe, że Olga dlatego szukała Gurlugona, gdyż to właśnie on powodował wypaczenia równoległych światów. Gurlugon stał się osią, względem której przestrzeń się wypacza. A jeśli to prawda, to nie ma innego sposobu na zatrzymanie tego bałaganu, jak tylko pozbyć się Gurlugona.
Z tego powodu dalej szukaliśmy Gurlugona. Jednakże, zgubiliśmy potwora, no i nie było żadnych postępów przy badaniu systemu VR. Ale zaburzenia mogły trwać dalej. Możliwe nawet, że niektóre z wszechświatów mogły być nawet w niebezpieczeństwie. Nasz również mógł być zagrożony. Byliśmy zdruzgotani.

Nagle, Mei Ling przemówiła.
„Jeżeli zabicie Gurlugona rozwiązałoby sprawę, to istnieje wyjście.”
„Co masz na myśli?”
Otacon uniósł głowę, a Mei Ling zaczęła wyjaśniać.
„Jeżeli prawdą jest, że system VR może krzyżować się z innymi, równoległymi wszechświatami, to czemu nie spróbować zabić Gurlugona wewnątrz VR? To oznaczałoby, że zabiliśmy prawdziwego Gurlugona, a Gurlugon z naszego świata zniknąłby…”
„Czy nie przesadzasz trochę?” sprzeciwił się Otacon.
Na co Mei Ling wystrzeliła: „Nie możemy przecież tu siedzieć i gapić się na zdjęcie! Musimy coś zrobić! Zgadzasz się ze mną, prawda Snake?!”
„No nie wiem…” odpowiedziałem. Jej pomysł był trochę naciągany, nieważne jak by na niego nie patrzeć. Ale jednocześnie wiedziałem, że i tak skończy się na tym, że będę musiał to zrobić. Robienie czegoś tylko dla samego robienia nie było rozwiązaniem, ale musiałem się zgodzić – wciąż nie wpadliśmy na żaden inny sposób rozwiązania problemu.
Kilka godzin później, stanąłem przeciwko Gurlugonowi w systemie VR.

———————————————-

Gurlugon został pokonany, wyłączyliśmy system VR. Ale jakoś, wciąż nie byłem przekonany. Zdjąłem słuchawki i przemówiłem do Otacona.
„Więc, sądzisz że naprawdę nam się udało?”
Otacon wzruszył ramionami. Widać odczuwał to samo, co ja.
Wtedy odezwała się Mei Ling:
„No jasne, że misja się powiodła.” Zauważyłem paskudny uśmieszek na jej twarzy. „Właśnie straciliśmy jedyną szansę, by wszystko odwrócić.”
„Coś ty powiedziała?!” spytałem, zrywając się z fotela. Mei Ling odpowiedziała:
„To jasne, że Gurlugon był jednostką reprezentującą zaburzenia w równoległych wszechświatach. Ale jedynym sposobem by przywrócić spokój, o ile my wiemy, na pewno nie było zniszczenie owej jednostki. Rozwiązaniem było złapanie jej, dokonanie przeciwstawnej konwersji poprzez Silnik Koppelthorna, a co za tym idzie, rozproszyć falę do stanu przed skrzyżowaniem…” Mei Ling mówiła dalej, jej głos wypełniała satysfakcja. „A więc zniknięcie jednostki oznacza zniknięcie jedynej metody, by wszystko naprawić.”
„Kim jesteś?!”
Mei Ling spojrzała szyderczo na zrozpaczonego Otacona.
„Parafrazując słowa Olgi, nie jestem tą Mei Ling, którą znasz. Ale bez urazy, dobra? Po prostu wypełniałam czyjeś polecenia, by zrealizować plan.”
„Czyjeś? Czyje?” dopytywałem się.
„Mojego męża.” Mei Ling odrzekła słodkim głosem. „W waszym świecie mówicie na niego chyba Solidus.”
„Solidus?!” wykrzyknęliśmy bez namysłu.
Mei Ling powoli wskazała na ścianę mówiąc: „A, o wilku mowa…”
W tej chwili ściana się rozleciała. Pokój wypełnił się pyłem. Po ścianie pozostały jedynie gruzy i wielka dziura, w której stanął Solidus Snake, odziany w swój kostium mocy.
Solidus rzekł do Mei Ling, „Czy kazałem na siebie czekać?”
„Misiu!”
Mei Ling rzuciła się w ramiona Solidusa. Doskoczyłem do niego, on zaś ze swych wężowych ramion wystrzelił rakietę. Oślepiające światło. Eksplozja. Zostałem wyrzucony na ścianę. Na chwilę straciłem przytomność. Gdy udało mi się w końcu stanąć na nogi, ujrzałem Solidusa który tuląc do siebie Mei Ling, uciekał przez dziurę w ścianie. Nie mogłem go dogonić.
Tak więc stojąc w naszej na wpół zniszczonej kryjówce wraz z Otaconem przedyskutowaliśmy sprawę. Jeżeli mówili prawdę, to właśnie straciliśmy sposób, by przywrócić równowagę równoległych wszechświatów. Ale przecież musiało być coś, co moglibyśmy jeszcze zrobić… W końcu, Otacon przemówił.
„A co z Olgą?”
Niezły pomysł. Olga, na którą wpadłem na Big Shell wydawała się być rozeznana w sytuacji. Może więc jej udałoby się wpaść na jakieś rozwiązanie. Był tylko jeden problem. Gdzie ona mogła być?
Zwierzyłem się Otaconowi ze swych obaw, on zaś przytaknął pewny siebie.
„Mam pomysł.”

„Więc, jakie są twoje kwalifikacje?” spytał Otacon. Piękna czarnowłosa kobieta o smukłej sylwetce siedziała naprzeciwko nas. Była zbyt wesoła. Śmiała się stanowczo zbyt często.
„No więc mam, no, olbrzymie szczęście!”
„Szczęście?! To są twoje kwalifikacje?”
„ No jasne!”
Z drobnym uśmieszkiem obserwowałem, jak Otacon odpytywał kandydatkę.
Otacon umieścił pewnego dnia ogłoszenie w co ważniejszych gazetach zatytułowane: „Poszukiwani: Członkowie Grupy Szukającej Gurlugona!”. „Złapmy tajemniczego potwora własnymi rękoma! Mamy godne zaufania informacje, gdzie bestia się pojawi. Wrażenia gwarantowane. Szczegóły zostaną omówione podczas rozmowy…”
Nieprawdopodobne, przybyło całkiem sporo ludzi. Już się zapoznaliśmy z ponad dziesiątką, ale Olgi wśród nich nie było.
„Zadzwonimy do ciebie.”
„Będę czekała z niecierpliwością na wiadomość od was!”
Kobieta wstała, szeroko się uśmiechnęła i wyszła. Spytałem wtedy Otacona, „NAPRAWDĘ sądzisz, że to zadziała?!”
„Musi chyba poszukiwać jakichś informacji dotyczących Gurlugona. Pojawi się.”
„Ale do tej pory zgłosili się do nas jedynie jacyś dziwacy! Jak na przykład ten staruszek, co wciąż się potykał i ślizgał…”
„Tak, był zabawny!”
„Hej!”
Najwidoczniej Otacon zapomniał się na chwilę.
„Uspokój się. Poczekajmy trochę dłużej. Następny!” krzyknął Otacon. Drzwi się otworzyły. I wtedy weszła – Olga.
Wróciwszy do pozostałości z naszej kryjówki, wyjaśniliśmy Oldze całą sytuację. Po wysłuchaniu naszego sprawozdania, Olga powiedziała nam, że wciąż jest wyjście.
„To prawda, ten pojedynczy Gurlugon mógł zostać wymazany, ale nie oznacza to, że tak też stało się ze wszystkimi jednostkami we wszystkich paralelnych wszechświatach.”
W oczach Otacona rozbłysną promyk nadziei.
„Mówisz więc, że są i inne jednostki?”
„Najprawdopodobniej. Ale ich postać i rozmieszczenie w innych wszechświatach jest nam nieznana. Nie będzie łatwo je znaleźć.”
„Mamy co nieco danych o Gurlugonie. Gdyby je przeanalizować, wprowadzić jego otoczenie do VR, to może udałoby się…”
Otacon i Olga prowadzili dalej swą technologiczną dyskusję. W końcu zdecydowano się na metodę odnalezienia jednostek z innych wszechświatów poprzez ciągłe i precyzyjne dostrajanie funkcji wysyłania fal w systemie VR tak, by te naśladowały unikalny wzór wytwarzany przez jednostki. Innymi słowy, będę musiał najprawdopodobniej przejść przez serię wirtualnych konstrukcji. Przygotowania zakończyły się szybciej, niż przypuszczałem.
Wróciłem więc na fotel z systemu VR. Otacon powiedział, „Powiadomię cię, jak tylko zlokalizuję jednostkę. Do tego czasu, chcę, byś przechodził kolejne etapy z VR. Ale uważaj. Solidus z pewnością nie będzie się temu przyglądał z założonymi rękoma. Możesz więc wpaść w pułapkę. Bądź ostrożny!”
Otacon uruchomił system VR.
Rzeczywistość wirtualna rozpostarła się przed moimi oczyma.

———————————————-

„Znalazłeś już coś?” spytałem Otacona.
„Nie, jeszcze nie,” rozbrzmiał jego głos pośród konstrukcji wirtualnych. „Spróbuję może innych ustawień. Zaraz zacznę. Poczekaj chwilkę.”
Byłem sam w wirtualnej rzeczywistości.
„Możesz się nauczyć, jak przy pomocy VR można znaleźć jednostki, Snake, jednak i tak żadnej nie znajdziesz,” zahuczał nagle głos z nikąd. Był to Solidus.
Wezwałem Otacona: „Otacon, to Solidus.”
„Wiem. Z tej strony również go wykryłem. Włamuje się do systemu VR, ale wciąż nie udało mu się przejąć całkowitej kontroli. Szybko, przejdźmy na kolejny poziom. Gotowy?”
Nowa wirtualna przestrzeń pojawiała się tuż na moich oczach.

———————————————-
(Jeżeli nie zdobędziesz wystarczająco wysokiego wyniku)

„Jak ci idzie, Otacon?”, spytałem pustkę naokoło mnie. Głos Otacona odpowiedział.
„Odkryłem chyba dobry wzór. Lecz wciąż jest niewyraźny. Zmień ustawienia i spróbuj osiągnąć jakiś lepszy wynik. No, to jeszcze raz!”
Zgodziłem się. Musiałem więc zdobyć tym razem więcej punktów. Symulacja wirtualna rozpoczęła się na nowo.

———————————————-

„Jak ci idzie, Otacon?”, spytałem pustkę naokoło mnie. Głos Otacona odpowiedział.
„Jesteśmy już dużo bliżej. Przygotuje kolejne ustawienia.”
Jak tylko przytaknąłem, usłyszałem głos Mei Ling. „Idzie im lepiej, niż przypuszczaliśmy, co nie?”
„W rzeczy samej. Lepiej więc zmieńmy strategię. Musimy w jakiś sposób zablokować jednostkę, by nie mogli się do niej dostać,” odpowiedział głos bezcielesnego Solidusa.
„Może więc użyjemy ‘ich’?”
„To zbyt niebezpieczne. Nawet gdyby zatrzymali Snake’a, byłoby to bezcelowe, gdyż w efekcie cały świat mógłby ulec zniszczeniu.”
„Prawda, prawda.”
„Użycie ‘ich’ będzie już ostatecznością.”
„Wszystko jest w twoich rękach, kochanie.”
Ich głosy były teraz dużo wyraźniejszy niż wcześniej. Z całą pewnością zbliżali się. Krzyknąłem więc do Otacona: „Otacon, to Solidus!”
„Wiem. Wciąż się wdzierają. Musimy znaleźć jednostkę, zanim przejmą całkowitą kontrolę. Ruszaj więc!”

———————————————-

„Otacon, znalazłeś już jednostkę?” spytałem z wewnątrz wirtualnej rzeczywistości.
„Poprawiam reakcje! Szybko, do następnego celu!”
„Kotku! Snake jest…” słyszałem, jak Mei Ling mlaska jęzorem. Słyszałem to, jak gdyby szeptała mi to na ucho. Solidus odpowiedział: „Wiem, może to jednak już czas, by ‘ich’ użyć. Przygotuj się.”
„Zrozumiałam.”
Usłyszałem podniecony głos Otacona. „Dalej, Snake! Solidus przejął kontrolę nad systemem! Nie mamy dużo czasu. Zaczynaj!”

———————————————-

Nie było nic. Ani światła, ani dźwięku, nie czuło się temperatury ani wagi. Czy to była jednostka? Wezwałem Otacona. Ale odpowiedział Solidus.
„Jesteś w tej chwili – jak mam to powiedzieć, byś to zrozumiał… – w dziurze pomiędzy równoległymi wszechświatami.”
„Solidus?! Co ty w ogóle zamierzasz zrobić?! Czemu chcesz zniszczyć wszechświat?!” wrzasnąłem.
„Zniszczyć? Nie bądź niemądry. To poprawki. Powrót do tego, jak to wszystko powinno wyglądać…”
„Co masz na myśli?!”
„Nie wiem, kto stworzył Silnik Koppelthorn’a, nie wiem gdzie, kiedy, ani nawet po co. Ale według mnie stworzony on został jako część sieci informatyczna rozproszonej pomiędzy paralelnymi światami.”
Sieć informatyczna. Słyszałem ten termin wcześniej od Otacona. To technika połączenia ze sobą licznych serwerów by stworzyć siatkę superkomputerów o olbrzymich możliwościach obliczeniowych. Gdyby jeden mógł być zbudowany tak, by obejmował niezliczoną liczbę wszechświatów, możliwe byłoby zdobycie niemalże nieskończonej mocy obliczeniowej.
„Ale gdy Silnik Koppelthorn’a obejmujący wszechświat został podłączony do systemu VR, stał się urządzeniem do kontrolowania możliwości,” Solidus ciągnął dalej.
„Kontrolowania?”
„Tak. System VR korzystając z Silnika Koppelthorn’a ma za zadanie stworzyć wirtualną rzeczywistość o danych parametrach. W tym celu, spośród niezliczonej ilości światów posiadających fale funkcyjne, które jeszcze się nie zbiegły, wybiera grupkę wszechświatów mających potencjał spełnić te wymagania. Następnie przedstawia to jako imitację wirtualną, którą ty widzisz. To, co ty nazywasz treningiem w wirtualnej rzeczywistości jest niczym innym jak obserwowaniem równorzędnych wszechświatów z zewnątrz!”
Przypomniałem sobie to okropne uczucie wchodzenia w czyjeś ciało podczas pierwszego treningu VR. Przypuszczam, że to właśnie było to uczucie wkraczania w inną czasoprzestrzeń.
Głos Solidusa rozbrzmiał ponownie: „Gdy ty przechodzisz swój trening w rzeczywistości wirtualnej, twoje poczynania odzwierciedlane są w grupie odpowiednich wszechświatów. Końcowa ingerencja jednocześnie staje się obserwatorem w stosunku do wciąż nieokreślonych równoległych wszechświatów, pomijając ten, który poddawany jest interferencji. To oznacza, że zdolności wszechświata przystosowują się do wyników twoich działań. Na przykład, powiedzmy, że właśnie zabiłeś żołnierza w symulacji. Znaczy to, że wszechświaty, które zawierają w sobie zabitego żołnierza zostały zaobserwowane i określone. Innymi słowy, światy, w których żołnierz nie został zabity tracą swój nieokreślony potencjał i zostają usunięte,” Solidus mówił dalej. „W ostateczności, pozostanie tylko ten wszechświat, który będzie w całości zgodny z tym, co ty zrobiłeś w rzeczywistości wirtualnej. Rozumiesz, co to oznacza? Gdy po przegranej symulacji próbujesz podejść do niej raz jeszcze, egzystencja tego wszechświata zostaje odrzucona, on sam zaś jest usuwany i traktowany, jakby nigdy nie istniał. Czyli za każdym razem, gdy ty powtarzasz grę, niezliczona liczba światów jest niszczona!”
Byłem zszokowany.
„Zaburzenia równoległych światów, które zauważyłeś to zniekształcenie spowodowane zewnętrzną ingerencją. Ty widzisz to jako „przedśmiertelne drgawki” światów, które zostały zabite. Jednostki zaś są skondensowaną formą tych zakłóceń.”
Przypomniała mi się Olga, Gurlugon i Mei Ling. Jeżeli te nieprawidłowości faktycznie zostały spowodowane przez zewnętrzną ingerencję, to oznaczało to…
„To oznacza, że mój wszechświat poddawany jest interferencji spowodowanej systemem VR z innego wszechświata?”
„Oczywiście. Czy nigdy nie czułeś, jakbyś znajdował się w nieswoim ciele, jakbyś robił coś, wbrew własnej woli? Albo czy nigdy nie zrobiłeś czegoś, co wcześniej uważałeś za niemożliwe? To z powodu ingerencji z innego świata. Może właśnie dlatego udało ci się pokonać terrorystów na Shadow Moses – może po prostu ktoś z zewnątrz podał ci pomocną dłoń.” Śmiech Solidusa rozbrzmiał w przestrzeni. „Dzięki badaniom nad równoległymi wszechświatami odkryłem, że w innych światach byłem zabijany. Zdecydowałem się jednak temu sprzeciwić. Odrzucam wszelkie wszechświaty, w którym byłem mordowany! Dlatego właśnie zdecydowałem się naprawić wszystko poprzez system VR. Dzięki niemu wpływam na inne światy i kształtuje je tak, bym tam nie zginął. Nie obchodzą mnie zakłócenia, które powoduje, czy też ile światów zostało z tego powodu zniszczonych. Ważne jest tylko to, bym przetrwał. Koniec.”
„To szaleństwo!”
„Sądzisz, że masz prawo mnie krytykować? Przecież to ty odrzucasz wszelkie porażki, które ciebie spotkały w VR i wciąż powtarzasz poziomy.” Solidus zaśmiał się widząc, że nie wiem, co mu odpowiedzieć.
„Koniec rozmowy. Nie oddam ci jednostki. Nie pozwolę ci odtworzyć światów, które ja poprawiłem. A więc pozostaniesz tu… NA WIEKI! Będziesz żałował tego, że zmusiłeś mnie do złamania pieczęci. ‘Oni’ wkrótce tu będą… obmierzła para, niesławna w niezliczonych wszechświatach, znienawidzona przez wszystkich, budząca grozę. Sama ich obecność wystarczy, by zniszczyć świat. Dzieci ciemności, w których kumuluje się cała nienawiść wszechświata. Księżniczka piekieł i książę chaosu. Pozwól, że ci przedstawię… Rose i Jack!!”
Oślepiające światło oświetliło wszystko dookoła.

„Jack! Ziemia do Jacka!” Rose pochylała się nad stołem. Spojrzała mi prosto w oczy.
„Co się dzieje? Wyglądasz dziwnie.”
Delikatnie pogładziłem jej włosy.
„Eh… oczarowało mnie twoje piękno.”
„Bardzo śmieszne, Jack.”
Rose zawstydziła się niczym mała dziewczynka.
„Mówię poważnie.”
Rose dotknęła mojej dłoni. „Pamiętasz, który jest jutro?”
„Co? 21. Marca?”
„Tak.”
„No jasne. Najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Dzień, w którym cię spotkałem,” powiedziałem.
„Źle!”
„…Serio?”
„Tak.” Rose nadęła policzki.
„Przepraszam. Każdego dnia myślę tylko o tym, jaki ze mnie szczęściarz, że cię poznałem. Dlatego wydaje mi się, że rocznica naszego spotkania jest tuż za rogiem.”
„Nonsens, ale i tak miło to słyszeć,” Rose się uśmiechnęła. „A tak przy okazji, tym razem masz za zadanie rozbroić wszystkie bomby. Powodzenia.”

Zaciemniało mi przed oczyma. W tej chwili wydawało mi się, że słyszę jak ktoś woła mnie z oddali. Ten głos był mi dziwnie znajomy. „Snake, to pułapka Solidusa! Obudź się!”

==============================================
(poniżej znajduje się kilka „scenek” z Rose i Jackiem. Można jednak od razu opuścić VR i przejść do walki z MG RAY.)

Znalazłem się w samym środku pola walki. Ryk dział i wystrzały wypełniały ciemność. Warunki były niesamowicie ostre tym razem. Po obu stronach byli ranni, a ciała umarłych walały się wszędzie. Piekło na Ziemi. Kucnąłem instynktownie i poczułem, jak w odległości kilku centymetrów ode mnie kula przeszyła powietrze. W tej chwili rozbrzmiał Codec. Była to Rose.
„Czy chcesz… Jack? Co się stało z twoją misją?”
„Właśnie jestem w trakcie jej wykonywania.”
„A tak, racja.”
„Co jest?”
Rose zawahała się na chwilę, ale zaczęła mówi. „Jack… musimy porozmawiać.”
„Porozmawiać?”
„Tak, to bardzo ważne. I pomówimy o tym, jutro.”
Czemu ona mówi mi teraz o czymś, co chce przedyskutować ze mną jutro? Skonsternowany, zadałem jej to pytania: „Czemu nie teraz?”
Rose odpowiedziała z zapałem: „No dobra, powiem ci. Jack… jestem… noszę…” Zapadła głęboka cisza. W końcu, Rose się zdecydowała. „… Chyba tyję! Zbiera mi się tłuszczyk w biodrach. Co powinnam zrobić?”
„Co powinnaś…? W ogóle nie zauważyłem.”
„Naprawdę? Ale moja stara spódnica jest teraz jakaś taka ciasna na mnie…”
„Jeżeli faktycznie cię to niepokoi, to czemu nie zaczniesz ćwiczyć? Mogę się nawet przyłączyć, jeśli zechcesz.”
„Cudownie! Może jogging? A, żebym nie zapomniała. Twoim zadaniem teraz jest wziąć na muszkę wszystkich przeciwników i dojść do celu. Powodzenia.”

Zaciemniało mi przed oczyma. W tej chwili wydawało mi się, że słyszę jak ktoś woła mnie z oddali. Ten głos był mi dziwnie znajomy. „Snake, to pułapka Solidusa!”

———————————————-

Wraz z Rose jedliśmy obiad w nadbrzeżnej restauracji. Rose była tej nocy piękna, zresztą zawsze taka jest. Lekki wiaterek sprawił, że jej słodkie policzki lekko się zaróżowiły. Jak tylko podawano główne danie, Pułkownik podbiegł do naszego stolika.
„Raiden, coś się ze mną stało w ostatni czwartek…”
„Pułkowniku! Co jest? Znów porwali pana kosmici?”
Pułkownik się wkurzył. „Kosmici?! Co do cholery – Nie ma czegoś takiego, jak kosmici! Nie zgadzam się z tym.”
„Co się więc stało?”
Pułkownik, próbując się uspokoić, zaczął swą opowieść.
„Słuchajcie uważnie. Za moim domem znajduje się pole jęczmienne. W czwartkową noc ujrzałem coś – wiele cosiów – mrugających. Gdy poszedłem na pole następnego dnia, zobaczyłem, że łodygi jęczmieniu zostały spłaszczone formując w ten sposób jakieś dziwne okrągłe wzory… złożone… Co o tym sądzisz?”
„Że co?”
Zabrakło mi słów, ale Rose przemówiła w moim imieniu.
„Wie pan, uważam, że to jakaś wiadomość.”
Pułkownik odparł drżącym głosem: „Tak… Tak myślałem. Chyba potrzebuje teraz dobrych nożycy… a tak w ogóle, twoim zadaniem tym razem jest zniszczyć wszystkie obiekty i dotrzeć do celu. Bądź ostrożny.”

Zaciemniało mi przed oczyma. W tej chwili wydawało mi się, że słyszę jak ktoś woła mnie z oddali. Ten głos był mi dziwnie znajomy. „Snake, to pułapka Solidusa! Wyłaź z VR!”

———————————————-

Wraz z Rose spacerowaliśmy po parku wczesnym popołudniem. Światło słoneczne przedzierało się przez liście drzew. Podeszliśmy do stawu i usiedliśmy na ławeczce. Gdy objąłem Rose, ktoś z dziwnym piskiem wyskoczył ze stawu. Był to Vamp! Wyciągając nóż, rzucił go prosto w naszą stronę. Osłaniając Rose swoim ciałem, wyjąłem pistolet i zestrzeliłem nóż. Strzelałem dalej. Trafiłem Vampa między oczy. Upadł na ziemię, lecz jęcząc cicho, znowu wstał. Słyszałem jak Rose mówiła drżącym głosem, „Nie wierzę… Jak…?”
Zlizując strużkę krwi swym długim językiem, Vamp odpowiedział: „Raz już umarłem, nie mogę umrzeć ponownie.”
Rose przytaknęła. „Cóż, co prawda to prawda.”
Ponownie piszcząc, Vamp skoczył w stronę stawu, lądując dokładnie na jego powierzchni. Przebiegł po niej krzycząc: „Twoje obecne zadanie to wyeliminować wszystkich wrogów i dojść do celu! Ruszaj, JUŻ!”

Zaciemniało mi przed oczyma. W tej chwili wydawało mi się, że słyszę jak ktoś woła mnie z oddali. Ten głos był mi dziwnie znajomy. „Snake! Wyłaź z VR! Wyłącz to! Wyjdź!”

———————————————-

Wraz z Rose oglądaliśmy film w jej sypialni. Nagle, na ekranie pojawił się tzw. śnieg.
„Zepsuł się, czy co?”
Gdy wstawałem z łóżka, spośród zakłóceń z telewizora wydobył się głos.
„Raiden, słyszysz nas? Wciąż tu jesteśmy.”
„La-li-lu-le-lo?!” wykrzyknęła szokowana Rose.
La-li-lu-le-lo przemawiało dalej: „Raiden. Chcesz pewnie wiedzieć, kim jesteśmy.” Zdziwiony zeskoczyłem z łóżka. La-li-lu-le-lo wydało z siebie dźwięk, coś jakby śmiech. „Heh, heh, heh. Jak już zapewne wiesz, nie jesteśmy tym, co wy nazywacie – ludźmi. Ale, wiesz co? Kible brudzą się na wiele różnych sposobów: zaschnięty mocz, żółte zacieki, plamy od wody… Trzeba je cały czas czyścić. Chyba się ze mną zgodzisz?”
„O czym wy gadacie?!”
W tej chwili usłyszałem inny głos dobiegający z radia, które przecież było wyłączone.
„Raiden, słyszysz nas? Wciąż tu jesteśmy.”
„Ta-ti-tu-te-to! Jack! To Ta-ti-tu-te-to!” krzyknęła Rose.
„Heh, heh, heh. Możemy ci coś poradzić na te żółte plamy,” powiedziało Ta-ti-tu-te-to. „Po pierwsze, połóż na nie trochę papieru toaletowego. Następnie spryskaj je detergentem. Zostaw to tak na parę minut, a następnie mocno szoruj… papierem.”
„Co do–?!”
Jak tylko wypowiedziałem te słowa, automatyczna sekretarka zaczęła mówić: „Raiden, słyszysz nas? Wciąż tu jesteśmy.”
„I-ro-ha-ni-ho-he-to?! Nie, Jack! Co my teraz zrobimy?!” Rose ścisnęła moje ramię. Cała drżała, a ja ją trzymałem. I-ro-ha-ni-ho-he-to przemówiło:
„Nie zapomnij o desce. Często jest obsikana.”
La-li-lu-le-lo wtrąciło się. „Załóż gumowe rękawice i użyj gąbki bądź jakiejś szmaty by zetrzeć brudne plamy, których nie dosięgniesz szczotką.”
Ta-ti-tu-te-to ciągnęło dalej: „Możesz również skorzystać ze starej szczoteczki do zębów.”
I-ro-ha-ni-ho-he-to przemówiło teraz: „Nie zapomnij również przemyć podłogę dookoła kibla. Jeżeli zostawisz jakieś plamy po sikach, będą one później śmierdzieć.”
Nie wytrzymując, wrzasnąłem: „Co to ma do cholery wspólnego z waszym jestestwem?!”
„NIC!!” krzyknęło La-li-lu-le-lo.
Ta odpowiedź zbiła mnie z nóg. „Ee, więc… do czego zmierzacie?”
Cała trójka odpowiedziała jednocześnie: „Heh, heh, heh… to bardzo proste.”
La-li-lu-le-lo powiedziało: „Tym razem….”
Ta-ti-tu-te-to powiedziało: „…twoim…”
I-ro-ha-ni-ho-he-to powiedziało: „…zadaniem jest…”
Rose powiedziała: „dotrzeć do celu pozostając niezauważonym. Powodzenia!”

Zaciemniało mi przed oczyma. W tej chwili wydawało mi się, że słyszę jak ktoś woła mnie z oddali. Ten głos był mi dziwnie znajomy. „Snake! Wyłaź z VR! Wyłącz to! Wyjdź!”

==============================================
(Gdy w końcu opuścisz tryb VR.)

Otoczyło mnie oślepiająco jasne światło. W następnej chwili znalazłem się na olbrzymiej przestrzeni z dziwacznie świecącą podłogą. Słyszałem jedynie głos Otacona.
„Snake! Snake!! Jesteś cały?!”
Wstrząsnąłem głową, by pozbyć się szumu w głowie. Czułem się, jakbym spał przez długi czas.
„Udało mi się przejąć z powrotem całą władzę nad systemem VR!” powiedział Otacon podnieconym głosem.
„Dobra. Więc gdzie jest ta jednostka…?”
„Znalazłem ją! Jest tam! Ty w niej jesteś! Teraz możemy zacząć przywracać wszechświat do normalności!”
Właśnie wtedy poczułem, jak z naprzeciwka zbliża się do mnie coś olbrzymiego. Z ciemności wyłonił się Metal Gear RAY. Zaraz po nim kolejny, i kolejny. Otacon krzyknął: „Solidus! Chce nas jeszcze powstrzymać! Potrzebuję trochę czasu, by tu wszystko skończyć, więc wytrzymaj jeszcze trochę!”
Oddział Metal Gear RAY zbliżał się. Stanąłem przed nimi. Musiałem z nimi walczyć dopóki Otacon nie skończy.

———————————————-

Gdy doszedłem do siebie, znów znalazłem się w miejscu, które Solidus określił dziurą pomiędzy równorzędnymi wszechświatami. Z przestrzeni dobiegł mnie rozradowany głos Otacona.
„Snake! Udało nam się! U mnie wszystko poszło po naszej myśli! Przestrzeń zaczyna się naprawiać!”
„Będzie dokładnie tak, jak poprzednio?” skierowałem swoje pytanie w górę.
„Powinno. Wkrótce powinieneś zostać przeniesiony do naszego świata. Ale wygląda na to, że naprawa odbywa się sekwencyjnie, więc zanim wszystko powróci do normalności, może minąć trochę czasu…”
„SNAKE!!” usłyszałem rozwścieczony głos Solidusa.
Ujrzałem błysk światła, a gdy otworzyłem oczy wraz z Solidusem stałem na dachu zniszczonego Federal Hall. Solidus wyciągnął swe miecze.
„Przestań już! To koniec,” powiedziałem. „Wszechświat się naprawia.”
„Nie, to jeszcze nie koniec. Jeżeli uda mi się ciebie tu zabić, przynajmniej jeden świat gdzie ja przeżyję będzie zdefiniowany!”
„Przestań! Musi być inne wyjście! Wracam do mojego świata. Nie mam zamiaru wpływać na twój. Nie musimy walczyć!!”
Ale Solidus tylko zaśmiał mi się w twarz, przygotowując swoje miecze. Spojrzał na mnie tylko przeszywającym, pełnym grozy wzrokiem. „Koniec gadania! WALCZ!!”

———————————————-

Solidus spadał z dachu Federal Hall. Rzuciłem się, by go chwycić, lecz nie zdążyłem. Jego ciało cicho spadało. Nie mogłem nic zrobić, tylko patrzeć. W chwili, gdy ciało uderzyło o ziemię, otoczyło mnie oślepiające światło. Gdy zgasło, znajdowałem się już w naszej kryjówce. Otacon i Olga stali tuż przede mną. Otacon uniósł rękę.
„Cześć. Witaj w domu, Snake.”
„Twój powrót oznacza, że ja będę następna,” powiedziała Olga.
„Będziemy tęsknić.”
Olga uśmiechnęła się lekko. „Też będę za wami tęsknić. Ale muszę lecieć. Jest ktoś, kto na mnie czeka.”
„Twoje dziecko?”
Olga spojrzała na mnie zaskoczona. „Co? Nie mam żadnego dziecko… jeszcze nie.” Spuściła oczy jakby coś ją zakłopotało, i powiedziała: „Czeka na mnie mój mąż.”
„M-Mąż?!” Otacon i ja wykrzyknęliśmy zdziwieni.
„Tak. W moim świecie…”
„Nie…” przerwałem jej szybko. „Może będzie lepiej, jeżeli nie będziemy tego wiedzieć.”
Olga uśmiechnęła się szeroko. Otoczyło ją światło a po chwili, zniknęła.
„Odeszła,” powiedział Otacon smutnym głosem.
„Tja.”
„…Ale wiesz co, jak się nad tym zastanowić, Snake stojący właśnie przede mną jest chyba inny niż ten, którego znam z mojego świata…”
Było dokładnie tak, jak powiedział Otacon. W niezliczonej liczbie równoległych światów, musiało być kilka takich, które były niesamowicie do siebie podobne. Wprawdzie my nie odczuwaliśmy żadnej różnicy, ale możliwe było, że Otacon stojący przede mną był milimetr wyższy niż Otacon, którego ja znam. A może nie lubi psów. Możliwe, że jego ojciec wciąż żył. Nasze wspólne wspomnienia mogły zostać wymazane. Ale nie było sposobu, by się o tym przekonać. Gdy tak stałem pochłonięty w myślach, Otacon wypalił: „…Snake z mojego świata jest mi winien sto dolców.”
Ignorując co powiedział, odrzekłem: „Otacon z mojego świata nie wkurzyłby się, nawet gdybym mu powiedział, że przypadkowo zniszczyłem jedną z jego figurek.”
Otacon otworzył szeroko oczy i spojrzał na mnie ze strachem. „Co?! Którą zepsułeś?!”
Wybuchnąłem śmiechem. Po chwili śmialiśmy się obaj. Coś odkryliśmy. Może i nie mieliśmy tych samych wspomnień. I może wkrótce trafimy do innych światów. Ale jedno było pewne: byliśmy przyjaciółmi. Pomieszczenie wypełniło się jasnym światłem. Wraz z Otaconem uścisnęliśmy sobie dłonie.
Gdy doszedłem do siebie, siedziałem na fotelu w naszej kryjówce. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Była to ta sama kryjówka co zawsze. Nie było śladu po zniszczeniach spowodowanych przez Solidusa. Czyżbym trafił do momentu, kiedy to wszystko się jeszcze nie wydarzyło? Mój wzrok spotkał się z wzrokiem Otacona, który siedział naprzeciwko mnie.
„Wróciliśmy?” spytał.
Sądząc po jego głosie, przeżył chyba to samo, co ja. Ale pewnie jest niezliczona liczba równoległych wszechświatów, gdzie doszło do podobnego wydarzenia. Nie miałem pojęcia, czy ten Otacon był ze mną w innym świecie i nie było sposobu, by to sprawdzić. Ale nie przejmowałem się tym. Osoba, która przede mną siedziała była Otaconem.
„To już koniec…” powiedział Otacon, przeciągając się.
Coś mi wpadło do głowy i spytałem: „Jesteś tego pewien?”
„O co ci chodzi?”
„…Nie, po prostu zastanawiam się, czy to naprawdę już koniec.”
Opowiedziałem Otaconowi o wrażeniu, którego nie mogłem się pozbyć. Gdy walczyłem z Solidusem, naprawdę nie chciałem tego. Ale walczyłem, i nawet go zabiłem. Czułem się wtedy, jakbym to nie ja kontrolował własne ciało… Solidus powiedział, że Silnik Koppelthorna i System VR wpływają na równoległe wszechświaty, ale co, jeżeli się mylił? Co, jeżeli było jeszcze inne urządzenie, które pozwalało na obserwowanie z zewnątrz i ingerowanie w inne światy…?
„Za dużo o tym myślisz,” powiedział Otacon śmiejąc się. „A przy okazji…” pochylił się nade mną. „Czyżbyś powiedział, że zepsułeś jedną z moich figurek?!”
„Nie, tylko…”
Nagle, otworzyły się drzwi i do pokoju weszła Mei Ling. Wyglądała, jakby nic się jej nie stało.
„Hej, spójrzcie na to!”
Mei Ling rzuciła nam brukowca, którego miała ze sobą.

Na gazecie ponownie napisane było: „Potwór na Big Shell?”.

Mr_Zombie