Skaliste ciemne ściany, roznosiły kolejne szepty oraz wilcze skowyty. Głębokie podmuchy zimnego, wręcz lodowatego wiatru, opasały niegdyś niedostępne fragmenty ciemnistej, szarej groty. Czas wydawał się tutaj zatrzymać, zamrożony, utknięty pośród wilgotnych pomrocznych szczelin. Zdawał się zamrażać kolejne dusze, które utkwione wśród potępionych półmrocznych ścian, dźwigając brzemię niezjednanego lodowatego płaszczu, zamarzały, prosząc kolejnych o ratunek, o pomoc… Wśród nieprzejednanego majestatycznego grobowca, zawodzące szepty, powtarzały, co chwila niezrozumiałe słowa, a ich drżące brzmienie, rozbijało się na kolejnych, opadających kroplach. Ziemia, była martwa, pozbawiona życia. Kolejne krople wdzierały się w jej powierzchnie. Kolejny huk ich zderzenia. Bezduszne powietrze wlewało się w każdą szczelinę, zarzucając milczenie na wszystko, co żywe, wszystko, co mogłoby oddychać. Co mogłoby czuć…

Okalana ciemnością postać, stanęła przed drzwiami, które naznaczone, przelaną krwią, uderzały w nią potwornym dźwiękiem jej krzyków. Jej ból, wlewał się w jego duszę, pozostawiając po sobie jedynie widmo uczuć, jakie kiedyś zagnieżdżone były w jego sercu, a teraz kurczowo utrzymując się na powierzchni jego zmysłów, roztaczały wokół siebie bolesne wspomnienia. Mroczne, czerwone serce biło nieregularnie, miażdżone potwornym lękiem o jej życie. Strach wdzierał się do najgłębszych zakamarków jego natury, paraliżując zdrowy rozsądek. Paraliżując wszystkie odruchy, które wzbierały się w nim z powodu przeszłości, jakiej był świadkiem. Mieszanka uczuć, była o tyle ciężka, iż on sam wiedział, iż musi stworzyć przed sobą inny lepszy świat, aby zapomnieć o tym, który wpływał na niego odkąd pamięta, odkąd nie mógł zapomnieć… Nie mógł się poddać, lecz nie mógł też ulec. Przekonania o przywiązaniu, poczęły powtórnie szarpać struny jego świadomości. Czuł, wzmagającą w nim potrzebę miłości. Potrzebę powrotu, zakończenia. Gwałtowne przypływy odczuć, jakich nigdy wolał nie mieć, silne niczym fale sztormowe, wbijały się w najgłębsze zakątki ludzkiej natury, niegdyś pozostawione, wręcz zamknięte, dziś pozbawione pomocy, wrzące, zdezorientowane… Targały nim dawniej zaniechane smutki, gorycz niepojętej walki, strach, który nigdy wcześniej nie był tak wielki…

———————-

Czemu…

Jej głos… tak bezradny, piękny… Dźwięk jej szeptu począł kołatać się po jego umyśle. Zaczął delikatnie koić to, co kiedyś tak brutalnie wzburzył. Przelał się po nim, jak balsam, zasklepiając wszelkie rany. Wszystkie bóle, wypełniło to uczucie, które nie pozwala zasnąć wieczorem, skłaniając do rozmyślań nad ciepłem jej dotyku, które kiedy patrzysz w jej oczy, nie pozwala oderwać wzroku. To uczucie, przynosiło ulgę, przynosiło spokój chwiejnej świadomości…

Łzy jego wewnętrznej eteryczności, przerwał…

Kolejny przytłumiony huk wydarł kawałek jej wnętrza. Kolejne kajdany spowijały jej ciało ściągając ją w dół. Kolejny krzyk, i odgłos upadającego ciała. Jej cienka linia życia pogrążała się w swej bezcelowej walce. Zagłębiała się w chłodzie śmierci, na wpół przytomna. Śmierci, kompromitującej jej duszę, wydzierającej ogól jej doznań. Następny płytki dźwięk jej oddechu i kolejny strzał znużył jej spojrzenie. Stała się nieobecna mimo tego, iż jej serce wciąż biło. Coraz słabiej… i słabiej… Huk niosący śmiertelny sen. Brzmienie to nie chcąc odejść, wbijało się w jego duszę, nie pozostawiając mu tchu… Wdzierało się w jego jestestwo, pogrążając kolejno każdą jego cząstkę. Ten ból… pamięć poczęła raz wtóry, ukazywać jak senne koszmary, okrutne wizje przeszłości. Czerwony obraz pozbawiony sensu, zaczął przybierać bezkształtne formy, pogrążając bez końca…

Stawał się coraz to bardziej obłędny. Jego zmysły, rozpoczęły przewrotnie mieszać wspomnienia z rzeczywistości, nie przybliżając wizji ukojenia. Ten krzyk… bezkresny dźwięk przeszył jego duszę, doprowadzając jego ciało do drżenia.

Skryty za zimną ścianą, słyszał jej cierpienie. Wsłuchiwał się w jej oddech. Nierówny, chaotyczny wdech, i ledwie słyszalny wydech, tylko tyle… Tylko tyle zostało z jego wspomnień. Nie mógł nic zrobić… tylko tyle…

———————-

Krople opadały na jego sylwetkę. Niepewność, strach… Spowita mrokiem jaskinia, szeptała wiele, jednak on słyszał tylko te słowa. Jej szept przenikliwie grał na strunach jego świadomości, nie milcząc, ciągle wzmagając… Tak ciężko zmierzyć się z rzeczywistością. Z jej krzykiem… Z tym potwornym uczuciem bezradności. Braku sił… Metal, drżał ściskany w jego dłoniach. Długi smukły kształt, który niegdyś pozbawił jej życia, teraz zdawał się zbierać do zemsty, aby pogrążyć swego dawnego władcę. Rwał się, aby stać się pomostem dzielącym jego i ją. Pomostem, złączonym chłodem nagłej śmierci. Śmierci, która jest niezapowiedziana, następuje tak szybko, a jednocześnie jest tak błaha. Jedno skinienie palca, wydziera duszę… pozostawia martwe ciało…

„Nie jestem w stanie kochać. Nigdy nie byłem.”

„Zawsze marzyłam o byciu żołnierzem.

Teraz wiem… myliłam się… to nie było moje marzenie.

Mój ojciec… mój ojciec zginął podczas jednej z misji… zginął kiedy byłam jeszcze mała…”

Zamknął oczy.

Zbliżył się do drzwi…

odin