Sen o śmierci
- wtorek 4 stycznia 2011
- Przez kul
Właśnie ukończyłem Metal Gear Solid. Snake po raz kolejny uratował świat. Dla niejednego jest to powodem do dumy, ale czy dla Solida również? A może w jego przypadku jest wręcz przeciwnie? Być może odczuwa urazę, nienawiść do samego siebie i niechęć do życia? W końcu zabił swego własnego brata (a wcześniej także i ojca). Stracił przyjaciela, którego dopiero co odzyskał (Gray Fox). Doświadczył okropnych tortur, nie wspominając o kobiecie, którą pokochał, a która przeżyła to samo, a może nawet i gorsze. Poza tym Snake żyć musi ze świadomością, że pole walki jest jego domem… O czym myśli bohater, kiedy nie uczestniczy w żadnej z misji, kiedy stara się przezwyciężyć przekleństwo swego pochodzenia i próbuje żyć jak zupełnie zwyczajny człowiek?
Dzisiejszej nocy Solida znowu nawiedziły koszmary będące odzwierciedleniem zdarzeń z Shadow Moses. Obudził się z krzykiem, ściskając przy tym w dłoni mocno nóż. Kroplisty pot spłynął po jego czole i policzkach. Snake rozejrzał się dookoła i zdał sobie sprawę, że był to tylko sen. Mimo to jego serce nadal biło tak samo mocno jak jeszcze kilka chwil wcześniej, nie czuł się bezpiecznym. Włączył stojącą na nocnym stoliku lampkę i wstał z łóżka ciężko wzdychając. Wyciągnął karton mleka z lodówki i wypił całą jego zawartość. Przez pewien czas wydawało mu się, że ujrzał coś kątem oka. Nie wiedział co to może być, choć sprawiało wrażenie niewielkiego robota, który najwyraźniej wszedł do łazienki. Po chwili wahania Snake postanowił pobiec za dziwną poświatą. Pociągnął delikatnie za klamkę i uchylił lekko drzwi. W tym samym momencie jego uszy przeszył przerażający pisk. Solid upadł na podłogę i zaczął wić się niczym wąż schwytany w sieci. Hałas ustał, a Snake ujrzał tym razem półnagą Meryl. Dziewczyna podeszła do niego, zaczęła delikatnie głaskać go po policzkach, było wyraźnie widać, że coś do niego mówi, ale Solid nie słyszał ani słowa. Wąż zamknął swe oczy, a gdy po chwili je otworzył, na miejscu Meryl ujrzał Sniper Wolf. Kobieta miała sporo zmarszczek na twarzy, siwe włosy, była wyraźnie przygarbiona, natomiast w lewej ręce dzierżyła niemowlę, do którego się uśmiechała. Kiedy Wolf skierowała wzrok w stronę Solida, jej twarz wyraźnie spoważniała, a ciało odmłodniało, choć pojawiło się na nim wiele ran; ubranie pokryte zaś było krwią. Niemowlę zaczęło płakać. Wąż stał niczym sparaliżowany, nie potrafił wydobyć z siebie choćby dźwięku, a tym bardziej poruszyć ciałem. Snake i Wolf patrzyli sobie w oczy przez blisko pół godziny, a płacz małego dziecka ustał; ono samo zaś zniknęło. Ciało Sniper Wolf pokryło się żółcią. Kobieta wskazała palcem w stronę Solida i zaczęła wydobywać z siebie ten sam przerażający pisk, który dręczył bohatera jeszcze przed pojawieniem się w pomieszczeniu Meryl. W całym mieszkaniu zaczął wiać silny wiatr, który wywracał wszystko dookoła. Zbawiciel świata uniesiony został w powietrze. Poczuł, że ktoś zaczyna go dusić. W tym samym momencie z jednego z pokojów wydobywało się wołanie o pomoc Meryl i sadystyczny śmiech Ocelota. Sniper Wolf podeszła do Snake’a i wniknęła w niego. Szyby w całym mieszkaniu roztrzaskały się w drobny mak…
Solid Snake ocknął się w progu pomiędzy łazienką a pokojem. Już świtało. Ku jego zdziwieniu, wszystko znajdowało się na swoim miejscu, nawet szyby okienne. Wąż czym prędzej wbiegł do łazienki, spojrzał w lustro, ale na swojej szyi nie znalazł żadnych śladów duszenia. Po policzku Solida spłynęła łza. Bohater uderzył siebie pięścią w twarz. Nie poddam się, pomimo tego, że wiem, iż tego bardzo chcecie i wiem też, że mnie teraz słyszycie! – wykrzyczał. Snake dobrze wiedział, że dzieje się z nim coś niedobrego, po chwili jednak przypomniał sobie o dzisiejszym spotkaniu ze starym przyjacielem, Otaconem. Czym prędzej nałożył na siebie ubranie i skórzaną kurtkę. Gdy już miał wyjść ze swojego mieszkania, spojrzał na zdjęcie Meryl stojące na komodzie. Dziewczyna miała na fotografii lisią czapkę i uśmiechała się w kierunku psa, którego głaskała; w tle można było dostrzec wolno spadające płatki śniegu. Wężowi po raz kolejny pojawiły się łzy w oczach, ale powstrzymał się od dalszego rozczulania się nad sobą i wyszedł.
Snake zmierzał ku chińskiej restauracji Ciepła miska, gdyż to tam miał spotkać się z Halem. Droga była długa, ale Solid postanowił mimo wszystko pójść na piechotę, czego po krótkiej chwili zaczął żałować. Nie potrafił przyzwyczaić się do wszechobecnego hałasu i tłumu ludzi, postanowił więc zatrzymać przejeżdżającą taksówkę i dotrzeć na miejsce spotkania w wyciszającym ogólny harmider samochodzie. Po około dwudziestu minutach jazdy Snake dotarł wreszcie pod restaurację.
– Trzydzieści pięć dolarów się należy. – rzekł kierowca taksówki.
Wąż wyciągnął z portfela pieniądze nie przeliczając ich i dał je taksówkarzowi.
– Ej panie, reszta się panu należy, hę? Gdzie ten dziwak poszedł? – zamamrotał kierowca.
Solid tymczasem był już przy stoliku, przy którym siedział Otacon, który jadł ryż i krakersy z wasabi.
– To Solid Snake we własnej osobie, jak Boga kocham! – zaśmiał się zachwycony Hal.
– Boga? – spytał Wąż. Otacon udał, że tego nie usłyszał, ponieważ nawet nie wiedział o co Solidowi chodzi.
– A więc co Cię sprowadza w moje skromne progi przyjacielu?
– Śmierć… – odrzekł Snake – eeem, widzę Hal, że nieźle się urządziłeś.
– Nie mam się z czego cieszyć, restaurację jestem zmuszony zamknąć, ale takie są już zasady tego naszego ukochanego grajdołka. – puścił oko Otacon.
– Skoro już jesteśmy przy tym grajdołku, chciałbym do niego powrócić.
– Powód? – zapytał Hal. Snake nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, lecz po chwili odrzekł:
– Pieniądze.
– Snake! Nie możesz cały czas topić swoich smutków w hazardzie, nie tędy droga. – zbulwersował się przyjaciel Solida.
– Nie, to nie w tym tkwi problem. Dobrze, nie ma sensu tego dalej ukrywać. Moje dziedzictwo, ono znowu się we mnie zbudziło, to ono nie potrafi mi dać zapomnieć o… – zamyślił się Snake – heh, Hal załatwisz mi robotę czy nie?
– Snake, dobrze przecież wiesz, że to nie ode mnie zależy – obruszył się Hal – nie zachowuj się jak małe dziecko. Proszę Cię, weź się w garść człowieku!
Solid wściekł się niemiłosiernie. Uderzył w stół, zerwał się z krzesła i wyszedł z restauracji.
Był już późny, deszczowy wieczór. Snake postanowił przejść się po ulicy. Tym razem nie przeszkadzała mu wszechobecność ludzi. Zaczepił go pijak proszący o pieniądze na piwo. Solid odepchnął go zbyt mocno, w wyniku czego nietrzeźwy osobnik przewrócił się i wpadł do kałuży. Wściekły pijak zaczął wyzywać Węża, pokazał mu środkowy palec i uciekł. Po chwili w stronę Solida zaczął szczekać bezpański pies i ugryzł go w nogę. Snake jednak nie zważał na ten fakt zbytnio uwagi. Deszcz zaczął coraz mocniej padać, lecz mimo to bohater szedł dalej przed siebie. W pewnym momencie zatrzymał się jednak by posłuchać chłopców odgrywających hymn Stanów Zjednoczonych. Solid na moment odwrócił głowę w lewo i ujrzał plakat reklamujący wchodzący właśnie do kin dramat wojenny. Zdjęcie ukazywało dwóch duszących siebie nawzajem ludzi, kolejnych dwóch przykładało poprzedniej parze broń do skroni, natomiast nad nimi widniał na tle grzyba atomowego uśmiechający się szyderczo mężczyzna z wąsem, uzbrojony w rewolwer. Na zdjęciu znajdował się także napis: Niech przyśni Ci się niebo, jutro ujrzysz piekło. Wąż stał niczym słup soli i wpatrywał się w billboard przez bardzo długi czas. Spojrzał mężczyźnie z rewolwerem prosto w oczy i doznał nagłych przebłysków wydarzeń z przeszłości, brutalnych przebłysków. Poderżnięte gardła, człowiek poparzony prądem, czy wreszcie zmarły w wyniku wyziębienia, wraz z jego niezapomnianym błyskiem w oku i otwartą piersiówką w ręce. Wąż dostał drgawek i ślinotoku, po chwili upadł na kolana i krzyknął tak głośno, że można było usłyszeć go kilka ulic dalej. Chłopcy grający hymn podbiegli do Solida z chęcią pomocy, lecz ten w swej wizji odebrał dzieci jako wrogów i zaatakował ich. Na szczęście młodzianom udało się uciec i nie ucierpieli zbytnio. Snake tymczasem położył się na środku chodnika i patrzył na kota bawiącego się bezbronną myszą. Po pewnym czasie usnął.
Obudził się nad ranem w jakimś kartonie. Był zziębnięty i, jak się później okazało, okradziony z pieniędzy. Skierował swe kroki do mieszkania, będąc po drodze wytykanym palcami przez napotkanych ludzi. Wieść o zaatakowaniu chłopców szybko rozeszła się po okolicy. Gdy Solid doszedł w końcu do swojego miejsca zamieszkania, coś tchnęło go, aby sprawdzić swoją pocztę głosową. Jak się okazało na sztucznej sekretarce nagrał się Otacon, który mówił coś o tajemniczym Jacku i o misji. Na twarzy Węża pojawiło się swego rodzaju spełnienie. Pośpiesznie udał się wziąć prysznic. Tym razem postanowił nie golić swego zarostu. Ubrał się, stanął przed lustrem i rzekł: Oto nadszedł nowy dzień Snake, nowy dzień…
Solid Snake – nasz bohater, nadzieja na lepsze jutro. Czy właśnie w taki sposób spędzał czas pomiędzy kolejnymi misjami? Tego niestety nie wiemy, ale miejmy nadzieję, że czwarta część sagi o Solidzie odpowie na nurtujące nas pytanie. Na zakończenie przytoczę słowa Gandalfa Szarego z Władcy Pierścieni: Drużyny pierścienia: Tylko my decydujemy jak wykorzystać dany nam czas.








Jeszcze nie komentowane.