Po wydarzeniach przedstawionych w MGS4 Snake’owi pozostało pół roku życia. 12. grudnia bieżącego roku nie dowiedzieliśmy się niczego, co byłoby dowodem na to, że Old Snake’a rzeczywiście spotkał tak smutny los. Popuśćmy trochę wodze fantazji na ten świąteczny czas. Zapomnijmy o smutkach i troskach. Posiedźmy chwilę przy Snake’u i pomóżmy przystroić mu choinkę na Nomadzie. Zapraszam do lektury!

PS. Ze względu na bezpieczeństwo Snake’a, nie zostanie podane dokładne miejsce jego pobytu na okres świąt.

Snake znajdował się w pustym pokoiku o kleistych ścianach. Były one obsmarowane czymś czarnym, co w zapachu przypominało gorącą czekoladę. Gęsta, gorąca czekolada… – zadumał się Wąż. Kiedy bohater odwrócił się, spostrzegł stolik z szachami, przy którym siedział Raiden z założonym garniturem Texudo.

– To jak Snake, chcesz się odegrać? – zapytał blondas z szelmowskim uśmieszkiem.

Snake nie wiedział co począć. Gdzie się tak właściwie znajduje? VR? Nagle do pomieszczenia zaczął lecieć z sufitu popiół, był lepki niczym cukier – puder. W tym samym momencie otworzyły się drzwi i w progu pomieszczenia stanęła tajemnicza, niezidentyfikowana postać, po czym zwróciła się do Old Snake’a.

– Snake… Snake… Snake? Snake! Snaaaake! – przerażony Wąż zerwał się błyskawicznie z łóżka, ściskając nerwowo w ręku nóż.

– To był tylko zły sen – pomyślał.

Rozejrzał się na wszelki wypadek dookoła i po chwili uspokoił się. Coś jednak było nie tak, coś… Snake z powrotem ukrył broń białą pod czerwoną poduszkę w renifery…

-Że co!? – wyszeptał pod nosem.

Zaniepokojony, natychmiast pobiegł do kuchni, gdzie wisiał kalendarz. Data wskazywała na 24. grudnia.

-Święta? Znowu? – zamarudził.

Tak, proroczy sen był jedynie preludium do wydarzeń, jakie zdaniem Snake’a jeszcze się rozegrają. Solid zwyczajnie nie lubił świąt. Cóż z tego, skoro inni nie podzielali tego uczucia? Kiedy ci śpiewali kolędy i spożywali posiłki świąteczne przy jednym stole, na Snake’a czekał wyczerpujący trening, tudzież w połowie pusta butelka czterogwiazdkowej whisky.

Snake postanowił coś przekąsić. Wszedł po schodach na górę, do kuchni. Otworzył lodówkę wypełnioną po brzegi przeróżnymi potrawami, wyciągnął jajka.

– Zaraz, co robi mięso na pokładzie?

Nagle na pokład Nomada ktoś wszedł. Wnioskując po dźwiękach, były to co najmniej dwie osoby.

– Świetnie, jeszcze terrorystów z zapalnikiem brakowało! – ponieważ zezłościł się niemiłosiernie, dobył Socoma, przykucnął, a następnie zaczął zbliżać się w kierunku wrogów.

Terroryści najwyraźniej nie należeli do profesjonalistów, gdyż zachowywali się wyjątkowo głośno. Nawet będąc martwym, Snake byłby w stanie ich usłyszeć. Jeszcze tylko kilka kroków… Trzy, dwa, jeden… !

– Hal!? Sunny!? – wykrzyczał zestresowany Old Snake.

– A któż inny mógłby tutaj być, głu-głu-głuptasie. Hihihi! – roześmiała się na Sunny.

Snake ponownie spojrzał na Otacona, lecz dopiero tym razem spostrzegł stertę złomu, jaką przytaszczył ze sobą doktor.

– Otacon, po co Ci to żelastwo? – Hal skrzywił się niemiłosiernie, po czym zakrył ręką niezidentyfikowany przedmiot, jakby była to jego córka.

– Oh, Snake, jak możesz tak mówić o M… nieważne. Wszystkiego dowiesz się jak przybędą wszyscy goście.

– Powiedziałeś goście? Jacy goście? Co tutaj się wyprawia, Hal? – Snake jęknął z niedowierzaniem.

Otacon nie wiedział co odpowiedzieć, ponieważ miała to być świąteczna niespodzianka. Każda kolejna chwila rozmowy mogła ujawnić wszystkie atrakcje, jakie przygotował naukowiec. Hal zdał sobie sprawę, że Snake spostrzegł zmienioną pościel, choć ten nigdy nie zwracał szczególnej uwagi na to, czym się przykrywa. Solid zdążył również zajrzeć do lodówki. Nagle do Nomada wparowała cała gromada gości. Przebrany za świętego Mikołaja Drebin wraz z Little Greyem w elfickich butach, Meryl, Johnny, Ed i Jonathan; wreszcie Campbell, ubrany w garnitur Jack wraz z Rose i synem. Radości, krzyków i śmiechów nie było końca. Otacon z pomocą Sunny natychmiast przystroił stół, po czym nakazał wszystkim obecnym do niego zasiąść. Tak też wszyscy uczynili. Znajdujące się na stole potrawy okazały się nawet dla Old Snake’a egzotycznymi. Co więcej, niektóre z nich były tak dziwaczne, że Solid nie mógł pozostać biernym.

– Hal, co to jest? – Wąż wskazał na danie przypominające rybę w panierce.

– To karp, Snake – odparł dumnie Hal, po czym dodał – Menu ułożyłem wraz z Sunny.

– Hiiiihi, to sssą potrawy ppppolskie – dodała dziewczynka.

Ed chciał natychmiast przystąpić do konsumpcji, lecz Otacon stanowczo wybił mu ten pomysł z głowy.

– Ekhem… z wielką przyjemnością przedstawiam Wam Mk.IV! – wykrzyczał spontanicznie Otacon, wskazując palcem w stronę żelastwa, które wcześniej przytaszczył ze sobą. – To mój najnowszy wynalazek. Mk. IV potrafi przyrządzić każdą potrawę, posprzątać, a nawet przejąć rolę choinki! – Snake zakrztusił się pokarmem, nie mogąc wydobyć z siebie słowa.

Prawdopodobnie była to wina przykrych wspomnień. Otacon dwukrotnie klasnął i Mk.IV automatycznie wystroił się w bombki i łańcuchy świąteczne. W pomieszczeniu zapadła cisza. Wszyscy podziwiali dzieło doktora. Little Grey w między czasie wykradł starego papierosa z szafki Snake’a i podszedł do najnowszego wynalazku Hala. Małpka kopnęła maszynę w korpus, z którego wyłoniła się zapalniczka. Grey zaciągnął się papierosem, lecz najwyraźniej coś mu nie zasmakowało, gdyż zakaszlał i wyrzucił fajkę za siebie. Ta wylądowała na niepościelonej kołdrze i poduszce w renifery.

Szczęśliwie dla naruszonej psychiki Olda, później było już tylko lepiej. Polskie makówki mu zasmakowały. Jack przyniósł choinkę z lasu, a kobiety, z dzielną pomocą małego Johna, przystroiły ją. Drebin, Czarny magik, wyczarował prezenty. Następnie wszyscy, nawet Snake, pomimo, że nie szło mu zbyt dobrze, zaśpiewali kolędy.

Wybiła północ. Ed delikatnie pochrapywał na fotelu ze zmęczenia, trzymając na kolanach drzemiącą, wtuloną do jego piersi, Sunny. Drebin pokrył czarną płachtą wielki monitor stojący obok komputerów, pstryknął palcami prawej ręki, po czym ściągnął płachtę. Na miejscu monitora znajdował się kominek z rozpalonym chrustem. Murzyn zaśmiał się pod nosem i usiadł na fotelu naprzeciwko świeżo wyczarowanego fantu. Pozostali goście wyszli na spacer pozwiedzać zalesioną okolicę. Snake stał przy oknie wpatrując się w prószący śnieg. Na zewnątrz panowała zawierucha, a z pomiędzy chmur wybijał się przejrzysty blask księżyca. Kontemplację przerwał Otacon.

– Z wiekiem stajemy się bardziej melancholijni, huh? – zapytał naukowiec.

– Urghhhhh… – odpowiedział Snake, cokolwiek miało to znaczyć.

– Masz, napij się gorącej czekolady, powinna poprawić Ci nastrój. – słysząc te słowa Old Snake wybałuszył w zdziwieniu oczy i roześmiał się od serca.

– Nie sądziłem, że odrobina kalorii tak bardzo poprawi Ci humor. Więc nie jesteś już zły, że są święta? – Snake poklepał serdecznie towarzysza po ramieniu, po czym odparł:

– Nie, Hal, nie jestem zły. Już nie. – przyjaciele odwrócili wzrok w stronę okna, spoglądając na leniwo spadające płatki śniegu, popijając przy tym gorącą czekoladę.

Lost