Blog Kojimy [18 – 25 XI 2005]
- czwartek 6 stycznia 2011
- Przez kul
18 Listopada 2005 – Piątek
Jakiś miesiąc temu idąc z domu na dworzec natrafiłem na martwego kruka. Wtedy zaczęto mówić o ptasiej grypie.
Ptaki to tchórzliwe stworzenia, ale mają też pewne moce. Gdy widzisz, że ptaki skądś uciekają to wiesz, że coś się tam stanie.
Idąc do biura czasami widzę różne zwierzęta…żabę zredukowaną przez jakąś ciężarówkę do dwóch wymiarów, modliszkę z niszczonym brzuchem, czy potrąconego szczura. Nigdy jednak nie widzę kruków. Ptaki są czułe, rzadko widzimy ich zwłoki
Gdy je widzisz wtedy wiesz, że coś jest nie tak.
Przyglądałem się temu ciału, ale nie widziałem żadnych zewnętrznych obrażeń. Czy chorował na tą jakąś chorobę? Zastanawiałem się czy cierpiał na tego nowego wirusa. Bałem się.
Spotkałem te zwłoki w wąskiej alejce, której używam jako skrótu by dostać się na stację. Ze względu na szerokość nie mogłem po prostu ominąć kruka. Musiałem wstrzymać oddech i przejść nad nim.
Cały dzień się tym przejmowałem, więc wracając poszedłem tą samą trasą. Ktoś już usunął zwłoki.
O co chodziło? Cały miesiąc o tym myślałem.
’Dobrze, przed zastrzykiem musimy zmierzyć temperaturę.’
Głos pielęgniarki przywołał mnie do chwili obecnej.
’Proszę zapisać temperaturę na tym kwestionariuszu.’
Pielęgniarka pokazała długopisem odpowiednie miejsce. Podała mi termometr i kartkę papieru. ‘Zadzwoni gdy powinien pan go wyjąć’, powiedziała po czym wyszła.
Włożyłem termometr pod pachę, zimne szkło wywołało dreszcze. Poczułem się odświeżony.
Spojrzałem na sofę przede mną i zauważyłem, że siedzi tam kobieta. Wyglądała na sekretarkę. Oboje mieliśmy leniwy wyraz twarzy, a ręce skrzyżowane na piersi.
Ona mnie też musiała zauważyć. Spojrzała wzdłuż korytarza który nas rozdzielała, nasze oczy spotkały się gdy schyliliśmy się by wyjąć termometry.
Z jakiegoś powodu poczułem się nieprzyjemnie.
Usłyszeliśmy elektroniczne ‘Pi! Pi! Pi!’
Spojrzała na termometr, po czym zapisała wynik. Pielęgniarka pojawiła się bezszelestnie, tak jakby cały czas była w pobliżu.
’OK., proszę tędy.’
Kobieta podniosła się i poszła za pielęgniarką. W samotności czekałem na swój wynik.
Stałem w zakręconym korytarzu na szóstym piętrze Kliniki Roppongi Hills. Nie byłem chory, przyszedłem przyjąć szczepionkę przeciwko grypie.
Nie spodziewałem się wielu osób. Szczepionka kosztuje około 5000 jenów, ponieważ ubezpieczenie jej nie pokrywa, poza tym było wcześnie rano. Mimo to było bardzo wielu pacjentów. Rok temu było ich zdecydowanie mniej.
Obecna szczepionka nie jest żywą próbką. Wstrzykują nam martwego wirusa. Nie mamy pewności, że zadziała, ale wiele chorób jest psychosomatycznych. To nastawienie decyduje o chorobie.
Niczego nie tracimy szczepionką. Doszedłem do tego wniosku dwa lata temu, podczas histerii związanej z SARS. Od tamtej pory zaszczepiam się rok rocznie.
„Pi! Pi! Pi!”
Termometr oznajmił że zmierzył temperaturę. Powoli go wyjąłem. Cyfrowe liczby pokazały 36.2 stopnie Celsjusza.
Co…dość wysokie jak na mnie. Mam delikatną gorączkę. Zazwyczaj mam temperaturę w dolnej połowie 35 stopni C, a czasami samo 35 stopni. Zawsze gdy temperatura przekracza 36, wiem że mam lekką gorączkę. Gdy wzrasta do 38 nie mogę stać. W dziale internistycznym zawsze sprawdzają temperaturę zanim mnie wpuszczą, a zawsze gdy kresek jest ponad 36, wiem, że czeka mnie ciężka rozmowa.
Doktor zazwyczaj pyta o objawy, a potem ‘Czy ma pan gorączkę?’
Wtedy, zazwyczaj odpowiadam ‘Lekką. Chciałbym dostać antybiotyki.’
A doktor na to odpowiada ‘Z medycznego punktu widzenia, jeżeli nie ma pan powyżej 37 stopni, nie ma pan gorączki.’
Zapisałem temperaturę, a pielęgniarka zaprowadziła mnie do pokoju. Zostawiła mnie, po czym dała doktorowi kwestionariusz.
’Wygląda na to, że nie ma problemu. Doktor wyraził zgodę na szczepienie. Proszę tu podpisać.’
Podpisałem papier, zanim nadarzyła się okazja by powiedzieć jej o gorączce.
’W porządku. Pora na zastrzyk.’ Włożyła igłę w moje prawe ramię. Następne kroki podejmowała tak jakby korzystała z instrukcji. ‘Dzisiaj żadnego wysiłku, ani alkoholu. Można się wykąpać, ale nie przeciążać ręki.’
Zastanawiałem się czy nie wspomnieć o tym kruku w alejce, sprzed miesiąca, ale zdecydowałem jej nie mówić, w końcu to pielęgniarka. Dzisiaj nie pływam, ani nie piję…smutno mi z tego powodu.
Szczepionka zaczęła krążyć w moim ciele. Przeciwciała wytworzą się w dwa tygodnie, by zwiększyć produkcję antygenów w moim systemie odpornościowym. Ludzie ciała są dość ciężko skonstruowane. Słyszałem, że przeciwciała żyją trzy do czterech miesięcy.
Nagle przypomniała mi się ostatnia scena w Wojnie Światów, w której obcy giną od grypy. Chyba żyjące wirusy nie są takie złe.
Trening OOOO, oraz imprezy związane z wydanie MGA2 i Subsistence zajmą nas przez grudzień. Musimy zabrać się za pracę pełną parą nad MGS4 i nowym projektem na PSP, a jeszcze trzeba przygotować przyszłoroczny plan. Muszę dać kilka wykładów poza firmą, a trzeba się jeszcze uczyć i ćwiczyć…Nie mam czasu na chorowanie. Poza tym nie chcę zarazić kogoś z rodziny.
Na lunch zjadłem Sanshoku-don w restauracji Sakana Sushi. Dzisiaj nie musiałem czekać w kolejce.
Wracając z restauracji minąłem budkę dla palaczy. Niedawno ustawili je wzdłuż Roppongi. Budka ta jest zrobiona ze szkła.
Znajduje się na niej napis ‘Smoker’s Style’. Usunęli miejsce dla palaczy z przejścia między budynkami, o tam, więc może to ma im wynagrodzić. Chociaż nigdy nie widziałem tam palacza…chociaż może w nocy.
Czy to ma wyglądać jak jakaś futurystyczna budka? Widzę, że jest to część ulicznego teatru. Czy palacze czują się niezręcznie gdy wychodzą? Chyba nikogo, po wypiciu kilki drinków, nie obchodzi jak wygląda, ale przynajmniej zewnętrzne szyby powinny odbijać obraz.
W lodziarni Cold Stone było niewiele osób więc wszedłem do niej wraz z Kenichiro. Wybrałem najpopularniejszy smak – Strawberry Shortcake Serenade. Tym razem wybrałem kubeczek. Rożek, który wybrałem ostatnio sprawił, że lody były płynne.
Byłem tam już trzeci raz. Zamówiłem już Our Strawberry Blonde, Berry Berry Berry Good, oraz Strawberry Shortcake Serenade. Wszystkie były doskonałe. Wszystkie mają identyczny główny składnik, więc smakowały podobnie. Następnym razem skosztuję czegoś czekoladowego.
Do degustacji wybrałem miejsce blisko wyjścia. Na zewnątrz było zbyt zimno.
Nagle zdałem sobie sprawę, że tylko podczas pierwszej wizyty słyszałem specjalny chór pracowników Cold Stone.
’Co się stało z tą piosenką?’
Kenichiro usłyszał pytanie gdy wypełniał usta. Jeszcze rok temu mieszkał na Hawajach, więc jest specjalistą od lodziarni Stone Cold.
’Na Hawajach śpiewali dziękując za napiwki.’
Rozumiem…ale w Japonii nie zostawiamy napiwków. Chyba nie będą śpiewać. Ta piosenka powinna być usługą dostępną tylko w dniu otwarcia.
Już mnie myśl o tym opuszczała, gdy usłyszałem chór sprzedawców. Wychyliłem się by zobaczyć i ujrzałem jak śpiewają.
’A teraz śpiewają. Co musimy zrobić by nam zaśpiewali?’
Nie widziałem, ale przypuszczam, że miało to związek z wypełnieniem pudełka koło kasy. Czy śpiewają gdy coś się tam wrzuci? Chyba tak, chociaż coś takiego to nie napiwek. A może to pudełko na napiwki? Następnym razem spróbuję.
Popołudniu dokonaliśmy ostatnich poprawek do OtaClocka. W końcu został dokończony.
OtaClock wymawiamy ‘OtaKurokku’, ale Rokku nie odnosi się do zespołu rockowego! Nazwa pochodzi od zegara na pulpit, który Otacon stworzył na swoim Pececie. Ten sam zegar widać na monitorze Otacona na trailerze z TGS.
Jestem pewny, że fani MGS rozpoznają tą ikonę. Jest taka sama jak ta która pojawiła się na Tankowcu w MGS2, gdy Snake wysyła zdjęcia.
Omori poprawił sprite’y wykonane przez Kankan, który był wtedy naszym specjalistą od pieli. Omori jest prawdziwym uosobieniem Ota-damashii!
Cały zespół uwielbia OtaClocka. Program ma opcje podawania godziny, budzika, kalendarza, a jego rozmiar można dowolnie zmieniać.
Wszyscy członkowie KojiPro dostali go po zakończeniu TGS. Sprawdzali i poprawiali używając go na własnych komputerach. Sporo czasu zajęło ukończenie, ponieważ otrzymali mnóstwo wskazówek. Zarówno do poprawy, jak i zwykłych spostrzeżeń.
Wkrótce OtaClock pojawi się na pulpitach naszych odbiorców. Otacon zawsze będzie przy Was.
Jest na co czekać.
Z niecierpliwością czekam na obiad domowej roboty, więc zadzwoniłem do żony by dowiedzieć się co gotuje. Powiedziała, że ugotuje mięczaki! A cały obiad to głównie frutti di mare!
’Nie mogę tego zjeść!’
Więc sam zjadłem Baikourou-men w restauracji Yokoro. Gdy do niej szedłem zauważyłem Murashu i Ryusako czekających w kolejce do lodziarni. Zastanawiam się co zamówili. O wiele mnie ludzi było podczas lunchu.
Wróciłem do biura i wszedłem do szklanego pokoju. Napisałem i podpisałem kilka notatek, które rozdamy jako prezenty wraz z MGA2.
Około pięćdziesięciu kopii gry dam jako prezenty. Napisałem o tym co się u mnie dzieje, życzyłem wszystkiego najlepszego, oraz wyraziłem moje ogromną wdzięczność ludziom…tym bezpośrednio związanych z grą i innym związanych z wydawnictwem i filmami.
Gdy wyjdzie Subsistence będę miał tego dość. Wtedy przyjdzie mi napisać kilkaset. Tak czy owak, lubię te chwile. Chcę by jak najwięcej osób doceniło nasze gry.
Myśląc prezent tym pisałem dalej.
Bardzo dbam o to by podziękować ludziom, mimo tego, że grę wydajemy raz na dwa, trzy lata. Na szczęście nie muszę mówić im jak dobrze im poszło – sama gra jest tego najlepszym dowodem.
Wieczorem słyszałem radość zespołu AC!D. Dostali wiadomość o końcu produkcji. KojiPro świętuje te chwile szampanem. Wznosimy toast na część naszych dzieci, najpierw w biurze, a potem wychodzimy na kilka drinków na miasto.
Oficjalna impreza odbędzie się później. Dzisiaj dzielimy radość w gronie zespołowym. Może brzmi to ostro, ale takiej radości nie da dzielić się z rodziną.
Gdy o tym myślałem spojrzałem na plakat w moim pokoju. Wzrok padł na rysowanego kruka, jeden z głównych motywów z MGA2. Potem przypominałem sobie o kruku w alejce i szczepionce.
W biurze nie mieliśmy szampana, więc ktoś pobiegł kupić. Nie mogłem pić ze względu na szczepienie. Szepnąłem do Okamury ‘Nie mogę pić, więc wymknę się zanim ktokolwiek zauważy.’
’Ale właśnie idą po szampana’
’Jak zacznę pić to nie przestanę’
’Zrozumiałem’
Wziąłem torbę i wymknąłem się z biur, w drodze do windy minąłem osoby które poszły po szampana.
W domu napiłem się chu-hai.
Kanpai! Trzy razy na zdrowie młodym członkom zespołu i ich dzieciom!
Rano śniłem o kruku.
21 Listopada 2005 – Poniedziałek
Każdego ranka czytam dział ‘Vox Populi, Vox Dei’ w gazecie. Pojawia się w porannym wydaniu dziennika Asahi już od jakiegoś czasu, a sam dziennik wydawany jest już ponad sto lat.
Nieważne jak zajęty jestem, nigdy nie opuszczę ‘Vox Populi, Vox Dei’.
Czytanie gazety zawsze zaczynam od tego działu. Następnie badam spis treści by ocenić zawartość. Zapamiętuję, gdzie znajdują się artykuły mogące mnie zaciekawić po czym przewracam na drugą stronę. Zabieram się za informacje z kraju i zagranicy. Czytam wszystko w kolejności zaproponowanej przez drukarzy, następnie patrzę na ramówkę TV, chociaż obecnie robię to coraz rzadziej.
Informacje sportowe nie zabierają mi dużo czasu, aczkolwiek informacje z zagranicy czytam z dużą uwagą. Sprawdzam także reklamy nowo wydanych książek. Oczywiście patrzę także na reklamy filmów w wydaniu popołudniowym.
Gdy byłem chłopcem zaczynałem czytanie gazety od tyłu…najpierw ramówka TV, potem informacje z kraju. Byłem niezwykłym chłopcem, który lubił czytać od tyłu, tak mówili.
’Vox Populi, Vox Dei’ sprawiło, że czytam gazetę od przodu. Egzaminy wstępne zawsze zawierały coś z tej kolumny, więc uczniowie zmuszali się do czytania.
Codziennie powstaje nowy artykuł do ‘Vox Populi, Vox Dei’. Zazwyczaj skupia się on na obecnych wydarzeniach, z różnymi informacjami kulturowymi bądź naukowymi. Naprawdę dobrze wychodzi im podsumowanie wydarzeń w formie krótkiego eseju. To przydatna i interesująca kolumna. Czasami wchodzi do umysłu jak cudowna krótka opowieść.
Asahi Journal zbiera artykuły co kwartał, a następnie tworzy z nich książkę. Angielska wersja ukazuje się w tym samym czasie co Japońska.
Newsprint to środek przekazujący informacje. Dziennikarz podaje wiadomość w subiektywny, ale pozbawiony emocji, sposób. Nasza cyfrowa era jest w stanie zatopić nas morzem informacji, dlatego iż żadna z tych informacji nie ma swojej duszy. Brak jej siły ludzkiej pasji.
Ludzkość potrzebuje czegoś więcej niż pustych informacji. Wyrażamy oryginalne pomysły, humor, pragnienia. Wyrażamy pasję i emocję. Ludzki punkt widzenia przekazuje te wszystkie składowe osobowości.
’Vox Populi, Vox Dei’ nigdy nie podaje autora, ale jest olbrzymia różnica między ich stylem, a nowinkami w Internecie. Mnóstwo emocji przepływa przez tą rubrykę. Każdego dnia traktuję te artykuły jako czytanie dla przyjemności, nie jak suche fakty.
Odkąd byłem małym chłopcem chciałem zostać pisarzem. Myślałem sobie „Chcę dorosnąć i pisać do ’Vox Populi, Vox Dei’!”
HIDEOBLOG to oficjalny blog. Piszę w nim jakby był to pamiętnik, ale nie mogę powiedzieć, że nie staje się częścią tego co media wysyłają w świat. Przypuszczam, że ludzie będą czytać go dopóki nie będzie on powiązany z innymi mediami.
Czytając każdego poranka ’Vox Populi, Vox Dei’ uspokajam się. Wiem, że brzmi to arogancko, ale chciałbym żebyście czytając HIDEOBLOGa czuli podobnie.
W niedzielnym wydaniu widziałem ogłoszenie. „Uwaga uczniowie szkół średnich! Wyzwanie „Vox Populi, Vox Dei”! Napisz swój artykuł do konkursu „Vox Populi, Vox Dei”!”
Ogłoszenie zachęcało czytelników do wzięcia udziału w konkursie sponsorowanym przez Asahi Journal. Chętni muszą napisać artykuł do „Vox Populi, Vox Dei”. Muszą napisać ciąg dalszy wybranej informacji ze strony głównej. Taki jest temat.
Konkurs odbędzie się w styczniu. Brzmi ciekawie…gdybym był w szkole średnie wziąłbym udział.
Gucci i Ryan wrócili z podróży do USA. Gucci kupił mi Gun na PS2, a Ryan Stubbs the Zombie na Xboxa.
Bardzo chciałem zagrać w te gry. Zastanawiałem się nad czekaniem na Gun dopóki nie pojawi się na Xbox360, ale nie mogłem się doczekać. Doszedłem do momentu w którym wchodzimy na parowiec. Klimat jest bardzo dobry…wygląda ciekawie.
Bardzo lubię zarówno prawdziwe Westerny, jak i włoskie Westerny spaghetti. Byłem wielkim zwolennikiem Red Dead Revolver. Niestety gra z niczym poza klimatem dzikiego zachodu nie sprzeda się dobrze. Sam chciałbym zrobić grę umieszczoną w tych klimatach, ale jeszcze nie wiem czy mi się uda.
Bardzo chcę by taka gra jak Gun została hitem.
Zamówiłem film Feudal Pornography: Bohachi Bushido wyreżyserowany przez Teruo Ishii, i w końcu go dostałem. Niestety pan Ishii już nie żyje, ale cieszę się, że wydano jego filmy na DVD. Dziesiąta edycja Tokyo Fanta była zadedykowana Teruo Ishii i była wielkim sukcesem.
W Feudal Pornography: Bohach Bushido występuję pani Yuriko Hishimi i jest to jeden z powodów dl których jest to mój ulubiony film. A już w ogóle przemawia do mnie fakt, że nie ma ona na sobie ani grama ubrania.
Panią Yuriko Hishimi pokochałem gdy grała Agent Anne w filmie Ultra-Seven. Oczywiście lubię Feudal Pornography także z innych powodów. Akcja rozgrywa się w Yoshiwara, a rozwój narracyjny i zmiana perspektyw są bardzo interesujące. To film stworzony dla rozrywki i robi to doskonale.
Jednakże jest to film dla dorosłych, więc nie mogę go polecić niepełnoletnim. Rzecz jasna odkąd wkroczyłem w wiek dorosły widziałem go tylko raz.
Sprzęt wojskowy, którego użyjemy w czasie treningu OOOO jest już w biurze. Dostaliśmy wszystkie trzy które chcieliśmy: Shin-chana, Murashu, no i mój. Sprawdziliśmy jak pasują.
Czuliśmy się jak łowcy głów z Domino.
W czasie treningu skorzystamy z profesjonalnego treningu, a to będzie podstawa naszych ubrań. Shin-chan i Murashu planują stworzenie Ghillie Suits by wykorzystać je w czasie treningu. Będzie zimno, więc pod strojami do lotów będzie dużo bielizny. To powinno nas rozgrzać.
Retsu przymierzył. Wyglądał jak potwór Woo z Ultramana.
Murashu także przymierzył. Wyglądał jak Zazna z Ultramana.
Cały osprzęt został dostarczony przez Phantom. The Aggressor Group dostarczyła kabury, rękawiczki i kamizelki. Phantom bardzo pomoże nam przy MGS4.
Gdy mieszkałem w Kobe przeglądałem ich magazyny bardzo często. To już ponad piętnaście lat. Odwiedzałem ich sklepy w Sannomiya i Umeda. Miałem wtedy bizka na punkcie militariów. To właśnie od Phantom dostaliśmy pierwszy kamuflaż i dog tagi. Kamuflaż miał wzór woodland, a na dog tagach był napis ‘Solid Snake’.
Na lunch zjadłem Gingjiao-rousi w restauracji Fuuton San Raakyo.
Popołudniu pograłem trochę w Stubbs the Zombie. Zombie pojawiają się w świecie pełnym retro-futurystycznej estetyki, coś jak Metropolis. To niesamowite! Zawsze jestem pod wrażeniem takich nowoczesnych światów.
Gra oparta jest na niesamowitym pomyśle. ‘Ludzie pożarci przez zombie sami stają się zombie!’. Chciałem zrobić grę zombie opartą na tym pomyśle!
Mój kolega reżyser Yudai Yamaguch także polecił mi tą grę.
Czapki z głów, to idealna gra zombie! Naprawdę! Szkoda, że zapewne nie wyjdzie w Japonii.
Chciałem stworzyć grę online, która wykorzystuje moc zombie. Główne założenie było takie, że osoba która zostanie zjedzona przez zombie staje się zombie. Mówiłem o tym wielokrotnie w wywiadach, oraz pisałem w kilku artykułach.
Oto podstawy:
Gracz loguje się jako łowca zombie w Necropolis. Ustawia swoje konto, płaci za nie. Następnie w grze poluje na zombie. Gra kończy się gdy wszystkie zombie w mieście zostaną zniszczone.
Jednakże…jeżeli gracz zostanie ugryziony przez zombie automatycznie staje się jednym hale nich.
Gracz nie może kontrolować zombie, ale może bawić się kamerą. Zombie muszą żyć okryci hańbą w cyfrowym świecie.
Opłata będzie obowiązywać nawet gdy zombie spaceruje po wirtualnych ulicach.
Jeżeli gracz nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy, może stworzyć nowego łowcę. Zapolować na swoją poprzednią postać. Jednakże, jeżeli nowa zostanie ugryziona to także zmieni się w zombie. Ilość zombie się zwiększa, a opłaty przechodzą na nową postać. Prawdziwa symulacja!
Chcę zrobić coś takiego.
Pan Nishimura kupił mi soundtrack z Sympathy for Lady Vengeance. Niestety nie ma jeszcze japońskiej edycji. Musimy importować z Korei.
Poprosiłem pana Nishimurę, ponieważ nie mogłem nigdzie znaleźć, a on mi kupił! Cudownie! To król soundtracków.
Na płycie znajdują się sceny z filmów, a dodatkowo w zestawie jest świetna książeczka. Są w niej kolorowe zdjęcia i nuty. Instrumenty muzyczne oddają sentymentalne uczucia które są duchem świąt Bożego Narodzenia. Polecam zarówno soundtrack jak i film.
Po przerzuceniu muzyki do iPoda, została ona podpisana Koreańskim alfabetem Hangul. Cieszę się, że mój iPod stał się trójjęzyczny.
Wieczorem przeczytałem jeszcze raz poranne wydanie Asahi Journal. Natrafiłem na konkurs ‘Vox Dei, Vox Nova’ skierowany do wszystkich. Poprzedni konkurs wymagał by uczestnicy wykorzystali temat rzeki.
Wygrała czterdziestolatka z prefektury Ibaragi. Napisała fantastyczny tekst przeplatając idée rzeki, rodziny, oraz innych aspektów życia.
Tematem następnego konkursu są filmy. Termin oddawania tekstów upływa 30 listopada, a uczestniczy muszą napisać od 620 do 680 znaków. Czy powinienem spróbować?
A potem usłyszałem swój osobisty Vox Dei…
’Co ty sobie myślisz?! Nie masz na to czasu. Musisz stworzyć grę!’
22 Listopada 2005 – Wtorek
Rano zostałem wciągnięty do rozmowy tymi oto słowami “W zeszłym tygodniu widziałem chmurę wstrząsów. Była okropna, przerażająca…straszna.’
Powiedział, że widział chmurę w kształcie strzały skierowanej w Roppongi Hills. Powiedział, że to na pewno chmura wstrząsów…przepowiednia strasznych rzeczy.
Widok tak go zszokował, że nie powiedział o tym nikomu aż do dzisiaj.
’Tydzień temu?’ powiedziałem ‘Ale kiedy? Którego dnia?’
’Nie pamięta…chyba w czwartek.’
’Nic o tym nie słyszałem.’
’Nie mylę się. Widziałem chmurę wstrząsów!’
Zazwyczaj ogląda różne programy telewizyjne związane z czymś takim. Teraz pewnie jest już ekspertem.
’Chmura wstrząsów, co?’
Jak one wyglądają? Czy to pola magnetyczne stworzone przez wstrząsy sejsmiczne? Nie mam pojęcia.
Pełen wątpliwości słuchałem go, a on tracił cierpliwość. Wycedził przepowiednie: ‘W ciągu dwóch tygodni dojdzie do potężnego trzęsienia ziemi.’ Wyglądał jakby mu ulżyło, po czym szybko odszedł.
Potężne trzęsienie ziemi, hmm…może nadejdzie, może nie. Jeżeli zaczniemy przejmować się takimi drobnostkami, możemy równie dobrze nie wychodzić z domu.
Mimo to powinienem przygotować się na najgorsze. Z tyłu umysłu mam myśl, że nadejdzie potężne trzęsienie ziemi.
Przedstawiłem Matsuhananie tą opowieść w formie żartu, a on zareagował bardzo poważnie.
’Co się stało?’ zapytałem.
Matsuhanan zniżył głos. ‘Nie chcę cię przestraszyć, ale…’ zawisł w pół słowa. Przesunął się bliżej ‘W czasie weekendu śniłem o trzęsieniu ziemi.’
’No i co w związku z tym?’ odrzekłem.
’Śniło mi się, że wszyscy ucierpimy w tym trzęsieniu.’
’Hmm…cóż, mimo to jest to coś czego się spodziewasz po snach, prawda?’
’No tak, ale moja żona także śniła o trzęsieniu.’
Dwa podobne wydarzenia, a my w dalszym ciągu mówimy o przypadku. Gdy wydarzą się trzy miliony podobnych rzeczy wtedy mówimy o czymś więcej niż przypadku. Złowrogo…
Ci którzy nie słuchali nas przed chwilą zaczęli słuchać teraz. Powietrze zgęstniało, a atmosfera zmieniła się natychmiast.
Matsuhanan i ja przeżyliśmy trzęsienie ziemi w Kobe. Wspomnienia tamtych czasów zajęły moją głowę. Nie chcę czegoś takiego przeżywać ponownie. Zdecydowałem pozbyć się złych emocji.
’Czyli zarówno ty jak i żona śniliście o trzęsieniu ziemi? Zatem sprawa jest prosta, nieświadomie byłeś na swojej żonie!’
’Hej! To nieprawda!’
’Seksowny Matsuhanan!’
’Bądź poważny.’
Udało mi się uspokoić napiętą atmosferę przy pomocy młodzieżowego żartu. Śmialiśmy się obaj.
Byliśmy świadkami kilku skandali związanych z ukrywaniem podatności budynków na trzęsienia ziemi. Wiadomość wypłynęła gdy luzie zaczęli zajmować się przygotowaniami do niego. Pytali ‘Jak mamy przygotować się na wielkie trzęsienie? Co mamy robić gdy się zakończy?’
Słyszałem, że niektóre budynki mogą zawalić się nawet po lekkim wstrząsie. Jeżeli tak, to co stanie się przy tym ogromnym?
Zagrożenia wypełniają nasz świat.
Z pewnością pewnego dnia uderzy w nas trzęsienie ziemi. Oczywiście nikt nie wie kiedy, ale jest to nieunikniony los Tokio. Może nadejść jutro, może za dziesięć lub nawet pięćdziesiąt lat.
Nie możemy tracić czasu na zamartwianie się. Mieszkamy w Tokio, którego nie opuścimy. Z pewnością go nie zostawimy. Żyjemy świadomi zagrożeń. Co więcej, musimy unikać paniki, a mimo to pozostać gotowi na przyszłe trzęsienie.
Dawno temu, Toho wyprodukował film pod tytułem Jishin Ratto. Kaneto Shindo napisał do niego scenariusz; to jeden z moich ulubionych reżyserów. Ostatnia scena mnie zawiodłam, bowiem okazała się kalką z słynnego filmu Earthquake.
Na bok z filmem, akcja reklamowa była świetna. Główne hasło brzmiało: ‘Wiedziałem, że kiedyś nadejdzie…ale nie wiedziałem, że nadejdzie dzisiaj.’
Dopiero mijający weekend przyniósł mi sposobność obejrzenia dodatkowego materiału z War of the Worlds. Łącznie trwały 165 minut.
Zaprezentowali metodę Previsualization (prewizualizacji) stworzonej przez Industrial Light & Magic (ILM). Metoda wykorzystuje pełen potencjał płynący z CG i CGI.
Tradycyjnie efekty A/V i CGI dodaje się po zakończeniu kręcenia sceny. Jednakże jest z tym pewien problem. By korzystać z tych metod trzeba kręcić sceny na niebieskim tle. Ciężko wtedy aktorom określić odległość od obiektów i wczuć się w rolę.
Wyobraźnia każdego metod nas działa inaczej. Jest wiele miejsca na niezrozumienie. Studio filmowe pogrąża się w chaosie gdy wszyscy na planie interpretują po swojemu scenariusz.
ILM stworzyło Presvisualization by rozwiązać ten problem. Pomyślmy o tym jak o przeniesieniu scenopisu metod 3D.
Oglądając obrazy stworzone w tej technice, każdy potrafi odnaleźć się w scenariuszu. Ludzie bez problemu dochodzą do porozumienia przed rozpoczęciem zdjęć…aktorzy, zespół od efektów specjalnych, kaskaderzy i zespół od CG.
Możemy wykorzystać to by zobaczyć jak poszczególne elementy wizualne będą ze sobą współgrać. Poprawia się także efektywność pracy. Zmniejszają się koszty produkcji. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
Jamek Cameron, podczas pracy nad Terminatorem 2, zrobił mały model całego planu by skrócić czas produkcji. Wykorzystał małą kamerę by sprawdzać wygląd z różnych kątów, a dopiero potem kręcił. Oszczędził w ten sposób czas.
Previsualization wykorzystuje ten sam pomysł. Przesuwając modele postaci w środowisku 3D dobieramy efekty specjalne i położenie kamery. Decydujemy jak zarządzać planem, wizualizacjami, sprzętem, oraz CGI.
Dlatego właśnie War of the Worlds zostało tak szybko nakręcone. Spielberg znany jest z tego, że szybko kręci filmy, ale tym razem pomogła mu nowa technologia.
Widząc ją w akcji stwierdziłem, że technika ta jest bardzo podobna do naszych własnych metod, które zaczęliśmy stosować gdy gry przeszły w trzeci wymiar. Nikomu tego nie podkradliśmy…było to po prostu niezbędne.
Najpierw tworzymy grę przy pomocy prostych modeli i scenografii. Tak samo podchodzimy do cutscenek, ponieważ chcemy nadać im wrażenie filmu. Sprawdzamy jak to działa ograniczając do minimum wszystko co się da. W fazie prewizualizacji wszystko musi być podstawowe.
Gdy, po serii prób i błędów, wszystko już ustawimy, przenosimy się w pełen rozmiar. Odpowiednikiem w branży filmowej jest kręcenie.
Nie używamy już starych sposób tworzenia map. Zamiast rysować je, tworzymy grę zgodnie z prowizoryczną mapą scenarzystów. Gdy już ją zrobimy, przekazujemy wszystko innej drużynie. Okres przed produkcji zawsze zajmuje najwięcej czasu.
Branża filmowa korzysta z nowej techniki jedynie dzięki technologii cyfrowej. Film w końcu stanął na równi z grami jeżeli chodzi o proces tworzenia. Pewne aspekty tworzenia gier są daleko z tyłu, ale niektóre wyprzedzają inne branże o kilka lat.
Lunch zjadłem w restauracji La Brace w Nishi Azabu. Zamówiłem spaghetti z kurczakiem i kapustą pekińską. Chciałem napić się wina, ale muszę się kontrolować. Wszyscy klienci zamoczyli usta.
To jedynie lunch, ale sałatka była ogromna.
Makaron był wyśmienity. Jak na to ile zjadłem to zapłaciłem niewiele.
Popołudniu przeprowadziliśmy rozmowy kwalifikacyjne. Następnie pracowaliśmy nad projektami związanymi z MGS4, tak jak wczoraj.
Projekt, bez dwóch zdań, daje radość. Chciałbym pracować nad nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Chcę tworzyć.
Jak tylko projekt na PSP ruszy całą swoją uwagę przerzucę na MGS4. Będę unikał takich spraw jak wywiady, spotkania, wykłady. Muszę skupić się na pracy w czasie przed produkcji i prewizualizacji.
W księgarni kupiłem piątą część Complete Cobra. Obecnie kupuję mangi by mieć co czytać w przyszłości. Teraz nie mam czasu na czytanie czegokolwiek. Niedawno skończyłem czytać Anso pana Kurokawa, po czym zabrałem się za Melancholy Boy, najnowsze dzieło Markera.
Dostałem egzemplarz NewWORDS, magazynu rozrywkowego dla dorosłych. Wydawnictwo Kadokawa wyda go 25 listopada.
Okładka naprawdę działa na czytelnika. To zdjęcie Natalie Portman z ogoloną głową! Z pewnością przykuje to uwagę kupujących. Pierwszy numer zawiera jeden odcinek Blond+ na UMD. Nie skorzystali z DVD, co jest ogromnym krokiem na przód.
Życzę temu magazynowi samych sukcesów.
Właściwie to pomagam NewWORDS udzielając im wywiadów i pisząc wstępy do filmów. Chciałbym by dorośli je czytali.
Kiedyś ludzie mówili, że Otaku to nowy rodzaj subkultury. Teraz oni wszyscy są dorośli. Otaku pracują, są częścią społeczeństwa, płacą podatki. Udają się na wybory, są aktywni w polityce. Pozakładali rodziny, mają dzieci. Stali się świadomi przynależności do społeczeństwa.
Zniknęła samotność, pojawiły się obowiązki. Otaku obiecali nigdy nie dorastać…mimo to dorośli nie będąc tego świadomymi.
Mimo to, gry i anime dalej są dla nich bardzo ważne.
Ludzie zaczęli nazywać mangi ‘powieściami graficznymi’. Z czasem manga została przyjęta jako szanowana rozrywka dla dorosłych. Powinniśmy mieć gry i anime tworzone tylko dla dorosłych.
Tu rodzi się pytanie: co nadejdzie pierwsze podaż czy popyt?
Jeżeli będziemy czekać to nic się nie wydarzy. Nie patrzymy na to z myślą ‘Kiedy to nadejdzie?’ patrzymy na to z myślą ‘Kto to zrobi?’
Kto stworzy te produkty i da je na rynek?
W ubiegłym stuleciu ludzie nazywali Otaku, traktując ich jak nowy rodzaj ludzi, lub rasę obcych. Otaku powinni wziąć przykład z War of the Worlds, powinni wrócić z podziemia jako dorośli.
Nasze ciała mają na sobie pozostałości po czasach. Jako dorośli jesteśmy w stanie sami pozbyć się bólu.
24 Listopada 2005 – Czwartek
Wczoraj był dzień dziękczynienia. Do biura poszedłem po lunchu. Idąc wieczorem z biura do linii Hibiya zobaczyłem interesującą sytuację. Mała dziewczynka stała z aparatem fotograficznym przed billboardem. Wyglądała na sześć, może siedem lat. Z pewnością dopiero zaczynała naukę.
Biegała tam i z powrotem, z boku na bok, robiła wszystko by znaleźć odpowiednie ujęcie. Trzymała mały, różowy aparat. Kobieta która wyglądała jak jej matka baczniej przyglądała się ludziom niż córce.
’Czemu ona chce zrobić zdjęcie?’
Byłem tak ciekawy, że przeszedłem tuż przed billboardem. Zaświecił się pokazując świąteczna światła z Hills.
’Aha! Więc to chce zachować.’
W Hills są trzy różne rodzaje dekoracji świątecznych. Keyaki-zaka ma Snow-&-Blue. 66 Plaza ma Dramatic Crystal. A Mouri Teien ma Garden-H. Każda dekoracja ma innego sponsora. W tym roku nazywamy je wszystkie Artelligent Christmas 2005.
Mała dziewczyna zauważyła tą scenografię od razu gdy wyszła z pociągu. Na billboardzie znajdowało się, zdjęcie, drugiej klasy, świateł w Hills. Dziewczynce bardzo się podobał. Światłość musiała ją zainspirować tak bardzo, że chciała zrobić zdjęcie.
W końcu znalazła ujęcie i nacisnęła przycisk. Flesz na chwilę rozjaśnił tunel. Dziewczyna. Z zadowoleniem, kiwnęła głową i, trzymając za rękę mamę, oddaliła się w stronę Hills.
Poczuć piękno scenerii…chcieć je zachować…taki cel spełnił jej aparat. Dzieci odczuwają świat tak czysto.
Nawet obraz przedstawiony na billboardzie wydaje im się być piękny, tak bardzo uwielbiają nasz świat. Czy ktoś w moim wieku próbowałby zrobić zdjęcie billboardowi? Nie – stwierdziliby, że to reklama. Dorośli uważają, że skoro oryginał jest kawałek dalej, to po co robić zdjęcie reklamie.
Nawet reklama może posłużyć jako model do zdjęcie, jeżeli fotograf widzi piękno. Oryginał, czy kopia…różnica jest nieistotna. Piękno to piękno.
Czystość dziecka…to powód dla którego dziewczynka pragnie pięknych rzeczy.
Poranek poświęciliśmy na długie wewnętrzne spotkanie. Trwało aż do lunchu. Kenichiro pomyślał o mnie i, gdy byłem jeszcze na zebraniu, przyniósł mi jedzenie z piątego piętra. Dzięki niemu mogłem sprawdzić maile jedząc katsu bento z Katsura z Hilss.
Z jakiegoś powodu czułem się zakłopotany. Ale bardzo wdzięczny.
Jadłem szybko bowiem byłem umówiony na popołudnie. Zawsze jem szybko, więc łatwo poszło.
Każdy kęs równał się jednemu listowi. Gdy skończyłem jeść bento zabrałem się za listy które dostałem w czsie spotkania.
Kiedyś jadłem wolniej. Byłem najwolniejszy w rodzinie. Czasami żułem kawałek mięsa od lunchu do pierwszych zajęć po nim. Żułem jak krowa.
Lubiłem tyle różnych rzeczy, drugie tyle nie lubiłem. Jedzenie było dla mnie trudnym zadaniem. Wtedy dumałem ’Czy można żyć bez jedzenia, jedynie korzystając z czegoś w rodzaju fotosyntezy?’ Czy ludzie mogliby żyć jak The End?
Wszystko zmieniło się w gimnazjum. W porze lunchu wszyscy uczniowie wybiegali na boisko. Ci którzy byli pierwsi – wygrywali. Uczniowie z innych klas zajmowali nasze miejsca, jeżeli szliśmy za długo.
Nie było sposobu by wymigać się od jedzenia, więc zapychaliśmy się najszybciej jak to możliwe. Wtedy opanowałem sposób szybkiego jedzenia bento: połykać bez żucia, jeść bez połykania. Jedząc tak dzień po dniu nabrałem niezłej wprawy. Moja rodzina zaczęła się denerwować, że tak szybko jem, ale naprawdę wygodnie jest jeść w biegu.
Po południu miałem tajne spotkanie z panem X. Proces tworzenia reklam do pewnego projektu (nie powiem jakiego), idzie zgodnie z planem.
Następnie wróciłem do organizacji projektu MGS4. Dalej przygotowywaliśmy się do wielkiego wydarzenia związanego z premierą Subsistence. Gdy tylko miałem moment zajmowałem się papierami, listami i blogiem.
Spotkania i zobowiązania zajęły mi cały dzień. Co za marny czwartek.
Wieczorem poszedłem do kina Virgin i obejrzałem film Always: San-cho-me-no-yuuhi. Pokazuje on ‘stare dobre czasy Shōwa.’ Oparty został na jednej z moich ulubionych mang – San-cho-me-no-yuuhi.
Akcja filmu dzieje się w Shōwa 33 – trzydziestym trzecim roku władania cesarza Shōwa. Był to rok 1958, w którym to skończono budować wieżę Tokio.
Urodziłem się w Shōwa 38 (1963), więc bardzo wzruszają mnie takie filmy. Gdy w 2001 zobaczyłem film z Shin-chanem dziejący się w czasie wystawy światowej w Osace popłakałem się. Nie mogę się powstrzymać od łez gdy coś mną tak wzrusza. Czasami nawet łkam. Przygotowałem się do filmu zabierając swoją ulubioną chusteczkę.
W czasie filmu wielokrotnie łzy spływały mi po policzkach. Gdybym był sam płakałbym jawnie. Od czasów Big Fish nie popłakałem się na żadnym filmie.
Mówią, że osoby mające ponad pięćdziesiąt lat płaczą na tym filmie od początku do końca. Ja pamiętam dopiero czasy od Shōwa 40s, a film dzieje się w Shōwa 30. Dziesięć lat to jednak ogromna różnica.
Przykładowo, nigdy nie widziałem skrzynki na lód. Nie pamiętam także zapaśnika sumo (który potem zajął się zawodowymi zapasami) Rikidozan. Żył od 1924 do 1963…Umarł rok przed moimi narodzinami. Co więcej, urodziłem się w Tokio, ale wychowałem w Kansai. To kolejna różnica.
Niektóre osoby mówią, że widok niedokończonej Tokyo Tower wzrusza starszych mieszkańców Tokio do łez. Sceneria z pewnością napawa uczuciem nostalgii.
Marki w filmie były bardzo dobrze oddane. Plakaty wyglądały jak żywcem wzięte z tamtych czasów, uwzględniono Torys Bar, Mitsubishi Enpitsy, Glico, nasiona, Tsubame Gomu i wiele innych. Widzieliśmy ludzi sprzedających złote rybki i kije bambusowe, a także sklepy z cukierkami i tytoniem. Wszystko bardzo dobrze odwzorowywało czasy…lodówki, telewizory, wentylatory, pociągi i tricykle.
Obraz wywołuje melancholie. To co widziałem na ekranie dało mi radość. Od razu zdecydowałem się kupić wersje na DVD.
Nie płakałem jedynie dlatego, że widziałem znajome czasy. To naprawdę dobry film.
Scenariusz czasami wyolbrzymia niektóre sprawy, ale to jedynie podkreśla tamte czasy. Przesada przypomniała mi o programie telewizyjnym który oglądałem jako dziecko Kanmi Fujiyama Shochiku Shin Kigeki.
Naród powinien obejrzeć ten film. Będą śmiać się i płakać z tęsknoty, ale powinni zapamiętać, że narzekanie nic nie da. Dorośli nie powinni mówić ‘To były naprawdę dobre czasy.’ Już w nich nie żyjemy. Żyjemy w erze Heisei. Powinniśmy pamiętać, że to dwudziesty pierwszy wiek.
Powinniśmy pamiętać o przeszłości, ale nie powinniśmy się jej poddać. Żyjemy w chwili obecnej, a niektórzy ludzie są zbyt przywiązani do ideałów z czasów ukazanych w filmie by ruszyć do przodu. Nigdy nie wyruszymy w przyszłość, jeżeli nie zaakceptujemy teraźniejszości. Musimy wypełnić dwudziesty pierwszy wiek marzeniami.
Uwielbiam mangę San-cho-me-no-yuuhi, a także jej autora pana Ryohei Saigan.
Odkryłem go ponad dwadzieścia lat temu. Wtedy ta manga nosiła tytuł Yuuyake-no-uta. Poznałem ją pożyczając jedną część od mojego starszego brata. Ryohei Saigan ma takie wyjątkowe podejście. Jego romantyczne opowieści napełniały nas nostalgią. Żadna inna manga nie może się z tym równać. Od razu zostałem fanem.
Następnie przeczytałem kilka historii science fiction, które napisał na początku swojej kariery. Są bardzo trudne do zdobycia, ale gorąco je polecam:
1: Chikyu saigo no hi (The Last Day of the Earth)
2: Time Scooter
3: Mysterian
4: Hipparukosu no umi (The Sea of Hipparcos)
5: Akai Kumo (Red Cloud)
Gdy dowiedziałem się o planach przeniesienia San-cho-me-no-yuuhi na ekrany kinowe byłem dość zaniepokojony. Pan Yamazaki był reżyserem, podobnie jak w filmach Juvenile i Returner. Pochodzi z pokolenia graczy, a mocną stroną jego filmów są efekty wizualne.
Kolega polecił mi ten film, ale nie miałem odwagi by go zobaczyć. Mało który film jest w stanie przebić swoje źródło. Mimo to cieszę się, że go obejrzałem. Jest inny od oryginału, ale także dobrze oddał erę Shōwa.
Zachód słońca w dwudziestym pierwszym wieku nie wygląda już pięknie, ale jest tak z powodu zanieczyszczeń i smogu. Nie widzimy pięknego zachodu, ponieważ społeczeństwo jest chore. Jako dzieci mogliśmy uważać, że zachód słońca jest piękny, ale tylko dlatego, że ludzie i czasy były wtedy czystsze.
Film zawsze przypominam nam o takich rzeczach, a także sprowadza uczucie nostalgii.
Obiad zjadłem w Azabu Juban, razem ze swoim bliskim przyjacielem. Nie widzieliśmy się od miesiąca, więc długo rozmawialiśmy. Czasem płynnie przechodziliśmy do dialektu Kansai.
Kansai wydaje się być zaraźliwe!
Pożegnałem się z przyjacielem i ruszyłem do biura. Zauważyłem, że zachód słońca rozświetlił Tokyo Tower.
Wieża strzeże niebo w Tokio od pięćdziesięciu lat, mimo zmian środowiska…ale czasy także się zmieniły. Wróciłem do biura w Hills Tower, znaku rozpoznawczym dwudziestego pierwszego wieku. W Hills nie ma nic z czasów Shōwa. Tyle listów dostałem gdy mnie nie było.
Nagle poczułem się melancholijnie i poszedłem do domu. Ostatni pociąg rzucał mnie z boku na bok, przez jakąś godzinę, aż w końcu wyrzucił na ostatniej stacji. Wszedłem na wzgórze, na którym jest mój dom.
Zatrzymałem się gdy dotarłem w pobliże San-cho-me. Nie widziałem zachodu słońca…była już północ.
Ulice już zasnęły. Okna w domach były ciemne, ponieważ wszyscy poszli spać. Nadeszły godziny snu.
Równym krokiem szedłem bez żadnego towarzystwa. Nie mamy tu takich dekoracji jak w Hills. Nasze lampy świecą normalnie. To nie jest miasto z ery Shōwa.
Poczułem zimno, a księżyc wydawał się ospały. Wszystko wydawało mi się samotne.
W takich chwilach staram się iść tak jak prowadzi chodnik. Gdy chodziłem z tatą, zawsze prowadził mnie po wewnętrznej stronie linii chodnika. Wtedy czujniki w domu wyczuły moją obecność. Uruchamiają one światła wokół garażu. Oczywiście jest to środek ostrożności. Jest jeden punkt, który wywołuje oświecenie świateł w kilku domach.
Idąc ciemną ulicą oczywiście wszedłem w niego. Pojawiło się światło, w jednym domu, a potem kolejnym i kolejnym…Wyglądało to tak, jakby rozświetlały mrok dla mnie…moje osobiste czujki.
Piękny zachód słońca oznacza, że żyjemy w pięknych czasach. Chciałbym zobaczyć taki zachód słońca jak w tym filmie, ale na żywo.
25 Listopada 2005 – Piątek
Pani detektyw Sunny Randall jest bohaterką najnowszej książki Roberta B. Markera – Melancholy Baby. Współpracuje blisko z cudowną panią Susan Silverman, psychiatrą. Pojawiła się ona także w książkach Parkera opowiadających o Spencerze.
Sunny dowiaduje się, że jej były mąż ponownie się ożenił, wiedza ta wypełnią ja uczuciem zagubienia. Jednej nocy coś jej się śni i pyta się Silvermann o to, co ten sen znaczy.
’Czym są nasze sny’ Sunny pyta. ‘Czy naprawdę są to nasze pragnienia?’
Psychiatra odpowiada bez wgłębiania się w freudowską analizę snów.
’Czasami sny wyolbrzymiają to co się dzieję naprawdę.’
Rano obudziłem się z krzykiem z kolejnego koszmaru. Czułem stres i emocje takie jak czułem podczas snu opisywanego 2 października.
Nigdy nie pamiętam dobrych snów, ale złych nie potrafię zapomnieć.
Nie wiem czy moje życie w śnie było dobre czy złe…ale miałem dostać bardzo prestiżową nagrodę. Wyobraźcie sobie połączenie Emmy, Grammy i Oskarów. Branże filmowe, muzyczne, oraz growa w końcu równe.
Ceremonia miała się zaraz zacząć. Miałem skierować się w stronę hali. Nie wiem dlaczego, ale dalej kończyłem film anime który chciałem pokazać.
Nie wiem dlaczego tak ważne było to anime. Wiedziałem, że pozostał mi już tylko jeden segment – nie! Musiałem zrobić kilka scen. Prezentacja się popsuła.
Szybko starałem się poprawić każdą scenę, ale ludzie z którymi pracowałem działali za wolno. Byli niezdolni do pracy. Poprawki nie powinny trwać długo, ale mój zespół nie potrafił szybciej. Mogliśmy wszystko poprawić cyfrowo, ale cała grupa naciskała byśmy zrobili to normalnie. Nie mogli zrozumieć koncepcji edycji cyfrowej…a sprzęt w studiu był przestarzały.
Ostatecznie jakoś nam się udało skończyć. Pobiegłem do hali.
Gdy już tam byłem nie mogłem znaleźć swojego ubrania. Zapytałem się kogoś gdzie ono jest, a on wyjaśnił, że nie mógł otworzyć walizki. Nie miał klucza!
W rogu zauważyłem ogromna walizkę. Wyglądała tak jakby mogła pomieścić kilka martwych ciał.
’Dlaczego jest w walizce? Kto ma klucz?’ zapytałem.
’Cóż, ktoś zostawił klucz na lotnisku.’ Usłyszałem w odpowiedzi.
’Co?! Lotnisko?!’
Nie mogłem pojawić się na scenie w normalnym ubraniu. Strój oficjalny był wymagany, w końcu był to pokaz na żywo.
’Hej, pośpiesz się! Wychodzisz!’
Ktoś otworzył przebieralnie. Widziałem go tylko od pasa w górę. Naciskał mnie bym wyszedł na scenę. Wyglądał jak obcokrajowiec, ale płynnie mówił po japońsku.
’Kończą się nam możliwości’ powiedział ‘Ubierz cokolwiek, byle szybko!’ Otoczyli mnie nieznajomi. Ubrali mnie w coś pełnego naszywek.
Ktoś mnie wypchnął na scenę. Oślepiły mnie światła. Mimo to widziałem twarze publiczności.
Publiczność się poruszyła. Wyglądali na zaskoczonych moim wyglądem komika. MC znieruchomiał.
Muzyk miał mi wręczyć nagrodę…wyglądał jak Mick Jagger. Szepnął mi do ucha ‘Co to za kostium? Kpisz sobie z nas?!’
Rzucił słowa które brzmiały jak tłumaczenie, a następnie się roześmiał. Publiczność zaczęła buczeć.
Rzucali różne przedmioty na scenę. Coś uderzyło mnie w głowę…
Wtedy się obudziłem.
Nie był to straszny sen, ale z pewnością był nieprzyjemny. Miałem już takie sny…sny w których gubiłem coś lub zapominałem, nie mogłem postępować zgodnie z planem, lub też wypadły mi wszystkie zęby.
’Co to był za sen?’ Jak zareagowałaby Susan Silverman z książek Parkera? Czy było to zaledwie ‘wyolbrzymienie zdarzeń z życia?’
Na lunch zjadłem talerz mieszany w Del Sol, a potem podwójne Macciato. Spojrzałem w kubek po kawie i zobaczyłem kształt serca. Poruszyłem kubkiem by go zmazać. Nie potrzebuję już serc…przynoszą kłopoty.
Wolałbym wypełnić się czymś bardziej substancyjnym – czymś bardziej stabilnym.
Wyszliśmy z restauracji i ruszyliśmy do biura. Kenichiro zauważyłem prowizoryczną budkę sprzedającą losy na loterię. Czy to oznacza szczęście?
’Co jest?’ spytałem.
’Pomyślałem, że chciałbym kupić kilka losów.’
Nie widziałem tych budek aż do wczoraj i wtedy sobie przypomniałem. Dzisiaj zaczęli sprzedawać losy na loterię sylwestrową.
’Czy oni sprzedają tutaj zwycięskie losy?’
’Cóż, nie wiem. Zazwyczaj mam szczęście w loteriach.’
Przyjrzałem się budce. Widniał na niej napis ‘Siostrzany sklep Yuurakucho Daikokuten, w którym sprzedano wiele zwycięskich losów!’
’Ha! Wygląda na siostrę prawdziwego zwycięskiego sklepu.’
’Nie brzmi przekonująco, co?’ powiedział Kenichiro.
’Lepiej kupmy losy u siostry.’
’Nie musiałem ich kupować. Po prostu mam szczęście.’ Przechodząc koło budki Kenichiro zaczął wymieniać liczne zwycięstwa na loterii.
Nigdy nic nie wygrałem – co więcej, zazwyczaj przegrywam a kamień nożyce papier. Nie wygrałem w Bingo. Nie spodziewam się deszczu złota. Nie jestem hazardzistą, nie obstawiam wysokich stawek…lepiej wychodzi mi wymagająca stałego wysiłku praca.
Kenichiro z drugiej strony jest szczęściarzem.
Zacząłem teoretyzować nad tym, że każdy rozpoczyna życie z taką samą, ograniczona ilością szczęścia. Marnujemy grając na loteriach. Nie jesteśmy jak Fortune z MGS2. Zabraknie nam szczęścia, jeżeli je zużyjemy szybko.
Jeżeli wygram na loterii to zużyję część swojego szczęścia. Staram się nim nie rozrzucać, ponieważ oszczędzam na gry.
Kenichiro powiedział, że zawsze wygrywa to co wydał na losy, pomimo tego, że nigdy nie wygrał głównej nagrody. Zapytałem się go ‘Nie uważasz, że to właśnie dlatego żadna z twoich gier nie była hitem?’
’O czym ty mówisz? Jedna była.’
’Jaka?’
’No wiesz…ta!’
’Ah, ta. To tylko szczęście.’
’Do kobiet też mam szczęście.’
’Ja też.’
Żaden z nas nie mógł się zaśmiać.
Od wczoraj szukałem książki Magic Opera pana Masaki Yamada. Została wydana przez Hyakawa Publishin Corporation. Dzisiaj w końcu wpadłem na nie w Aoyama Book Centem.
Okładką zajął się oczywiście pan Noriyoshi Ohrai. Układ i wygląd są fascynujące jak zwykle!
Magic Opera to druga część trylogii. Zacząłem od pierwszej części Mystery Opera, którą kupiłem w sierpniu. Właśnie przeczytałem sześćdziesiąt stron Magic Opera, a fabuła już mnie wciągnęła. Zapowiada się interesująco.
Najbardziej kontrowersyjna i zarazem najnowsza książka pan Masaki Yamada – Kamigari-2: Russian Roulette nie jest tak popularna, ale mimo to bardzo dobra. Trylogia Opera to najnowsza saga, część serii opowiadającej o Kiichiro Midashi, który rozpoczęła się po trylogii Kami. Z niecierpliwością czekam na rozwój wydarzeń.
Dowiedziałem się, że trzecia część trylogii będzie nosiła tytuł Final Opera.
Pan Masaki Yamada napisał artykuł do limitowanej edycji MGS: The Twin Snakes. Zawsze mi odpowiada gdy wyślę mu list z wrażeniami dotyczącymi nowej książki. To bardzo zdolny intelektualista.
Odkryłem go czytając Agni-wo-nsume. Było to albo w gimnazjum, albo już w szkole średnie. Agni-wo-nsume to powieść przygodowa. Kilku biznesmenów zostało oszukanych i dostali zadanie od firmy by dostać się do fortecy w Himalajach. Ryzykowali w niej życie walcząc z agentami CIA i oddziałami specjalnymi.
Przeczytałem tak wiele książek wydanych przez Hayakawa Publishing Corporation. Mógłbym powiedzieć, że się na nich wychowałem. Naprawdę wzięli się do roboty z okazji sześćdziesiątej rocznicy działalności. Od początku roku wznowili wiele wydawnictw.
W tym miesiącu wydali zbiór krótkich opowiadań autorstwa jednego z najbardziej nietypowych pisarzy. Do tej pory zrobili coś takiego tylko raz. Wśród książek z tego wydawnictwa znajduje się kolekcja One-Horned Beast i Many-Horned Beast autorstwa Theodore Sturgeon, a także moja ukochana kolekcja 13 Shocks pana Richarda Mathesona.
Wydali ponownie te książki w standardowym formacie B6, tak żebyśmy nie mieli kłopotów z noszeniem ich. Poza tym, większy druk czyta się o wiele łatwiej. Na świecie jest tak wiele interesujących książek…chciałbym częściej widzieć reedycje dobrych starych.
Kupiłem książkę o filmie który widziałem wczoraj – Always: San-cho-me-no-yuuhi. Została wydana przez Nippon TV, a z tyłu znajduje się para okularów 3D. Solid Elye w wydaniu ery Shōwa!
Tojin wpadł do mojego biura krzycząc: ‘Szefie! Ma pan moment?’
Spojrzałem na niego i odrzekłem: ‘O co chodzi? Kolejny problem?’
Tojin się uśmiechnął. ‘Mój ślub odbędzie się 22 listopada! To dzień Ii i Fuufu!’ Ii i Fuufu, to starodawne japońskie liczby. Mają też inne znaczenie: Ii znaczy ‘dobre’, a Fuufu ‘małżeństwo’.
Na jego twarzy nie był widać zażenowania. Czułem dumę kogoś kto się żeni.
No tak…Ii Fuufu? Dobre małżeństwo?
Związek Tojina od początku był interesujący. On i jego przyszła żona poznali się na szczycie góry Fudżi, w ósmym i najwyższym punkcie. Ona kocha tą górę tak mocno, że pracuje i mieszka na niej co lato.
Tojin wchodził na górę tylko po to by zobaczyć swoją dziewczynę. Innymi słowy, wchodził tam za każdym razem gdy chcieli się zobaczyć. Zastanawiam się ile razy w ciągu tego lata tam wszedł.
Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że Tojin stał się ekspertem w wspinaczce na górę Fudżi. On nie zwracał na to uwagi! Ze względu na swoje doświadczenie organizował wszystkie wypady dźwiękowców w góry. Niestety, nie byłem na żadnym od dwóch lat.
Nigdy nie zapomnę jego oświadczym.
Spotkaliśmy się z kreatywnymi osobami spoza firmy. Tojin szepnął mi do ucha ‘Przepraszam, ale muszę uciec na platformę widokową w Hills. Muszę oświadczyć się dziewczynie. Mogę już iść?’
’Każesz jej czekać? W taki chłód?’ zapytałem.
’Cóż, tak…chciałem zostać do końca, ale…’ widać było, że czas nie jest po jego stronie.
’Idź do niej. Przy okazji, lepiej będzie pójść na dach widokowy, mają tam lądowisko dla helikopterów, no i ludzi jest mniej. Wejście kosztuje pięćset jenów.’
’Dziękuję.’
Spotkanie było poważne, więc musiałem wyjaśnić tą sytuację gościom.
Podejście i determinacja Tojina wszystkich poruszyła.
’Pośpiesz się’ krzyknęliśmy żegnając go. Wydaje się jakby było to wczoraj.
Dach był już zamknięty, ale jej odpowiedź wszyscy znamy. Wyjawił ją mówiąc o Ii Fuufu.
Gratuluję Tojin!
Poprowadziłem spotkanie projektowe MGS4 w szklanym pokoju. Przyszło nas tylko trzech – Murashu, Rettsu, no i ja.
Pomiędzy spotkaniami podpisałem karty reklamowe z Subsistence. To coś zupełnie innego niż podpisywanie kartek z MGA2. Tych mam o wiele więcej do wysłania!
Podpisałem tylko te dotyczące japońskiej wersji. Jedna trzecia całości. Mimo to zajęło mi to mnóstwo czasu.
Otrzymaliśmy zamówione przykładowe stroje Ghillie. Zamówiliśmy je na wypadek gdyby nie udało się nam ich zrobić w czasie treningu.
Toyopy przymierzył go. Wyglądał jak potwór Waiaaru Seijin z Ultraman.
Po południu była mała impreza z paniami Yamanaka i Miyamoto, naszymi asystentkami. Czasami wyprawiam takie małe przyjęcie by wyrazić swoją wdzięczność.
To dzięki nim tworzymy dobre gry. Gdyby twórcy gier musieli zrobić listę ludzi którzy najbardziej zasługują na podziękowania to ich zespół byłby pierwszym, potem rodziny, następnie asystentki, a dopiero na końcu oni sami.
Kenichiro jest przełożonym pani Miyamoto. W czwórkę udaliśmy się do baru sushi w Roppongi. Wypiłem białe wino zwane winem Sushi i trochę zaszumiało mi w głowie.
Następnie w mojej kryjówce w Nishi Azabu także trochę wypiłem. Wygląda na to, że barman z Kansai już tam nie pracuje.
Byłem trochę podchmielony więc zacząłem myśleć o śnie. Poczułem się tak jakbym czegoś zapomniałem…ale nie mogłem sobie przypomnieć o czym. Nikt mi nie pomógł w jego wyjaśnieniu – nie było dla mnie Susan Silverman. Zdecydowałem się sam znaleźć odpowiedź.
Jeżeli ubranie zniknęło to powinienem był kupić nowe. Chyba zrozumiałem o co chodziło…’Kup nową kurtkę na zimę!’
Będzie mi się dobrze spało, jeżeli o tym nie zapomnę.








Jeszcze nie komentowane.