Wszystko ma swój czas. Wszystko ma swój cel, swój przebieg, swój koniec. Ponadto wszystko ma również swój początek… Tak jak Ziemia, kosmos, lasy, zwierzęta, życie….tak i historia przedstawiona w Metal Gearach miała swój początek. Oto właśnie on…

You must survive…

Nie wiem jak do tej recenzji mam się zabrać. Czekałem na tą grę parę lat, specjalnie unikałem trailerów, screenów i innych pierdół by nie zepsuć sobie klimatów gry… Czy opłacało się takie poświęcenie? Czy Hideo naprawdę onieśmielił mnie tą częścią swojego dzieła? Hmmm…odpowiedź sama się ułoży…

He’s too pure for us Cobras…

Tytuł przenosi nas do lat 60. Lata pierwszych prób lotów w kosmos, ścigania się krajów, dążenia do władzy itp. My też będziemy mieli tutaj swój udział. W tej chwili, jeżeli ktoś nie chce sobie z lekka naznaczyć początku gry, powinien przestać to czytać do końca akapitu. Nasz główny Hero, musi uratować człowieka o imieniu Sokolov, który jest trzymany gdzieś w ZSRR na terenach typowo roślinnych. Ten człowiek tworzył COŚ, co spowodowało wycofanie się uzbrojonych jednostek z Kuby (wyjaśnienie w grze). W ten sposób Snake aka Jack rusza na misję. Na początku możesz trafić na pewną niespodziankę i zapewne krzykniesz wniebogłosy (CZEMUUU ZNOWWUUU ON!?), jednak to musisz zobaczyć sam.

Drift away…

Tamten akapit to tylko góra lodowa.. Resztę moich doznań przeczytacie pod koniec… Przejdę do strony wizualnej produktu. Szczyt…. to jest szczyt co może osiągnąć PS2. Jestem pod ogromnym wrażeniem wszystkiego co jest w tej grze. Roślinność, postacie, bronie, scenerie….wszystko jest tak piękne i szczegółowe jak nigdy dotąd. Wystarczy spojrzeć na zachowanie się cieni i światła w ciemnych lokacjach. Czysta poezja… Nie wiem czy jest możliwe, jeszcze podciągnąć poprzeczkę w takiej grze, nie uciekając się do sztuczek. Wszystkie scenki w grze są na silniku gry, więc Konami musiało się napracować, a naprawdę wyglądają one przekozacko. Muzyka? Miałem nadziej, że ostatnie gry, w które grałem miały genialną muzę (dostały po 9.3 – 9.4 za nią).. Bzdura… MGS3 zjada je na śniadanie… przykro mi…. główny motyw już powala wykonaniem i pięknem. Rzadko się zdarza, by stworzono tak świetny singiel na potrzeby gry. Jednak to i tak jest nic. Większość scen, które zdarzą nam się w grze mają odmienne motywy muzyczne, które aż mnie rozrywają! Nie mogę… Gram tylko po to, by je usłyszeć! To jest potęga uczuć tej gry…

I’ve been waiting for this moment…

Jak wygląda sam gameplay? Spodziewałem się odrobinę zmienionego silnika gry, który zostałby przystosowany do otwartych terenów. I nie myliłem się. Jednak to co wpakowano dodatkowo, jest kolejnym ukłonem dla twórców. Sam długo zapowiadany system CQC (Close Quarters Combat) jest małą rewolucją wśród gier. Kiedyś już samo trzymanie postaci jako tarcza było czymś wyjątkowym, a teraz? CQC pozwala użyć wielu pięknych rzutów, które oryginalnie są wykonywane na co dzień. Można przesłuchiwać wrogów, zabijać ich za pomocą noża, łamać kark, strzelać do innych używając ich jako osłony i…wiele innych kombinacji. W sumie brzmi to skomplikowanie, ale w grze wszystko wychodzi intuicyjnie. I tak to pikuś przy niektórych akcjach. Kolejną innowacją (Viche?;]), jest system kamuflaży… Dobieramy farbę na twarz i uniform, by jak najlepiej dostosować się do podłoża.. Kolejny krok ku realizmowi? O tak.. sprawdza się to wyśmienicie, nieraz ratując skóre. Jak mówimy o realizmie, to jedziemy dalej. Postać nasza posiada drugi wskaźnik (oprócz życia), czyli staminę. Spada ona podczas robienia różnych ciężkich fizycznie dla postaci czynności. Np. znany i lubiany skok tygrysi. Musimy go odnowić, za pomocą jedzenia…tak…w grze polujemy na różne zwierzęta lub owoce. Zapytacie: „Co jest, zwykle żarcie odnawiało życie.. To jak teraz będziemy się leczyć?” Haha…teraz life samo po jakimś czasie się zregeneruje, o ile mamy spory pasek staminy. Jednak wracając do jedzenia głupio, że zastrzelone istoty zamieniają się w konserwy, ale nie można mieć wszystkiego… Trzeba uważać, gdyż niektóre rzeczy mogą być trujące i nasz Snejk co… No nie mówcie, że zachoruje?! A jak! ;d Kolejny krok..do..wiecie czego ;]. Co dalej? To, że nasz heros otrzymuje wiele obrażeń, od ukąszeń zwierząt (szczególnie pamiętny jest moment w pewnej toalecie, gdzie chcąc odpocząć opierając się o ścianę, trzeba uważać na pająka), poprzez bóle brzucha, zatrucie, rany postrzałowe, cięte, złamania, kończąc na różnych pomniejszych dolegliwościach. Każda rana wymaga innego leczenia, więc mamy cały zestaw młodego chirurga by nas podreperować. Sama otoczka wobec tego trybu jest niesamowita (nie spotkałem się z czymś podobnym w innej grze), jednak. Tutaj mały psikus, gdyż Kojima obiecał, że odniesione rany będą zostawiać blizny i będziemy mogli się nimi chwalić (każdy by miał inne), a tu dupa… Nie ma blizn… a to szkoda. Jednak, całe szczęście nie psuje to ogólnego pojęcia „survivalu”, który jest esencją tej gry.

Your mission is to rescue Sokolov…

Oprócz tego, co napisałem na górze, jest ogromna ilość rzeczy, która zmieniła się w samej rozgrywce od czasów MGS2. Całe szczęście sama zabawa, płynąca z grania, pozostała podobna, gdyż opiera się na tym samym założeniu. Przejść grę, będąc jak najmniej zauważonym. I jak zwykle bawiąc się przy tym świetnie. Nie ma lepszej gry, powtarzam nie ma lepszej gry na next-geny, jeżeli chodzi o klimaty stealth. No tak, ale co z akcją? Jeżeli samo skradanie, to zapewne trzeba mieć cierpliwości i nie można się „rozerwać”. Nic bardziej mylnego, jeżeli jesteśmy podszkoleni, to możemy zrobić jatkę samym CQC. Jednak kolejne zabaweczki jakie dostajemy podczas gry, pozwalają nam na stworzenie piekła na ziemi. Broni jest co nie miara (jako, że są lata 60, nie ujrzycie wielu broni , które wystąpiły w 2 dla przykładu), fan rozpierduchy będzie zadowolony. Jednak co jakiś czas, każdy będzie na to skazany, gdyż po raz kolejny Kojima przygotował nam wspaniałych bossów…

Kuwabara…kuwabara…

Nie będę wymieniał poszczególnych postaci, by nie psuć wam esencji gry. Zmierzymy się po prostu z całym oddziałem Cobra. I powiem szczerze samą walką i wyglądem potyczek MGS3 bije wszystko co dotąd stworzono… wymięka Ninja Gaiden, a nawet MGS1! To już jest piękne… (Spojlery do końca akapitu!) Walka ze snajperem w ogromnym lesie (nawet ponad 1 godzine!!), pojedynek z niedoszłym astronautą w tunelach lub ze „pszczelarzem” pod każdym względem jest po prostu nie do opisania. Każdy pojedynek jest inny, inną taktykę trzeba obrać, a po zwycięstwie przychodzi inna satysfakcja! To jest to! MGS1 zachował jednak wylewność pokonanych postaci. Nigdy nie zapomnę śmierci Sniper Wolf i jej monologu. Tutaj pechowo, prawie żaden boss nie okazuje zbytniego entuzjazmu w swoich czynach. Jednak można temu wybaczyć.

It’s him you’re looking for, isn’t it ?

Klimat…klimat jaki towarzyszy całej serii. Mamy tutaj lekką zmianę. MGS2 I MGS1 to zupełnie inna bajka. Tutaj bez przerwy towarzyszy nam uczucie survivalu. Spadający pasek staminy, odniesione rany i brak życia. Wszystko to naraz powoduje wzrost adrenaliny we krwi. Dodatkowo niekiedy jesteśmy zmuszeni podejmować wybór, który jest w pewnym sensie bardzo ważny dla wszystkich… Później się okazuje, że zrobiliśmy coś naprawdę strasznego. Wtedy w nas wybucha nienawiść i wszystko jasne. Ta otoczka, która towarzyszy temu tytułowi jest jedną z bardziej oryginalnych z jakimi ostatnio miałem styczność. Rzadko spotyka się taką zmianę pomiędzy 2 częściami (a jeżeli już nastąpi, to wychodzi to grze na złość), która powoduje takie emocje! Brawa dla Konami…

I’m loyal to the end…

Jadąc dalej natrafiam na…. przepotężny cios, jaki daje scenariusz gry. Przez te parę lat Kojima musiał chyba ten swój cfany móżdżek przegrzewać, by stworzyć tak świetną i zmienną historię. Nie było już takiego błędu jak Raiden (chociaż nie jestem tego pewien… dla mnie nie było ;d). To już nie jest gra…ja przy grze nie czuje bólu i cierpienia postaci. Ja przy grze nie mam łez w oczach. To musi być coś więcej. Wszystko wychodzi na bardziej jaśniejszą stronę, ta część odkrywa wiele tego co wcześniej nie miało zbyt wielkiego sensu. Kojima znów pokazał, jak można wszystkich wykiwać. I zrobił to po prostu na miarę filmowych oscarów. Zagrasz to zrozumiesz.

Live…You must live…

Europa najdłużej czekała, więc dostała dodatkowe opcje. Pare kamuflaży plus tryb The Duel i Demo Theather. I musze powiedzieć, że nie jest to robota na „odwal sie”, tylko porządna praca. Mamy jeszcze Snake vs. Monkey, przyjemną minigrę, która odblokowuje parę bonusów. Jak zwykle po przejściu gry, otrzymujemy dodatkowe itemy. Jednak jak i co, to musicie sami odkryć. Pomijając to wszystko poruszę kwestię wad… Tzn. dla mnie ten tytuł tak na prawdę wad nie ma. Jestem fanem tej serii i jakbym tylko nie był obiektywnym recenzentem to bym dał tej grze spokojnie 10/10. Jednak patrząc przez pryzmat całości stworzonych produkcji zawsze się coś znajdzie. Częste zwolnienia animacji (niewielkie, ale są), niekiedy bardzo brzydkie rozmazane tekstury, czasem problematyka z dopasowaniem słów do ust (chociaż i tak jest o wiele lepiej niż w MGS2). Również różnorodność fauny i flory pozostawia wiele do życzenia. Parę krzaczków na krzyż, to raczej za mało na wielką dżungle, nie sądzicie? Przydałoby się ich o parenaście więcej. Jak zwykle rażą również, dość małe poszczególne lokacje. No i bardzo denerwująca jest kamera, która nie radzi sobie z otwartymi przestrzeniami (jednak można ją ustawiać). Bolą również niekiedy uproszczenia graficzne, spowodowane słabą mocą PS2. Mogę nawet ponarzekać, że chciałbym tej gry więcej ;], jednakże i tak długość jest w miarę zadowalająca. Cieszy fakt, że nie jest to już tylko film (tak uważano o MGS2), gdzie 80 procent giery to siedzenie i oglądanie.

She was a true patriot…

Nie chce…nie chce już dłużej pisać o tym genialnym tytule. Jestem po prostu pod ogromnym wrażeniem. Wątek fabularny, który skumulował wszystko spowodował, że miałem „słoną wodę” prawie bez przerwy w moich oczach. Akcje podczas gry, to po prostu częsty opad mojej szczeny, a niektóre sytuacje, nawet mnie rozbawiły. Jak zwykle jest to gra, w która można grać w nieskończoność. Nie jest to gra na 1 raz, to jest tytuł, w który możemy grać latami (samych poziomów trudności, jak zwykle jest masa). Możecie mi wierzyć lub nie. Jedynie MGS1 jest dla mnie grą bardziej przejmującą niż ten tytuł. Inne firmy nigdy nie stworzyły czegoś tak genialnego, co Konami. Nigdzie nie znajdziesz takiej fabuły, takich postaci, takiego świetnego klimatu jaki daje nam ta gra i takiego zaangażowania całego zespołu, by stworzyć coś co jest niemożliwe. Dla mnie te błędy w recenzji, po prostu nie istnieją… Ja to widzę ogólnie, jako najlepszą grę na ówczesne Next-Geny! Teraz już tylko MGS3 i chyba do ery kolejnych konsol, tak już pozostanie…”Teraz to on będzie toczył niekończącą się walkę ze samym sobą.. Będę lojalna do końca…”

Grafika: 9.5
Muzyka: 9.8
Grywalność: 9.7
Ocena Ogólna: 9.7

Zalety:
– najlepsza fabuła wśród gier
– oprawa a/v
– survival pełną gębą
– reszta zalet – czytaj recke

Wady:
– kamera
– problemy graficzne (patrz recka)
– inne pomniejsze bugi (też patrz recka ;])

Whymaster