Metal Gear Solid: Peace Walker – recenzja soundtracku
- niedziela 20 lutego 2011
- Przez kul
Wysokiej jakości ścieżka dźwiękowa jest jednym z wielu wyróżników gier z serii Metal Gear Solid. Od czasu premiery pierwszej części w 1998 roku, każda kolejna partytura w pełni zasługiwała na określenie “muzyka ilustracyjna”. Zawsze miała bowiem niebagatelne znaczenie w opowiadaniu historii. W części pierwszej pozwalała nam poczuć na własnych uszach szalejący mróz odległej Alaski, w Sons of Liberty kapitalnie współgrała z elektronicznym motywem fabularnym, Snake Eater otrzymał mocno stylizowany na lata 60. oraz nacechowany emocjonalnie soundtrack, a w Guns of Patriots dostaliśmy hollywoodzki monument muzyczny spod ręki Harry’ego Gregsona-Williamsa. W dwóch innych odsłonach na ten element także nie można było narzekać. Remake pierwszej części pt. The Twin Snakes znacznie różnił się w tej materii od oryginału, zastępując lirykę elektroniką, uzupełnioną na drugim planie motywem przewodnim z drugiej części gry. W Portable Ops znów otrzymaliśmy bardzo emocjonalną muzykę, z wisienką na torcie w postaci wokalu “Calling to the Night”. Tyle jednak historycznego zarysu, gdyż omawiany tutaj OST dotyczy najnowszej części, czyli Metal Gear Solid: Peace Walker wydanego ekskluzywnie na konsolę PSP.
Ścieżka dźwiękowa, za którą odpowiadał tym razem Nobuko Toda (wspierany gościnnie przez Todda Habermana), miała być w założeniu większości fanów bardzo osobista, bo też ilustrująca przemianę Naked Snake’a w Big Bossa znanego z dwóch klasycznych odsłon Metal Gear. Pod terminem „osobista” mam na myśli mocno kamerlaną, nienachalną muzyczną ilustrację tego, co gracz ma okazję śledzić na ekraniku PSP. Jednak sama gra, a przede wszystkim jej rozmiary, znacznie przekroczyła wyobrażenia odbiorców, co analogicznie dotyczy też muzyki. Mówiąc jaśniej – otrzymaliśmy ogromną dawkę emocji i mocy, których nie brakowało i w poprzednich odsłonach, tutaj jednak zaserwowanej w ilościach hurtowych. Od razu należy zaznaczyć, iż bardzo wiernie współgra to z tematyką i wydarzeniami przedstawionymi w grze, a i poza światem gry słucha się tego wyśmienicie.
Poniżej postaram się przedstawić każdy z utworów na płycie, w kolejności w jakiej występują na oficjalnym wydaniu Konami. Co ważne – przy danym utworze będę akcentował moment fabularny, w którym się pojawia, toteż osoby, które z najnowszym dziełem Kojimy nie miały styczności, kontynuują dalszą lekturę na własną odpowiedzialność.
Zatem, żeby nie było na mnie – ostrzegałem 😉
1. Metal Gear Solid: Peace Walker Main Theme. Przewodni motyw najnowszej części cyklu. Pierwsza minuta jest minimalistycznym prologiem, następne pół minuty to dynamiczne wprowadzenie w główny temat utworu, który kiedy już się zaczyna, trzyma słuchacza do ostatnich sekund. Bardzo dynamiczny kawałek, który w grze występuje w pełnej krasie, ilustrując drugą walkę z Peace Walkerem.
2. Heavens Divide (aut. Donna Burke). Utwór wokalny, będący wg Hideo Kojimy piosenką dedykowaną The Boss przez Snake’a, co w ujęciu fabuły gry jest niezmiernie istotne. Piękny głos pani Burke mamy okazję podziwiać podczas epickiej walki w siedzibie CIA w Nikaraguii, dwukrotnie podczas napisów końcowych oraz… w każdej chwili, gdyż utwór można za darmo ściągnąć na Walkmana Snake’a.
3. Rain of Bane. Tytuł jest bardzo wymowny. Stopniowo podnosi napięcie, by w finale eksplodować i znów zejść o ton niżej. Ilustruje pierwszy moment ukazania Big Bossa na ekranie.
4. Marshland. Bardzo niepokojący, szarpany kawałek, pełen chaotycznych dźwięków. Jeśli dajemy się wykryć, będzie nam towarzyszył często, gdyż pojawia się w czasie alarmów.
5. Clients. Ciekawy utwór. Zaczyna się bardzo spokojnie, z czasem wyraźnie „dostaje” tempa, by znów ustać po kulminacji. Świetnie obrazuje hiobową wieść, jaką Snake otrzymuje od Galveza. Czy Ona wciąż żyje?
6. Heavy Arms. Ciężko brzmiący utwór akcji, ilustrujący nam w grze walki z maszynami lądowymi. Jeśli ktoś stoczył wszystkie dostępne w grze, to kawałek ten będzie omijał szerokim łukiem.
7. The Spear. Spokojny kawałek, który w finale staje się bardzo dramatyczny. Towarzyszy napisom początkowym, po czym nasz bohater odkrywa treść ładunku, który jego rodacy przywieźli do Kostaryki.
8. Fearless. Tytuł dobrze oddaje jego treść, gdyż towarzyszy nam często podczas misji skradankowych.
9. Tank Corps. Mógłbym w tym miejscu wkleić to, co napisałem w przypadku Heavy Arms. Ilustruje nam walki, jak słusznie sugeruje tytuł, z czołgami. Mnie solidnie „wkręcał” i podnosił adrenalinę.
10. Little Brother. Bardzo klimatyczny, delikatny utwór, odgrywany na instrumentach charakterystycznych dla krajów Ameryki Łacińskiej. W grze ilustruje nam najważniejsze sceny z udziałem Amandy i Chico.
11. Highland. Pierwszy akcyjniak na płycie. Słyszymy go zwykle podczas starć z czołgami.
12. Cold Principle. Utwór towarzyszący głównemu antagoniście, Hot Coldmanowi i jego konflikcie z Huey’m. Coldman najpierw zwykł używać słów i argumentów, a potem siły. Ten kawałek świetnie to oddaje. Najpierw wolny, usypiający, a po czasie przyspiesza i niepokoi.
13. Pupa. Akcyjniak. Konkretny i łatwy do zapamiętania. Ilustruje nam pierwszy kontakt Snake’a z maszyną wyposażoną w sztuczną inteligencję, Pupą.
14. Hide-out. Jednostajne tempo tego utworu towarzyszy graczom podczas etapów skradankowych w zamkniętych pomieszczeniach. W grze pomaga się wczuć, do słuchania osobno raczej średni.
15. Air Strike. Ten szybki kawałek towarzyszy zawsze walkom z Hindami. Przy ilości wybuchów, jakie często mają miejsce, to cud, że w ogóle muzykę słychać. A zupełnie poważnie, to dobrze spełnią swoją rolę.
16. Entry Gate. Gracze znają go pewnie na pamięć, choć mogą sobie z tego nie zdawać sprawy. Podpowiem – zdobi wybór misji z menu. Jeden z nielicznych utworów na płycie, w którym słychać elektronikę.
17. Chrysalis. Świetny kawałek, opisujący naszą Nemesis, czyli latającego Chrysalis. Na początku utwór imituje dźwięk silników maszyny, z czasem jest dynamicznym ilustratorem pojedynku.
18. Cocoon. Kolejna maszyna do pokonania. Co ciekawe, przez utwór przewija się dźwięk imitujący owada. Dotyczy to wyglądu oraz etymologii nazwy maszyny.
19. Mother Base. Spokojny, stateczny wręcz kawałek, który słyszymy w trakcie zarządzania Bazą-Matką.
20. Dead Ahead. Mocny i dynamiczny utwór, który słyszymy podczas wymiany ognia na terenach zamkniętych.
21. Facility. Jeden z lepszym momentów stealth w całej grze, któremu towarzyszy klimatyczny kawałek. Usłyszymy go podczas misji w bazie w Nikaraguii.
22. Take Down. Wizytówka tego OST-a. Dynamiczny utwór z męskimi chórami na pierwszym planie. W grze usłyszymy go podczas emocjonującej przeprawy przez bazę CIA.
23. Boot Sequence. Dynamiczny początek i podniosłe męskie chóry. Ten świetny kawałek muzyki towarzyszy „wynurzeniu się” Peace Walkera na powierzchnię.
24. Peace Walker. Skoro Peace Walker już się pokazał, to raczej dlatego, żeby powalczyć, prawda? Przepiękny, potężny utwór, podczas którego chóry mocno „pokopią” Wasze uszy. A w tle przewijający się liryczny motyw motyla, symbolizujący duszę The Boss. Jak dla mnie – najlepsza rzecz na płycie.
25. Outer Heaven. Świetny tytuł, prawda? Długi, różnorodny kawałek. Spokojna i wolna introdukcja, następnie żeńskie chóry, a finał to dynamiczny fragment „pościgowy”. Taki też moment w grze ilustruje – pogoń Snake’a na koniu za Peace Walkerem.
26. Uninterrupted Signal. Dramatyczny utwór, który towarzyszy nam podczas wyczerpującej walki z „pokojową” maszyną.
27. Zero Allies! Bardzo dobry, różnorodny kawałek, który występuje w grze we fragmentach. Jeden usłyszmy podczas finałowego dialogu Snake’a (pardon, już Big Bossa) z Kazem. Drugi w trakcie sparingu z Zeke.
28. Love Detterence (aut. Nana Mizuki). Drugi wokal na krążku. Tym razem pop-owa japońska piosenka, która jednak tylko pozornie jest infantylna. W rzeczywistości jest mocno zakorzeniona w osobowości jednej postaci. Ale jakiej, tego nawet ja nie odważę się tutaj zdradzić. Mnie się słucha bardzo przyjemnie. Także do ściągnięcia na Walkmana.
To byłoby na tyle, niestety. Mówię niestety, gdyż na płycie brakuje trzech świetnych utworów obecnych w grze. Delikatny liryczny motyw, który słychać podczas prologu za pierwszym razem (przy kolejnym przechodzeniu trybu fabularnego fragment ten nie występuje). Kapitalny kawałek, towarzyszący dramatycznym wydarzeniom podczas aktywacji Peace Walker’a przez Coldmana w Nikaragui. Nie usłyszmy także podkręconego kawałku Sing. Cóż, miejmy nadzieję, że pojawi się z czasem edycja kompletna. Do tego czasu możemy pieścić uszy dostępną wersją. Mam nadzieję, że przekonałem, iż warto.
[Michał W.]








Słuchając tego czułem się jakbym był pomiędzy drugą a trzecią odsłoną serii. Czyli jest nieźle, aczkolwiek najbardziej ruszały mnie te krótsze utwory, pokroju Uninterrupted Signal, Tank Corps czy Clients.
Aż mnie znowu znajome ciarki przeszły po plecach , zdecydowanie najlepszy OST w historii serii , do tego pięknie wydany.
Za to nie mogę odżałować braku utworu o którym mowa w recenzji czyli tego który słychać podczas scenek w NORAD tuż przed walką z Pace Walker’em i zaraz po niej.