Kroniki Ryana
- wtorek 4 stycznia 2011
- Przez kul
Epizod 0 – „Amerykanizacja”
Trzy dni po wydaniu MPO w Europie…
Ryan wbiegał właśnie po schodach na najwyższe piętro Mori Tower.
– Cholerna winda znowu się zacięła! Gdzie ja pracuję?! – krzyczał na cały głos.
Gdzieś między piętrem 46 a 47, Ryan potrącił jednego z Japońskich programistów. Nawyzywał go dość mocno po angielsku, po czym uśmiechnął się szyderczo. Skośnooki najpierw się zmieszał, ale po chwili uznał, że jego zachodni kolega opowiedział bardzo śmieszny żart i odpowiedział mu głośnym śmiechem.
– Śmiej się, śmiej. Póki jeszcze tutaj pracujesz…. – powiedział Payton, wciąż się uśmiechając.
Ta krótka przerwa dała Ryanowi zregenerować odrobinę siły. Minął „kolegę” z pracy i sprintem wbiegł na 54 piętro wieżowca. W drzwiach powitał go pan Mori. Chociaż powitanie, to chyba złe słowo. Nim Ryan się obejrzał, już leżał na ziemi ze skręconą ręką.
– Mori San, wystarczy tego CQC, zaraz mi pan skręci rękę! – wył z bólu. – Leż! Amerykańska świnio! Wszyscy wiedzą co robisz z naszą grą! Dlaczego w ogóle Hideo cię słucha?! – w jego słowach, można było odczuć lekki żal.
Nagle na korytarz wyszedł sam Kojima i przerażony zaczął krzyczeć:
– Co się tutaj dzieje?! Panie Mori, proszę go natychmiast puścić!
Mori puścił Amerykanina i odszedł. Co chwila oglądał się do tyłu i patrzył, jak Kojima zaprasza go do swojego biura. Jak wpuszcza do biura tego nieudacznika…
Wchodząc do środka, Ryan przeczuwał, że coś jest nie tak. W środku, okazało się, że przeczucia go nie myliły. Wszędzie porozrzucane sterty kartek, ryż w miseczkach porozstawiany po całym pomieszczeniu, a na ścianie napisane sprayem „MEME GENE SCENE”. Wyglądało to raczej na magazyn, niż biuro.
– Jak ci się podoba moje nowe biuro Ryan? – Hideo mówił, trochę jak zahipnotyzowany.
– Fajnie, szefie. Naprawdę. – odpowiedział, ale czuł się raczej jak główna bohaterka „Milczenia Owiec”, gdy rozmawiała z Lecterem.
– Ryan, wiesz jak ludzie zareagowali na nasz nowy trailer? Wiesz jak ludzie reagują na TWOJE MPO w Europie?! – mówił Kojima patrząc przez okno na dachy Tokio.
– Moje MPO?
– Powierzyłem tobie pracę nad tym projektem, bo uznałem, że jesteś kompetentny, a ty co dałeś Europejczykom? Myślisz, że ja bym się cieszył z tego, że mogę pobiegać ubrany w japońską flagę?! Obiecałeś tym ludziom naprawdę wiele Ryan… – zawód Kojimy dało się wręcz czuć w powietrzu.
– Przepraszam… – Ryan po raz pierwszy poczuł, że przestał być pupilem Hideo.
Nastała cisza. Hideo stał się stanowczym szefem, a Ryan siedział skulony na fotelu. Nie mógł popatrzeć w oczy swojemu mentorowi, nie miał odwagi. Nie czuł się już tak silny jak do niedawna. Nie wiedział co ma robić. Wstać i wyjść, czy może raczej błagać na kolanach o przebaczenie. Siedział i czekał na odpowiedź swojego Big Bossa.
– Ale dam ci ostatnią szansę. Jeżeli tutaj zawalisz, zawiedziesz nie tylko mnie, ale fanów na całym świecie. – powiedział z nadzieją Koji.
Ryan poczuł, że wstępuje w niego nowa siła. Popatrzył na Kojimę i zobaczył na jego twarzy nadzieję. Z „Milczenia Owiec”, przeniósł się do „Gwiezdnych Wojen”. Hideo to już teraz raczej Obi Wan Kenobi, niż seryjny zabójca.
– Ludzie narzekają na MGS4, mówią, że nic się nie zmienia w serii, ciągle stoimy w jednym miejscu. Musieliśmy nawet wrzucić do „czwórki” elementy ze Splinter Cell! Wiesz jak to jest, czerpać wzorce z czegoś, co kiedyś czerpało od ciebie? Musisz sprawić, że nasza gra dotrze do wszystkich i stanie się tym MGS’em, na którego wszyscy czekają. Musisz mi pomóc w wielu rzeczach. Musimy dodać coś do gameplay’u, by stał się lepiej dostępny, by sprawiał więcej frajdy… Masz minutę na udzielenie mi odpowiedzi na pytanie: „Co musimy zrobić, by MGS4 był lepszy?”. Start!
Payton pogrążył się w myślach, w jego mózgu trwało odliczanie, ale starał się go nie słuchać. Szukał rozwiązań, pomysłów, czegoś nowego, dobrego… Po chwili już był gotów.
– Mam! Jaka gra jest hitem na X’a 360? – spytał Ryan.
– Gears of War – odpowiedział bez namysłu Kojima.
– Więc mam jeden, ale za to skuteczny plan. Zrobimy MGS’a, po Amerykańsku!
– Co to znaczy? – Kojima wyraźnie się zainteresował.
– Weźmiemy co najlepsze z konkurencyjnych gier akcji i wmieszamy w MGS4. Dodatkowo dostosujemy grę do potrzeb każdej rasy! W Japonii MGS4, będzie taki jak poprzedniczki, w Ameryce, będzie „Gears of War” w nowym wydaniu, a w europie zrobimy z tego Splinter Cella! Dodatkowo wydamy MGO2 jako oddzielną grę, by zbić na niej więcej kasy! Zrobimy nawet MGS na komórki! – krzyczał w podnieceniu.
– Ryan jesteś geniuszem! Teraz idź się przespać, bo ci się należy, a jutro wracaj do mnie z planem przebudowy MGS4!
– Tak jest szefie! – odparł rozradowany Ryan i wyszedł na korytarz.
Na korytarzu stał tłum ludzi, wszyscy uważnie przysłuchiwali się okrzykom z biura Kojimy. Ryan czuł na sobie ich wzrok, gdy tylko przestąpił próg. Patrzyli na niego jak w hipnozie. Zaczął powoli schodzić po schodach, a na plecach wciąż czuł oddech ekipy Kojima Pro. Wiedział, jak bardzo go nienawidzą, wiedział też, czym ta nienawiść jest powodowana, ale nie myślał o tym. Teraz miał do pokonania 54 piętra schodów…
Na dole Ryan był koło godziny 22:20. Wycieńczony, zaczął powoli przedzierać się przez ulice Tokio. Wpadł nawet na pomysł, by przenocować w pobliskim hotelu, bo chyba nie dojdzie do domu. Coś jednak nie pozwoliło mu pójść dalej. Był śledziony…
– Pan Payton?! – krzyknął ktoś z tyłu.
Ryan odwrócił się i zobaczył ubranego na czarno mężczyznę.
– Kim pan jest? – zapytał.
– Znajomym… – odpowiedziała zamaskowana postać, wyciągając w tym samym momencie paralizator.
Nagle nastała ciemność. Payton obudził się przywiązany do krzesła, w jakiejś obskurnej piwnicy, która jednak wyglądała jakby lepiej, niż nowe biuro Kojimy. Na tą myśl, Ryan aż chciał się uśmiechnąć, ale usłyszał głos porywaczy.
– Dobra Old, teraz ja się nim zajmę.
Z cienia wyszedł duży, nieogolony mężczyzna, który jednak nie wydawał się zbyt groźny. Ryan, jeszcze nie wiedział z kim ma do czynienia…
KONIEC
Epizod 01 – „Każdy debil się nada…”
[jakiś czas po wydaniu MGS3 w europie, centrum Tokio]
Hideo Kojima i jego kolega z pracy Yoshikazu Matsuhana, szli właśnie do pracy. Hideo od razu zauważył, że jego kolega nie jest w najlepszym nastroju, coś go wyraźnie gryzło. Postanowił zapytać co się dzieje…
– Yoshi o co chodzi? Widzę, że coś jest nie tak.
– Chodzi o to odejście Scotta… – odparł Yoshi.
– Oh, daj spokój. Dolph miał prostą robotę i zazwyczaj się opieprzał, zamiast coś robić.
– Ale musimy szybko znaleźć kogoś w zastępstwo. I to szybko…
– O to się nie martw. Skoro Dolph dał sobie radę, to każdy debil się nada. Nawet w tym tłumie się ktoś znajdzie! – Kojima próbował pocieszyć kolegę.
– Tak? To znajdź mi kogoś! – powiedział raczej żartobliwie Matsuhana.
Koji tymczasem dokładnie przyglądał się tłumom ludzi w około. Jedni spieszyli się do pracy, inni do szkoły, a jeszcze inni po prostu zwiedzali. I właśnie wśród zwiedzających Hideo zauważył kogoś, kto jego zdaniem, mógłby zostać nowym koordynatorem międzynarodowym. Jego wybór padł na nieogolonego Amerykanina w okularach i jakiejś głupiej czapce, który przypatrywał się wystawie sklepowej na której królowały X-Box’y. Wskazał na niego placem i popatrzył na Yoshikazu. Yoshi odpowiedział mu uśmiechem i powoli zaczynali podchodzić, do obcokrajowca.
– Kon’nichiwa! -zawołał Kojima.
Amerykanin odwrócił się i popatrzył na człowieka, który właśnie się z nim witał. Gdy lepiej się mu przypatrzył, do jego mózgu doszła informacja, że zna tego człowieka. Zna go bo to…
– Ohayo gozaimasu, Kojima San! Nie mogę uwierzyć, że pana spotkałem. Jestem wielkim fanem Metal Gear Solid! – nieznajomy mówił w tak ogromnym podnieceniu, że Kojima musiał się uśmiechnąć.
– Spokojnie, spokojnie. Nie zaczepiliśmy cię bez powodu. – mówił Matsuhana.
– A o co chodzi? Robicie jakąś promocję? Myślałem, że macie od tego specjalnych ludzi… – pytał zmieszany Jankes.
– Nie, nie promujemy tutaj niczego. Chcemy ci zaproponować pracę. Jak się nazywasz? – powiedział Kojima. Yoshikazu zaczynał czuć, że Hideo składa mu poważną ofertę.
– Ryan Payton. – odpowiedział, poprawiając sobie okulary.
– A więc Ryan, skoro jesteś fanem serii, to pewnie wiesz, kim jest Scott Dolph… – kontynuował Kojima.
– Tak – potwierdził Ryan i uśmiechnął się, na znak tego, że jest dumny ze swej wiedzy.
– Scott odszedł i potrzebujemy kogoś na jego miejsce. Sądzę, że mógłbyś się nadać. – mówił Kojima. Tymczasem Yoshi zaczął nerwowo drapać się po nosie.
– Mam zostać dowódcą Marines?! – zapytał poważnie Payton, na co Hideo i Yoshi zareagowali głośnym śmiechem. Ryan stał zmieszany i czekał, aż skończą. Kojima wreszcie się opanował, a Yoshi śmiał się dalej, bo przypomniało mu się, że Hideo powiedział przedtem „każdy debil się nada…”.
– Nie, nie będziesz dowódcą Marines. – Kojima znowu miał się roześmiać, ale się opanował. – Chcemy, byś został naszym koordynatorem do spraw międzynarodowych. Znasz Japoński i jesteś Amerykaninem. Masz wszystko czego potrzeba. – Kojima zauważył, że Matsuhana już prawie płacze ze śmiechu.
– Wow, mówi pan serio? – Ryan znowu się podniecił.
– Tak, zgłoś się do mojego biura w Mori Tower, jutro koło 16:00. – odpowiedział poważnie Kojima.
– Roppongi Hills. No dobrze. Zobaczymy się jutro. Ja mata! – pożegnał się Amerykanin.
– Sayonara – odpowiedział skręcając się ze śmiechu Matsuhana.
Po chwili Payton zgubił się w tłumie, a Hideo i Yoshi w dobrych humorach udali się do pracy…
KONIEC
Epizod 02 – „Piekna i Ryan Bestia”
[Roppongi Hills – dzień spotkania z Kojimą w sprawie pracy]
Dzielnica Roppongi była naprawdę piękna. Futurystyczny styl niesamowicie podkreślał nastrój całego miejsca. Niestety przez padający deszcz, Ryan nie miał zbyt dużo czasu na podziwianie okolicy. Całe szczęście znalazł Mori Tower na tyle szybko, by nie przemoknąć zbyt mocno. Stojąc przy drzwiach wejściowych, zauważył mała gablotkę informacyjną:
UWAGA! NIEBEZPIECZNE DRZWI!
1 osoba ZGNIĘŁA, 4 zostały ranne.
– Jestem chyba jeszcze za młody, żeby umierać. – powiedział na głos Ryan i skierował swe kroki na tyły budynku, gdzie znalazł wejście dla obsługi technicznej. Co dziwne, drzwi były otwarte. Ryan pociągnął za klamkę i wszedł do środka. Pokój techników był naprawdę imponujący. Wszędzie błyskające lampeczki, dźwignie i duże monitory. Nasz bohater nie czuł się tutaj zbyt swojsko i raczej nie był mile widziany, więc skierował swoje kroki do drzwi prowadzących na korytarz.
Mori Tower wyglądało w środku jeszcze lepiej niż na zewnątrz. Prosty, futurystyczny styl. Błękitne, błyszczące ściany i duże okna. Takie rzeczy widuje się nie często nawet w filmach… Nie tracąc czasu, Ryan ruszył korytarzem szukając jakiegoś pracownika. Budynek wydawał się całkiem opustoszały. Całkowitą ciszę przerywała cicha muzyka, która skojarzyła się Ryanowi z jakąś starą grą, w którą grał na Sega CD. Nareszcie doszedł na główny hol, gdzie przy dużej ladzie zasiadała piękna Japonka. Amerykanin podszedł bliżej i przyjrzał się plakietce przyczepionej do jej bluzki. Imię i Nazwisko były bardzo rozmazane. Ryan jednak zdołał przeczytać imię – MIKA.
– Ohayo – przywitał się swojsko.
– Ohayo. Pan Payton, prawda? – głos Miki niesamowicie spodobał się Ryanowi. Był taki… słodki.
– Możesz mi mówić Ryan. – chciał po prostu znowu usłyszeć jej głos.
– Ok… Ryan. Pan Kojima już czeka w swoim biurze na 54 piętrze. Możesz skorzystać z windy.
– Arigato. Do zobaczenia Mika. – mrugnął do niej prawym okiem, ale chyba tego nie zauważyła. Prawdę mówić, to Ryan nie działał na nią chyba tak mocno, jak ona na niego. Obrócił się na pięcie i skierował swoje kroki do windy.
Winda nie wydawała się niczym specjalnym, jak na taki budynek wydawała się wręcz przestarzała. Payton wcisnął przycisk przywołujący windę na dół i czekał. Szum był bardzo cichy i niezbyt chciało się wierzyć, że winda w ogóle jedzie.
– Proszę wcisnąć przycisk jeszcze raz! – krzyknęła z drugiego końca korytarza Mika.
Ryan wcisnął przycisk jeszcze raz i było słychać, ze winda wyraźnie przyspiesza. Na próbę wcisnął jeszcze raz i ciągu czterech sekund winda była już na dole. – Naprawdę imponujące! – Pomyślał Ryan. Dopiero teraz Amerykanin przekonał się, jak bardzo się mylił się co do tej windy. Wszedł do środka i popatrzył jeszcze raz na opustoszały korytarz. Znów zrobiło się cicho. Z daleka machała do niego Mika.
– Podobam się jej. – powiedział sam do siebie cicho Ryan i z uśmiechem. Czuł się teraz jak kapitan drużyny futbolowej z amerykańskich filmów młodzieżowych. Najpiękniejsza dziewczyna w szkole, już do niego należy. Oczywiście, trochę koloryzował… Na chwilę odszedł od swoich myśli jakby tutaj się na nią rzucić, bo wiedział, ze jak jej nie odmacha, wyjdzie na dupka. Pomachał więc do niej, jak kapitan drużyny i gdy ujrzał na jej twarzy uśmiech, znów poczuł się jak Bóg. Jednak teraz ważniejsza jest praca. Teraz liczy się pan Kojima. Później przyjdzie czas na Mikę.
W ścianę windy wbudowany był jakby mały kalkulator. Ryan wbił 54 i wcisnął zielony przycisk. Drzwi się zamknęły i winda powoli ruszyła w górę Mori Tower…
KONIEC
Epizod 03 – „Pierwsze poważne zadanie”
Winda jechała w górę powoli, ale za to niezwykle… delikatnie? Właśnie to słowo przyszło Ryanowi do głowy w pierwszej kolejności. Żadnych, nawet najmniejszych wstrząsów. Jak gdyby była to winda do nieba. Nawet gdy się nareszcie zatrzymała, nie było szarpnięcia. Prawdę mówiąc gdyby nie drzwi, które otworzyły się automatycznie, Ryan nie wiedziałby, że już dojechał na najwyższe piętro. Wyszedł na korytarz wolnym krokiem i nagle stanął jak wryty. Tym razem nie było ciągnącego się dziesiątkami metrów pomieszczenia. Zwyczajne, w kształcie prostokąta. Drzwi po prawej i po lewej, a na wprost… OGROMNE okno z którego można było zobaczyć chyba całe Tokio. Nasz bohater był oczarowany widokiem tak bardzo, że zapomniał już całkiem po co tu przyszedł.
Nagle drzwi po lewej się otworzyły i wyszedł z nich niski Japończyk. Stanął na chwilę, popatrzył na Ryana, po czym ruszył w stronę windy zostawiając za sobą nie domknięte drzwi. Drzwi windy się zamknęły i Ryan w końcu poczuł, że może odejść od okna. Popatrzył na drzwi po swojej prawej stronie. HIDEO KOJIMA – napis zdawał się mówić wszystko. Jednak nie byłby Amerykaninem, gdyby nie skorzystał z okazji zajrzenia do pomieszczenia po lewej, szczególnie teraz gdy nikogo nie ma. Minął drzwi z napisem YOJI SHINKAWA i wszedł do środka.
Biuro Shinkawy nie było duże. Można powiedzieć, że klaustrofobik nie miałby w nim łatwego życia. Białe ściany były zabazgrane czarną farbą, która jednak układała się chyba w jakiś rysunek, jednak trudno było ogarnąć cały ten „ścienny obraz”, więc Ryan nawet nie zawracał sobie nim głowy. Zainteresował go natomiast monitor na biurku Shinkawy. Na pasku zadań systemu operacyjnego spoczywał program graficzny. Ryan jednym kliknięciem myszy maksymalizował go i jego oczom ukazał się przygotowywany przez Shinkawę artwork.
– Gray Fox?! – powiedział cicho sam do siebie Ryan.
Z korytarza dobiegł go cichy odgłos nadjeżdżającej windy. Szybko wyszedł z pokoju Shinkawy i zapukał do drzwi Kojimy.
– Kon’nichiwa Ryan. Wejdź proszę. Drzwi są otwarte. – dźwięk wydobywał się z małego głośniczka zamontowanego nad drzwiami.
Ryan pociągnął za klamkę i wszedł do biura Kojimy jeszcze zanim Shinkawa dojechał windą na górę.
Biuro Kojimy wyglądało naprawdę ładnie. Było obszerne, ładnie umeblowane i posiadało duże okno, z widokiem identycznym jak to z korytarza. Na meblach stały figurki postaci z MGS i nagrody przyznane Kojimie. Na jedynej pustej ścianie pokoju namalowane było logo Kojima Pro. Wyglądało Bosko.
– Niesamowity widok tutaj macie! – powiedział Ryan wskazując na okno.
– Gdybyś miał go na co dzień, to by ci się znudził po paru dniach… Ale fakt, Tokio wygląda stąd pięknie, szczególnie nocą. Hej, ale czy mieliśmy rozmawiać o widoku za oknem? Siadaj proszę. Pogadamy o interesach! – ostatnie zdanie Kojimy brzmiało bardzo przyjaźnie, jak gdyby pytał się „czy chcesz kawę?”.
– Kojima San, ja nie wiem, czy się nadaję. Przyjechałem tutaj tylko na wakacje i…
– Nadasz się Ryan, nadasz… Nie myśl, że będziesz miał na początek jakąś ważną funkcję. Pozwól, że przedstawię ci twojego bezpośredniego przełożonego Kenichiro Imaizumi.
Stojące w prawym kącie pokoju kartonowe pudło uniosło się do góry i podbiegło do Ryana. Kenichiro zrzucił z siebie karton i podał dłoń Ryanowi lekko się przy tym schylając.
– Mam nadzieję, że będzie się nam dobrze współpracowało. – powiedział Imaizumi. Ryan już czuł bijącą od niego sympatię. Polubił tego człowieka już na wstępie.
– Kenichiro zapozna cię ze wszystkimi i oprowadzi po budynku, ale najpierw usiądźcie obydwoje, bo mam wam do przekazania coś bardzo ważnego. – ton Kojimy jasno wskazywał, że chodzi o pracę. – Będziecie reprezentować Kojima Productions na wielu ważnych imprezach, na całym świecie, ale najpierw musze was sprawdzić na zadaniu mniejszego kalibru. Polecicie do wybranego przez was, dowolnego arabskiego kraju. Porobicie zdjęcia, porozmawiacie z ludźmi, nakręcicie trochę filmów. Zbierzecie dla nas materiał, do wykorzystania w MGS4. Co wy ma to?
– Brzmi świetnie, ale czy nie fajnie by było wypuścić choć trochę tego materiału do sieci? Dla fanów? – w głosie Ryana czuć było, że praca zaczyna mu się podobać.
– Dobre spostrzeżenie. Myślałem nad tym trochę, ale nie chciałbym pokazać za dużo… – Hideo naprawdę nie lubił wyjawiać fanom żadnych sekretów przed premierą gry.
– Możemy nagrywać coś w stylu video raportów z miejsca w którym będziemy. Żadnych przecieków, pokażemy po prostu, że coś tam sobie robimy. – Imaizumi popierał pomysł Ryana.
– Ok, pogadamy o tym przed waszym wylotem. Tylko streszczajcie się, mam nadzieję, że polecicie, już w przyszłym tygodniu. – po tych słowach Kojima spojrzał na swych pracowników. Wydawali się chętni i gotowi.
– Nie ma sprawy szefie. Damy radę, prawda Ryan? – spytał Ken.
Payton uśmiechnął się szczerze, po czym uszczypnął się w nogę, by sprawdzić, czy czasem mu się to nie śni. Po upewnieniu się, że jest to rzeczywistość odpowiedział.
– Oczywiście. To będzie wspaniała przygoda…
KONIEC
Specjalny odcinek świąteczny
(Uwaga! Jest to kontynuacja epizodu 0, dlatego treść może nie być zrozumiała dla zwykłych śmiertelników)
Jak co dzień Ryan wpisywał nową notkę do swojego dzienniczka. Przyzwyczaił się już do siedzenia w piwnicy tego całego kula. Wiedział już co nieco o swoim klawiszu. Wiedział, że jest on administratorem jakiejś polskiej strony o MGS i że lubi czytać książki . Nie wiedział jednak ile czasu siedzi w tym więzieniu. Około szóstego tygodnia dał sobie spokój z liczeniem. Znał dni tygodnia, gdyż co czwartek kul schodził do piwnicy z laptopem by Ryan mógł nagrać kolejny odcinek swojego raportu i napisać maila do Kojimy. Oczywiście Ryan nie miał zezwolenia na wysyłanie go. Najpierw email trafiał w ręce kula, który odpowiedni go cenzurował, zmieniając np. słowa „ponura piwnica” na „apartament”, dzięki czemu Kojima nie martwił się o swojego pupilka.
Gdy Ryan kończył pisać swoją notkę drzwi piwnicy otworzyły się. Było to dość dziwne, bo kul przychodzi tylko w czwartki, a wg. umysłu Ryana było na 100% za szybko na kolejny czwartek.
– Wstawaj Ryan. Wychodzimy! – krzyknął kul. Widać że był w dobrym humorze, dlatego Ryan wstał i wszedł po schodkach na parter.
W domu kula czuć było świąteczna atmosferę. Lampki, stroiki i piękna choinka. Ryan prawie zapomniał, że był przez tych ludzi więziony. No właśnie… Wszędzie krzątali się jacyś ludzie. Wszyscy byli w wieku kula, lub młodsi. Sami mężczyźni, tylko jedna kobieta.
– Wejdź do salonu i rozgość się! – powiedział serdecznie kul. Payton miał cicha nadzieję, że po dzisiejszym wieczorze ci ludzie wypuszczą go na wolność.
W salonie było aż tłoczno od ludzi. Dwoje grało na Wii, inna dwójka gadała sobie przy świątecznym stole, w rogu siedziała cyganka, a na fotelu siedział młody człowiek z zeszytem. Patrzył na Ryana i notował wszystkie jego ruchy, jak gdyby pisał o nim książkę. Nagle Ryana rozbolała głowa. Bolała go coraz mocniej i wiedział co to oznacza. Wiedział, że TO się zbliża. Zaczęło się. Ryan złapał się za głowę i zaczął drzeć się na cały dom. Cała redakcja Zanzibaru zleciała do salonu i patrzyła na zwijającego się z bólu Ryana.
– Wyjdź z mojej głowy psychopato! – krzyczał.
Po tych słowach atak jakby ustał i wszyscy odetchnęli, ale gdy Ryan podniósł spojrzenie na kula, widać było duży uśmiech na jego twarzy. Uśmiech szaleńca.
– Siedziałem w głowie Paytona czekając na odpowiedni czas do przebudzenia! I oto jest! W samym centrum dowodzenia Szajs-zibaru! – krzyczał maniakalny głos wydobywający się z ust Ryana.
– Jasna cholera! To jest Snake VR! – krzyknął Lost.
Wszyscy wokół szykowali się do bitwy, a w międzyczasie cyganka siedząca w kącie podniosła głowę i beznamiętnie powiedziała:
– Dziecko będzie zdrowe…
C.D.N. ?
Epizod 04 – „Cholerna małpa”
Podróż samolotem trwała już koło dwóch godzin. Kenichiro siedział rozmarzony słuchając muzyki ze swojego odtwarzacza, a Ryan kręcił się na swoim fotelu. Było widać, że coś jest z nim nie tak. Ryan nienawidził latać, zawsze zbierało mu się na wymioty… Jednak potrafił sobie z tym radzić i poczuł, że właśnie w tym momencie należy użyć swojej tajnej broni. Ze swojej podręcznej torby wyciągnął kupiony jeszcze w USA egzemplarz magazynu z „nie do końca ubranymi” kobietami. Ken z zaciekawieniem patrzył jak Ryan przerzuca kolejne strony magazynu. W końcu nie wytrzymał…
– Ryan? Możesz mi powiedzieć po co ci teraz ta gazeta? – pytanie zakończył małym uśmiechem.
– Ok, powiem ci. Może wyda ci się to dziwne, ale to jest jedyny sposób by powstrzymać moją chorobę lokomocyjną. – powiedział całkowicie poważnie Ryan.
– Ale tutaj chodzi o czytanie gazety czy…?
– Chyba raczej o te zdjęcia. – dokończył za niego Ryan.
– Muszę to zanotować i przedstawić Hideo gdy wrócimy. On lubi takie rzeczy…
Kenichiro zanotował wszystko w swoim małym notesiku i obaj wrócili do swoich zajęć. Ken do muzyki, Ryan do dziewczyn.
Wysiedli na lotnisku nie znanego kraju i zaczęli się zastanawiać co dalej. Kojima dał im małe utrudnienie. Sam kupił im bilety i wsadził do samolotu. Nie mieli pojęcia gdzie się znajdują. Powiewające na lotnisku flagi państwowe też im nie pomogły. Wsiedli do pierwszej napotkanej taksówki, dali kierowcy 5 dolarów, które Ryan miał jeszcze z USA i pokazali palcem w stronę miasta.
Po jakiś 15 minutach drogi kierowca się zatrzymał i pokazał im palcem drzwi. Chłopcy wiedzieli co to znaczy. Wyszli na zewnątrz, orientując się, że znajdują się na jakimś targowisku. Było to jednak zupełnie inne targowisku, niż to na które chodził Ryan w USA. Zamiast pirackich gier i filmów DVD można było tutaj nabyć świeże owoce i warzywa.
-Prawie jak w średniowieczu… – pomyślał Ryan.
Nasi bohaterowie ruszyli uliczką w głąb targu. Kan robił zdjęcia, a Ryan szukał w swoim plecaku puszki Coca Coli. Złapał puszkę w dłoń i gdy już miał ją otworzyć mała małpka wyszarpała mu ją z ręki. Ryan całkowicie zdezorientowany patrzył jak małpiszon wbiega na daszek jednego ze straganów, siada i otwiera własnoręcznie puszkę.
– Cholerna małpa ukradła mi Colę! – zawołał do Kena. Ten obrócił się, zobaczył małpę otwierającą puszkę i zaczął się śmiać.
– To wcale nie jest śmieszne! – zwrócił się do małpy Ryan.
Zwierzak tymczasem poradził sobie z otwarciem i wypił cała puszkę za jednym pociągnięciem.
– Mam nadzieję, że tego nie notujesz. – powiedział trochę otumaniony Ryan.
Małpiszon wydał z siebie donośne beknięcie. Ryan nie wiedział co robić. Stał jak wryty. Ken zrobił „Colożłopowi” zdjęcie. Małpka chyba zorientowała się o co chodzi, więc gdy tylko Ken schował aparat uciekła w głąb targu. Oczywiście Kenichiro nie posłuchał Ryana i zanotował potajemnie co wydarzyło się na targu.
Zbliżał się wieczór. Chłopcy pomyśleli, że nareszcie nadszedł czas by nakręcić raport, który sami nazwali „Metal Gear Solid 4 Passport”. Był tylko jeden problem…
– Przecież my nie wiemy skąd nadajemy! – w głosie Kena było coś niepokojącego.
– Spokojnie mam plan…
Mały, arabski chłopczyk wcisnął przycisk nagrywania na kamerze i Ryan zaczął mówić.
– Witacie w specjalnym odcinku raportu Kojima Productions. Nadajemy z… „Unknown Location”…
KONIEC
Epizod 05 – „Generacja kung-fu”
W drugi dzień wycieczki w nieznane, do Ryana i Kena dołączyła trójka innych pracowników Kojima Pro, w tym dźwiękowiec Tojin. Uzbrojony w przerobiony w coś na kształt pistoletu mikrofon, miał nagrywać dźwięki otoczenia, które później miały zostać wykorzystane jak tło w MGS4.
Ryan i czwórka jego japońskich kolegów, ruszyli w głąb miasta by zbierać materiały do gry. Co ciekawe, wszyscy mieszkańcy myśleli, że do ich miasta przyjechała ekipa filmowa. Podchodzili do Kenichiro i prosili o autograf, a gdy już dostali podpis odchodzili nie zadowoleni. Było to dość dziwne zachowanie, ale Ken cieszył się, że jest tutaj tak popularny.
W okolicach 12:00 ekipa weszła do jednego z tradycyjnych domów. Ryan robił zdjęcia ścian, sufitu, podłogi… praktycznie wszystkiego. Kanichiro notował coś w swoim małym notesiku, a Tojin siedział na środku pokoju z mikrofonem, co chwila tylko uciszając kolegów, bo wcinali mu się w nagranie. Całą tą dziwną sytuacje oglądali z zewnątrz właściciele tego domu, którymi było młode małżeństwo.
– Ci kolesie z National Geographic, z roku na rok są bardziej wybredni. Ostatnio robili tylko zdjęcia z zewnątrz, a teraz nawet zostawiają podsłuchy. – mówił zdenerwowany mąż.
– W tym roku przywieźli ze sobą chociaż Jackie’go Chana. – odpowiedziała żona, wskazując placem na Kenichiro.
Po skończeniu swojej pracy, Ryan i jego koledzy zatrzymali się w tym domu, by nagrać drugi odcinek MGS4 Passport. Oczywiście przy okazji wyjścia, pani domu poprosiła Kena o autograf, po czym odeszła ze zmieszaną miną.
Dzień trzeci, dzień ostatni… Wszyscy byli wyraźnie z tego faktu nie zadowoleni, bo znów będą musieli wrócić do swojej nudnej pracy w Mori Tower. Oczywiście Ryan i Ken wiedzieli, że ich podróże dopiero się zaczynają, ale nie chcieli jeszcze opuszczać tego miejsca.
Gdy Ryan zaczynał szykować kamerę, by nagrać pożegnalny odcinek Passportu, złapał go straszny głód. Po naradzie z kolegami, doszedł do wniosku, że najpierw jedzenie, potem raport. Jedyną rzeczą stojącą im na drodze był teraz wybór miejsca w którym coś zjedzą. Wokół było wiele przeróżnych restauracji i każdy chciał iść do innej, lecz Ryan zadecydował, by zrobić demokratyczne głosowanie, w wyniku którego cała ekipa poszła do Mc Donalds.
Po wysokokalorycznym posiłku, wszyscy udali się na dach jednego z pobliskich budynków, by nagrać ostatni video raport. Chłopcy byli bardzo zadowoleni z wycieczki, ale nadszedł czas się zbierać, więc wzięli swoje walizki i ruszyli na lotnisko.
Ryan jeszcze wtedy nie wiedział, ze po powrocie zostanie mu przydzielone niezwykle poważne zadanie…
[Autor – Bizon]








Jeszcze nie komentowane.