Rozdział XIV

Shadow czekał na jakiś znak od Steinera na poziomie badawczym. Niecierpliwił się, w końcu sięgnął po własne radio.
– Steiner, zgłoś się.
Odpowiedzią była cisza.
– Steiner, jesteś tam? – Shadow zaczynał się niepokoić.
„Co się dzieje? Dlaczego on nie odpowiada?”.
Shadow skierował się do windy, ale jej drzwi były zamknięte. Winda zjeżdżała na dół. Shadow zaczynał nabierać podejrzeń.
– Vamp, słyszysz mnie?
– Tak. – Odezwał się po chwili charakterystyczny głos Vampa.
– Jedź na Piętro – 4 i strzeż go własnym życiem.
– Oczywiście.
Shadow wrócił do laboratoriów. Naomi siedziała przed komputerem. Jeden z rękawów jej roboczego fartucha był podwinięty.
– Mam nadzieję, że teraz już wszystko w porządku? – Z głosu Shadow’a bił sarkazm.
Naomi nie odpowiedziała – nie chciała, lub po prostu nie mogła. Na jej twarzy malowała się olbrzymia wściekłość.
Shadow martwił się o Steinera, ale nie potrafił się nie uśmiechnąć do swoich myśli.
„Już naprawdę niedługo”.

Filantropia?!? – Snake był jeszcze bardziej zaskoczony niż wtedy, gdy parę chwil wcześniej usłyszał ‘Metal Gear’. Jednak po chwili wszystko ułożyło mu się w głowie: dobrze wiedział, że Półkownik wystąpiłby przeciw wszystkiemu, co tylko byłoby jakkolwiek związane z Metal Gear’em. Ponadto, ich organizacja działała w konspiracji, a jej żelazną zasadą było to, że poszczególni członkowie nie znali się nawzajem.
– Ja też pracuję dla Filantropii, razem z Otaconem. Tak naprawdę, to stworzyliśmy ją razem.
Meryl zaskoczyły te słowa, jednak musiała dojść do tych samych wniosków, co Snake, gdyż wyraz zdziwienia szybko zniknął z jej twarzy.
– Wiedziałam, że to nie może być prawda! – Powiedziała Meryl.
– Co takiego?
– Mniej więcej cztery lata temu ty i Otacon byliście zamieszani w działalność terrorystyczną. Zatonął tankowiec niedaleko Manhattanu…
– To nie my. To wszystko robota Ocelota.
– Wiedziałam, że to nie ty.
– Co u Półkownika? – Powiedział Snake, zmieniając temat.
– W porządku. To, co robi teraz to może nie wojsko, ale to ciągle coś, za co warto walczyć.
– Skąd się tu wzięłaś?
– Cóż… Kilka miesięcy temu dostaliśmy anonimowy cynk o tym miejscu: że istnieje i że przechowywany jest tutaj nowy model Metal Gear’a.
Snake miał wrażenie, że gdzieś to już kiedyś słyszał. Nie przepadał za anonimowymi cynkami.
– Kiedy się tu dostałam zdobyłam mundur, a potem znalazłam Ocelota. Był jakiś taki… Dziwny? Wydawało mi się, że zachowuje się nieco inaczej. No i znów miał swoją prawą rękę. Dziwne, prawda?
– Taaaaaaaa… – Snake nie chciał teraz zagłębiać się w tę historię. – Mów dalej.
– Obeznałam się z tym miejscem, ale okazało się, że sama nie dam rady dostać się do biura Ocelota. Wtedy spotkałam Raidena. On jest z tobą, prawda?
– Tak. Szuka kogoś.
– Wiem. Powiedział mi. W każdym razie udało mu się wejść do tego biura, ale nie znalazł niczego na temat Metal Gear’a. – Meryl zawiesiła głos. – A teraz… Jestem tutaj.
– Dobrze. – Snake wstał. – Musimy znów spotkać się z Raidenem. Wiesz, gdzie on teraz jest?
– Piętro nad nami.
– Jak się z nim kontaktowałaś?
– Za pomocą tego. – Meryl zdjęła krótkofalówkę z paska i podała ją Snake’owi.
– Są tam jacyś żołnierze?
– Tak i to całkiem sporo.
– Przygotuj broń. I weź to. – Snake wręczył Meryl granat. – Na pewno czekają na Steinera; nie spodziewają się nas.
Zaczeli iść w kierunku windy.
– Raiden. – Powiedział do krótkofalówki Snake.
– Snake. – Odpowiedział mu szept Raidena.
– Jak idzie, dzieciaku?
– W porządku.
– Dobrze. Posłuchaj. Cofnij się i za bardzo się nie wychylaj.
Meryl wezwała windę.
– Jedziemy do ciebie.
Snake oddał radio Meryl. Sprawdzili ekwipunek; SOCOM i granaty Snake’a były gotowe do użycia, podobnie jak Glock i granat Meryl.
Drzwi windy otworzyły się, Meryl i Snake weszli do środka.
– Będziemy mieć tylko jedną szansę. Musimy wyciągnąć zawleczki zanim otworzą się drzwi, albo nici z zaskoczenia.
– Tak jest.
– Dobrze.
Ostatnią rzeczą jakiej pragnął Snake, była ponowna utrata Meryl.

Raiden słyszał windę jadącą do góry. Żołnierze ciągle pogrążeni byli w rozmowie. Kobieta o orientalnych rysach chodziła w tę i z powrotem. Kiedy winda stanęła na ich piętrze, Raiden padł na ziemię.
W momencie, w którym otworzyły się drzwi, następiły dwie eksplozje. Jedyne co Raiden widział, to dym. Potem słyszał już tylko dźwięk strzałów. Nagle zobaczył żołnierza, uciekającego w głąb korytarza. Raiden wstał i użył swej broni jak kija baseball’owego. Strażnik nie zorientował się nawet, co go uderzyło. Kobieta zauważyła atak Raidena. Stała pośrodku pokoju, jednak nie trafiały jej pociski. Patrzyła wprost w oczy Raidena, który nagle zaczął czuć się bardzo zmęczony. Uczucie jednak minęło zaraz po tym, jak kula minęła jego głowę dosłownie o centymetry. Chwilę potem kobieta uciekła w stronę sypialni. Raiden podążył za nią, wiedząc, że chciała uciec szybem wentylacyjnym tak, jak wcześniej zrobili to Snake i Naomi. Musiał ją powstrzymać. Jednak gdy doszedł pod prysznice, nie było tam żywej duszy. Uciekła.
– Cholera!
Raiden wrócił do lobby, gdzie ucichła już strzelanina. Martwe ciała wypełniały pomieszczenie, a w dymie jawiły mu się sylwetki Snake’a i Meryl.

Snake przygotował się. Musieli działać szybko, winda zaraz miała się zatrzymać.
– Powinniśmy już chyba wyciągnąć zawleczki. – Zasugerowała Meryl.
Snake kiwnął głową na znak zgody. Wyciągnęli zawleczki, mieli pięć sekund do eksplozji granatów.
„Raz”
Winda zatrzymała się.
„Dwa”
Drzwi zaczęły się otwierać.
„Trzy”
Drzwi były już szeroko otwarte. Żołnierze obrócili głowy w ich stronę.
„Cztery”
Snake i Meryl rzucili granaty.
„Pięć”
Granaty wybuchły. Fala gorąca przetoczyła się przez pokój. Kilku żołnierzy zginęło od razu. Snake i Meryl wycelowali swą broń i zaczeli strzelać do wszystkiego, co stało, mając nadzieję, że Raiden wziął sobie do serca polecenie Snake’a. Snake’owi skończyły się naboje, sięgnął więc po kolejny magazynek. Kątem oka zauważył strzelającą Meryl, która pociągała za spust nieco rzadziej, oszczędzając amunicję.
„Ona już nie jest żółtodziobem. W jej oczach nie ma już tej niewinności.”
Gdy Snake przeładował broń, nie było już do kogo strzelać. Wyszli z windy. Podłoga była zasłana ciałami; w rogu, niedaleko sypialni Snake ujrzał jakąś postać.
– Snake. – Powiedział Raiden zdejmując z głowy kominiarkę. – Meryl.
Kiwnęła głową.
– Co się z tobą działo, dzieciaku? – Zapytał Snake.
– To długa historia. – Raiden miał im co innego do powiedzenia. – Ocelot tu jest. I Vamp.
– Vamp… Jesteś pewien?
– Tak, to on.
– Kim jest Vamp? – Spytała Meryl.
– Pachołek Patriotów. Ktoś, kto już dawno powinien był umrzeć. – Raiden nie potrafił i nawet nie chciał ukrywać gniewu w swoim głosie. Wspomnienia Vampa, Emmy i pamiętnego zachodu słońca były ciągle zbyt świeże.
– Kim są Patrioci? – Spytała Meryl, gdyż usłyszała tę nazwę pierwszy raz w życiu.

Rozdział XV

Ocelot siedział za swoim biurkiem, wpatrując się w ekran monitora. Kamera, przekazująca obraz, skierowana była na trzy osoby: dwóch mężczyzn i kobietę, pogrążonych w rozmowie. Była to jedna z tajnych kamer Ocelota, do których tylko on miał dostęp.
– Już niedaleko Snake. Już niedaleko. – Powiedział Ocelot z angielskim akcentem.
Uniósł dłoń w kierunku swojej głowy, w której zaczęły pojawiać się… głosy.
„Wynoś się z mojej głowy, Liquid”.
– Nie wydaje mi się. – Angielski akcent był o wiele bardziej słyszalny teraz.
„To moje ciało”.
– Już nie, Ocelot.
„Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeee…”.
– Niedługo znów będziemy walczyć… Bracie”.

Snake’owi nie wydało się dziwne, że Meryl nie miała pojęcia o Patriotach. Czasami on też chciałby nic o nich nie wiedzieć.
– Widzisz… – Rozpoczął Raiden. Snake wiedział, że nie mieli za dużo czasu na rozmowy, więc przerwał mu.
– Podam ci wersję skróconą. – Na te słowa Raiden zamilkł. – Z tego, co udało nam się dotychczas dowiedzieć, wygląda na to, że Patrioci rządzą… Kontrolują Stanami Zjednoczonymi.
– Kontrolują?!? – Meryl była zaskoczona.
– Tak. W pewnym sensie kontrolują to co czytasz, widzisz i słyszysz. Mają pod kontrolą każdy aspekt tego kraju.
– To niemożliwe. – Przez chwilę Meryl wydawało się, że Snake żartuje.
– Też tak myślałem. Ale, jak się okazało, myliłem się. Wypadek z tankowcem cztery lata temu – to jedno z wielu dzieł Patriotów. Zrzucili winę za wyciek ropy na mnie i Otacona, aby móc wybudować Big Shell.
– To ‘coś’, co znajdowało się nad Arsenal Gear’em? – Spytała Meryl.
Po incydencie przy Federal Hall, Patrioci dopilnowali, aby opinia publiczna potraktowała to jako zamach terrorystyczny, którym kierowali byli członkowie specjalnej treningowej grupy anty – terrorystycznej ‘Dead Cell’. ‘Dead Cell’ miało porwać Prezydenta Jamesa Johnsona i jego poprzednika, George’a Searsa, oraz zdobyć broń nuklearną, która miała następnie zostać wycelowana w Nowy Jork. Następnie ‘Dead Cell’ miało wymóc na rządzie Stanów Zjednoczonych zapłatę trzydziestu miliardów dolarów. Opowieść zawierała także wytłumaczenie pochodzenia Arsenal Gear’a i Metal Gear Ray’a – oba miały być tworami ‘Dead Cell’. W rezultacie opowieść o śmierci Jamesa Johnsona z rąk ‘Dead Cell’, ciało George’a Searsa przy pomniku George’a Washingtona, przejazd Arsenal Gear’a przez Nowy Jork i w końcu eliminacja członków ‘Dead Cell’ sprawiły, że naród amerykański zjednoczył się bardziej, niż kiedykolwiek i stanął murem przy swoim rządzie. Wkrótce Stany Zjednoczone stały się silniejsze, niż kiedykolwiek przedtem, a Patrioci pozostali tam, gdzie czuli się najlepiej – w cieniu.
– Tak. To ‘coś’ nad Arsenal Gear’em.
– Cała ta opowieść, która przekazali opinii publicznej była jednym, wielkim kłamstwem! – Raiden nie potrafił ukryć osobistego stosunku do tamtych wydarzeń i dlatego jego słowa zabrzmiały niesamowicie sztucznie, biorąc pod uwagę okoliczności.
– Nie wierzę! – Meryl potrząsnęła głową.
– A po tym wszystkim, ja i Otacon dowiedzieliśmy się, kim naprawdę byli Patrioci.
– Byli? – Meryl przestawała już cokolwiek rozumieć.
– Nie żyli już. Cała dwunastka; to stało się około stu lat temu.
Meryl nie powiedziała nic. Jej twarz była sina z wściekłości.
– Dowiedzieliśmy się także, że jeden z Patriotów wspierał finansowo Filantropię.
– CO?!? – Meryl była teraz naprawdę zdezorientowana.
Raiden także słyszał to po raz pierwszy.
– Ja też byłem zaskoczony. Po tym ja i Otacon oddzieliliśmy się od reszty Filantropii. Zamierzaliśmy zniszczyć wszystko, co tylko miało związek z Metal Gear’ami bez niczyjej pomocy.
Twarz Meryl wyrażała smutek.
– Jednakże nie jesteśmy pewni, czy Filantropia jest kontrolowana przez Patriotów. Meryl starała się objąć całą tę sytuację, co zajęło jej parę chwil. Wiedziała jednak, że nie może sobie pozwolić na nadinterpretację faktów. Miała misję do wykonania i jej obowiązkiem jako żołnierza nie było posiadanie wątpliwości. Zebrała się więc w sobie.
– A ty? Skąd się wziąłeś? – Mówiąc to, Meryl wskazała głową na Raidena.
– To długa historia, na która nie mamy teraz czasu. Musimy ruszać.
– Dokąd idziemy, Snake? – Spytał Raiden.
– Wy idziecie po Rose.
– A co z toba? – Dopytywała się Meryl.
– Muszę znaleźć Naomi.
– Kogo? – Tym razem pytanie padło z ust Raidena.
– To kolejna długa historia. – Snake podszedł do ciała żołnierza i zabrał jego radio.
Meryl wzięła przykład ze Snake’a i wyrzuciła Patriotów ze swojej głowy. Kiedy będą mieli czas – zapyta. Ale nie teraz.
– Drugi ze Wspomagaczy uciekł. – Powiedział pod nosem Raiden. – To moja wina.
– Nie przejmuj się; i tak wiedzą, że tu jesteśmy. Musimy ruszyć się w końcu i trzymać się z dala od nieprzyjaciela. Meryl, pod jaką jesteś częstotliwością?
– 140.15.
– Ok. A teraz: zabierajcie się stąd.
Raiden i Meryl ruszyli w stronę windy. Meryl zdjęła kominiarkę jednego z martwych żołnierzy. Przechodząc przez wciąż otwarte drzwi windy Meryl odwróciła głowę, by jeszcze raz spojrzeć na Snake’a. „Nie stracę cię jeszcze raz, Snake”.
– Dokąd pójdziesz, Snake? – Spytała.
– Sprawdzę Piętro R&D.
– A dokąd my idziemy? – Spytał Raiden.
– Cóż… Areszty są na ostatnim piętrze. Piętro –3.
– Czy tam byłem wcześniej?
– Nie. Ciebie zamknęli na Piętrze -2. Tam są głównie biura, ale mają też kilka pomieszczeń przerobionych na areszty; w każdym razie kiedy widziałam kobietę z czarnymi włosami, zabierali ją na Piętro –3.
Do Raidena dopiero wtedy doszło, że włosy Rose nie są czarne, albo przynajmniej nie były ostatnim razem, kiedy się widzieli. Jednak skądś wiedział, że kobieta o której mówi Meryl, to Rose.
– Chodźmy więc. Powodzenia, Snake. – Raiden rzucił te słowa przez zamykające się drzwi.
– Kiedy już znajdziecie ją, idźcie na górę i niech Otacon zabierze ją stąd jak najszybciej. Niestety, przez burzę nie będziecie mogli złapać go przez Codec. I nie czekajcie na mnie. – Kiedy Snake kończył mówić, drzwi windy były już prawie zamknięte.
Chwilę potem drzwi były już zamknięte i Raiden nie miał sposobności wyrazić swojego sprzeciwu. „Nie zostawię cię tutaj, Snake”.
Tymczasem Meryl, używając kwadratowego klucza który odebrała Steinerowi, skierowała windę na Piętro –3.
– Załóż to, Raiden. – Mówiąc to, podała Raidenowi zabraną wcześniej martwemu żołnierzowi kominiarkę.
– A ty? Nie potrzebujesz jej przypadkiem?
– Nie. Poza tym, mam pewien plan. Po prostu ją załóż.
Raiden wyrzucił tę, którą trzymał w ręku i założył tę od Meryl. Miała czerwony kwadrat z przodu. Meryl zdejmowała z siebie mundur.
– Nie rozumiem… – Powiedział, kręcąc głową, Raiden.
– Ta kominiarka oznacza, że jesteś oficerem. Zaprowadzisz mnie więc jako swojego więźnia. W ten sposób wejdziemy do aresztu bez żadnego problemu.
Raiden lubił Meryl coraz bardziej; Nie można jej było zwłaszcza odmówić pomysłowości.
– Dobry plan.
Meryl kiwnęła głową na te słowa. Winda zjeżdżała na dół, byli coraz bliżej Piętra –3.

Shadow chodził w tę i z powrotem. Steiner nie odezwał się jeszcze. „Co zajmuje mu tyle czasu?”. Obserwował cały czas Naomi, kiedy zapamiętale pisała coś na klawiaturze. „Tak… Pośpiesz się…”. Narkotyki działały idealnie. Po kilku minutach, odezwało się radio.
– To ja. – Głos, który przemówił, był niewyobrażalnie słodki.
– O co chodzi, Lyla? Wiesz, co się dzieje ze Steinerem?
– Steiner nie żyje. – Głos Lyli pozbawiony był jakichkolwiek emocji.
– Co?!? To niemożliwe! Snake nie mógł go pokonać!
– Patrzę na niego w tym momencie. Jest martwy. Trup. – Lyla zawiesiła głos na chwilę. – Mężczyzna z blond włosami szuka kobiety.
– Jakiej kobiety?
– Nie wiem. Nie zdążyłam się upewnić.
– Cholera! – Shadow był nie na żarty zdenerwowany.
– Nie wiem również, czego szuka pozostała dwójka.
– Dwójka?
– Tak. Mężczyzna i kobieta.
Shadow przypomniał sobie, że kiedy zjechał po Dr Naomi, jakiś żołnierz, jakiś żołnierz stał obok windy. Wtedy Shadow pomyślał, że może był to ktoś postrzelony wcześniej przez Snake’a, ale teraz przyszło mu do głowy, że to kobieta, o której mówiła Lyla.
– To dobre informacje, Lyla. Gdzie jesteś teraz?
– Piętro –1. Poszłam kanałem wentylacyjnym, który wcześniej uciekł jeden z nich.
– Bardzo dobrze. Chcę, żebyś poszła na Piętro –3 i pilnowała drugiej windy. Vamp pilnuje tamtego.
– Tak jest, Shadow.
Shadow zmienił częstotliwość w swoim radio.
– Zadzwoń do ludzi na Piętrze 0. Chcę, żeby zabezpieczyli Piętro R&D. – Shadow nie chciał ryzykować. Nie zamierzał dopuścić do tego, żeby cokolwiek poszło nie tak, zwłaszcza teraz, gdy byli już tak blisko.
– Tak jest!
Po czym znów przełączył radio.
– Ocelot, słyszysz mnie?
– Tak.
– Snake zabił Steinera.
– Nie dziwi mnie to za bardzo.
– Wygląda na to, że mamy więcej niż jednego intruza.
– Mówiłem ci, że nie można mu ufać.
– Komu? Vampowi?
– Tak. Może to on przyprowadził ich ze sobą?
– Łatwo tak mówić bez dowodów.
– Dobrze więc. Zdobędę dowody.
– W porządku; ale nie dlatego dzwonię. Chcę, żebyś przyszedł tu i zabrał Dr Naomi, kiedy skończy swoją pracę tutaj, na Piętro –4. Ja właśnie tam jadę.
– Zabrać ją do niego?
– Tak.
– Dobrze.
Ocelot zakończył rozmowę z uśmiechem na twarzy.

Rozdział XVI

Snake czekał, aż winda dotrze na Piętro –3, aby móc samemu z niej skorzystać. Nagle rozwrzeszczało się jego radio.
– Uwaga! – Głos dobiegający z głośnika z pewnością chciał, żeby każdy posiadacz radia to usłyszał. – Wszyscy ludzie na Piętrze 0 mają zgłosić się na Piętro R&D i zabezpieczyć je. Powtarzam: Wszyscy z Piętra 0 zabezpieczyć Piętro R&D.
Snake miał rację: Naomi była na Piętrze R&D a to znaczyło, że to coś co widział podczas walki ze Steinerem, miało z tym coś wspólnego.
Winda zatrzymała się. Snake wyciągał już rękę do guzika przywołującego ją, kiedy winda zaczęła znów się poruszać i zatrzymała się na piętrze niżej. „Kolejny Wspomagacz”.
Winda znów zjechała na dół. Po jej kolejnym zatrzymaniu, Snake odczekał parę sekund, zanim ją zawołał aby zobaczyć, czy coś się stanie. Potem wcisnął przycisk. SOCOMa trzymał dla pewności w pogotowiu. Winda zatrzymała się, w środku nie było nikogo. Wszedł i nacisnął przycisk przy napisie ‘Piętro R&D’ –1’.

Raiden i Meryl dostali się na Piętro R&D bez problemu. Jak tylko drzwi otworzyły się, Raiden od razu dostrzegł, że to piętro znacznie różniło się od pozostałych. Ściany, w porównaniu do tych na innych piętrach, były wyraźnie starsze. Korytarze były bardzo szerokie, a sufit bardzo wysoki. Kilku żołnierzy patrolowało to miejsce.
– To tu… – Meryl stawała się niespokojna. – Nigdy tu nie byłam, nie znam więc tego miejsca.
„Snake powinien tu być. Jego radar Soliton przydałby się w tym miejscu”.
– Damy sobie radę. – Raiden starał się przynajmniej brzmieć optymistycznie.
Skręcili w lewo w pierwszy korytarz. Nie wiedzieli, dokąd idą. Meryl szła przed Raidenem, który trzymał jej ramiona, co miało stworzyć wrażenie, jakoby miała na sobie kajdanki. Zatrzymali się przy skrzyżowaniu korytarzy, zastanawiając się, którędy iść.
– Dokąd?
– Nie mam pojęcia… Może by t…
Przerwał im stuk butów, zaraz obok Raidena. Ten obrócił głowę, by dostrzec salutującego żołnierza.
– Spocznij.
– Tak jest! – Powiedział żołnierz.
Meryl spojrzała na Raidena, który wnet pojął, o co chodzi.
– Gdzie jest areszt?
– Cały czas prosto. Należy podążać za strzałkami.
Raiden i Meryl rozejrzeli się i poczuli się niezręcznie głupio. Na ścianach wielkie strzałki wskazywały kierunki do różnych części piętra.
– Dziękuję, żołnierzu. Odmaszerować.
– Tak jest! – Żołnierz jeszcze raz stuknął butami, po czym udał się w swoją stronę.
– Musimy iść prosto. – Powiedział Raiden, gdy żołnierz już się oddalił.
– Spójrz. – Meryl wskazała na jedną ze strzałek. – Ma na sobie napis ‘Winda’, ale wskazuje przeciwny kierunek do tego, skąd przyszliśmy.
– Dziwne.
– Myślisz, że to coś oznacza?
– Nie wiem i nie obchodzi mnie to teraz. – Raiden myślał jedynie o znalezieniu Rose.

Winda po kilku sekundach była już na Piętrze R&D. Snake był gotowy, na wypadek, gdyby żołnierze czekali na niego. Radar Soliton po paru chwilach sporządził mapę piętra. Przed windą stało kilka pudeł; lewa strona piętra zawierała laboratoria, tak jak prawa. Nagle zauważył żołnierza naprzeciwko siebie i czym prędzej skrył się za pudłami.
Snake zdecydował się udać w lewo. Szedł powoli i uważnie. Przeszedł obok kilkunastu pokoi. Do każdego z nich wchodziło się przez żelazne drzwi z małym okienkiem. W żadnym z tych pokoi nie było Naomi, skierował się więc do prawej części piętra.

Gdy Lyla opuściła windę na Piętrze –3 poczuła coś. Czyjąś obecność. „Znowu ty”. Znalazła żołnierza, którego przesłuchała.
– Widziałeś kogoś idącego tędy? Kobietę?
– Tak jest. – Odpowiedział żołnierz drżącym głosem; rozmawiał przecież ze Wspomagaczem.
– Dokąd szli?
– Do aresztu.
Lyla obróciła głowę w kierunku wskazanym przez żołnierza. „Znajdę cię”.
– Wszystko w porządku? – Żołnierz odważył się na pytanie.
– Idę tam. Kiedy przyjedzie tu Shadow powiedz mu, że poszłam zapolować na intruzów. Zrozumiano?
– Tak jest! – Zasalutował żołnierz odchodzącej Lyli.

Raiden i Meryl szli przez kilka minut; to piętro było o wiele większe od pozostałych. W końcu doszli do podwójnych drzwi, nad którymi było napisane „Areszt”.
– Jesteśmy.
– Pamiętaj, żeby traktować mnie jak jeńca. Masz się upewnić, że zabierzesz mnie prosto do celi.
– Okay. – Teraz to Raidena zaczęły ogarniać obawy. – Idziemy.
Podwójne drzwi otworzyły się, po prawej stronie stało biurko a za którym siedział żołnierz. Po lewej stronie były drzwi, zabezpieczone przed wejściem nieuprawnionych osób czytnikiem na kartę. „To jest to”.
– Idziemy! – Raiden powiedział to dosyć głośno, jednocześnie pchając Meryl przed sobą.
Żołnierz wstał zza biurka.
– W czym mogę pomóc? – Zasalutował, kiedy to mówił.
– Możecie zacząć od otwarcia tamtych drzwi, abym mógł zamknąć tam tę… kobietę.
Meryl uśmiechnęła się do siebie w myślach. Raiden był świetny w swojej nowej roli.
– Ale… Nie otrzymałem żadnej wiadomości o transferze więźnia.
– Jasne że nie. Złapałem ją, węszącą tutaj, parę chwil temu.
– Aaaaa… Hmmm… To nie zdarzyło się nigdy wcześniej.
– Posłuchajcie mnie, synu. – Raiden zaostrzył ton głosu. – Jestem od was wyższy rangą, ponadto jestem oficerem i jeśli nie chcesz spędzić uroczych wakacji w celi radzę ci dobrze wpuśc mnie do środka żebym mógł ją w niej zamknąć. Zamiast ciebie.
Te słowa podziałały, żołnierz był o wiele mniej pewny siebie.
– Tak jest. Już otwieram. – Mówiąc to, żołnierz wstał i podszedł do drzwi. Wyjął odpowiednią kartę i przejechał nią przez czytnik. Drzwi były otwarte.
– To drzwi po prawej stronie korytarza. – Powiedział żołnierz.
– Dobra robota, synu. – Powiedział Raiden, popychając Meryl.
Żołnierz zamknął za nimi drzwi.
– Jak mi poszło? Myślisz, że cos podejrzewa?
– Nie. Dobrze ci poszło. Bardzo… Przekonująco.
Potem oboje spojrzeli przed siebie i poszli w stronę drzwi na końcu korytarza.

Snake szukał Naomi na Piętrze R&D, które było patrolowane tylko przez trzech żołnierzy. Snake wkrótce znalazł kolejny pokój i kolejne drzwi, przez które zobaczył Naomi. Siedziała przy biurku i bez żadnego wyrazu na twarzy stukała w klawiaturę.
Snake zobaczył także mężczyznę. Starego, którego twarz pokryta była zmarszczkami; miał na sobie coś w rodzaju fartucha laboratoryjnego. Mężczyzna sięgnął po radio.
– Czy wsparcie już tu dotarło?
– Nie. – Snake usłyszał też odpowiadającego żołnierza, który znajdował się niedaleko, przy windzie.
– Cholera! Co im zajmuje tyle czasu, do diabła?!? Próbuj się z nimi skontaktować.
– Tak jest!
Snake wiedział, że nie odpowiedzą. Wszyscy byli martwi.
– Wygląda na to, że uodporniłaś się nieco na działanie narkotyków. – Powiedział Shadow, po tym jak Naomi przestała pisać.
– On nie przeżyje. – Głos Naomi był bardzo spokojny.
– Nie ty to ocenisz. Po prostu zakończ swoją pracę. – Na te słowa Naomi wznowiła pisanie.
– Nie odpowiadają. – To żołnierz przy windzie meldował wykonanie polecenia zwierzchnikowi.
– Dobrze więc. W takim razie przyprowadź tu swoich ludzi; macie pilnować jej, dopóki nie przyjedzie tutaj Ocelot. – Na te słowa zaniepokojenie pojawiło się na twarzy Snake’a. Jechał tu Ocelot, a to nigdy nie wróżyło dobrze.
– Tak jest! – Żołnierze zaczeli iść stronę drzwi, Snake musiał się ukryć.
Shadow włączył swoje radio.
– Uwaga, cały personel. – Głos Shadowa był wyraźnie słyszalny na całym piętrze. Snake rozejrzał się i zobaczył głośniki, z których dobywał się głos; były zapewne na wszystkich piętrach. – Ogłaszam alarm. W ośrodku są intruzi, którzy mogą używać naszego sprzętu. Każdy żołnierz ma zwracać uwagę na jakiejkolwiek podejrzane zachowanie.
Snake pomyślał o Raidenie i Meryl.
Żołnierze zbliżali się do pokoju, ale Shadow właśnie z niego wychodził. Snake zanurkował między pudła.
– Strzeżcie jej własnym życiem. – Shadow wyszedł z pokoju.
– Tak jest!
Shadow skierował się w stronę windy, a Snake patrzył na żołnierzy zajmujących pozycję przy drzwiach: dwóch w środku a jeden na zewnątrz.
„Muszę się tam jakoś dostać”.

Rozdział XVII

Raiden i Meryl doszli do drzwi na końcu korytarza. Gdy w nie weszli, oczom ich ukazał się kolejny korytarz, z mnóstwem drzwi do celi. Przy jednej z nich stał żołnierz.
– To tam. – Wyszeptała do Raidena Meryl.
– Skąd wiesz? – Odpowiedział szeptem Raiden.
– Nie zawracaliby sobie głowy pilnowaniem zwykłych więźniów.
– Masz rację.
Raiden i Meryl skierowali się w stonę strzeżonych drzwi. Gdy już tam doszli, Raiden zaczął ponownie swoje przedstawienie.
– Potrzebuję celi dla tej kobiety.
– Yyyyyyyyyy… – Z głosu żołnierza biła niekompetencja.
– Potrzebuję celi.
– Proszę użyć po prostu swojego klucza…
Raiden spojrzał na Meryl, która poruszała ręką za plecami. W dłoni trzymała mały, kwadratowy klucz.
– Aaaaach… Tak, mój klucz.
Raiden wziął klucz od Meryl i otworzył drzwi naprzeciwko żołnierza, po czym wepchnął Meryl do środka.
– Co teraz? – Wyszeptał cicho Raiden.
– Daj mi klucz do celi i spróbuj przekonać go, że musisz zobaczyć, kto jest w tamtej celi. Jeśli ci się nie uda – wyjdę i znokautuję go.
– Ok. – Mówiąc to, Raiden wręczył Meryl klucz i wyszedł z celi. Po chwili Meryl usłyszała głos Raidena:
– Więc… Kto jest w środku?
„Subtelny facet…”.
– Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.
– Dlaczego nie?
– Rozkazy. – Odpowiedział żołnierz po chwili wahania.
– Jak się nazywacie, synu? – Raiden ponownie wyostrzył głos.
– Szeregowy Johnny Sasaki.
– Więc, Johnny, mam rozkaz wejścia do tej celi.
– Rozkazano mi, że tylko Shalashaska może wejść do środka.
– Kto?
Żołnierz znów się zawahał.
– No ten… Ten, którego nazywają Revolver Ocelot. – Rozmowa przychodziła Johnny’emu coraz łatwiej. – Nie lubię go za bardzo. Ale i tak nie mogę wpuścić tam nikogo innego. Bardzo mi przykro.
Raiden nie miał już więcej pomysłów. Nagle, z głośników rozmieszczonych na korytarzu, zagrzmiał głos:
– Uwaga, cały personel. Ogłaszam alarm. W ośrodku są intruzi, którzy mogą używać naszego sprzętu. Każdy żołnierz ma zwracać uwagę na jakiejkolwiek podejrzane zachowanie.
Raiden spojrzał na Johnny’ego, a ten po chwili odwzajemnił spojrzenie.
– He… He… Hej! Ręce do góry! – Johnny podnosił swoją broń, kiedy Meryl otworzyły drzwi swojej celi. – Co u diabła?!?
Raiden zabrał mu broń szybkim ruchem ręki.
– Proszę… Nie… Nie zabijajcie mnie… – Był przerażony do szpiku kości.
– Otwórz drzwi, jeśli chcesz żyć. – Rozkazała Meryl.
– Dobrze… – Johnny otworzył drzwi, używając specjalnej karty. – Chwileczkę… Czy ja ciebie skądś nie znam? – Mówiąc to, patrzył na Meryl. – Te włosy… To… Ty… Kobieta z Shadow Mose… Ohhhhhhhhhhhh… Mój brzuch! – Na te słowa odgłos stolca uderzającego o podłogę wypełnił korytarz.
Meryl uderzyła Johnny’ego w twarz i ten padł na podłogę, nieprzytomny. Raiden otworzył drzwi. Cela była biała, jej ściany były wyściełane. Po środku stała Rosemary i bawiła się z małym dzieckiem.

Otacon powoli się budził, chociaż cały czas czuł się nieco skołowany. Nie wiedział, z jak wysoka spadł, tak samo jak nie wiedział, ile minęło czasu. Wstał i złapał za latarkę. Otaczał go brud i kurz, a co najważniejsze: nie było drzwi, żadnego widocznego wejścia. Na skraju miejsca, w którym się znajdował, majaczyła się winda. Wyglądała tak, jakby mogła unieść trzy, może cztery osoby. Otacon włączył swojego PDA, aby sprawdzić plany. Był we właściwym miejscu, ale niestety nie było tu żadnego wejścia do ośrodka. Sięgnął po Codec, jednak jedyny sygnał, jaki dawał to ‘Brak odpowiedzi’.
„Cholera”.

Snake zastanawiał się, jak dostać się do środka; musiał wyciągnąć stamtąd Naomi. Wiedział, że należy jakoś zwrócić uwagę żołnierzy. Sięgnął po granaty: ciągle miał jeden ogłuszający i dwa zakłócające działanie elektroniki.
„Warto spróbować”.
Wyciągnął jednego z tej dwójki, wyjął zawleczkę i rzucił z dala od strażnika. Chciał mieć pewność, że ten nie usłyszy cichego wybuchu.
Chwilę później elektronika na całym piętrze siadła, a ekran komputera Naomi stał się czarny.
– Co zrobiłaś? – Spytał żołnierz.
– Ni… Nic.
Snake słyszał ich zza pudeł. Chwilę potem strażnik stojący na zewnątrz wszedł do środka, co stwarzało okazję dla Snake’a.
– Co jest? – Spytał żołnierz przy drzwiach.
– To jej komputer.
– Zaraz zadzwonię po ekipę napr…
Snake złapał go z tyłu i wycelował SOCOMa w jego krtań.
– Co u diabła?!? Nie ruszaj się!!! – Drugi żołnierz sięgnął po broń i wycelował ją w Snake’a. – Dzwoń po wsparcie. – Nakazał trzeciemu, stojącemu z tyłu.
Ten kiwnął głową na znak zrozumienia; Naomi siedziała na krześle jak sparaliżowana.
– Nie działa. – Powiedział trzeci z żołnierzy, wskazując na swoje radio.
Snake czuł, że zbliża się właściwa chwila.
– Co?!? Jak to?!? Pokaż mi to! – Mówiąc to, żołnierz obrócił głowę, aby spojrzeć na radio. W tym samym momencie Snake wyprostował rękę z pistoletem, trzymanym do tej pory przy gardle żołnierza przy drzwiach i wystrzelił dwa razy. Dwaj strażnicy osunęli się na ziemię. Ten trzymany przez Snake’a próbował uciec, jednak Snake nie miał zamiaru mu na to pozwolić. Złapał go za ramię i przerzucił; żołnierz padł nieprzytomny.
– Naomi, możesz chodzić?
– Dlaczego wróciłeś? – Naomi wstała na te słowa.
– Nie mamy za dużo czasu, zbliża się Ocelot. – Snake wyciągnął do niej rękę.
Naomi szybko pojęła, o co chodzi i złapała wyciągniętą dłoń, po czym oboje skierowali się w stronę windy.

Shadow wysiadł z windy. Stojący obok strażnik stanął przed nim, zasalutował, po czym zameldował:
– Jeden ze Wspomagaczy kazał mi przekazać wiadomość.
– Tak?
– Powiedziała, że zamierza… Hmmm… ‘Zapolować’ na intruzów.
Shadow spojrzał na niego podejrzliwie. „Po co mieliby tu przychodzić?”.
– Czy mogę już odejść? – Żołnierz wyrwał Shadowa z zamyślenia.
– Tak, tak… – Shadow miał ważniejsze rzeczy na głowie. Lyla była jeszcze silniejsza niż Steiner i nie powinna mieć problemu z intruzami.
Shadow odszedł. Chwilę potem winda zaczęła jechać w górę.

Snake i Naomi wezwali windę.
– Dokąd mnie zabierasz?
– Do Otacona, czeka na nas na górze.
– Snake… Jest coś, co muszę ci powiedzieć.
Drzwi windy otworzyły się i weszli do środka.
– Powiesz mi to, gdy będziesz bezpieczna. – Snake nacisnął przycisk oznaczający samą górę ośrodka.
– Nie. Nie mamy aż tyle czasu. – Naomi złapała Snake’a mocniej, niż dotychczas. – Nie możemy mu pozwolić tego zrobić.
Snake nie przejmował się słowami Naomi. Winda jechała parę dobrych sekund między Piętrami 2 i 3, mijająć olbrzymią przestrzeń, która Snake widział już, kiedy wraz z Raidenem zjeżdżali na dół. Mimo tego, że ściany windy były przezroczyste, było niemal niemożliwym wypatrzenie czegokolwiek.
Winda zatrzymała się. Snake złapał Naomi i pociągnął ją na skraj windy. Przy kontrolowanej głosem windzie stało co najmniej dziesięciu żołnierzy; na szczęście dla Snake’a i Naomi nie dostrzegli drugiej windy. Porwanie się na nich stanowiło duże ryzyko: miał jeszcze tylko jeden granat ogłuszający i dwa magazynki do SOCOMa.
– Musimy zaryzykować. – Snake spojrzał na Naomi.
– Snake, posłuchaj mnie. Musimy go powstrzymać.
– Co masz na myśli?
– Jestem tu wbrew mojej woli i… Robiłam coś, co uważam za odpychające… Wstrętne. Nie chcę mięć już nic wspólnego z genetyką. Muszę go powstrzymać. Nie chcę kolejnego Gray Foxa.
– Co masz na myśli?!? – Powtórzył Snake, zerkając co chwila na żołnierzy, którzy cały czas nie zauważyli intruzów.
– Mam na myśli kogoś, kto powinien pozostać martwy. Musisz pomóc mi powstrzymać Ocelota. – Głos Naomi zmienił się nie do poznania, nabrał o wiele smutniejszej barwy. – Nic nie rozumiesz, Snake? Osoba, która jest przedmiotem genetycznej rekonstrukcji tkanki to…
Drzwi windy zamknęły się. Snake spojrzał głęboko w oczy Naomi.
– To Big Boss.

Rozdział XVIII

– Jack! – Głos Rose był słodki i uprzejmy; była bardzo piękną kobietą.
– Wszystko w porządku? – Raiden podbiegł do niej.
– W porządku…
– Co się stało z Twoimi włosami? – Rose wyglądała inaczej, niż ostatnio. Wyglądała dokładnie tak, jak dwa lata temu przed Federal Hall, kiedy Raiden dowiedział się, że ona także pracowała dla Patriotów.
– To Ocelot. – Rose zaczynała szlochać, łzy zbierały się w kącikach jej oczu. – Chciał, żebyś wiedział, że ma nad Tobą kontrolę.
– Sukinsyn! – Raidena ogarniała wściekłość.
– O czym ona mówi? Kontolę? – Meryl znów nie wiedziała, o czym mówią jej nowi towarzysze.
Raiden puścił jej pytanie mimo uszu. Złapał rękę Rose i przyciągnął ją ku sobie.
– Musimy stąd uciekać!
– Musimy zabrać ze sobą dziecko Olgi… – Mówiąc to Rose wskazała na malucha bawiącego się na podłodze.
– To jest dziecko Olgi? – Raiden nie był w stanie ukryć zdziwienia, a Meryl kolejny raz nie miała pojęcia, o czym toczy się rozmowa.
– Tak, to właśnie ono.
Raiden kiwnął głową a Rose podeszła do dziecka.
– Posłuchaj mnie: chcę żebyś poszedł ze mną. – Powiedziała, jednak dziecko nie odpowiedziało w żaden sposób.
– Musimy się pośpieszyć, oni już nas szukają! – Ostrzegła Meryl z niepokojem w głosie.
Rose złapała dziecko i wszyscy szybko wyszli z celi.
– Pójdę przodem i jeśli wszystko jest w porządku, wezwę cię przez radio, Meryl.
– Ok.
Raiden pobiegł w stronę wyjścia z aresztu; musiał znaleźć jakieś wyjście stąd, nie mógł sobie pozwolić na to, żeby znów stracić Rose.
Żołnierz za biurkiem zobaczył Raidena za drzwiami i otworzył je.
– Wszystko ok?
– Tak jest. – Mówiąc to, Raiden podszedł do żołnierza i uderzył go kolbą trzymanej broni w twarz. Strażnik natychmiast osunął się ziemię.
– Jest bezpiecznie, możecie wyjść. – Powiedział przez radio.
Raiden nie wiedział, ilu żołnierzy czekało na nich na zewnątrz; nie miało to zresztą dla niego znaczenia. Będąc tak blisko celu nie miał zamiaru dać się powstrzymać.
– Co teraz? – Spytała Meryl. – Nigdy nie wydostaniemy się stąd. – Mówiąc to wskazała na Rose i dziecko.
Raidenowi przypomniało to podobną sytuację, kiedy nie dawano mu zbyt dużych szans. Dwa lata temu na pokładzie Arsenal Geara.
– Z tego co wiem, Arsenal kieruje się w stronę Manhattanu. Nie wiem, co planuje Solidus, ale musimy coś z tym zrobić – w ten, czy inny sposób. Czeka na nas również oddział tych masowo produkowanych Ray’ów.
– Ile ich jest, Snake?
– Dwadzieścia pięć, jeśli wierzyć Oldze.
– Dwadzieścia pięć?!?
– Taaaa… Nie powiem, żebym walczył już z tyloma na raz, ale – myślę, że damy radę.
– Nie ma mowy…
– Damy radę, ponieważ nie mamy innego wyjścia.
Teraz też nie miał innego wyjścia.
– Damy radę. – Z głosu Raidena biła determinacja. – Meryl, daj mi swoją broń. Strzeż Rose i dziecka i zostaw mi walkę. Musimy tylko dostać się do windy.
Meryl oddała Raidenowi swoją broń. Był gotowy. Otworzył drzwi.

Vamp stał za dużą, okrągłą szybą. Pomieszczenie w którym się znajdował było wyglądało jak bardzo nowoczesny gabinet lekarski. Bo drugiej stronie szyby znajdowało się coś przypominające metalową trumnę, podłączone do różnego rodzaju aparatury medycznej. Drzwi za plecami Vampa otworzyły się.
– Jak tam nasz pacjent, Vamp? – Spytał Shadow.
– Póki co, ciągle brak oznak życia. – Mówiąc to, Vamp odwrócił się do Shadowa.
– Myślałem, że ona zdoła się szybciej z tym uporać. – Shadow podszedł do szyby. – Wkrótce, będziemy mieć potrzebne nam informacje.
– Shadow, to Ocelot. – Zabrzmiało z radio Shadowa.
– Czy ona już skończyła?
– Nie i nie ma jej tu. Dwóch żołnierzy leży martwych a trzeci ogłuszony.
– CO?!? – Shadow wpadł w furię.

Otacon kolejny raz zbadał ściany.
„Żadnego przejścia”.
Miał wrażenie tracenia czasu. Snake i Raiden mogli już nie żyć. Na samą myśl o tym Otacon natychmiast potrząsnął głową.
„Myśl, myśl…”.
Zbadał windę jeszcze raz. Nie było w niej nic nadzwyczajnego. Koła przesuwały ją do góry. Wtedy uderzyła go myśl, która wydała mu się tak prosta, że natychmiast poczuł się jak ostatni głupek.
„Jeśli jedzie w górę, to znaczy, że może również jechać w dół.”
Sprawdził dolną część windy, po czym wszedł do środka w poszukiwaniu jakiegoś przycisku odpowiedzialnego za skierowanie jej na dół. Przecierał kurz tak długo, aż w końcu znalazł strzałkę wskazującą na dół. Wcisnął ją, a po paru sekundach winda zaczęła przesuwać się na dół. Poniżej znajdowało się jakieś bardzo małe pomieszczenie, wypełnione kartonowymi pudłami. Drzwi wyjściowe znajdowały się naprzeciwko windy. Gdy winda się zatrzymała, Otacon wysiadł i przetrząsnął pudła. Okazało się, że wypełniają je komputery, broń i różnego rodzaju elektronika. Żadnego z tych urządzeń Otacon nigdy w życiu nie widział na oczy.
Nagle usłyszał jakiś dźwięk dobiegający zza drzwi. Ktoś szedł do pomieszczenia. Otacon musiał szybko się schować.

Snake nie wierzył własnym uszom.
„Big Boss.”
Ten mężczyzna zmienił życia Snake’a w niekończącą się spiralę przemocy i wojny.
– Big Boss nie żyje… – W głosie Snake’a, niezależnie od jego intencji, zabrzmiała wątpliwość.
– Nie żył i ujmując rzecz technicznie, ciągle tak jest. – Naomi zawiesiła głos na chwilę. – Ale nie na długo.
– Jak to możliwe?
– Snake… Opowiem ci wszystko, ale nie tutaj. Nie możemy tu zostać.
Naomi miała rację. Żołnierze na zewnątrz zauważyliby w końcu windę.
– Dobrze więc: dokąd? – Snake nie potrafił jednak odrzucić od siebie myśli o Big Bossie.
– Musimy dostać się na Piętro –3, ale ja nie mam klucza.
Snake przeszperał swój ekwipunek. Użył już klucza, żeby dostać się na Piętro 0. Wyjął go i pokazał Naomi.
– O taki klucz chodzi?
– Tak.
Snake włożył go w slot obok napisu ‘Piętro –3’ i przekręcił. Winda poruszyła się i zaczęła jechać.
– Teraz powiedz mi, dlaczego oni chcą wskrzesić Big Bossa?
Naomi przekręciła głowę, patrząc w ścianę, tak jakby szukała właściwych słów.
– To przez Ocelota. Powiedział Patriotom, że Big Boss ukrywa jakieś nieprawdopodobne sekrety w swoim umyśle. Patrioci ufają Ocelotowi – nigdy ich nie zawiódł, zawsze był na każde ich skinienie. Z tego właśnie powodu zebrali bardzo, bardzo wielu naukowców, którzy pracują teraz nad kompletną rekonstrukcją jego umysłu i ciała.
Winda stanęła. Snake ponownie przyciągnął Naomi do siebie, jednak piętro okazało się być opuszczone. Snake wyjrzał, chcąc się upewnić, czy nie czekają na nich tu żołnierze, jednak nie zauważył nikogo.
– Idziemy. – Powiedział i oboje wyszli z windy.
– Musimy iść w prawo.
– Opowiadaj dalej.
– Dobrze.
Naomi miała już zacząc mówić, gdy nagle z radioodbiornika Snake’a rozległo się wołanie.
– Snake, czy słyszysz mnie, Snake?!?
– Meryl! Co się dzieje?!?
– Raiden potrzebuje twojej pomocy.
– Gdzie jesteście?
– Niedaleko wejścia do aresztu.
Snake rozejrzał się. Niedaleko na ścianie znajdowała się strzałka, wskazująca właściwy kierunek.
– Jestem niedaleko, zaraz tam będę.
Snake spojrzał na Naomi. Zrozumiała. Przyśpieszyli kroku.

Rozdział XIX

Ocelot wsiadł do windy i skierował się na Piętro R&D. Gdy przybył na miejsce, ku swojemu zdziwieniu, nie napotkał żadnych strażników. Skierował się do biura Naomi, gdzie znalazł dwóch martwych żołnierzy i jednego ogłuszonego. Sięgnął po swoje radio.
– Shadow, to Ocelot.
– Czy ona już skończyła?
– Nie i nie ma jej tu. Dwóch żołnierzy leży martwych a trzeci ogłuszony.
– CO?!?
Przez następne parę sekund w eterze zapanowała cisza.
– Czy to możliwe, że uciekli?
– Raczej nie, umieściłem żołnierzy na najwyższym piętrze.
– Dobrze, ale w takim razie oznacza to, że ciągle tu są. Musimy dostać ją żywą, nie możemy teraz zrezygnować. Jest zbyt blisko celu.
– Co mam robić?
– Lyla powiedziała mi, że na Piętrze –3 są jacyś intruzi. Może ten, który zabrał dr Naomi jest tam też.
– Jadę.
– Pamiętaj, Ocelot: potrzebujemy jej żywej.
– Wiem. – Ocelot wyłączył radio.
„Potrzebuję jej, Snake. Potrzebuje Naomi. Jestem już tak blisko”.
Ocelto skierował się do windy, a następnie na Piętro –3.

Gdy Raiden otworzył drzwi i wycelował swą broń, zobaczył kogoś na przeciwległym końcu korytarza. To był drugi Wspomagacz, piękna kobieta o orientalnych rysach i czarnych włosach. Na głowie miała srebrną bandanę. Nie miała za to żadnej broni.
– Trzymaj się od nas z dala. – Powiedział Raiden, trzymając broń wycelowaną w jej stronę. – Idziemy.
Meryl, Rose i dziecko podążyli za Raidenem.
– Nie mogę pozwolić wam przejść. – Przemówiła zupełnie pozbawionym emocji głosem Lyla.
Raiden zdjął kominiarkę i zatrzymał się. Wycelował w serce Lyli.
– Meryl, Rose, wynoście się stąd, natychmiast!!!
Meryl usłuchała natychmiast, złapała Rose za rękę i obie zaczęły biec.
– Spróbuj chociaż dotknąć którejś z nich – od razu strzelę.
Meryl i Rose minęły Lylę, która nawet nie drgnęła.
– One zginą po tobie. – Powiedziała Lyla i otworzyła szeroko swoje oczy.
Raiden zamarł, po czym wydał z siebie głośny ryk pełen bólu.
Meryl i Rose obróciły się.
– JACK!!! – Wykrzyknęła Rose.
Meryl nie widziała, co się dzieje. Lyla nie poruszyła się nawet o centymetr, a jednak Raiden trzymał ręce przy głowie i wrzeszczał w niebogłosy. Sięgnęła po radio.
– Snake, czy słyszysz mnie, Snake?!?
– Meryl! Co się dzieje?!?
– Raiden potrzebuje twojej pomocy.
– Gdzie jesteście?
– Niedaleko wejścia do aresztu.
– Jestem niedaleko, zaraz tam będę.
Raiden padł na kolana. Rose chciała mu pomóc, jednak Meryl złapała ją jeszcze mocniej. Dziecko, nie wiedząc co się dzieje, zaczęło płakać.
– Nie pomożesz mu teraz, a możesz zginąć. Nie tego by chciał.
Nagle, jak spod ziemi, za nimi pojawiło się dwóch żołnierzy.
– Co u dia…
– Ręce do góry!
Sytuacja wydawała się nie do rozwiązania. Raiden klęczał, trzymając się za głowę i wrzeszcząc wniebogłosy, Meryl trzymała Rose, która wyrywała się, by mu pomóc. Płaczące dziecko nie czyniło sytuacji łatwiejszą do opanowania.
Cały ten hałas został nagle przerwany przez dwa wystrzały, po których żołnierze runeli na ziemię. Snake.
– Co się tu, do cholery, dzieje?!? – Krzyknął Snake, gdy jego oczom ukazał się klęczący Raiden, płaczące dziecko i dwie, szarpiące się ze sobą, kobiety.
– Jak dostałeś się tutaj tak szybko?!? – Spytała Meryl.
– Meryl, zabierz Rose i Naomi w bezpieczne miejsce. Ja pomogę Raidenowi. – Snake puścił to pytanie mimo uszu.
Meryl posłuchała i pociągnęła Rose za sobą.
– Proszę, pomóż mu… – Rose zwróciła się do Snake’a błagalnym tonem.
Snake kiwnął głową, co miało oznaczać, że zrobi wszystko, co tylko będzie w stanie zrobić.
Meryl prowadziła Rose i Naomi, a Snake wycelował swój pistolet w plecy Lyli. Raiden nagle przestał krzyczeć, a Wspomagacz obróciła się i spojrzała Snake’owi prosto w oczy.
– Twój przyjaciel miał niesamowite życie. Jednak zastanawiam się, czy naprawdę wiesz, dlaczego on tutaj jest?
– Co mu zrobiłaś?
– To samo, co zaraz zrobię tobie.

Raiden patrzył, jak Rose i Meryl mijają Lylę, która nawet nie drgnęła.
– One zginą po tobie.
Nagle Raiden odkrył, że nie jest w stanie się poruszyć.
„Co się dzieje?”
Chwilę potem fala olbrzymiego bólu przetoczyła się przez jego ciało, a on wydał z siebie dziki wrzask. Chwilę później nie czuł już nic innego, jak wszechogarniający go ból. Gdzieś w oddali ktoś wołał go po imieniu „JACK!!!”.
Różne rzeczy zaczęły pojawiać się Raidenowi przed oczami, podczas gdy ból przybierał na sile. Zobaczył swoje dzieciństwo. Zobaczył siebie, trzymającego broń, zabijającego innych ludzi. Był z innymi dziećmi. Zobaczył też dorosłych, którzy podchodzili do niego, aby mu pogratulować.
– Świetnie się spisałeś, Jack. Rozpruwaczu. (Jack the Ripper – Kuba Rozpruwacz; przyp.tłum.)
– Nieźle, Jack.
– Naprawdę jesteś Białym Diabłem.
Jeden z ludzi klęknął przed nim.
– Widzisz synu – mówiłem ci, że jesteś świetny w zabijaniu.
Raiden znał twarz tego ostatniego.
Solidus.
Raiden widział siebie, dorastającego. Zabrany z pola bitwy, tylko po to, aby zostać przeniesionym do bazy wojskowej. Zamknięty w pokoju, składał broń z zamkniętymi oczami. W pomieszczeniu obok, za grubą szybą, mężczyźni i kobiety patrzący na niego robili notatki.
Ból przybierał na sile; Raiden złapał się za głowę i padł na kolana.
Widział teraz Rose stojącą przed Federal Hall. Rozmawiali. Ból stawał się coraz silniejszy. Teraz ukazało mu się Big Shell i Snake, wręczający mu SOCOMa. Ból stawał się nie do zniesienia, Raidenowi wydawało się, że umiera. Widział Snake’a, Fortune, Ocelota i Solidusa na szczycie Arsenala. Potem znów Federal Hall, gdzie czekał na niego Solidus.
– Jack, posłuchaj mnie: wszyscy rodzimy się z datą ważności. Nic i nikt nie trwa wiecznie. Życie to nic innego, jak okres czasu pełen chwały – który przeznaczamy na przekazanie naszego materiału genetycznego następnemu pokoleniu.
Raiden czuł, że śmierć zbliża się nieubłagalnie. Teraz widział Ocelota.
– Rób, co ci każe, a Rose nie umrze.
Wtem, nagle, ból skończył się tak samo gwałtownie, jak się zaczął. Raiden padł na ziemię i chwilę później delikatnie otworzył oczy. Zobaczył Lylę i Snake’a.
– Twój przyjaciel miał niesamowite życie. Jednak zastanawiam się, czy naprawdę wiesz, dlaczego on tutaj jest?
– Co mu zrobiłaś?
– To samo, co zaraz zrobię tobie.
Raiden ciągle miał koszmary, dotyczące swojej przeszłości, ale teraz przyszło mu przeżyć je jeszcze raz.
– Uciekaj, Snake… Ona ma… Jakąś moc… – Raiden próbował mówić z całych sił.
Snake szybko przemyślał uwagę Raidena, jednak walczył już w swoim życiu z wieloma dziwakami.
– Zaryzykuję, dzieciaku.
Raiden musiał coś zrobić. Lyla potrafiła w jakiś sposób sprawić, że ludzi przeżywali swoją przeszłość raz jeszcze.
– Tak, Jack. – Powiedziała Lyla, ciągle patrząc na Snake’a. – Widziałam twoją przeszłość. Jest… Zdumiewająca. Im więcej w niej bólu, tym łatwiej mi cię ranić.
Raiden nie wiedział, co odpowiedzieć.
„Nie wierzę…”.
– Lepiej w to uwierz, Kubo Rozpruwaczu. Znając twoją przeszłość, wiem o tobie wszystko.
Snake zaczynał już mięć tego dosyć; wycelował i już miał strzelić, gdy Lyla zwróciła się do niego.
– Teraz ty, Snake. – Powiedziała, patrząc mu głęboko w oczy.
Snake nie zamierzał dać jej spróbować i strzelił. Kula trafiła Lylę prosto w klatkę piersiową, jednak kobieta nawet nie drgnęła.
– Mój kombinezon jest kuloodporny, Snake. Jesteś bardzo szybki, nic dziwnego, że Steinerowi nie udało się ciebie pokonać. Nawet w jego ‘prywatnym’ pokoju.
Snake wycelował w głowę, jednak było już za późno; ból zaczynał trawić jego ciało.
– Teraz zajrzę w twoją przeszłośc… Solid Snake… – Na twarzy Lyli rysował się nikły uśmiech.