MGS spotyka Władcę Pierścieni
- wtorek 4 stycznia 2011
- Przez kul
Dawno, dawno temu, w magicznych krainach Śródziemia, potężny Władca Ciemności wykuł Jedyny Pierścień pozwalający kontrolować mu wszystkie pozostałe pierścienie. Elfy i Krasnoludy oparły się mocy Władcy Ciemności, jedynie Ludzie, z królem czarnoksiężnikiem na czele, poddali się mocy Saurona, zmieniając się tym samym w Jeźdźców Pierścienia – Nazgule. Wtedy to Ludzie i Elfy zawarły sojusz, pokonali Saurona, ale król Ludzi – Isildur, nie potrafił zniszczyć Jedynego Pierścienia.
Po wiekach pierścień trafił w ręce Frodo Bagginsa (znanego tu i ówdzie jako F-bag), który pod rozkazami Szarego Czarodzieja przemycił go do tajnej siedziby Elfów pod dowództwem Colonela Elronda. Tam, podczas zebrania najtęższych umysłów owych czasów (znanych także jako Dziesięciu Mądrych Istot), podjęto decyzję o wysłaniu z samobójczą misją dziewięciu wojowników. Jednakże z powodu braku wystarczającej ilości ochotników wysłano czterech wojowników, maga i czterech Niziołków. Za zadanie mieli oni zniszczyć Pierścień Władzy i sprowadzić na świat wolność i radość.
Ich przygody były długie, zajmując niemalże trzy tomy tekstu. Po drodze rozdzielili się, zginął jeden z wojowników. Spotkali na swej drodze elitarny oddział Saurona – The Mordor Hound. Jednak ani Shelobe, Witch – King, Saruman czy nawet Gollum, nie dali im rady. Wszystko szło po najlepszej myśli rady Elfów (znanej także jako Komitet Elfów, będący siłą równą Komitetowi Mędrców, któremu niegdyś przewodził sam Saruman) i ostatecznie pierścień został zrzucony w czeluści Góry Przeznaczenia, gdzie podobno rozpuścił się w lawie.
Dopiero po kilku latach mieszkańcy Śródziemia odkryli straszliwą prawdę. Okazało się, iż Jedyny Pierścień ocalał, a wybuchy w Mordorze były jedynie efektem odrodzenia się Saurona, po tym jak w jego niematerialne ciało wpadło to, co pozostało z pierścienia. Powoli z ruin Mordoru odrodziło się nowe, niezależne państwo, znane jako Outer Mordor Land. Na jego czele stanął Sauron i jego najwierniejsi, wynajęci wojownicy. Cień strachu padł na Śródziemie, ponieważ wszędzie, gdzie widać było blask pierścienia, pojawiało się tam zło i zniszczenie.
Rada Elfów zadecydowała, że jedynym sposobem na odkrycie prawdy o pierścieniu jest wysłanie do Outer Mordor Land ich najlepszego człowieka, znanego także jako Szary Lis. Misja przebiegała bezproblemowo, a meldunki wysyłane przez Lisa docierały do Rady Elfów nieustannie. Aż pewnego dnia dotarła do rady ostatnia wiadomość, brzmiała ona: Metal Ring…
Elfy, pod przewodnictwem Elronda, postanowiły zaangażować we wszystko Ludzi. Nawiązały koalicje z Aragornem i wspólnie ustalili plan działania. Uznano, że tylko jedna istota może dostać się do niezdobytej twierdzy Saurona, mianowicie jego brat bliźniak – Solidny Auron ( w języku Elfów Auron oznaczało podobno Węża, ale potem to zmieniono i nigdy nie przywrócono do oryginalnej wersji).
Jak zdecydowali, tak wprowadzili plan w ruch. Colonel Elrond za pomocą Wszystkowidzących Kamieni wykrył Solidnego Aurona i czym prędzej nasłał na niego oddział Elfów, który przechwycił wojownika i zaprowadził na pokład nawodnego statku – Aragorna 3.
Tam, po szybkiej odprawie i przefarbowaniu włosów z koloru blond na ciemny brąz, zaopatrzeniu w odpowiedni sprzęt i kamuflaż Elfów (znany także jako Szara Opończa), zrzucono Solidnego Aurona gdzieś w okolicach sekretnego przejścia na tyły Mordoru. Ażeby Sauron nie odkrył, iż ktoś dokonuje na jego ziemiach dywersji, Aragorn wraz z dwoma oddziałami udał się pod Czarną Bramę tak, aby odwrócić uwagę Władcy Ciemności.
Tak właśnie rozpoczęła się wyprawa Intruz 001.
Solidny zatrzymał się obok niewielkiej wieży prowadzącej na wyższą skalną półkę, skąd można było dostać się tunelem do dawnych jaskiń Shelobe. Wtedy dał znać o sobie Mini Palantir umieszczony w jego uchu.
– Tutaj Elrond, słyszysz mnie?
– Głośno i wyraźnie – odpowiedział Auron, myśląc jednocześnie, że mógł odpowiedzieć czymś w rodzaju This is Snake, ale nie wiedząc czemu, nie pasowało mu to do obecnej sytuacji.
– Widzisz te wieżę? Musisz wejść na jej szczyt i iść dalej.
– Tylko tyle?
– Jak na razie. – odpowiedział Elrond i zamilkł w umyśle Solidnego.
Cóż więc innego można było zrobić. Solidny Auron, mijając dwóch pijanych Orków, wkradł się do wieży, zrzucając przy tym niepotrzebne części garderoby. W ten sposób wydostał się na powierzchnię. Tam, na ogromnym, czarnym, latającym stworze, ujrzał Saurona, który po wydaniu rozkazów, odleciał prosto w kierunku Góry Przeznaczenia.
Ponownie dał o sobie znać Elrond.
– Auron, to był On – Sauron. Mimo tego, iż jest Władcą Ciemności i nosi niezniszczalną magiczną zbroję + 60 STR i +30% do władzy nad Orkami, to jest Twoim bliźniakiem. Za wyjątkiem zbroi jest niemalże taki sam jak Ty.
– Prawie robi wielką różnicę – odpowiedział Solidny i ruszył przez lądowisko prosto w kierunku głównej jaskini, gdzie miał zacząć wykonywać swoje zadanie.
Do bazy Auron dotarł przeciskając się przez kanały wentylacyjne i inne dziwne tunele, podsłuchując przy tym rozmów pomiędzy Orkami. Dowiedział się jak ugotować zupę z Hobbita, jak oskalpować Krasnoluda, a także, że wszyscy wołają na Saurona Płynny Auron. Ale, że Auron brzmi znacznie gorzej niż Sauron, tak więc w użyciu pozostała ta druga nazwa. Na końcu bohater dowiedział się, że w lochach przetrzymywana jest trójka więźniów. Solidny postanowił to sprawdzić.
Do podziemi Solidny Auron dostał się kolejnym szybem, eliminując po drodze trzech Orków, którzy postanowili stanąć mu na drodze. Trzy ciosy nożem, odrobina elfickiego EQC (Elf’s Quater Combat) i po kłopocie. Solidny wreszcie znalazł się w celach. Postanowił odwiedzić pierwszego więźnia. Okazał się nim być ciemnoskóry mieszkaniec południa. Jeden z jeźdźców Olifantów.
– Ktoś Ty? – zapytał zdziwiony zakładnik.
– Jestem Auron, przyszedłem Cię uratować.
– Ale mnie nie trzeba ratować, ja tu tylko odpoczywam, bo zabrakło pokoi dla gości.
– Aha, to Ty nie jesteś jednym z tych dobrych? – zapytał Auron.
– No nie. A Ty nie jesteś jednym z Orków?
– Hmm, jestem. – skłamał przemyślnie Auron, wycofując się z celi.
Co za porażka – pomyślał bohater wychodząc z pomieszczenia, kiedy nagle grot strzały ukłuł go w plecy.
– Stój! – usłyszał za sobą głos.
Auron nie usłuchał i powoli się odwrócił. Ujrzał dziwnie ubranego Orka, z którego hełmu wystawały rude kędziorki włosów.
– Nie strzelisz. – stwierdził pewnym głosem Solidny.
– A właśnie, że strzelę!
– Masz oczy żółtodzioba.
– W tym hełmie nie widać oczu. – odkrzyknął Ork.
– Ale masz włączoną blokadę. – zripostował Auron.
– Co!? – kobiecina w zbroi spojrzała na łuk i dopiero kiedy leciała na łeb na szyje po Auronowym ataku EQC, odkryła, że łuki nie posiadają funkcji blokady strzału.
– Amator. – podsumował całą sytuację Auron.
Wtedy do cel wpadł oddział Orków. Bitwa, która się rozegrała (nazwana później Walką Tysiąca Tarcz), jest zbyt długa jak na tak krótką opowieść, więc wystarczy wspomnieć, że Auron, którego wszyscy zaczęli nazywać Wężem, kosił przeciwników aż miło, niczym kombajn zboże na polu. Po ostatecznym triumfie bohater spostrzegł, że nowopoznana towarzyszka (znana jako mer-yl) uciekła mu sprzed celi i znikła gdzieś w głębi korytarza. Wtedy jak na złość zadzwonił Mini Palantir.
– Snake… znaczy się Wężu, tutaj Elrond, to była najprawdopodobniej moja siostrzenica.
– Dobra i co z tego?
– Nic, idź zniszczyć Saurona.
Kolejne etapy podróży nie różniły się od poprzednich. Solidny Wąż Auron przeczesywał kolejne poziomy nowej twierdzy Saurona – Big Moses, eliminując od czasu do czasu jakieś Gobliny, Orki bądź Uruk–Hai. Co nie było wcale trudnym ani uciążliwym zadaniem. Zabawa skończyła się, gdy bohater wylądował w pomieszczeniu pełnym filarów, z czekającym na niego Nazgulem.
– Yhbbsggaaasssdd nn – krzyknął Nazgul, co Wąż zrozumiał jako: This Sword is the best Sword ever, one blade, more than enough to kill anything that moves, a po haśle draw, rzucili się sobie obaj do gardeł. Znaczy się Nazgul rzucił się Solidnemu do gardła, bo Nazgulom, z racji, że były one niewidzialne, trudno byłoby dorwać się do gardła. Ale mimo tego walka przebiegła dla Aurona szybko i wyrafinowanie. Nazgul padł trupem i rozpadł się niczym wampir. Droga stała otworem, gdyż Auron otrzymał nowy klucz, S2.
W czasie swej drogi Wąż spotkał kolejne Nazgule:
– Nazgula Ninję – wyposażonego w katanę i z możliwością ściągania płaszcza, co czyniło go niewidzialnym.
– Nazgula Mantisa – telepatę rzucającego w Węża Orkami.
– Nazgula Snipera – uzbrojonego w łuk z lunetą. Ten przeciwnik jednak przy swojej śmierci wywołał u bohatera olbrzymi smutek i melancholię.
– Saladin? – zawołał Nazgul Sniper (nie wiadomo jakiej dokładnie Nazgule są płci).
– Wybacz, ale mylisz mnie z redaktorem Z – odpowiedział Auron.
Jednakże strzelec wyborowy nie ciągnął dalej dialogu, Auron miał mało czasu, a za dużo strzał. Po zużyciu jednej z nich w otoczeniu latających kruków i wyjących wilków, ruszył w dalszą wędrówkę. Wtedy napotkał:
– Nazgula Vulcana – rzucającego kulami gorącej magmy.
– Nazgula Fortuny i Nazgula Vampa, którzy byli tak dalece świetni, że przybyli do Outer Mordor Heaven z drugiej części przygód Solidnego Aurona, aby wesprzeć Władcę Ciemności.
Mimo tego, wszyscy kompletnie zawiedli, gdyż na Aurona nie ma mocnych, ponieważ jest głównym bohaterem tej opowieści.
– Doskonała robota – usłyszał Solidny, kiedy skończył z ostatnim Nazgulem. Obejrzał się i ujrzał Szarego Lisa.
– Lis, Ty żyjesz!?
– Ciągle tykam.
– To dlaczego nie zgładziłeś Saurona?
– Nie rozumiesz Solidny? Sauron jest tylko ofiara manipulacji Elfów. One pragną by świat tkwił w stagnacji i przestał się rozwijać, a tylko Sauron potrafi ruszyć świat do przodu.
– Co Ty pleciesz!? – krzyknął Auron – Wszyscy pragną nadal żyć w czasach miecza i magii, nie wpadłeś na to? Od 6 tysięcy lat żyjemy przecież tak samo.
– Mylisz się i zaraz zginiesz…
Obaj zaczęli walkę. Jako, że Szary Lis był jedynie pobocznym przeciwnikiem, szybko odpadł z tej rozgrywki i nadział się na minę. Wąż ruszył w dalszą drogę.
Ratując w miedzy czasie mer-yl z gorących objęć wulkanu i pozbawiając ją zbroi Orka, przez co do końca towarzyszyła mu biegając w krótkich gaciach i postrzępionej podkoszulce, Solidny nie czuł się już samotnym. Oboje stanęli naprzeciwko Saurona i jego nowej broni – Metal Ring Rexa.
Był to ogromny złoty pierścień, wewnątrz którego znajdowały się tereny lesiste i pustynne, rzeki i osady. Całość miała służyć do zalania świata powodzią, lub fludem.
Wąż rozeznał się w sytuacji i gorzko pomyślał: I niby po to narażam swoje życie!? Nagle (zwrot akcji) pojawił się pomiędzy nimi Mistrz Kucharzy, znany Solidnemu już od dawien dawna wielki wojownik odziany w zieloną zbroję.
– Przepraszam najmocniej Wężu, ale od pierścieni to jestem ja – powiedział i skoczył.
Miał najzupełniejszą rację, bo zaraz po jego skoku cała konstrukcja eksplodowała i załamała się. Resztki lin oplotły mer-yl i przyczepiły do jej ciała bombę. Wąż i Sauron przygotowywali się do walki na śmierć i życie…
Widząc wzrost, siłę i zbroje Saurona, Auron doszedł do wniosku, że nie ma tym razem najmniejszych szans, toteż wyciągnął z kieszeni Stingera. Napiął cięciwę i wypuścił samonaprowadzającą się rakietę. Pocisk kierował się ciepłem, a więc od razu trafił w pierścień, który eksplodował i zabił Saurona, jego Orków, uwolnił mer-yl z więzów, oczyścił i zazielenił Mordor, a Górę Przeznaczenia zamienił w miejsce przeznaczone do spalania śmieci.
Snake i mer-yl powrócili do swych domostw i postanowili się pobrać (jak to w takich historiach bywa).
Ale już czekało na nich kolejne zadanie.
Autor – uci








Jeszcze nie komentowane.