Snake vs Ninja
- wtorek 4 stycznia 2011
- Przez kul
Snake wchodzi do korytarza pełnego pociętych trupów i mówi „Ktoś się bawił scyzorykiem”. Nagle zza ściany wychyla się strażnik (umierający).
Strażnik: To jakiś… duch… (dead)
Snake: yh !! (wykręca numer do egzorcysty) 0-700 888 888
Głos z cegły: Linia abonencka uszkodzona
Snake: Szlag. Niepotrzebnie gwizdłem mu gniazdko od telefonu. No, ale w końcu było bardzo potrzebne. Jak już kupiłem na jakimś Estońskim sklepie internetowym 70 kilo plutonu, to wziąłem się za Bardzo Fajną Giwerę. A konkretniej chciałem zbudować rail guna. Chyba jednak przeciążyłem reaktor bębnem od pralki o codename’ie „Frania” (Pierwsza polska pralka). Jednak mimo to spróbowałem rocket jumpu. Jej. Stodołę mi wystrzeliło na orbitę Jowisza. Dobrze, że Campbell się o tym nie dowiedział, bo by się kapnął kto mu buchnął mikser. Cóż, w końcu trzeba było czyś wymieszać pluton i nitroglicerynę. Wspomnienia – dobra rzecz, ale cóż wracając do ducha – może spirytystka? Nagle głos z cegły
Głos z cegły: Twojej cegle kończy się bajura!
Snake: …… Dobra idę dalej
Snake zaczaił się i zobaczył kolesia, którego raz już spotkał – Czyborg Nińdzię.
Nińdzia wlazł do pokoju.
Snake: Trza wleźć za nim.
Wlazł za nim.
Wyglądało na to, że Nińdzia ma, jakby to ująć, niezbyt przyjacielskie zamiary wobec doktorka (naprutego niemało), którego przezywano Łota Kon.
Nińdzia: Conishua (po japońsku dzień dobry), Snake
Snake: ?
Nińdzia: Conishua, mówię.
Snake: Jak?
Nińdzia: Conishua. Con od konowała (tyle, że bez wała, jak Łota Kon) i ishua. Banał. Powtórz.
Snake: Komiczuła.
Nińdzia: Nie! Głupku! Conishua!
Snake: Aha.
Nińdzia: I jeszcze jedno – Masztriks cię więzi.
Snake: Aha.
Nińdzia: Łokej. Wracajmy do pracy.
Snake: Aha, łokej.
Nińdzia skoczył z saltem (tak dla szpanu).
Snake: Fajny masz ten egzoszkielet. Po co Ci go dali?
Nińdzia: Bo jak się bawiłem katancią, to sobie paluchy poucinałem. Nie udało mi się ich przyszyć.
Snake: Ile ich uciąłeś?
Nińdzia: 21.
Snake: (ze zdziwieniem i przerażeniem) O kurcze.
Nińdzia: Dobra, walczmy już.
Snake: Aha.
Zaczynają walczyć. Stoją przy sobie i walczą jakby na jedną rękę. Widać jedynie ich głowy i ramiona. Kamera schodzi niżej. Ręka Nińdzi – papier, ręka Snake’a – kamień.
Nińdzia: Papier zwycięża kamień.
Snake: Na pewno?
Nińdzia: Eeeee… No, tak.
Snake: No dobra.
Nińdzia przyrżnął z piąchy Snake’owi w klatę.
Snake: Ała.
Nagle zgasło światło.
Snake i Nińdzia: Boję się ciemności!
Przytłumiony Głos Łota Kona z Szafki: Ktoś chce jabola?
Snake i Nińdzia: Stul dziób!
Snake przestraszony ciemnością zaczyna podchodzić do Nińdzi, gdy nagle ktoś zgłasza się na codek.
Campbell: Snake ,gdzie jest mój mikser? NASA właśnie zaobserwowała twoją stodołę na orbicie Jowisza. Promieniuje radioaktywnie 40-krotnie bardziej od Jowisza! Próbowałeś rocket jumpa rail gunem ,czy co?
Snake: Eeee… Później to wytłumaczę
Pstryknął Nińdzię w ramię.
Nińdzia: AŁA. To już koniec. Tej walki, of corso. Trafiłeś mnie w moją kość kolanową w ramieniu achillesowym. Czułem to Snake…
Sage Harpuia








Jeszcze nie komentowane.