Poemat o Solidzie
- środa 5 stycznia 2011
- Przez kul
Poemat o Solidzie
Tęga postawa i opaska dumnie tańcząca na wietrze,
Socom dzierżony w łapach i papierosek miętoszony.
Któż to taki? Kasztaniaki? Nie! His codename is Snake… Solid Snake.
Kto raz jego ulegnie spojrzeniu, temu wieczna trwoga. A jak trwoga, to do Otacona!
Każde zadanie dzielnie na klatę przyjmuje i zawsze mądrzejszych od siebie wiernie nasłuchuje.
Wierzyć nie chce wynalazkom żadnym, gdyż on sam Geary wszelakie anihiluje.
Choć gburem zdrowym czasem bywa, to mu przyznać przy tym trzeba,
że zastępy wroga na respawnie z szelmowskim uśmiechem zabija.
Gdy tylko trop za ofiarą swą pochwyci,
wtedy w mgnieniu oka dłonią ją za jaja chwyci.
I przy tej okazji zaznaczyć trzeba, że przyjemności żadnej mu to nie sprawia, bowiem…
Jego siła nie w genach i nie w memach siedzi, lecz okiełznaniu dobrej strony mocy się tak nienagannie gnieździ!
Taka jest owa prawda, gdyż za sprawą CQC w swych powieściach tylko z obowiązku nożem gardła obce ścina,
a jako że się czasem przy tym żołnierzyna nieszczęśliwie zapomina
i wraz ze świerszczykiem sobie w stronę księżyca przygrywa,
toż to wszystko wyjącego do Meryl Akiby jest wina!
Tak więc powodów jest oto kilka,
dla których Solida sam Raiden czasem wspiera,
idąc śladem jego i zawodząc się na ludziach razy kilka,
skamle on i płacze, machając swym mieczykiem w stronę znanomaszynowanego bydła.
Kto Solida zatem nie zna, ten niech się dowie, że najlepiej dialog taki oto przeprowadzić należy,
by od razu dystansu zmniejszyć kawałek i ustawić sojusz zagorzały:
Ktoś ty? – Solid mały.
Ach, Solidzie jaki znak Twój? – Liquid zawrzały.
Lost








Jeszcze nie komentowane.