10 Listopada 2005 – Czwartek

Obudziłem się w łóżku hotelowym. Otworzyłem okno…Seul rozciągnął się przede mną.

Wygląda na to, że dzisiaj także będziemy mieli dobrą pogodę.

Wczorajsza prognoza pogody mówiła o niskich temperaturach, ale wcale ich nie czuć. Pogoda w Korei dała nam chwilę wytchnienia, przynajmniej na razie.

Z mojego okna wyjrzałem na zewnątrz. Zauważyłem, że hotelowy basen został zamrożony by w zimie być wykorzystanym jako lodowisko. Dopiero listopad, więc jeszcze je przygotowują. Wielka biała płachta przykryła powierzchnię.

Będąc tu w lutym zatrzymałem się w tym hotelu. Pamiętam, że patrzyłem przez okno i widziałem tą samą scenerię. Może mam pokój na tym samym piętrze…może jestem nawet w tym samym pokoju.

Gdy byłem tu ostatnio lodowisko było oświetlone spod tafli lodu. Zamrożony blask był bardzo klimatyczny. Tak bardzo chciałem pojeździć na łyżwach. Cała scen napełniła mnie radością, taką jak podczas patrzenia na Disneyowski pokaz na łyżwach.

W Tokio nie ma wielu możliwości by pojeździć na wolnym powietrzny. Tak bardzo chciałem pojeździć podczas tego pobytu, ale czas mnie goni.

’Tym razem na pewno będę jeździł na łyżwach!” Nawet wziąłem ze sobą parę nowych rękawiczek. Jednak ponownie będę musiał to przełożyć. Lodowisko nie zostało jeszcze otwarte. Spróbuję następnym razem.

Wyszedłem z pokoju by zjeść śniadanie. Po drodze minąłem kilku członków naszej ekipy, którzy zmierzali do G-STAR.

Spóźniliśmy się, ponieważ po drodze do KINTEX trafiliśmy na korek.

Grupa dobrze zbudowanych mężczyzn otoczyła mnie gdy wyszedłem z samochodu. Ochroniarze odeskortowali mnie do budynku.

Pokaz zaczyna się o 10, więc jeszcze raz sprawdziłem miejsce pokazu. Wszedłem na przygotowaną dla nas scenę i powtórzyłem kilka kwestii. Z tłumaczem i pomocnikiem sprawdziliśmy mikrofony. Usiadłem w krześle i miałem deja vu! Znowu byłem na TGS.

Sprawdziłem ustawienie sprzętu audio wideo przygotowanego do prezentacji MGS4 w budce SCE. Wróciłem na stoisko Konami i prześlizgnąłem się za kulisy.

Nasi ochroniarze chodzą za nami krok w krok. Są z nami, nawet gdy odejdziemy na kilka kroków. Cały czas pilnują wejścia do budki. Chodzą za mną nawet do łazienki. Wiem, że za to im się płaci, ale naprawdę doceniam to co dla nas robią.

Fani z USA i Europy są o wiele bardziej krzykliwi od fanów z Japonii. Zawsze upewniam się, że przed każdym pokazem i sesją rozdawania autografów jest przy mnie ochroniarz. Jednak nigdy nie miałem ich aż tylu…trzech do sześciu otacza mnie cały czas.

Zastanawiałem się nad kolejnym sprawdzeniem całej hali, ale nie miałem czasu. Co więcej nie miałem za bardzo sposobności by się ruszać. Jestem tutaj chroniony jak Vic Viper Kiper włączonym polem siłowym.

W międzyczasie pierwszy koreański pokaz gier w końcu został otwarty. Koreańskie firmy wypełniły większość ze stoisk. Wszystkie wyglądają świetnie. Korea to imponująca siła w branży.

W takim tempie Korea może przegonić Japonię. Azjatyckie stoiska były porównywalne z tymi na TGS, a Japonia już pokonała E3. Koreańskie stoiska są rzecz jasna najważniejsze na swoim własnym terenie.

Zmieniając temat…Nie zauważyłem, że Koreanki są takie wysokie! Mają świetne nogi!

Wielkie otwarcie było powolne w porównaniu z tym co widziałem na innych pokazach. Jestem przyzwyczajony do szybkiego wejścia odwiedzających na TGS i GC. Odwiedzający G-STAR wchodzili wolno i z ociąganiem. Słyszałem, że nie otwarli wejść aż do ostatniego momentu.

Za kulisami jeszcze raz powtórzyliśmy z tłumaczem i MC wystąpienie.

Następnie zjadłem lunch Wybraliśmy sushi bento, koreańską specjalność Kimpa (Makizuishi), oraz moje ulubione Sin Ramyun (gorący ramen). Nawet Shin-chan skosztował Sin-chan! To było jak piknik!

Poprosiłem naszego tłumacza by wysłuchał moją przedmową. Wygłosiłem ją po Koreańsku, chciałem umieścić kwestię z Sympathy for Lady Vengeance której wczoraj się nauczyłem, ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Pomyślałem o licznych nieporozumieniach z ludźmi którzy nie widzieli filmu.

Powiedziała mi, że mogę to powiedzieć, jeżeli dziennikarze zapytają się mnie o Sympathy for Lady Vengeance. Mimo tego, gdy to mówię patrzą się na mnie dość dziwnie. Cały czas pytali się mnie ‘Skąd znasz ten zwrot?’

A ja odpowiadałem, że poznałem w Sympathy for Lady Vengeance, na co oni uśmiechają się i mówią ‘Oh, rozumiem!’

W sali konferencyjnej widział duży baner przeznaczony do spotkań prasowych poza terenami targów. Było na nim napisane ‘HIDEO KOJIMA’

Jest teraz z nami ten sam tłumacz, którego mieliśmy ze sobą w lutym. Pracuje doskonale tłumacząc moje długie i skomplikowane zdania.

Rozpoczęliśmy pokaz MGS o 14.

Bardzo się cieszę, że wszystko poszło bez najmniejszych problemów.

Koreańscy fani byli tacy rozentuzjazmowani! Zachowywali się prawie tak jak europejscy fani MGSa.

Skończyło się drobną pomyłką pod koniec przemówienia. Co więcej, Sympathy for Lady Vengeance nie była obiektem pytań…Nie miałem okazji by powiedzieć ‘Neo na jal hasayo’.

Po pytaniach przyszła kolej na autografy. Wymagaliśmy by wszyscy uczestniczy rezerwowali uczestnictwo w sesji poprzez internet, więc wszystko poszło sprawnie.

Proszono mnie bym podpisał wiele różnych rzeczy. Zastanawiam się…czy wszystkie z nich znaleźli w sieci? Kilka osób miało ze sobą specjalne japońskie wydania. Kilka osób przyniosło kopie Metal Geara z MSXa i Policenauts z NEC PC-9821. Ludzie przynosili nawet sprzęt do podpisania, PS2, Nintendo DS, czy PSP.

Kilku fanów z Korei mówiło dość dobrze po japońsku. Z pewnością grają w japońskie gry.

Pan Sang Young Lee z Phantagram odwiedził mnie za kulisami. Ostatni raz widzieliśmy się pół roku temu. Nie spotkaliśmy się na TGS ponieważ byliśmy bardzo zajęci. Rozmawialiśmy przez godzinę. Wyglądał jakby był zajęty pracą nad Ninety Nine Nights.

Pierwszy dzień G-STAR zakończył się o 17.

Ludzie ze społeczności MGS pomagali nam przy jednej z prezentacji. Podziękowałem im za udział w testach MGO.

Młodzi, pełni entuzjazmu, wdzięczni fani odpowiedzieli na internetowe ogłoszenie UNIANA. Wiedzą tyle o MGSie co my i kochają go równie mocno. Grali w MGO tak dobrze jak ekipa KojiPro.

Dzisiaj runęła bariera językowa, MGS stał się naszym wspólnym językiem. Nie oczekiwałbym tego na TGS…Cieszę się, że mogłem dzielić to z moimi fanami. Wszyscy weszli na scenę by uczcić sytuację grupowym zdjęciem.

Daliśmy im przedmioty związane z MGSem jako znak wdzięczności. Miejsce za kulisami stało się kolejnym miejscem do rozdawania autografów.

Dziękuję wszystkim i proszę pomóżcie nam jutro!

Poszedłem na imprezę zorganizowaną przez G-STAR. Widziałem pana Inaba z Clover Studios.

Wyszedłem z imprezy i przyłączyłem się do ekipy KojiPro na grilu w restauracji.

Kanpai! Trzy okrzyki na zdrowie w pierwszym dniu G-STAR! To zmieni przyszłości Korei! Doceniam pracę każdej osoby.

Wyjaśniliśmy z Shin-chanem „Szukamy nietypowej skórzanej kurtki.” Zostaliśmy skierowani na plac handlowy Tondaemun i Namedaemum, więc poszliśmy tam po obiedzie. Słyszeliśmy, że sprzedają tam hurtownicy mający naprawdę dobre ceny. Ich sława dotarła nawet do Japonii.

Najpierw udaliśmy się na plac Tondeamum. To miejsce jest takie żywe! Pełne ludzi! Godzina byłą późna i miałem trudności z uwierzeniem.

Słyszałem, że tutaj wszystko jest otwarte do 17, więc jeszcze za wcześnie by interes był w pełni. Prawda jeszcze nie nadeszła.

Tondaemum jest naprawdę niesamowite!

Zaczęliśmy w budynku doota. Wiele podobnych sklepów było upchniętych koło siebie. Zgiełk był podobny do tego w hipermarketach po południu.

Większy szok spotkał mnie gdy wyszedłem z budynku. Otoczyło mnie morze ludzi. Wyglądało na to, że większość z nich przyjechała w samochodach. Było parę minut przed północą. Ulice przedmieścia wyglądają na bardziej przyjazne niż Shibuya czy Shinjuku w Tokio.

Zeszliśmy do przejścia podziemnego prowadzącego do sklepów specjalizujących się w sprzedaży skór Got futer. Sprzedawcy naganiali nas po drodze.

’Kupujcie jakościowe wyroby tutaj!’

’Zegarki! Zegarki na sprzedaż!’

Wygląda na to, że nie mogliśmy ukryć tego skąd pochodzimy. Chodziło o to jak się ubieramy? Nasze uczesanie i makijaż? Cokolwiek by to nie było, gdziekolwiek byśmy nie poszli mówili do nas po japońsku.

’Proszę pani! Ja mówię po japońsku!’

’Oohaa, to takie smaczne!’ Oohaa? Co za stary zwrot!

Weszliśmy po schodach na ulicę i dotarliśmy na plac Pyonfa.

’Wow! Wygląda jak w Blade Runner! Niesamowite!’

Stoiska z jedzeniem i produktami wypełniły wąskie alejki. Wszystko wyglądało tak jakby było przepełnione. To miejsce jest jak codzienny jarmark. Jest żywe i zaludnione niczym świątynie w Japonii podczas nowego roku.

Moglibyśmy kupić tutaj najróżniejsze jedzenie od Tchigae do Oden. Sprzedają tu jednak więcej niż jedzenie. Torby, ubrania, wszelkiego rodzaju przedmioty znajdują się na wystawach. Był nawet sklep zajmujący się jedynie sprzedaż skarrpatek firmy Bae Yong Joon.

Taka żywotność! Nawet stoiska chodnikowe pełne były klientów. Rodziny przeciskały się przez ulicę razem z rozbawioną młodzieżą. Taka energia! Nie rozumiem dlaczego nie widziałem nikogo pijanego na ulicy? Już sam pobyt napełnił mnie wigorem. Przedmieścia nigdy nie zasypiają.

Zauważyłem kilka mikrobusów zaparkowanych na ulicy. Wyglądały jak autobusy wycieczkowe. Gdzie są turyści o tej godzinie?

Pomyślałem o tym, a wtedy zobaczyłem wiele starszych kobiet z poważnym wyrazem twarzy. Na plecach miały plastikowe torby. Widziałem także mnóstwo rzeczy na ulicy.

Nasz przewodnik wyjaśnił mi, że kobiety przyjeżdżają tu z wiejskich prowincji. Zazwyczaj organizują się w grupę, wynajmują mikrobus i robią tu zakupy. Przyjeżdżają wcześnie rano i kupują aż do nocy. Następnie wracają do domów i sprzedają co kupiły.

Stare kobiety rozpoczęły kupowanie na poważnie kiedy je zobaczyłem. Jak one są kolorowe.

Na jednym ze stoisk zjedliśmy oden.

Odkąd widziałem Jeon Ji-Hyun jedzącą oden w filmie Windstruck zawsze chciałem go spróbować.

Proponowano nam wiele rodzajów oden o najróżniejszych kształtach. Niektóre były okrągłe a inne cieniutkie. Słyszałem, że dodatki mogą się różnić, ale oden jest zawsze ten sam. Na ulicach sprzedawano również szaszłyki.

Zdecydowałem się na oden przypominający wyglądem japońską Chikuwa. Dodałem sosu przy pomocy pędzelka. Smakowało jak Gobo tempera.

Było gorące i smaczne.

Gdy jadłem ludzie pojawiali się przy stoisku znikąd. Bez słowa brali oden. Nikt nic nie mówił…po prostu jedli.

Zapłaciliśmy za jedzenie. Z jakiegoś powodu widziałem więcej klientek niż klientów. Biorąc pod uwagę ich styl jedzenie jadły naprawdę szybko. By wybić zupę trzeba przelać ją najpierw do papierowego kubka i dopiero z niego wybić.

Zupa też smakowała świetnie.

Jeżeli nie chcesz kończyć zupy, możesz ją po prostu wylać na ulicę. Powinieneś jednak wyrzucić papierowy kubek do śmietnika. Wszystko jest samoobsługowe.

Skończyliśmy po czym udaliśmy się samochodem na plac Namdaemun.

Ponownie dojechaliśmy przed wieczornym bumem. Połowa sklepów była jeszcze zamknięta. Idąc ulicami poczułem dziwne uczucie czegoś znajomego…ah! To miejsce przypomina Ameyoko w Ueno.

Ktoś nagle zwrócił się do mnie po japońsku.

’Kolego, tutaj kupisz skórzaną kurtkę.’

Niestety nie widzieliśmy tam niczego co by nam pasowało. Nie kupiliśmy tego co chcieliśmy, ale kupiliśmy mnóstwo innych rzeczy.

Czuję się jakbym kupił część energii Seulu. Naprawdę mi się podobało. Z pewnością wrócę…i może zostanę do piątej rano.

Wiecie, te zegarki mnie intrygują…ciekawe jak wyglądają…

11 Listopada 2005 – Piątek

Nasz samolot odleciał z koreańskiego lotniska Kimpo po czym po półtorej godziny wylądował na lotnisku Haneda. Wróciłem do Hills biorąc ze sobą bagaż.

Tak niedawno doświadczyłem pogody w Korei i zdałem sobie sprawę, że jesień w Tokio już ma się ku końcowi. Kolory jesieni wskazują na to, że wkrótce się skończy.

Niektórzy ludzie czują smutek gdy jesień odchodzi…inni wykorzystują ostatnie dni jej życia. Kiedy możemy powiedzieć, że zaczyna się jesień czyjegoś życia? Czy jest to równoznaczne z tym, że ktoś się ‘starzeje’? A może dotyczy to tylko ludzi wkraczających w wiek średni lub starczy?

Nie możemy sprowadzić ludzkiego życia do podziału na wiosnę, lato, jesień, zima. Pory roku powracają, tak byśmy mogli je doświadczyć jeszcze raz. Powinniśmy w ten sposób pojmować całe życie. Ludzie starzy mogą przecież jeszcze zobaczyć wiosnę czy lato. Niektórzy młodzi ludzie nigdy nie uciekną zimie. Inni zamykają się w swoich własnych jesieniach.

Zawsze gdy słyszę słowa ‘późna jesień’, myślę o książce Late Autumn autorstwa Roberta B. Markera. Jest drugą częścią Early Autumn, najpopularniejszej książki o Parkerze Spencerze. Late Autumn dzieje się dziesięć lat po Early Autumn i kontynuuje historię Spencera i młodego chłopca. Przy pomocy wielkiej dawki fikcji opowiada o rozwoju więzi pomiędzy bohaterami poprzedniej książki.

Książki stworzyły w mojej głowie dwa trwałe obrazy jesieni. Late Autumn dała mi świeży obraz…sprawia, że myślę o miłym dorosłym mężczyźnie, a nie o staruszkach.

Idąc, myślałem o tym. Później dowiedziałem się o najnowszej, czwartej, odsłonie serii Sunny Randall zatytułowanej Melancholy Baby. Właściwie to gdy o tym myślę to pierwsza część serii Sunny Randall (Family Honor) można by uznać za kobiecą wersję Early Autumn. Musimy jedynie zastąpić Spencera i młodego chłopca Sunny i dziewczynką. Oczywiście powierzchowne różnice dzielą Family Honor i Early Autumn, ale książki te łączą podobne sytuacje.

Podobieństwa nie były nachalne, więc seria Sunny Randall bardzo mi się podobała. Pamiętam, że doczytałem jedynie do drugiej części serii – Perish Twice. Melancholy Baby w posłowiu wyjaśniła, że była to czwarta część. To nowość. Wygląda na to, że opuściłem trzecią część.

Pamiętam, że nie przeczytałem także najnowszej książki z serii Spenser. Po długiej walce zdecydowałem się na kontynuowanie lektury książek Parkera. Naprawdę lubię skromną strukturę zdania, oraz jego ogólny styl, nawet po japońsku.

Kupiłem specjalną kolekcjonerską edycję filmu War of the Worlds na DVD, oraz nowy album Starsailor – On the Outsider. Ich muzyka w pełni wyraża dwuznaczność jesieni, zwłaszcza wokal Jamesa Walsha. Nie jest to niespodzianka. Dzieiąty utwór (White Light) zaciekawił mnie w szczególności. Miałem łzy w oczach.

W Timod odkryłem nowy suplement diety – produkt karmelopodobny. Na opakowaniu było napisane „Okrągła czerwona fasola połączona z mlekiem sojowym.’ Polecam…jest bardzo smaczne.

Po dwóch dniach nieobecności w biurze zająłem się emailami, oraz dokumentami. Wszystkie nieprzeczytane, oznaczone na czerwono, emaile stały się czarnymi, przeczytanymi.

Wieczór pojawił się zanim zdałem sobie z tego sprawę.

Udałem się na ostatni pokaz najnowszego filmu Tony’ego Scotta – Domino. Chciałem wrócić wcześniej do domu, ale ten film także chciałem zobaczyć. Myślałem o Domino odkąd zobaczyłem trailer na stronie QuickTime. Nie spodziewałem się, że tak szybko zniknie z kin…tak krótko był na ekranach. Moment to Remember pojawił się w tym samym dniu co Domino i w kinach jeszcze trochę zagości.

Jestem niepewny co do obecnego Japońskiej branży filmowej. Nikt nie jest zły gdy film się podoba, ale nasi krytycy oceniają wysoko jedynie filmy które przynoszą zyski. Nasza branża filmowa upadnie, jeżeli ten trend się utrzyma.

Wszystkie gałęzie branży rozrywkowej sądzą, że popularność oznacza zadowolenie klienta; myślą tak ludzie w branży filmowej, muzycznej, oraz związanych z książkami i grami. Konsekwencją tego jest myślenie iż to co sprzedaje się najlepiej zasługuje na najwięcej pochwał. Takie myślenie jest niebezpieczne. Nasze media nigdy nie rozwiną się, jeżeli nagrody będą rozdawane prostym zabawnym produktom.

Publiczność wspiera filmy…gracze wspierają gry. Rozwój obu środków przekazu zależy od publiczności. Mimo wszystko chcę by kreatywni ludzie częściej patrzyli na to własnymi oczami. Chcę by wytworzyła się w nich wrażliwość.

Widziałem Domino w Virgin Cinema w Hills w ostatnim dniu pokazu. Przyszło kilka osób, a to przecież piątek. Ostatni pokaz Domino, a i tak były wolne miejsca.

’Czy nikt nie wie, że to film Tony’ego Scotta?!’

To mnie smuci.

Nasz dźwiękowiec Tojin przyjechał tuż przed początkiem seansu. Poprosiłem go żeby poszedł ze mną. W końcu miałem towarzysza.

’Ruszajmy!’

Keira Knightley i Mickey Rourke zagrali doskonale. Pierwszy raz od dłuższego czasu widziałem Jacqueline Basset.

Soundtrack autorstwa Harry’ego Gregsona-Williamsa był doskonały! Wydali go już na płycie!

Amerykański system prawny wykorzystuje z polityki kaucji, która przyczynia się do działalności łowców głów. Polityka pochodzi z czasów dzikiego zachodu. Dzięki niej łowcy głów mogą działać nawet teraz. Filmy takie jak The Hunter Steve’a McQueena wykorzystuje ten temat.

Japońskie filmy nie mogą sobie z tym poradzić. Nie jesteśmy w stanie ustawić odpowiedniego kontekstu, chociaż czasem zdarzają się takie tematy w filmach fantastycznych.

Jeżeli wyjaśnimy kontekst, atmosfera ‘poza prawia’ powinna być interesująca…nawet w japońskich filmach.

Wróciłem do biura i zakończyłem niekończącą się papierkową robotę.

Nagle zdałem sobie sprawę, że od trzech dni nie aktualizowałem bloga. Nie miałem takiej przerwy od początku HIDEOBLOG.

Zastanawiam się co myślą czytelnicy…czy są zdenerwowani? Zaniepokojeni? Dali sobie spokój? Czy kiedykolwiek wrócą do czytania HIDEOBLOGa?

Może nikt w ogóle o tym nie pomyślał.

Świat kręciłby się dalej gdybym przestał aktualizować bloga. Nikt by się nie załamał…z pewnością nikogo by to nie zabiło. A mimo to czuję, że powinienem przeprosić. Ludzie właśnie teraz mogą wchodzić na HIDEOBLOGa by zobaczyć nową notkę.

Jestem twórcą gier, zajmuję się ich tworzeniem. Moi najbliżsi współpracownicy ostrzegali mnie ‘Nie marnuj czasu, bo i tak masz go mało. Nie mieszaj priorytetów.’ Inni twórcy mówili mi to samo gdy zastanawiałem się nad rezygnacją z HIDEOBLOGa.

Mimo wszystko wierzę, że mogę uszczęśliwić ludzi w jakiś inny sposób niż tworzenie gier. Mogę sprawdzić się także w innych tematach, a HIDEOBLOG to nie jedyny z nich. Z tego powodu wziąłem udział w koreańskim pokazie gier. Regularnie piszę artykuły do magazynów i publikuję w Internecie…prowadzę nawet wykłady na uniwersytetach.

Wierzę, że twórcy gier stoją przed nowym wyzwaniem: kontaktować się na nowe sposoby z ludźmi do których docierają poprzez swoje gry.

Około północy złapałem bagaż i ruszyłem do domu. Zaczęło padać.

Więc tak wita mnie Japonia…

Wycedziłem do deszczu: „Neo na jal haseyo!”

14 Listopada 2005 – Poniedziałek

Niedawno skończyłem czytać książkę State of Fear Michaela Crichtona.

Jest dosyć prowokacyjna. Ciekawe czy przejdzie to bez echa…co prawda jest to fikcja, ale co najmniej tak wstrząsająca jak pisanie o Heliocentryzmie gdy panował model Geocentryczny.

State of Fear jawnie krytykuje masmedia. Powieść jest dość szokująca.

Wszyscy myślą, że globalne ocieplenie jest wynikiem wzrostu ilości dwutlenku węgla w atmosferze. Przynajmniej, nikt nie podważa tej tezy.

Uszeregujmy to w co ludzie wierzą: temperatura powietrza wzrasta ze względu na efekt cieplarniany. Lodowce zaczynają topnieć, podnosi się poziom wód. Wkrótce wyspy zaczynają ginąć. Cały świat jest atakowany przez huragany, tornada, tsunami i inne anomalia atmosferyczne wywołane globalnym ociepleniem. Dla ludzkości będzie to sprawa życia lub śmierci.

Słyszymy te powody jako zachętę do ratyfikacji protokołu z Kyoto. Ludzkość musi być odpowiedzialna za globalne środowisko, które musi bronić…musimy podjąć walkę i bronić matkę ziemię. To jedyne rozwiązanie.

Taka jest prawda tej sytuacji…przynajmniej tak wszyscy myślą. Sam tak myślałem.

State of Fear obnaża błędy naszych poglądów. Crichton pewnie używa dokładnych danych starych teorii które są przeciwwagą dla obecnych stereotypów. Rozwiązuje błędy obecnej logiki przy pomocy masy przykładów.

Mówi, że media, politycy i grupy prawne stworzyły nasz zły obraz globalnego ocieplenia. Ostrzega nas przed tym, że informacje są manipulowane. Circhton opisuje w swojej książce Wojnę Internetową, która przypomina motyw z Patriotami z MGS2.

Wypełnia fikcyjną fabułę książki danymi i przykładami z prawdziwych publikacji. Umieścił dodatek w którym podał nazwy wszystkich swoich źródeł. Crichton obraca czytelnika o 180 stopni, przy pomocy wyników naukowych obserwacji, eksperymentów i symulacji.

Czuję się jakby mój świat stanął w gruzach. Ten człowiek jest niesamowity. Pisze z fascynującej perspektywy.

Crichton cały czas pisał o tematach które wyprzedzały swoje czasy. Pisał o chorobie wywodzącej się z pozaziemskiej bakterii (Andromeda Strain), manipulacji DNA (Jurassic Park), uderzeniu w Japonię (Rising Sun), napastowaniu seksualnym (Disclosure), problemach w branży lotniczej (Airframe), nanomaszynach (Prey) i tak dalej. Ma bardzo rzadko spotykaną intuicję. Spodziewam się, że tym razem także ma sporo racji.

’Jaki temat poruszy następny razem?’

A potem usłyszałem, że jego najnowsza książka skupia się na terroryzmie środowiskowym. Byłem zawiedziony. Pomyślałem ‘Czemu zajmuje się tym teraz?’. Przecież to taki oklepany temat.

Zacząłem czytać i zdałem sobie sprawę, że niepotrzebnie się bałem. Crichton nie pisze jedynie o prostym terroryzmie środowiskowym. Jego książka opowiada o motywach terrorystów, a także o nowych technikach zdobywania ich planów.

Crichton opisał problemy ekologiczne na których media zjadły zęby. Nigdy nie wpadliśmy na to co on sugeruje.

Już od dłuższego czasu kochałem jego prace. Przeczytałem wszystkie książki za wyjątkiem Five Patients. Uwielbiam sposób w jaki tworzy rzeczywistość opartą na skrupulatnych badaniach i mnóstwie informacji. Zawsze tak tworzy podstawy narracji. Nie znaczy to jednak, że jego książki zawierają jedynie informacje. Bogactwo informacji nie odciąga nas od wspaniałych opowieści. Pełnych napięcia i zwrotów akcji.

Wystarczy przeczytać jedną z jego książek by poznać zawartość dziesiątek innych. W tym samym czasie wciągamy się w fabułę i poznajemy problemy na całym świecie. Przedstawia nam nowe technologie i informacje.

Jego czytelnicy doświadczają nieznanego świata…wrzuca to skomplikowane informacje w znane nam środowisko. Urok Crichtona leży w jego umiejętności pobudzenia wyobraźni.

Specjaliści często piszą książki tylko w jednym szczególnym temacie…były policjant pisze o byłym gliniarzy, doktor nauk medycznych o lekarzu, a prawnik o sędzi. Często tak jest, ale jeżeli pisarz nie potrafi pisać o niczym spoza swojego poletka zainteresowań to nic z tego pisania nie wychodzi. Nie możemy napisać oryginalnej książki bazującej jedynie na naszych doświadczeniach. Musimy stworzyć cos tajemniczego.

Jak głosi przysłowie, każdy ma w sobie przynajmniej jedną opowieść, swoją autobiografię. Pisarze muszą tworzyć nowe światy, jeden po drugim. Dlatego odkrywają nieznane…starają się lepiej poznać świat. Zbierają dane a potem tworzą idealny świat. Nie są specjalistami, a mimo to dokonują badań i dociekają prawdy.

Japonia nie może pochwali się wieloma takimi autorami. Język japoński nie będzie na tym samym globalnym poziomie co angielski. Autorzy z krajów angielskojęzycznych mają przed sobą światowy rynek. Ich czytelnicy płacą wystarczająco dużo by autorzy mogli przez cały rok mogli zbierać nowy materiał. Dlatego widzimy więcej książek po angielsku niż seryjnych publikacji.

W Japonii to by nigdy nie doszło do skutku. Mimo to, niektórzy japońscy pisarze unikają kryzysu finansowego i piszą podobnie jak Crichton.

Będąc chłopcem czytałem wiele książek pana Toji Tanaka. Miał styl. Panowie Yuichi Shinpo i Hiroyuki Kurokawa piszą obecnie tak jak Crichton.

Zawsze gdy tworzę grę zbieram materiały, ponieważ inspiruje mnie Crichton i podobni pisarze. Czytam kilkaset książek by zrobić jedną grę. Często odwiedzam biblioteki…czytam nawet różne skomplikowane publikacje akademickie. Oglądam wiele filmów (w tym dokumentalne) i oglądam niezliczoną ilość zdjęć. Zacząłem częściej korzysta z Internetu.

By zdobyć informacje udam się do dowolnego miejsca w Japonii…nawet na świecie, jeżeli okaże się to konieczne. Przeprowadzam wywiady z ludźmi. Muszę pracować w pełni skupienia by stworzyć nowy świat.

Po lunchu poszedłem do lodziarni Cold Stone. Nawet w taką pogodę była spora kolejka. Miałem trochę czasu, więc do niej wskoczyłem.

Dzisiaj wybrałem lody o smaku Berry Berry Berry Good, były owinięte w czekoladowy rożek.

Wieczorem poszedłem z panem Senju i Kenichiro do restauracji Tsurutontan. Zjadłem Mentaiko Oudon. Pan Senju zjadł Mentiko Toji Oudon, a Kenichiro Hotate Oudon.

Każde zamówienie to trzy porcje udon. Mówcie na nas Trio Udon. Gdyby każdy zamawiał z osobna dostalibyśmy dziewięć porcji. Wtedy bylibyśmy potrójnym Triem udon.

Zjadłem wszystko, ale było tego zbyt wiele. Mój żołądek jest pełen rosołu.

Na obiad zjadłem kluski, a na kolacje udon. Takie posiłki nigdy nie dodają mi energii.

Wróciłem do biura i zająłem się papierkową robotą. Znowu nie miałem czasu na kreatywną pracę. Jutro popracuję nad projektami.

Wyszedłem z biura i poszedłem w kierunku stacji metra. Spojrzałem na Hills Tower. Niebieskie światła oświetlały ją od podstaw do wierzchu. Była tak piękna, wyciągnąłem aparat.

Wielu ludzi w Japonii, robiąc zdjęcie, mówi ‘Hai, chiizu!’ (Okej, uśmiech!). W Korei mówią ‘Hai, Kimchi!’

Zrobiłem zdjęcie

Hills Tower nie uśmiechnęła się. Nie zmieniły się także kolory, tak jak zmieniają się czerwone oczy w niektórych zdjęciach.

’Nonsens!’ powiedziałem do siebie.

Odłożyłem aparat do torby i zacząłem udawać, że jestem turystą, na wypadek gdyby ktoś mnie widział.

Ponownie odwróciłem się by iść do domu. Rozrzucone liście przykuły moją uwagę. Widziałem ich tak wiele. Zastanaiałem się czy spadły z drzew udekorowanych na święta.

Rozejrzałem się i znalazłem kupkę liści. Kilka widziałem nawet na górze ruchomych schodów w metrze.

Zjechałem w dół, tak jakby kierowały mną liście. W dolnej hali zauważyłem ich jeszcze więcej. Albo wiatr je tu zaniósł, albo przynieśli je tu nieświadomi tego ludzie.

Rozglądałem się za liśćmi jakbym był łowcą głów. Tu jest kilka…i tu…

Za każdym razem gdy widziałem list podchodziłem do niego…śledziłem jesień.

Co za niespodzianka! Liście rozprzestrzeniły się aż do kasy…tam już nie było śladów.

Wiatr je tutaj przyniósł? Czy ludzie? A może same tu przyleciały? Zastanawiałem się dokąd zmierzały?

Zauważyłem jeden szczególny żółty, martwy liść. Wielu ludzi go deptało…dosyć mocno go pobili. Zrobiło mi się go żal, więc podszedłem do niego.

Wtedy para ludzi go zdeptała doszczętnie. Nie obchodziło ich gdzie idą. Ostatni liść został zniszczony.

Jesień nie dotarła do pociągu.

15 Listopada 2005 – Wtorek

Wprowadziliśmy geny naszych dzieci do innego łona…wszystko idzie zgodnie z planem. Pozostanie nam sprawdzić czy matka ma w sobie zapłodnione jajeczka. Gdy skończymy sprawdzać nasze klonowane dzieci rozejdą się.

Pozostaje nam czekać na poród. Wzrost przebiega doskonale. Oczekujemy płynnego, naturalnego porodu. Chcę być jego świadkiem.

’Witamy w naszym świecie!’

Dostaliśmy dużą reklamę Subsistence. Od 6 grudnia będzie ją można zobaczyć hale sklepach. Snake stoi i salutuje…jest prawie tak duży jak w rzeczywistości!

Scena z salutowaniem dała początek całej fabuły MGS3, więc chcemy zwrócić na nią uwagę. Wykorzystamy ten obraz także na okładce pudełka.

Poprosiłem panią Miyamoto (jedną z naszych asystentek) by stanęła obok tego standu, aby lepiej oddać perspektywę. Jest dość duży.

Porównałem go także z naszymi innymi reklamami. Jest dość prosty, ale ta prostota przykuwa uwagę.

Na lunch udałem się dalej niż zazwyczaj, aż do Azabu Juan. Zjadłem Matsusaka Gyudon, w restauracji Isaken. Była to część zestawu lunchowego, więc dostałem też deser zwany Ultimata Pudding.

Było smaczne. Azabu Juan charakteryzuje się miłą, przyjemną atmosferą.

Wracając do biura zatrzymałem się w Tsutaya. W tle leciał singiel Prelude, lubianego przeze mnie, zespołu Free Tempo. Słyszałem, że umieścili ten singiel na ich nowej płycie. W Tsutaya puszczali go jako demo zachęcające do kupna.

Znalazłem importowaną reedycję albumu Live Transmissions zespołu Joy Division. Wiedziałem, że mogę mieć go w domu, ale nie byłem pewny. I tak go kupiłem.

Kontynuowałem przeglądanie. Chciałem znaleźć coś interesującego co nie było Joy Divison. Tam czekała na mnie niespodzianka! Znalazłem nowy album Bananarama w sekcji Nowości. Stracili jednego z członków, więc jest ich dwóch. Słuchałem ich przez chwilę w stacji Demo.

Widziałem także debiutancki album Miyuki Nakajima. Przed zakupem dowiem się co sądzi o nim pan Muraoka.

Testujemy system OOOO, który pojawi się w MGS4. Stworzyliśmy ten program na naszym komputerze. Ludzie, którzy o nim słyszeli zgromadzili się wokół Matsui-kun.

’O Kurcze! To już naprawdę next-gen!’

System OOOO przedstawi zupełnie nowy concept serii MGS. Zakładając, że wszystko pójdzie dobrze, to z pewnością po raz kolejny będziemy z tym pierwsi w branży. System OOOO uwypukli pewne cechy MGS4. Wszyscy będą zadowoleni.

Patrzymy na punkt w którym obecnie jesteśmy i oceniamy postęp nowatorskich pomysłów i próbujemy podjąć kolejne wyzwania. Różne zespoły patrzą na różne aspekty gry…patrzą na system, wygląd, zasady, grywalność i tak dalej.

Następnie oceniamy postępy zwrotami takimi jak ‘To będzie dobre’, ‘Nad tym trzeba popracować’, ‘Z tym zdecydowanie trzeba coś zrobić’, ‘To usuńmy’ i tak dalej. Robimy tak by przesuwać się krok po kroku. Musimy tak pracować by stworzyć nowa grę, zwłaszcza gdy pracujemy na nowym sprzęcie.

Każdy z tych czynników jest tylko jedną z części składowych całej gry, mimo to nie możemy traktować ich osobno. Gdy tak będzie oddzielą się od siebie. Twórca gry musi ocenić istotność każdej części poprzez ciągłe porównywanie jej ze swoim pierwszym planem.

Można porównać decyzje podejmowane każdego dnia do kierowania statkiem. Jeżeli w pewnym punkcie podejmiemy złą decyzję wywołamy zamieszanie, nawet jeżeli będzie to małe zboczenie z kursu. Nie możemy być bezmyślni, gdyż ryzykowalibyśmy wtedy zagubienie samych siebie.

Nikt nie wie jak zapoczątkować taką pracę. Tworzymy świat, którego nikt nie widział. Musimy dostosować nastawienie do prac jakie podejmujemy.

Najważniejsze jest abyśmy pamiętali by śnić gdy szukamy drogi w ciemności. Nasza praca nie da rezultatów, jeżeli już na początku przyjmiemy negatywne podejście. Nie możemy poddawać się, nawet przy najtrudniejszych problemach.

Twórcy gier musza nauczyć się jak tworzyć możliwe to co pozornie jest niemożliwe…oto prawdziwa sztuczka tworzenia gier. Obecnie testujemy pomysły, które choć wydawały się niemożliwe pojawią się w grze. Czujemy radość gdy kończymy pracę nad dobrą grą, ponieważ przeszliśmy przez wszystkie problemy.

W czasie pomiędzy naszymi spotkaniami odbyliśmy kolejną burzę mózgów w szklanym pokoju. Dalej zajmowaliśmy się nowym projektem na PSP. Okamura, Shinta (twórca AC!D2), Murashu, Yamamoto-kun, Yamada-kun, no i ja byliśmy jedynymi uczestnikami. Dzielili wiedzą, oraz tajne pomysły dotyczące podstaw gry. Dzisiaj wszystko to uszeregowaliśmy.

Posunęliśmy się bardzo naprzód. Mam wrażenie, że ten projekt się uda. Zapowiada się nieźle.

To nowy rodzaj gier, więc musimy się dowiedzieć czy gracze zaakceptują ten pomysł. Będziemy musieli stworzyć wersję próbną a potem ją przetestować. To zmieniło temat naszej dyskusji. Zaczęliśmy mówić o najlepszym momencie na wypuszczenie takiej wersji, jak ją stworzyć, jak ocenić informacje które otrzymamy jej udostępnieniu.

System gry będzie różnił się od obecnych trendów. To naprawdę coś nowego…podjąłem decyzję. Sprawdzimy czy ludzie go zaakceptują.

Nie wiem co wstąpiło w Shinte pod koniec sesji. Nagle powiedział tak jakby wypowiadał wojnę.

”Będę producentem!’ A przecież jest reżyserem!

Okamura (drugi reżyser AC!D2) spojrzał na mnie i delikatnie kiwnął głową. On się już zgodził z Shintą. Wybuchnąłem śmiechem, a Shinta się na mnie spojrzał z pasją w oczach.

’Mogę być? Proszę!’

’Oczywiście’, odrzekłem, ‘Zawsze lepiej być producentem gry którą się reżyseruje. Jeżeli podołasz rzecz jasna…’

’Poradzę sobie!’

Spojrzałem na siedzącego obok mnie Murashu. Nie odezwał się ani słowem. Jedynie spojrzał w dół…nie widziałem wyrazu na jego twarzy.

Murashu i Shinta zaczęli pracę w tym samym roku, obaj przyszli do Konami by pracować jako producenci. Rywalizują między sobą, mimo tego, że zatrudniono ich w tym samym czasie.

No to Murashu co teraz zrobisz?

Shinta urósł…wydaję się większy.

W Metro Hat zjadłem lekkie śniadanie.

Popołudniu poszedłem na siłownię. Nie było mnie tam dość długo. Będąc w Korei trochę przytyłem.

Nie chciałem przeciążyć ciała, więc pływałem powoli.

Widziałem tam kogoś dziwnego. Czytał książkę w twardej okładce w łaźni publicznej. Siedział po pas w wodzie i czytał. Jednakże było to dość dziwne.

Może opiszę sposób w jaki siedział. Był między kątami wanny, tak, że ściany miał po lewej i prawej stronie. Sucha miska stała po lewej stronie. Umieścił tam książkę, tak by była sucha, a strony przewracał jedną ręką.

’Aha! W ten sposób książka się nie zmoczy.’

Okładka trochę wystawiała poza miskę, ponieważ była za dużo. Wyglądało to dość słodko.

’Ale jak obróci stronę?’ Zastanawiałem się i dalej się przeglądałem.

Położył ręcznik na prawej krawędzi wanny. Następnie umieścił na nim swoją mokrą rękę. Stronę obrócił gdy wychła.

’Aha! Załapałem!’

Książka w ten sposób się nie zamoczy. Wygląda jakby był szkolony…zapewne jest profesjonalistą. Jest człowiekiem w wannie (Furo), który czyta (Hon), jak profesjonalista…Furo Hon Puro!

Musi kochać czytanie. A może po prostu lubi czytać w łazience? Taki pomysł może w końcu zmienić to jak patrzymy na osobę.

Ja mam pomysł. Jeżeli napiszę blog (Buloggu) w łaźni (Furo), napiszę łaźniowego bloga…Żabę (Furoggu)!

Co byście o tym myśleli?

Wejście do siłowni zmieniło wystrój z dyniowego na świąteczny. Święta zbliżają się w zabójczym tempie.

Idąc długi pasażem wracając do domu zauważyłem młodą dziewczynę idącą w moją stronę. Wyglądała na dwadzieścia kilka lat. Coś w niej było nie tak…

’Co takiego?’

Spojrzałem na jej nogi. Czarny cień przywiązany do jej kostki…nie…do obu kostek. Przyjrzałem się bliżej i zauważyłem więcej czarnych cieni poruszających się w kółko, zgodnie z ruchem nóg.

Co to jest? Jakieś sferyczne stworzenia?

Zrozumiałem gdy mnie minęła. Cienkie sznurki trzymały pompony z każdej strony buta. Były one duże jak pięść i krążyły.

Miała dwa pompony na każdej z nóg. Cztery pompony krążyły gdy chodziła.

Właściwie przypominało to trochę staromodne kule na łańcuchach przymocowane do więźniów w starożytnym Rzymie.

Szła szybkim tempem rzucając kulkami ze stali na lewo i prawo. Nigdy nie wpadłaby na pomysł skojarzenie dodatków z więzieniem.

Jej plecy malały z odległością jaką nabierała.

Ile kul jest przykutych do moich stóp? Mogę powiedzieć jedynie, że wiek dodaje kolejne. Nikt dorosły nie żyje bez nich.

Chciałbym nimi poruszać tak jak ona, jak balonami.

16 Listopada 2005 – Środa

Wygląda na to, że zima przybyła szybciej niż zazwyczaj…już prawie tu jest.

Spiąłem się w sobie by wytrzymać zimno, ale umysł jeszcze się nie przestawił. Jesień ciągle we mnie drzemie i nie jest jeszcze gotowa do odejścia. Inni już przestawili się na nadchodzącą porę roku. Ich ubrania i dekoracje na ulicy świadczą o tym.

Mimo to jesień ciągle siedzi w mojej głowie. Moje ciało i umysł rozłączą się jeżeli nie wyrównam różnicy między porami roku.

Chciałem przekierować mój umysł z jesieni na zimę. Wyjąłem iPoda i wybrałem album 10 Y.O.–The Anniversary Collection Noriyuki Makihara. Zacząłem od czwartego utworu na pierwszej płycie Winter Begins. Następnie wybrałem I Won’t Love Anyone Anymore, po czym zatrzymałem się przy North Wind (May the Wind Reach You). Słuchałem tych piosenek cały czas w drodze z domu do biura.

Japoński tekst dostał się do mojej głowy…nastawienie mojego umysłu zaczęło się zmieniać…

Nawet gdy dotarłem do Roppongi kontynuowałem swoje zanurzenie w muzyce Makihara. Skorzystałem z ruchomych schodów Metro Hat i Hills przywitało mnie przybrane w zimowe ubranie. Gdy spojrzałem na to, poczułem się jakby ogromny odkurzacz wciągnął wszystkie oznaki jesieni. Wiatr wiał mocno, ale nie było już liści którymi mógłby kierować.

W swoim iPodzie nie mam dużo japońskiej muzyki. Nie mam zróżnicowanego gustu muzycznego. Brytyjski Rock stanowi osiemdziesiąt procent muzyki którą słucham, pozostałe dwadzieścia to mieszanka muzyki międzynarodowej, rocku, progressive, popu i soundtracków.

Właściwie to sam siebie zaskoczyłem gdy rano zacząłem szukać Noriyuki Makihara. Wybrałem kategorię i zacząłem szukać japońskich nazwisk. Pojawiły się Anzenchitai, Yumi Kikuchi, Tokyo Kokyo Gakudan (Orkiestra symfoniczna z Tokio), oraz rzecz jasna Noriyuki Makihara.

Orkiestra symfoniczna z Tokio wykonywała soundtrack z filmu The Castle of Sand (1974), a Yumi Kikuchi to moja dobra znajoma Yumi-chan. Mogłem ich wykluczyć. Zostało mi dwóch japońskich artystów: Anzenchitai i Noriyuki Makihara.

Oczywiście mam w iPodzie japońskich artystów, którzy nie mają japońskich nazwisk…L’Arc en Ciel na ten przykład. Tak czy siak nie mam zbyt wielu japońskich piosenek na iPodzie. A mimo to nie chcę by HIDEOBLOG był tłumaczony na angielski…sam sobie przeczę.

Zazwyczaj nie słucham japońskiej muzyki. Nigdy nie słucham jej gdy jadę, ani w pracy, a w odtwarzaczu jest jej tak mało. Gdy słucham muzyki po japońsku zbyt wielką uwagę przywiązuję do tekstu i struktury utworu. Mówię po japońsku, więc oczywiście rozumiem o czym śpiewają. Nie mogę pisać scenariusza, ani pracować nad innymi projektami gdy analizuję słowa piosenek.

Co więcej, ze względu na to iż piszę po japońsku podczas pracy, słowa piosenek wnikają do mojej głowy i mają wpływ na pomysły. Koniec końców muzyka ma wpływ na wyobrażenie świata i kwestie bohaterów.

Podczas jazdy samochodem mogę tak wciągnąć się w słowa, że jestem wstanie spowodować wypadek. Podobnie mam gdy słucham japońskiego radia. Przygotowując się do egzaminów na studia nie mogłem słyszeć radia. Zawsze uczyłem się słuchając zagranicznej muzyki. Podobnie gdy czytam podczas jazdy pociągiem.

Muszę przyznać, że jestem wielkim fanem Anzenchitai. Naprawdę lubię ich piosenkarza Toji Tamaki. W końcu osiągnąłem wiek w którym mogę powiedzieć, że lubię Anzanchitai bez oglądania się na ludzi przy których to mówię. W przeszłości było mi wstyd przyznać się do tego. Słuchałem ich potajemnie. Gdy ktoś był w okolicy ściszałem swojego walkmana.

Jednakże teraz nie wyciszam iPoda. Podgłaśniam go. Cóż…nie chciałbym przeszkadzać innym…ale może inni też słyszą czego słucham.

Moimi ulubionymi piosenkami Anzenchitai są Aoi-hitomi-no-Elis i Friend. Za każdym razem gdy je słyszę łzy napływają mi do oczu.

Gdy, we wrześniu, byłem załamany Anzenchitai pomogło mi wyjść z dołka. Słuchałem ich za każdym razem gdy byłem w pociągu.

Czasami naprawdę lubię słuchać japońskiej muzyki.

Dzisiaj znowu zjadłem lunch w Azabu Juan. Wziąłem Negitoro w restauracji Kitora.

Po południu udałem się na posiłek z panam Izumi i panem Urata z Microsoftu. Zjedliśmy w restauracji Sabtini w Roppongi.

Premiera Xboxa360 zbliża się wielkimi krokami. W przyszłym tygodniu konsola ta wychodzi w USA…już za kilka dni! Moi obydwaj towarzysze byli bardzo zadowoleni. Ich dziecko ma się lada chwila urodzić.

Czekam na King Kong i GUN. Mam nadzieję, że wkrótce w nie zagram.

Oczywiście po obiedzie poszliśmy na karoke. Znaleźliśmy je w tym samym budynku co restauracja.

Pożegnałem jesień swoją wersją Aoi-hitomi-no-Elis.

Nadeszła zima. Czekamy na wiosnę w naszej branży.

17 Listopada 2005 – Czwartek

Ostatnio widzę sporo informacji i plotek o Hills. Mnóstwo korporacji zajmujących się zarządzaniem informacjami ma swoje siedziby w Hills.

Gdy młode pokolenie przedsiębiorców umocniło rolę tej dzielnicy zaczęli ją nazywać ‘Hills’. Jeżeli dobrze sobie przypominam to kilka lat temu był spór. Grupa kierowana przez ludzi z budynku Mori forsowali nazwę Roppon-jin.

Roppon-jin nie jest jakieś fajne, ale Hills też mi się nie podoba.

Tak czy inaczej nie podoba mi się obraz Hills w mediach. Mówią: ‘Każdy jeździ luksusowym, importowanym samochodem! Mieszkają a najlepszych apartamentach! Noszą tylko oryginalne i modne ubrania! Objadają się w najlepszych restauracjach!’

Ciągnący się pojedynek gazet na jak najbardziej sensacyjną wiadomość stworzył wiele błędnych stereotypów o Hills. Biura KojiPro znajdują się w środku Roppongi Hills. Sądząc nas według plotek także jesteśmy stereotypowi.

Czytelnicy HIDEOBLOGu rozumieją, że nie pasujemy do szufladki ‘wielkie gwiazdy biznesu z Hills’. Jesteśmy jak zwykli pracownicy. Korzystamy z pociągów w godzinach szczytu; uwielbiamy jedzenie w Fast fordach, a po ciężkim dniu odpoczywamy przy drinku.

Nie lubię nazwy ‘Branża Technologii Informacyjnej.’ Gdy ludzie ją słyszą to myślą ‘Oh, oni nic nie robią’, lub ‘Nie robią niczego nowego przecież.’

Innowacyjni pionierzy mieli swoje lata świetności w dwudziestym wieku, w dwudziestym pierwszym ich czas minął. Mimo to tworzenie to moje życie. Dlatego też, celową nazywam naszą branżą ‘Branża Technologii Rozrywkowej’.

Nie jestem osobistością z Hills. Pracuję w Hills, czasem nad HIDEOBLOG. Chyba moje marzenia przypominają marzenia osób chcących być kimś.

Po raz pierwszy od bardzo dawna poszedłem do restauracji Umaya w Nishi Azabu. Zamówiłem specjalność szefa kuchni Schabu-shabu.

Nie za bardzo lubię surowe jajka, ale i tak wziąłem jedno, bym mógł o nim napisać na blogu. Nigdy jeszcze nie zjadłem darmowego jajka Umaya. Takie rzeczy zdarzają mi się częściej odkąd zacząłem prowadzić tego bloga. Dzięki niemu jadłem rzeczy, których wcześniej nie tknąłbym.

Pożyczyłem album Tensai Miyuki Nakajima i go przesłuchałem. Jest świetny, jak wszystkie inne!

Podoba mi się ósmy utwór Inochi-no-relay. Słowa doskonale pasują do głównego tematu serii MGS: ‘Co powinniśmy przekazać kolejnym pokoleniom?’

W końcu wybraliśmy miejsce grudniowego treningu OOOO. Cieszę się, że udało się nam znaleźć miejsce w tym okresie. Początkowo planowaliśmy udanie się do Nasu. Jednakże hale grudniu są tam dzikie małpy i niedźwiedzie, więc nam nie pozwolono. O tej porze roku i tak byłoby tam za dużo śniegu.

Toyopy i pułkownik szukali odpowiedniego miejsca, ale nic nie znaleźli. Powoli brnęli do przodu. Naprawdę cieszę się, że udało się nam znaleźć miejsce, zwłaszcza że ma 150.000 metrów kwadratowych. To trzy razy tyle co pełnowymiarowe pole golfowe.

Zapowiada się niesamowicie. Już się nie mogę doczekać. Muszę uważać by się nie zgubić.

Shin-chan i Toyopy właśnie wrócili z nowo zakupionym osprzętem. Udali się do sklepu Phantom Higashi Kurume. Wyglądali na dumnych, kupili w końcu rzadkie koszule.

Wyjaśnienie Toyopy było zbyt skomplikowane, więc go nie opiszę. Pozwolę za to jemu je wyjaśnić:

1: Koszula Multicam Combat

Kupiłem to co było, bo zamówionego rozmiaru jeszcze nie było. Związek Crye współpracował z armią amerykańską by stworzyć tą koszulę. Ma coś co nazywamy wzorem Multicam Combat.

Oficjalnie nie jest wykorzystywany przez armie, a mimo to jest bardzo popularny. To kamuflaż do wszystkiego, zaprojektowany do działań na pustyni, w dżungli a także w mieście. Wzór jest dość skomplikowany, korzysta z wielu kolorów. Wykorzystano ten wzór ze względu na jego wielorakie zastosowanie. Nie jest często spotykany.

Rękawy i kołnierz przypominają normalne materiały, ale przód jest wykonany ze specjalnego materiału, który wchłania i wysusza pot (na wypadek gdybyśmy ubrali na niego kamizelkę kuloodporną). Łokcie są wzmocnione materiałem.

2: Rękawice Oakley Factory

Te polecił nam pan Zakiyama w sklepie. Oakley specjalizuje się w okularach przeciwsłonecznych i sprzęcie wykorzystywanym na polu walki, w tym rękawic. Są wykonane ze stopu węgla i Kevlaru.

Odkąd zauważono je u żołnierzy stały się bardzo popularne wśród entuzjastów uzbrojenia. Wielu żołnierzy używa wysokiej jakości sprzętu sprzedawanego zwykłym ludziom.

3: Buty Converse Stealth Assault

Buty firmy Converse. Znanej głównie z obuwia koszykarskiego.

Te buty mają zamek błyskawiczny z boku. Pasują do mnie doskonale, zwłaszcza że uwielbiam obuwie wojskowe, ale nie znoszę sznurowadeł. Elementy przy kostkach i palcach są dość miękkie, czuję się jakbym miał na sobie tenisówki, nie ciezkie buty.

Wojskowe sklepy na wschodnim wybrzeżu USA dostarczają je Nawy SEALS.

To tyle od Toyopy.

Podobały mi się buty Converse Stealth Assault, więc zamówiłem sobie czarne. Będę je nosił do kompletu ze spodniami które dostałem na Estantion.

Wczesnym wieczorem odwiedził mnie pisarz pan Zakuto Mikumo. W czasie kolacji w dzielnicy Niski Azabu w restauracji Sabakuro dołączył się do nas pan Ryogo Narita (nowelista i kolega od gier pana Mikumo). Spędziliśmy kilka przyjemnych godzin.

Jakieś pięć lat temu przeczytałem ksiązkę M. G. H. Rakuen-no-kyozo. Zdobyła ona nagrodę dla najlepszego japońskiego debiutu Sci-Fi.

Historia rozpoczyna się odkryciem zniszczonych zwłok w stacji kosmicznej. Co one tam robią? Jak popełniono tę zbrodnię? Kto jest mordercą?

To thriller sci-fi umieszczony w zamkniętej stacji, a akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości. Książka okazała się doskonałym połączeniem książki The Caves autorstwa Isaava Asimova, oraz Inherit the Stars autorstwa Jamesa Patricka Hogana.

Zainteresowało mnie to i to bardzo. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o panie Mikumo.

To była pierwsza z jego książek które przeczytałem. Następnie zabrałem się za Kaitei-misshitu, oraz książkową adaptację The Rumblefish.

Mam nawyk (samolubny, przyznaję) poznawania autorów książek, które podziwiam. Pociągałem za sznurki by umówić się na wywiady czy inne spotkania, ale nic z tego nie wychodziło. W końcu poprosiłem go by napisał artykuł do specjalnej edycji Anubis. Nawet wtedy nie spotkaliśmy się osobiście.

Po pięciu latach, w końcu poznałem osobiście pana Mikumo i miałem okazję zamienić z nim kilka słów. To naprawdę sympatyczna postać. Nikt to śni o kosmosie nie jest zły.

Poczułem, że alkohol uderza mi do głowy, więc zdecydowałem się udać do swojej kryjówki w Nishi Azabu. Spotkałem Okamura i Kenichiro, a nie musiałem wracać do biura.

Barman w mojej kryjówce zazwyczaj mówi w dialekcie Kansaj. Chciałem posłuchać jak mówi i ulżyć moim myślom. Niestety, udał się dzisiaj do innego baru, więc go nie spotkałem.

Dzisiaj w sklepach pojawiły się Beaujolais Nouveau.

Słyszałem, że jedynie japończycy są tak podekscytowani imprezą rozpoczynającą sprzedaż wina. Chciałem się go napić jeszcze dzisiaj.

Jutro wino poleje się w swoim rodzinnym kraju – Francji. Powinienem był kupić je w południe.

Według informacji podanych w wiadomościach Japonia w tym importowała więcej wina niż kiedykolwiek wcześniej.

Nie udało mi się dostać na Beaujolais, więc wypiłem trochę innego by sobie to wynagrodzić.