Blog Hideo [28 XI 2005-2 XII 2005]
- czwartek 6 stycznia 2011
- Przez kul
28 Listopada 2005 – Poniedziałek
Japońskiej sondzie kosmicznej Hayabusa w końcu się udało!
Wylądowała na asteroidzie Itokawa oddalonej o trzysta milionów kilometrów! Udało jej się także pobrać próbki.
Japonia zrobiła to by dowieść możliwości robotyki, mimo tego, że cały świat wyprzedza nas w rozwoju programów kosmicznych. Pierwszy na świecie silnik jonowy zadziałał, wbrew przypuszczeniom. Hayabusa z powodzeniem spełniła nasze nadzieje, a japoński program rozwoju wykonał wielki krok na przód.
Japońska agencja badająca przestrzeń kosmiczną (JAXA) powinna być z siebie dumna. Pokonała ogromną krytyką z którą się spotkała. Przez długi czas agencja musiała dawać nadzieję walczącą z narzekaniem studentów i naukowców. Mam nadzieję, że ten sukces zachęci ich do dalszej pracy.
Asteroidę Itokawa nazwano tak na cześć ojca japońskiej myśli inżynierii rakietowej – profesora Hideo Itokawa. Zarówno asteroida jak i sonda mają japońskie nazwy, które podkreślają udział Japonii w tym projekcie – zasoby
ludzkie, wiedzę, inteligencję i inne materiały.
Hayabusa rozpocznie swoją drogą powrotną w grudniu. Niestety nie może wrócić bezpośrednio na ziemię. Musi zboczyć z trasy i przelecieć dodatkowy miliard kilometrów. Powróci w czerwcu.
Czuję jakbym mógł się utożsamić z Hayabusa. Wydaje się być ona bardziej samotnym podróżnikiem, którego gwiezdna podróż ma głęboki patriotyczny wydźwięk, niż zwykłą maszyną. Życzę mu bezpiecznej podróży powrotnej.
Najnowsze wiadomości związane z Hayabusa możemy przeczytać na stronie JAXA. Jest na niej pokazaną jaką drogę przebył dzisiaj, oraz gdzie się znajduje w stosunku do Itokawa. Oglądając go w Internecie nie mogę uwierzyć, że znajduje się tyle setek milionów kilometrów ode mnie.
Dodałem stronę do ulubionych i sprawdzam ją każdego dnia. Cieszę się, że mogę w ten sposób wykorzystywać Internet.
Kupiłem limitowaną edycję najnowszego albumu HIM – Dark Ligt. W październiku i listopadzie słuchałem tylko ich albumów, zwłaszcza And Love Saide No. Chyba słuchałem ich każdego dnia.
Mam już importowaną wersję Dark Light, ale standardowy format B5 limitowanej edycji przykuł moją uwagę. Zanim zdałem sobie sprawę z tego co robię stałem przed kasą.

Natychmiast wdarłem się do zawartości. Jest niezwykle ekskluzywna. Dobrze zrobiłem kupując ją.
Jest w niej kolorowa, dwudziestostronicowa książka zawierająca teksty zapisanie ręcznie przez wokalistę Ville Valo. Jest także utwór bonusowy (The Cage), którego nie było w żadnej innej edycji. Dodatkowo był tam tajny kod dający dostęp do strony HIM. Można stamtąd ściągnąć dzwonki na telefon z piosenek Wings of a Butterfly, Killing Loneliness, Under the Rose, Vampire Heart i Dark Light.
Niestety dzwonki działają tylko na telefonach firmy Nokia. Było nie było HIM to fiński zespół. Na moim telefonie chyba nie zadziała.

Mam słabość do edycji limitowanych, pudełek i limitowanych pierwszych edycji. Cieszę się z dodatków w nich zawartych. Z podobnego powodu wolę limitowane edycje DVD.
Filmy, muzyka i gry wykorzystują masowo produkowane kopie cyfrowe. Możemy je produkować bez utraty jakości. A mimo to limitowane edycje sprawiają wrażenie jakby były ręcznie robione, pewnie dlatego, że jest ich tak mało.
Muszę być staroświecki. Im więcej w czymś jest pracy ludzkich rąk tym większy szacunek do tego odczuwam.
Chcę zrobić podobnie z pierwszym wydaniem Subsistence. Tylko pierwsze wydanie będzie miało wszystkie trzy płyty. Normalna edycja będzie dwupłytowa. Trzecia płyta (Existence) zawiera trzy i pół godzinny materiał i już jego nazwa oznacza pomysł stojący za edycją limitowaną. Inne wydania nie będą miały tej płyty, więc pomysł ów istnieć będzie w tylko tej wersji.
Można zrobić pierwszą edycję limitowaną dodając jedynie coś materialnego. Nie ma wtedy znaczenia, czy zawartość cyfrowa zostanie przekazana bezbłędnie.

Na lunch zjadłem kakesoba i butadonburi-kuro w Kurosawa. W drodze powrotnej do biura udałem się na ulicę Kaleki-zaka, żeby zobaczyć Hills Arena. Było tam wyjątkowo dużo ochrony, zapewne z powodu przygotowań do czegoś.
Ciekawi mnie kto tam się pojawi.
Zastanawiałem się nad tym biorąc pod uwagę najbliższe premiery filmowe. Przypomniało mi się, że słyszałem o promocji filmu Mr. & Mrs. Smith i zdałem sobie sprawę, że może to być dzisiaj. Czy to znaczy, że Brad Pitt i Angelina
Jolie się pojawią? Czy rozwijano czerwony dywan dla Brangeliny?
Naprawdę zwiększyli obronę, a to jeszcze nie koniec. Jak na tę porę dnia jest to dość dziwne. Strażnicy utworzyli labirynt. Zapewne po to by oddzielić gwiazdy od podekscytowanego tłumu.
Widok ten przypomniał mi wodę rozrywającą tamę, która ogranicza morze. Strażnicy Hills Arena przygotowywali się jak na wojnę.

Mr. & Mrs. Smith ukazuję się w Japonii dość późno po premierze w USA. W końcu, 3 grudnia, pojawi się w japońskich kinach. Zawsze z niecierpliwością pod koniec roku czekam na taki film.
Film wyreżyserował Doug Liman. Jego poprzednie dzieło The Bourne Identity było niesamowite. Odpowiadał także za produkcję części drugiej: The Bourne Supremacy. W dzisiejszych czasach nie ma wielu takich reżyserów jak on…potrafiących dobrze poprowadzić film akcji.
Trailery widziałem już kilka razy i wydaje mi się, że Mr. & Mrs. Smith spełni moje oczekiwania.
Podoba mi się też fabuła. Zwykła para, ślub wzięli z miłości. A w rzeczywistości są profesjonalnymi zabójcami wynajętymi przez przeciwników.
Dzielą nudne, ale spokojne życie w domu. Jednocześnie ukrywają przed sobą pracę jako najemnicy. Dowiadują się o tym, gdy dostają zadanie zabicia małżonka.
Co wybiorą – zadanie, czy małżeństwo?
Zakładamy, że znamy swoich partnerów doskonale. Ufamy im, wiemy o tym co robią, kiedy mają urodziny i tak dalej…ale zastanawiam się, czy naprawdę wiemy tak wiele. Czy mąż, który codziennie wychodzi do pracy, naprawdę wykonuję uczciwą robotę?
Człowiek może ukrywać swój prawdziwy zawód i żyć w małżeństwie nigdy nie kłamiąc. Często słyszy się o ludziach, którzy zostają zwolnieni, a potem codziennie jedzą lunch w parku by ukryć swoje bezrobocie.
Uważam, że sporo małżeństw ma jakieś swoje tajemnice. Ich związki trwają ponieważ są w nich drobne zagadki.
Zacząłem się zastanawiać…co by było gdyby moja żona miała taki, a taki zawód, albo była kimś takim lub takim.
Co by było gdyby była prezesem wielkiej korporacji? Szefem Yakuzy? Księżniczką z innego kraju?
Albo morderczynią? Kryminalistyką? Złodziejką? Wnuczką ninjy?
Lub wampirem? Duchem? Zombie? Podróżniczką w czasie? Mieszkanką Atlantydy? Klonem? Duchem po reinkarnacji? Józkiem z bagien? (Hideo odniósł się tu do postaci ‘Wdzięcznego Żurawia’ z nieznanej mi japońskiej historii ludowej.
Oczywiście mogłem odnieść się do znanych postaci z polskich opowieści ludowych, ale szanse na to, że ktoś nie zna jakiejś opowiastki są o wiele większe niż na to, że ktoś nie zna Józka – przyp. kul)
Może powinniśmy podchwycić kilka pomysłów z filmów. Czy moja żona zmieni się w księżniczkę, jak Audrey Hepburn w Roman Holiday? A może będzie tajną agentką ukrywającą swoją tożsamość, uwikłaną w romans z koreańskiego filmu Shuri? A może będzie początkującym złodziejem jak jedna z sióstr z anime Cats Ele?
A może zdezorientowaną osobą cierpiącą na amnestię, która myli osobowości jak w filmie Ima-ai-ni-yukimasu? A może jest Świętym Mikołajem? Nie, nie tym z filmu…tym z piosenki!
A może Samantha z Bewitched? Nie…to zbyt oczywiste.
Wziąłem pod uwagę naprawdę wiele możliwości. Ludzie lubią takie spekulacje.
Jednakże takie sprawy powinny być dalekie od rzeczywistości. Głupio by mi było gdybym w swoich przemyśleniach trafiłbym w sedno. Nie chciałbym myśleć ‘Może moja żona jest sławnym twórca gier’. Albo patrząc przez perspektywę HIDEOBLOG ‘Może moja żona jest niezwykle popularną i charyzmatyczną blogerką’.
W porze lunchu zespół KojiPro spotkał się by omówić szczegóły związane z MG Saga. Spotkaliśmy się na czternastym piętrze. Pojawili się ludzi, których nie widziałem od bardzo dawna. W końcu mamy okazję pracować razem.
Z czternastego piętra wyraźnie widać Tokyo Tower. Wyglądała inaczej niż w filmie Always, który pokazał jak wyglądała w czasach Shōwa Era. Może to z powodu licznych drapaczy chmur.
Tokyo Tower zmienia się wraz z czasami. Wiersza z czasów Heisei wspaniale komponuje się ze smogiem.


Długo rozmawialiśmy o MGS4. Klimatyzacja sprawiła, że w pokoju było bardzo zimno. Byłem tam chwilę, a czuję jak łapie mnie choroba. Zastanawiam się czy to grypa. Na wszelki wypadek wypiłem napój ziołowy Kakkonto.
Skończyliśmy pracę nad dodatkiem na pulpit z MGA2 – interaktywnym wygaszaczem ekranu! O zrobienie go poprosiłem Power Graphic, ponieważ to oni odpowiadali za świetny trailer AC!D2.
Już nazwałem ten program…
Podziwiajcie! UchidAC!D, interaktywny wygaszacz ekranu!
Można go będzie ściągnąć z oficjalnej strony MGA2 już 2 grudnia. Jest modny i zabawny!
Teraz użytkownicy nie zobaczą, co dla nich przygotowaliśmy…sami pobawią się w tworzenie!
Nie często widzimy takie rzeczy. Nasz wygaszasz doskonale łączy pracę palców i wyzwania umysłowe.
Stałem na stacji Roppongi i czekałem na przyjazd metra linii Hibiya. Zauważyłem billboardy pomiędzy trasami. Były puste.
Rzadko widać puste miejsca w takim popularnym miejscu. Plakaty zmieniają się dość regularnie. Zapotrzebowanie na reklamy jest dość spore.
Nie mogę uwierzyć, że nikt nie wykupił tych miejsc, tak jakby nie było chętnych. Widziałem pracowników stacji biegających pomiędzy szynami by zmienić plakaty.
Naprawdę rzadko widać puste miejsce.
Przez moment myślałem nawet, że jest to złudzenie. Zastanawiałem się, że może ktoś specjalnie wykupił puste miejsce. Pomyślałem nawet, że może być to miejsce na przyszłą ekscentryczną reklamę.
Patrzyłem i patrzyłem, ale nic się nie pojawiło. Doszedłem do wniosku, że biała powierzchnia nie została pokryta farbą odbijającą światło.
W końcu pogodziłem się z tym, że billboardy te nie były reklamami, a jedynie miejscem na przyszłe reklamy. Czy stacja w końcu nie zdołała przygotować reklam? Czy może było to celowe?
Zastanawiam się czy aparat dziewczynki zrobiłby temu zdjęcie. Jak wyglądałyby jej oczy?
Popołudniu przeczytałem poranne wydanie Asahi Journal, nie miałem czasu zrobić tego wcześniej. Informacje były wiadome, ale przeczytałem „Vox Populi, Vox Dei.”
Dzisiaj był poświęcony końcoworocznej loterii, o której pisałem w piątek. Artykuł porusał te same tematy, ale był napisany o wiele lepiej! Nie mogłem uwierzyć, że to ten sam język!
Artykuł opisał początki literii. Zaczęła się ona gdy Victory Tickets były sprzedawane pod koniec wojny by zdobyć fundusze. Następnie nawiązano do rocznych zarobków Hideki Matsui baseballisty New York Yankees. Styl był tak dobry, że czapki z głów.
Teraz mi źle. HIDEOBLOG to nic więcej jak pamiętnik. Nie warty czytania.
Chcę zrezygnować.
Odległość asteroidy Itokawa od ziemi jest tak jak między HIDEOBLOGiem a „Vox Populi, Vox Dei.”
29 Listopada 2005 – Wtorek
Gdy rano wyszedłem z domu zauważyłem, że ktoś odmalował znaki na chodniku. Nowe litery STOP zakryły stare przypominając trochę świeżo opadły śnieg.
Lodowate nowe linie nie do końca zgrały się ze starymi, a dwa napisy STOP sprawiły, że widziałem podwójnie. Patrząc na nie czułem się jakbym miał astygmatyzm. Malarze nie zarysowali najlepiej starych linii. Pod nowymi
widziałem ślady starych.
Powinni bardziej przyłożyć się do pracy. Mimo to, nowe znaki sprawiły, że poczułem jakoby drogi były pełne nowego wigoru.
Idąc na stacje myślałem o drogach. Drogi i podłoże na których się znajdują tworzą większą część naszej wizji miasta. Potrzebujemy ich by zrozumieć coś tak prostego jak rząd domków wzdłuż ulicy.
Na twarzy poczułem nieprzyjemnie ciepły wiatr.
Zauważyłem rozmazane litery STOP a następnie zauważyłem linie i znaki, które z reguły ignoruję. Brzmi to dziwnie ale STOP nie przystopował moich oczu przed zauważaniem czegoś nowego!
Idąc, patrzyłem na chodnik, było to bardzo naturalne. Patrzyłem wystarczająco uważnie by zauważyć dwa rodzaje napisów STOP: jeden w kanji, a drugi w hiraganie. Czy ktoś napisał STOP w hiragnie by małe dzieci mogły to zrozumieć? A jeżeli tak, to czy napis w kanji skierowany jest dla kierowców znających te znaki?
Nie…zdecydowałem wbrew moim przypuszczeniom. Zauważyłem także STOP dla kierowców napisane w hiragnie. Co kieruje ludźmi gdy podejmują decyzję o wybraniu hiragany lub kanji?
Szedłem dalej, a moje serce było coraz bliżej chodnika. Widziałem wiele dziwnych znaków takich jak kwadraty, plusy i przewrócone T. Zauważyłem także cyfry i litery przy znakach o ograniczeniu prędkości…
Przed szpitalem zauważyłem miejsca parkingowe dla karetek. Zauważyłem nawet takie podstawowe znaczki jak przejścia dla pieszych.
Patrzyłem coraz to dokładniej. Zauważyłem myślniki, kropki, cyfry i litery. Wszystkie kraje malują graffiti na drogach.
Nie zdałem sobie z tego wcześniej sprawy, ale różne drogi są nośnikami wielorakich informacji. Symbole na asfalcie opisują sposób w jaki ludzie, samochody, motory i samochody…powinny się poruszać.
W drodze na stację nie zauważyłem ani jednej nieopisanej trasy. Chociaż…nie widziałem nic w alejce która służy mi jako skrót. Jednakże tamtędy nie jeżdżą samochody.
W przyszłości coraz więcej znaków pokryje ulice. Będziemy chodzić z oczami utkwionymi w chodnik w poszukiwaniu znaków i numerów.
Chodząc częściej powinniśmy patrzeć na podłoże. Postawa się nam pogorszy, ale dzięki nowej perspektywie możemy odkryć coś nowego. Jednakże nasze łzy będą kapać nam na twarz, więc trzeba będzie uważać podczas płaczu.
Na lunch zjadłem Agedori w restauracji Hana Goyomi. Gucci zamówił Ishiyaki Kaisen.

W księgarni spotkałem pana Muraoka. Polecił mi książkę The Day Yukio Mishima Died. -Zamiast niej wybrałem najnowszą powieść Josepha Findera – Paranoia.
Odbywa się wiele festiwali by upamiętnić trzydziestą piątą rocznicę śmierci Yukio Mishima. Film Spring Snow stał się wielkim hitem. Mishima stał za pierwowzorem scenariusza. Może kiedyś znowu wrócę do jego książek.
Mój tata był zapalonym fanem jego twórczości. Pamiętam jaki szok przeżył gdy dowiedział się, że Mishima popełnił harakiri.
Po powrocie do KojiPro zatrzymałem się przy pokoju Shin-cbana. Zastałem go z biografią Mishimy w ręku.

Shin-chan, Murashu, Rettsu i ja dostaliśmy od Plantom stroje pilotów na trening OOOO. Murashu jako pierwszy przymierzył swój. Gdy wyjąłem aparat przyjął ekstrawagancką pozę.

Zaplanowaliśmy, że każdy dostanie taki sam strój. Kupiliśmy używane z bazy wojskowej. Nie potrzebowaliśmy nowych, ponieważ chcemy z nich własnoręcznie zrobić kamuflaże.
Chociaż obecnie mają różne kolory, kiedyś wszystkie były zielone. Kolory nici Nomex blakną gdy za długo znajdują się na słońcu. Nowy odcień zależy od okoliczności i długości wystawienia na działanie promieni słonecznych.
Każdy strój ma za sobą karierę wojskową.


Microsoft niedawno wydał Xbox 360 w USA. Zagrałem w Projekt Gotham Racine 3, jeździłem Lotus Esprit w Londynie. Poczułem się jak Roger Moore jako agent 007.
Zaparkowałem na chodniku, a następnie obracałem kamerę tak by zobaczyć przechodniów. Nie byli w 2D…byli w 3D! To konsola nowej generacji, więc można się było tego spodziewać.
Grałem w amerykańską wersję, ale znalazłem opcję wyświetlającą japońskie, a nawet koreańskie napisy. Niesamowite…czy to znaczy, że ten system nie jest podporządkowany regionom? Jeżeli tak, to mogę grać w zagraniczne gry. Na pewno
zagram w King Konga, ale najpierw powinienem obejrzeć film.
Wczesnym popołudniem udzieliłem wywiadu panu Hamamura. Wywiad ukaże się 22 grudnia w Famitsu. Spotkania z panem Hamamura zawsze okazują się miłymi rozmowami.
Miłe wywiady nie są tym co zdarza się często. Obojętnie ile wywiadów udzielę zawszę będę pełen obaw. Zwłaszcza jeżeli wywiad przeprowadza redaktor gazety lub jakiegoś magazynu niespecjalistycznego. Co bardziej wredni dziennikarze umawiają się na spotkania tylko by rozmawiać o tym, że gry są niemoralne. Inni z kolei chcą mnie zagnać w kozi róg. A ja po serii takich wywiadów mam bóle brzucha.
Pan Hamamura jest zupełnie inny. Oboje bardzo długo pracowaliśmy w branży i mamy duże doświadczenie, jako gracze. On kocha gry i tak jak ja przejmuje się przyszłość branży.
Dzisiejsza rozmowa spodobała mi się tak bardzo, że całkowicie zapomniałem o pracy! Zapomniałem o obronie i niechcący wspomniałem o nowym projekcie na PSP.
Przed publikacją w Famitsu przeproszę za to Okamure.

Później poszedłem na zakupy do Ginza. Nie było mnie tam od dość dawna. Sklepy w tej dzielnicy zamykają wcześnie, więc miałem tylko godzinę. Musiałem szybko kupować, więc nie miałem czasu na wahanie.
Za każdym razem gdy grają Auld Lang Syne wybiegam ze sklepu. Używają tej piosenki by ogłosić zamykanie sklepu. Nie chcą nikogo wyrzucać, ale ja i tak wybiegam. Nie kupiłem wiele rzeczy, ale przynajmniej miałem okazję coś kupić.
Przed butikiem Chanem widziałem ogromną choinkę. Światełka zaświecały się w pewnych odstępach czasowych, zapewne by oszczędzić energię. Gdy się zaświecały wszystkie dziewczyny zaczęły robić zdjęcia telefonami komórkowymi. Było to dla nich niczym gwiazdy na czerwonym dywanem.
Wyciągnąłem aparat by zrobić zdjęcie dla HIDEOBLOG. Byłem tam jedynym facetem, ale miałem najlepszy aparat.
Zastanawiam się…komu one pokażą te zdjęcia? Czy wyślą je swoim rówieśnikom lub chłopakom? Wątpię, żeby tyle kobiet robiło zdjęcia by zachować piękno sytuacji. Zrobiły to raczej by pokazać je innym.
Ja, rzecz jasna zrobiłem zdjęcie by umieścić je na HIDEOBLOGu. Niezwykła popularność telefonów komórkowych zmieniła potrzeby robienia zdjęć.

Przeszedłem koło budki cieszącej się opinią sprzedającej najwięcej zwycięskich losów. Niestety była już zamknięta.
Zdziwiła mnie obecność strażników przed budką. Przypuszczam, że dzienny utarg był bardzo wysoki.

Była to legendarna budka, w której sprzedano najwięcej wygranych losów. Był na niej napis głoszący ‘Nasi miliarderzy urodzili się tutaj! Trzystu ludzi wygrało tutaj 42,1 miliarda jenów w czasach Heisei! Czternaście osób wygrało 2,6
miliarda w Heisei-16!’
Budka napełniła mnie dziwnym wrażeniem, że mógłbym wygrać. Gdyby była otwarta kupiłbym kilka losów. Podszedłem bliżej i zauważyłem ze okna były opisane numerami od 1 do 7, z wyjątkiem 4 i 6.
Rozumiem brak 4, to pechowa liczba. Zastanawia mnie brak szóstki. Co jest z nią nie tak?

Mówiłem o tym cichutko pod nosem, a Kenichiro zadzwonił do nich by się o to zapytać.
Początkowo mieli siedem okienek. W ‘Vox Popouli, Vox Dei’ z 28 listopada napisali, że w pierwszym okienku ludzie stali po trzy i pół godziny. Było takiego popularne, ponieważ sprzedawano tam wiele zwycięskich losów. Wieści o
tym szybko się rozeszły, więc klientów przybyło.
Po jakimś czasie jedno pierwsze okienko przestało wystarczać. Chcieli otworzyć kolejne. Miały nosić numery 1, 1, 2, 3, 4, 5 i 6, a 7 zniknęłaby. Nie mogli pozbyć się szczęśliwej siódemki, więc zamknęli okienko 6.
Nawet sklepy z losami mają swoje historie.
Los kupiłbym w okienku numer trzy. Nie dlatego, że wynoszę liczbę trzy, jak bohater filmu Stealth. Po prostu wygląda ładnie. Trójka to kolejna szczęśliwą liczba.
W HMV w Ginza słuchałem albumu With Love & Squalor zespołu We Are Scientists. Kupiłem go sobie. To pierwszy album tria z Nowego Jorku.
Ich brzmienie przypomina trochę rock brytyjski i doskonale wkompnowuje się w ruch Post-New-Wave. The Bravery i The Rapture także pochodzą z Nowego Jorku. Może fani brytyjskiego rocku powinni zwracać uwagę na to miasto.
Późny obiad zjadłem w Toridori w Ginza San-chome. ‘San’ oznacza trzy, kolejna trójka! Trochę czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że już tu byłem.
Ponieważ nie byłem w formie zdecydowałem się na kilka szklanek piwa z beczki.


Opuściłem Ginza poprzez stację Hibiya. Było już późno, więc ominąłem stację Roppongi. Nie wróciłem do biura.
Miałem bilety jedynie na podróż z Ginza do Roppongi, ponieważ mam już bilet okresowy. Nie przeszedłbym przez bramkę biletową na stacji. Gdybym użył karty z Roppongi włączyłby się alarm. Robią tak by ludzie nie oszukiwali.
By uniknąć problemów zawsze korzystałem z bramki przy której stał pracownik stacji. Pokazywałem mu zarówno bilet okresowy, jak i zwykły. Przeszedłem przez ostatnią bramkę i pokazałem ją pracownikowi.
’W porządku,’ zazwyczaj mówił. ‘Proszę włożyć je do standardowych miejsc. Dzięki temu będzie mógł pan przejść bez problemów!’
’Naprawdę? Nie wiedziałem o tym.’
Powątpiewałem w to co powiedział, ale postąpiłem tak jak powiedział. W taki sam sposób korzysta się z pociągów Shinkansen. Musimy włożyć zwyczajny bilet, oraz specjalny ekspresowy.
Bramka otwarła się, tak jak powiedział.
’Wow!’
To bardzo wygodne. Od jak dawna to działa? Czy tylko ja o tym nie wiedziałem? A może niedawno zmienili oprogramowanie?
Chwilę później podszedłem do tego bardziej logicznie i zdałem sobie sprawę, że nie powinno być to trudne. Zarówno z finansowego jak i mechanicznego punktu widzenia maszyny powinny bez problemów przyjąć dwa bilety położone na sobie. Czy działało to od dawna?
To bardzo trywialna sprawa, ale nie mogę przestać o niej myśleć.
Nagle przypomniałem sobie, że przeszedłem już przez automatyczną bramkę. Wszedłem do pociągu linii Hankyu jadącej do regionu Kansai. To było ponad trzydzieści lat temu.
Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale w Kansas były automatyczne bramki na długo przed Tokio. Nagle pewnego dnia zainstalowali je bez uprzedzenia. Chodziłem do szkoły podstawowej i poczułem jakby drzwi do przyszłości zostały
otwarte.
’Chwila, moment…’
Minęło trzydzieści lat. Rozwój technologii sprawdzania biletów nabrał tempa. Obecnie rozpoznaje podwójne bilety SUICA.
Tylko czy naprawdę możemy mówić o postępie? W ciągu trzydziestu lat udało się nam jedynie sprawić by maszyny czytały dwa bilety jednocześnie. Same bramki tak naprawdę się nie zmieniły, no chyba, że uznamy reklamę za zmianę. Inne technologie pędzą do przodu, ale bramki biletowe suną do przodu jak żółw. Nawet konsole rozwinęły się niesamowicie w ciągu dziesięciu lat.
Jak będą wyglądać bramki biletowe następnej generacji? Już sam pomysł wydaje się mi dziwny.
Jestem pewny, że już sama koncepcja bramki biletowej zniknie w przyszłości. Wkrótce wkroczymy w świat cyfrowego identyfikowania ludzi. Nie będziemy musieli ze sobą niczego nosić. Będziemy kupować przy pomocy cyfrowych identyfikatorów.
Opłaty będą pobierane natychmiastowo. Nadejdzie czas kiedy identyfikatory zajmą się naszymi potrzebami żywieniowymi, lokalowymi, oraz odzieżowymi.
Będzie to wygodnie, ale mimo to czuję się z tym dziwnie. Możliwe, że powstanie społeczeństwo pod taką kontrolą, że identyfikatory będą nam potrzebne by oddychać. Wymienimy wolność na bezpieczeństwo w dwudziestym pierwszym wieku.
HIDEOBLOG uzupełnił po północy. W tle była włączona telewizja. Kilka razy widziałem reklamę pana Tokoro: ‘Loteria z okazji końca roku: Trzysta Milionów jenów do wygrania!’
Puste okienko numer sześć nie daje mi spać.
30 Listopada 2005 – Środa
Rano, na stacji, zauważyłem chłopca. Wyglądał na ucznia gimnazjum. Miał jedynie koszulkę z krótkim rękawem, a przez prawe ramię miał przewieszoną torbę. Poruszał się bardzo energicznie.
Rano i wieczorem temperatura spada poniżej 10 stopni Celsjusza, mimo tego, że zima dopiero się zaczęła. Rano zimno nie było przyjemne…chłód przechodził do skóry pomijając odzienie wierzchnie.
Ta sytuacja mogłaby posłużyć za dobry temat na rozpoczęcie rozmowy. ‘Dzisiaj rano widziałem energetycznego ucznia brnącego naprzód pomimo zimna!’ Jednakże nie mogłem wyobrazić sobie dokąd ta rozmowa by doprowadziła. To po prostu nieprawda.
Uczeń przytulał torbę tak jakby chciał wyciągnąć z niej ciepło. Nie widziałem jego twarzy, ale był przygarbiony, więc domyśliłem się, że całe jego ciało jest spięte. Jego postawa jasno mówiła ‘Zamarzam!’ Nie wiem czy mógł sobie ustawić
kołnierz…zresztą i tak zapomniał kurtki.
Zastanowiłem się…czy z jakiegoś powodu nie wziął kurtki? Pokłócił się z rodzicami? Czy w ogóle ma rodziców?z
Może nie stać go na kurtkę?
Zdecydowałem, że było go stać. W tej okolicy mieszkają głównie bogaci ludzie. Mimo to, dlaczego miał tylko krótki rękaw?
Przyglądałem się mu. Podszedłem bliżej, chciałem poznać odpowiedź. Chłopiec minął mnie bez zmiany postawy.
Cała ta sytuacja to oczywiście nie była moja sprawa. Mimo to chłopak miał jakiś powód. Nie mogłem się nad tym nie zastanawiać.
Czy ten chłód go nie dotykał? Czy może zima wzmocniła jego umysł?
’Zima osłabia wszystkich. Zimny wiatr wieje nam w twarz, a odwaga umiera zabitaprzez pogodową przemoc.’
Czy ten młody człowiek przeżyje zimę?
Pochłonęły mnie rozmyślania na ten temat, a on zniknął za rogiem. Może zabrzmi to z mojej strony okrutnie, ale gdy straciłem go z oczu poczułem jakby temperatura nagle wzrosła. Poczułem dziwną ulgę.
Biura KojiPro są ciepłe. Mamy wiele komputerów, oraz innych maszyn które wydzielają ciepło. Nikt nie ma na sobie więcej niż jedną warstwę ubrań, nawet w zimie. Niektórzy noszą jedynie podkoszulki.
Programiści odczuwają najwięcej ciepła. Nawet w zimę, co piąty z nich nosi jedynie koszulkę, ponieważ pracują w otoczeniu maszyn.
Ja także mam koszulkę. Gdy miałem biuro w dzielnicy Bisu nosiłem cienki sweter. Odkąd przenieśliśmy się do Hills praktycznie cały czas noszę koszulkę z długim rękawem. Może mamy większe biuro, a może więcej maszyn dających ciepło.
Od czasów przeprowadzki pod grubą kurtką, lub płaszczem mam cieniutką koszulkę. To jest jedyny sposób na radzenie sobie z tym ciepłem.
Nam nigdy nie jest tu zimno. W KojiPro panuje tropikalny klimat nawet w zimie. Chłopiec, którego widziałem rano zapewne jest już hale szkole, uwolnił się od zimna i samotności. Ja, podobnie jak on, jestem wolny tutaj. Ciepła miejsca
istnieją nawet w zimie. To tylko dzięki nim radzimy sobie z zimnem.
Cały ranek spędziliśmy na spotkaniu. W pokoju spotkań nie ma czegoś takiego jak koledzy z okopów. To walka między oficerami. Niektórzy walczą nawet gdy zostali postrzeleni.
Dlaczego było tam tak zimno? Temperatura była znacznie niższa od tej w innych gabinetach.
Podczas spotkania musimy pamiętać o kilku sprawach. Musimy pamiętać, że podejmujemy chłodne, obiektywne decyzje. Żołnierze, pod żadnym pozorem, nie mogą mieszać uczuć z walką. Jeszcze się do tego nie przystosowałem, więc może nie jestem zbyt dojrzały.
Spotkanie trwało dłużej niż planowaliśmy, przez co nie mogłem pójść do księgarni. Chciałem odetchnąć świeżym powietrzem podczas lunchu, ale dzisiaj nie miałem okazji.
Nigdy nie zajmuję się listami podczas spotkania. Zawsze po. Dzisiaj zająłem się nimi gdy jadłem sushi bento. Bardziej popularne bento było już sprzedane, więc wziąłem to co mieli hale sklepie.

Ledwo co skosztowałem…nie czułem się najlepiej po spotkaniu. Połykałem bez gryzienie, by ulżyć bólowi. Temperatura hale pokoju podskoczyła, ale hale mojej głowie panowała zima.
Zdecydowałem, że odskocznią od bento będą komentarze czytelników HIDEOBLOGu. Jadłem łakomie. Wiele komentarzy było wyśmienitych, a czasami oczy wypełniały mi się łzami, bo trafiłem na komentarz pełen wasabi.
Moi internetowi sprzymierzeńcy wyrównali to co spotkało mnie w biurze. Mogę podnieść wysoko głowę.
O 15 udzielałem wywiadu do magazynu Mono. Wydrukują specjalny artykuł o grach w ostatnim tegorocznym wydaniu.
Zapytali mnie ‘Czy ostatnio chciałeś czegoś konkretnego?’
Odrzekłem ‘Chciałbym mieć więcej czasu niż coś konkretnego.’

Do sprzedaży trafiła winylowa figurka Ex-Kamen Rider 1 (Ex-1). Yoshiteru, król hobbistów, kupił mi ją. Trafiła na specjalną półkę zarezerwowaną dla Ex-1.


Jestem fanem Kamen Rider, ale najbardziej lubię Ex-1. Wspomniałem o tym w moim artykule, który ukaże się w magazynie Hyper PlayStation 2. Artykuł nosi tytuł ‘The Movies That Created Hideo Kojima’.
Czuję coś wyjątkowego do Ex-1, chociaż to zapewne sprawa pokolenia z którego pochodzę. Moi bohaterowie to Tiger Mask, Kamen Rider i Ashita no Joe.

W KojiPro pojawiło się wiele problemów poza spotkaniem. Czułem się coraz bardziej zdołowany. Zawsze chętnie wychodzę naprzeciw problemom, które powstają w czasie tworzenia gry, ale dzisiejsze nie były z tym związane. Mimo to musiałem je rozwiązać. To także część mojej pracy…takie rzeczy nigdy nie przemijają.
Tęsknie do dnie w których jedynie tworzyłem gry. Pytam sam siebie jak długo jeszcze potrwa to sztywne życie.
Nagle przypomniałem sobie tego chłopca. Nie zdałem sobie z tego wcześniej sprawy, ale jest pewna logika w tym, że ja także nie miałem kurtki.
Czy on był moim cieniem? Czy widziałem wizję siebie?
W KojiPro było ciepło jak w szklarni, a ja zatrzęsłem się z zimna.
Pod koniec dnia byłem zbyt zajęty by uaktualnić HIDEOBLOGa. Do 2 w nocy pisałem, ale nic z tego nie dało się przeczytać, ponieważ piłem. Po południu, jedząc kanapkę z bento próbowałem dokonać kilku poprawek.
Wszystko wydaje się bezsensowne.

Prawie nic dziś nie zjadłem.
Wszyscy uczestniczy treningu OOOO zebrali się na czternastym piętrze, by obejrzeć film przygotowujący nas do treningu podrzucony przez pana Moriego. Kazał nam go obejrzeć, powiedział, że nie ma żadnych wymówek.
Widziałem już go w kinie, ale pan Mori radził bym go sobie przypomniał. Oczywiście nie miałem na to czasu, ale wszyscy inni poszli. W KojiPro zapanowała świąteczna cisza.
Dostałem ostateczną wersję reklam Subsistence i MGA2. Sony Komputer Enterainment pokaże je pod koniec roku.
Naprawdę chcę by te gry odniosły sukces.
Oglądając reklamę MGA2 miałem, przez moment, wrażenie jakbym widział siebie. Jedynie jedna rzecz różniła mnie od reklamy: otoczenie w niej aż biło ciepłem, a ode mnie biło zimno.

Pan Senju przedstawił mi jak wyglądają daty imprez związanych z premierą Subsistence.
’Szefie, czy będzie pan miał wystarczający siły?’ Spojrzał na mnie z góry. ‘Ciągle mam wątpliwości. Jak na razie nie wygląda to na zabawę. Naprawdę uważa pan, że musimy zmuszać się do dwudziestoczterogodzinnych maratonów?’
’Dwudziestoczterogodzinny maraton…czy damy rade?’
Patrząc na pana Senju nie musiałem czekać na odpowiedź. Wszystko było widać na jego twarzy.
’Moim zdaniem musimy dać z siebie wszystko. Musimy to zrobić tak dobrze by wszyscy widzieli i mówili „Co do diabła?!”. Prawda?’
’Tak, dokładnie.’ Odpowiedział pan Senju.
Podczas zeszłorocznego tournee objeździłem Tokio, Osake, Kobe i Kioto. Terminarz był napięty, ale bardzo mi się to podobało. Różne rzeczy działy się w różnych miejscach o różnych porach…rano w Kioto, popołudniu w Osace, potem w Kobe, a później znów w Osace.
Tamten terminarz wydawał się naprawdę niemożliwy. Był tak napięty, że ze stacji Shin-Osaka do Kobe dostaliśmy się starą linią kolejową.
Mieliśmy na sobie wiatrówki, w kolorze khaki, z napisem ‘MGS3’ na plecach, a staliśmy w pociągu pełnego pasażerów. Zupełnie nieznani nam ludzie wychodzili i dopingowali nas na trasie JR Tokaido. Ludzie na stacji często nas zatrzymywali by uścisnąć nam dłoń. Byłem na skraju wyczerpania, ale starałem się dać tym ludziom tyle energii ile daje na targach TGS.
Tegoroczny terminarz wydaje się być bardziej napięty od zeszłorocznego. Zastanawiam się czy dam radę. Nie, musze dać. Do momentu premiery będę musiał o siebie dbać.
Panie Sato i Ucchi weszły popołudniu do mojego gabinetu. ‘Znaleźliśmy to szefie. Nie należy przypadkiem do pana? Musiał pan go zapomnieć.’
Spojrzałem i zauważyłem, że trzymają srebrnego iPoda-Mini mającego białe słuchawki. Pokazałem im mojego zielonego iPoda-Mini leżącego na biurku. ‘Nie, ten jest mój.’
Spojrzały na mojego iPoda. Ich twarze wyrażały niepokój. ‘No to czyj on jest?’
’Czy mogę go sprawdzić?’
’Sądzi pan, że uda się panu znaleźć właściciela?’
’Jestem pewny, że po przesłuchaniu powiem czyj on jest.’
Wziąłem iPoda-Mini, włączyłem go i wybrałem kategorię Artist z menu. Wszystkie piosenki były japońskie. Co więcej, większość była dość nowa, jedynie kilka starszych zespołów.
’I jaki werdykt?’
’Hmm….’
Miałem pewne podejrzenia, ale nie byłem całkowicie pewny. To dopiero przeczucie.
Wybrałem kategorię Album i przeczytałem tytuły. Wyglądały mniej więcej tak…Anzenchitai 1, Anzenchitai 2, Anzenchitai 3, Anzenchitai 4, Anzenchitai 5 i tak dalej.
’Aha…’
Reakcja była natychmiastowa ‘Czy już pan wie?’
’Tak’
’No to?’ Przysunęły się bliżej, tak jakbym wykonywał jakąś trudną sztuczkę.
’Jeszcze momencik…muszę mieć stuprocentową pewność.’
Wybrałem jeszcze raz. ‘Ah! Jest!’ Dokładnie ten sam tytuł, którego się spodziewałem.
’No to czyj on jest?’
’Murashu’
’Oh? Skąd wiesz? Nie ma tam jego nazwiska.’
’iPod to rodzaj dowodu osobistego. Po jego zawartości możemy poznać gust muzyczny właściciela.’ Wyjaśniłem wszystko jakbym był Kosuke Kindaichi, słynnym japońskim tajnym agentem.
’W porządku. To co zdecydowało?’
’Spójrzcie…na to! Nikt oprócz Murashu nie miałby tego w iPodzie.’
Pokazałem im go. Były tam utwory z Tokimeki Memorial Drama CD.
’Oh…Murashu-san słucha czegoś takiego?’
’Oddam mu to.’
Murashu odpowiadał za audycje radiowe w Konami Media Entertainment zanim przeszedł do Konami-JPN. To on wyprodukował MGS Drama CD.
Swego czasu znaczną część swojej pracy poświęcił audycji radiowej dotyczącej serii Tokimeki. Była wtedy wielkim hitem, puszczano ją nawet w radiu Nippon Cultural. Program został potem wydany jako Drama CD.
Murashu umieścił wszystkie swoje radiowe produkcje na iPodzie. Lubi słuchać audycji które sam wyprodukował. Nikt nie jest aż tak narcystyczny. To zadecydowało.
Teraz gdy o tym myślę zawartość iPoda podaje bardzo wiele osobistych informacji. Dowiadujemy się o gustach, upodobaniach, zachowaniu, oraz stylu życia. Firmy wysyłające reklamy zabiłyby by zdobyć takie informacje.
Byłoby ciekawie, gdyby przy pierwszym spotkaniu z kimkolwiek wymienialibyśmy się iPodami. Prawdopodobnie wtedy szybciej byśmy się rozumieli. Wydaje się być to dobrym pomysłem na umawianie ludzi i organizowanie łączonych imprez dla dwóch nieznanych sobie grup ludzi.
Słyszałem, że takie wymiany są dość popularne w USA. Może następnym razem gdy kogoś poznam wymienię się z nim muzyką.
Tylko co by się stało gdybym zgubił swój odtwarzacz? Mój świat stanąłby dla ludzi otworem. Nikogo by to nie skrzywdziło, ale ja czułbym niepokój. Chyba możemy spojrzeć na to na przykładzie Murashu. Może w przyszłości kradzieże osobowości zmienią się diametralnie przez kradzież iPodów?
Słyszałem, że niektóre sklepy w Akibahara sprzedają stare telefony komórkowe. Po co komuś bezużyteczny telefon? By przeczytać pozostawione wiadomości byłego właściciela…to trochę niepokojące.
Właściwie to ulubione strony internetowe także są niebezpieczne. Nie przekazują bezpośrednio informacji o osobie, ale mówią o jego gustach i zainteresowaniach.
Właściwie, najbardziej wstydliwa rzecz do udostępnianie ludziom swojego pamiętnika. Jak HIDEOBLOG.
Wieczorem, gdy uaktualniłem HIDEOBLOGa, odwiedził mnie mój dobry znajomy, Piston Uehara z Power Professional Baseball. Przyjechał do Tokio na konferencję, która rozpocznie się jutro.
’Jesteś gotowy na trochę tego?’ Wykonał ruch przypominający wznoszenie toastu.
Chciałem popływać, ale zmieniłem zdanie i poszedłem pić. Dzisiaj trafiło mnie wiele kul wystrzelonych przez towarzyszy. Wiedziałem, że alkohol nie uleczy ran, ale przyjąłem zaproszenie Pistona. To dobry kumpel, który wie, że czasami trzeba być złym.
Udaliśmy się do baru Sankyo w Niski Azabu, gdzie dwa miesiące temu byłem z Murashu. Zamówiliśmy przekąski, po czym wypiłem jedno piwo i trzy szklanki wina.
Pod koniec nasza dyskusja się ożywiła, gdyż zaczęliśmy wspominać o pracy nad projektami na MSX.
Ostatni dzień listopada…miesiąc wydał się taki krótki. Do końca roku został już jeden miesiąc.
2 Grudnia 2005 – Piątek
Wczoraj, w swojej kryjówce, udzieliłem wywiadu do amerykańskiego magazynu o grach. Rozmowę prowadził redaktor, którego znam od dość dawna. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poprosiłem Scotta by tłumaczył.
Cała nasza trójka zna się tak dobrze, że wywiad był bardzo przyjacielski. Rozmawialiśmy bez sztucznych formalności. Fotograf też był w porządku. Bardzo lubił muzykę.
Z otwartym sercem czekam na takie wywiady.

Zapytali się o HIDEOBLOG. W większości ostatnich wywiadów mówiłem o nim. Wszyscy w firmie, jak i poza nią się o niego pytają.
Wszyscy pytają o to samo. ‘Jak udaje ci się przelać swój wyjątkowy zmysł postrzegania i obserwacji do HIDEOBLOGa?’, lub ‘Już od jakiegoś czasu piszesz bloga. Czy masz zapas informacji do wykorzystania?’
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania. Traktuję HIDEOBLOG jak pamiętnik, więc nie przygotowuję sobie materiału.
Piszę po prostu o tym co zobaczę, dotknę, lub poczuję od momentu gdy obudzę się rano do przybycia do biura. W nocy przypominam sobie to co czułem w biurze i w drodze do domu i przeżywam je na nowo. Nie zmuszam się do szukania powiązań między porannymi, a wieczornymi przemyśleniami. przemyśleniami wszystkim mówię
szczerze, bez namyślania się nad tym co powinienem napisać.
Co za tym idzie nigdy nie miałem problemów ze znalezieniem materiałów. Jednakże tak naprawdę nie traktuję tego jako ‘materiału’ do opublikowania. Nie spędzam całego dnia na podróżach i szukaniu przygód…nie robię niczego nadzwyczajnego.
Przypadkowe wydarzenia mogą zaskoczyć nas na drodze do pracy, a nawet w niej samej. Każdy dzień jest obfity w nowe odkrycia, ale trzeba na to zwracać uwagę. Nawet zwyczajny dzień może stać się ekscytujący. Jednakże, ja nie robię tego specjalnie by mieć o czym pisać.
Jeżeli powiem, że jestem wrażliwy zabrzmi to jakbym chwalił sam siebie…ale ja naprawdę jestem takim typem człowieka, który martwi się o wszystko.
Przykładowo, załóżmy że znajdę na ulicy kamyczek. Nie miałbym innego wyjścia niż zastanowić się nad nim.
’Dlaczego ten kamyczek tutaj leży?’
’Kto go tu dał i dlaczego?’
’Czy ktoś się przewróci, jeżeli go tu zostawię? Czy może spowodować wypadek?’
’Czy to prawdziwy kamień, czy może złudzenie?’
I tak dalej.
Moja wyobraźnia rozszerza się za każdym razem gdy coś widzę. Czuję jak przestawiają się przekładnie mojej ciekawości i wyobraźni. Mała, nic nie znacząca rzecz może być podwaliną dla nowej historii.
Odkąd byłem małym chłopcem uciekałem do świata marzeń. Mój umysł wędrował od momentu gdy wyszedłem na ulicę. Lubię przyglądać się temu co rzeczywiste, ale nie patrzę na to bezpośrednio. Można powiedzieć, że patrzę na niego zza rogów. Pierwsze wrażenie materialnego przedmiotu sprawia, że w mojej głowie powstaje nowy świat, a mój umysł ucieka gdy tylko powstanie nowy kreatywny świat.
Kiedyś wpadałem do dziur i uderzałem głową w słupy elektryczne.
Gdy otaczają mnie ludzie zaczynam zastanawiać się nad nimi.
’Dlaczego on jest taki?’
’Jak on zachowuje się w domu?’
’Dlaczego jest taki a taki?
’Czy to jest osoba taka a taka? Jeżeli tak to zrobi to i to…’
Za każdym razem gdy patrzę na ludzi tworzę w głowie scenariusz. Nie tylko ludzie trafiają do mojej wyobraźni…sypialnia albo światło samochodu widziane z wnętrza pociągu także mogą mnie poruszyć.
To trochę jak telepatia. Myśli o bliskich ludziach, a nawet mieście napełniają mnie. Zaczynam marzyć, chyba że zachowuję samokontrolę.
Jestem jak młodszy brat Kirihara – Naoya w Night Head.
Zazwyczaj przez to zapominam o przystanku. Za kierownicą samochodu mogę być całkiem niebezpieczny.
Nie ma żadnych problemów dopóki pozostaje to jako obserwacja, czy zaduma. Prawdziwy problem leży w kontaktach z innymi. Nic, co dzieje się wokół innych ludzi, nie ucieka mojej uwadze, więc gdy kogoś znam chętnie udzielam rad na
każdy temat. Mieszam się w ich sprawach poprzez intuicyjne poznawanie ich myśli.
Nigdy nie chciałem brzmieć złośliwie, ale ludzie najczęściej reagują jakbym tak zabrzmiał. Chcę jedynie pomóc radą. Chcę pokazać jak żyć tak jak moim zdaniem jest najlepiej. Dużo wymagam od siebie, więc dużo wymagam od innych.
Obraz mojego charakteru przypomina trochę ten, który został naszkicowany w notce z 3 października. Napisałem ‘Często zachowuję się tak racjonalnie, że irytuję innych. Uparcie stawiam na swoim mówiąc „Nie, to powinno być tak.” Zachowuję się w ten sposób nawet, jeżeli sprawa mnie nie dotyczy.’
Ludzie źle czują się przy kimś takim jak ja. Na początku zawsze ich zaskakuje. Mówią ‘Nie wiedziałem, że ktoś tak wrażliwy jak ty istnieje na tym świecie. To niesamowite.’ Zasypują mnie takimi słowami podziwu.
Jednakże, po pewnym czasie zastępują ‘wraźliwy’ słowem ‘irytujący’
Ich podejście zmienia się całkowicie. ‘Dlaczego przejmujesz się takimi drobnostkami? Takimi rzeczami, które nie mają znaczenia.’ Mówią ‘Nie masz prawa mnie krytykować! Po prostu mnie zostaw! To nie twoja sprawa!’
Oczywiście jestem w stanie zrozumieć taką reakcję. Ale mimo to nie mogę się nie angażować…czy jestem nienormalny?
HIDEOBLOG jest zapisem tej małej części mnie.
Rano, o 833, wyjechałem pociągiem Nozomi-45 z Tokio, w stronę Kioto. Słuchałem nagranego na żywo albumu Bullet in a Bible zespołu Green Day. Otrzymałem go wczoraj po wywiadzie. Nie słuchałem wcześniej Green Day, ale wiedziałem, że dobrze grają.
’Chyba polubię ten zespół’ pomyślałem na początku. ‘Może kupię jakichś ich studyjny album, jeżeli będą dobrzy.’ Myślałem o tym, a potem zasnąłem.
Co dziwne, nie obudziłem się aż do Kioto. Ostatnio nie wysypiałem się, po części przez HIDEOBLOGa. Sypiam trzy, cztery godziny dziennie, trochę jak Napoleon. Dzisiaj sen przyszedł bez problemu, zapewne z powodu braku. Podróże w interesach są świetne, jeżeli dzięki nim można trochę pospać.
Na stacji spotkałem się z panem Hamamura z Famitsu i producentem telewizji NHK panem Ogaki. Panu Hamamura towarzyszył jego sekretarz. Studenci uniwersytetu wyszli nam na spotkanie. Pan Yamanaka wysłał mi email o treści ‘Czy trafiłeś na swoją eskortę?’
Co za wyczucie! Doceniam to, że o mnie pomyślał. ‘Trafiłem.’, napisałem w odpowiedzi.
Taksówką udaliśmy się na Uniwersytet Ritsumeikan. Jesienne liście ubarwiały ulice. Powiedziano mi, że tegoroczna pogoda pozwoliła mi nacieszyć się liśćmi dłużej niż w poprzednich latach. Moja wizyta była dobrze zaplanowana w czasie. Jeszcze dziesięć dni i wszystkie liście byłyby na drodze.
W taksówce jechał ze mną pan Hamamura i nie brakowało nam tematów do rozmowy. Mimo tego, że spotkaliśmy się raptem dwa dni temu, przy okazji wywiadu, mieliśmy o czym rozmawiać. Chociaż wysiłek związany z rozmową zaczął mi doskwierać. Musiałem oszczędzać energię na publiczne wystąpienie.
Dotarliśmy do kampusu uniwersytetu Ritsumeikan w Kinugasa.
Międzynarodowe sympozjum rozpoczęło się popołudniu. Była to 2005 Digital Interactive Entertainment Conference (Konferencja Branży Rozrywki Interaktywnej). Temat sympozjum brzmiał ‘Branża Rozrywki Interaktywnej –
przeszłość, teraźniejszość i przyszłość’. Podzielili ją na dwie części, z których pierwsza dotyczyła Początków Tworzenia Gier, oraz Technologii.
Mieliśmy doborowe towarzystwo. Był pan Nolan Bushnell, Twórca Gier, twórca Ponga, założyciel ATARI, pan Atsushi Ogaki producent Denshi Rikkoku z NHK, pan Toru Iwatami z Namco, twórca Pac-Mana; oraz legendarny pan Masayuki Uemara, twórca Laser Ray Gun SP, kolorowych gier, oraz Famicomu. Pan Masayuki Uemara pracuje obecnie jako doradca w Nintendo
Słuchałem ich siedząc w pierwszym rzędzie. Wszystko było takie interesujące. Prowadzący byli niesamowici, a ich mowy wciągające. Chciałem by ich głosy rozeszły się do innych ludzi. Podziwiam organizatora, który zebrał ich
wszystkich razem.
Pierwsza sesja dotyczyła tego skąd wywodzą się gry, oraz przeszłości, druga natomiast traktowała o teraźniejszości oraz przyszłości. Podczas drugiej sesji wszedłem na scenę.
Wtedy także widziałem wiele znanych osób. Widziałem mojego mistrza, pana Shigeru Miyamoto, Ojca Gier, oraz pana Robina Walkera z filmy Valve. Stał się sławny dzięki Half Life 2. Oczywiście pan Hamamura z Famitsu prowadził wykłady.
Drugą część zakończyliśmy czterostronną dyskusją. Od początku do końca przypominała rozmowę w domu.

Dzisiaj miałem okazję poznać wiele osób.
Po kilkugodzinnej podróży na pokładzie Nozomi-45 mogłem przeżyć ponownie trzydzieści lat w czasie których branża gier się rozwinęła. Byłem bardzo zajęty, ale naprawdę cieszę się, że tam pojechałem.
Przyglądając się historii branży, historii której poświęciłem dwadzieścia lat, coś w mojej głowie zaskoczyło. Podobało mi się uczucie podekscytowania swoimi obowiązkami.
Tworzenie gier to praca mojego życia. Uważam, że jestem odpowiedzialny za przekazanie pochodni kolejnemu pokoleniu. Muszę przekazać im to co zostało wykute przez moich poprzedników.


Zjadłem obiad z uczestnikami obu sesji, a także z ludźmi z uniwersytetu. Zasiedliśmy w światowej klasy japońskiej restauracji Senjukaku. Jesienne liście lśniły się pięknie.
Następnie nasze drogie się rozeszły, a ja udałem się do hotelu.
Razem z panem Iwatani udaliśmy się do baru w Kawaramachi. Było tam mnóstwo zbiorników z wodą…poczułem uczucie deja vu, tak jakbym już tam był.
Rozmawialiśmy z panem Iwatani o wielu sprawach.
Dowiedziałem się, że jest takim samym człowiekiem jak ja. Odczuwa tak jak ja, stara się bardzo angażować w ludzi i świat.
Pomimo obaw przedstawiłem mu wszystkie, nagromadzone przez ostatnie trzy dni, problemy. Wypiłem trzy drinki i udałem się do hotelu.
Słowa pana Iwatani siedzą w mojej głowie. ‘Twórcy gier są z reguły miłymi, słodkimi ludźmi o ciepłych sercach.’








Jeszcze nie komentowane.