Analiza porównawcza Trylogii Metal Gear Solid
- sobota 9 października 2010
- Przez kul
ANALIZA PORÓWNAWCZA TRYLOGII METAL GEAR SOLID
W niniejszym artykule Grant Gordian stara się zagłębić w trylogię Metal Gear Solid i wyodrębnić różnice oraz podobieństwa pomiędzy trzema produkcjami jak i poddać analizie główne wątki, które każda z nich przedstawia. Jego opinie podzielone zostały na trzy kategorie: fabuła, postacie oraz gameplay.
Wstęp
Spory pokroju: która część trylogii Metal Gear Solid jest najlepsza pod względem gameplay’u, fabuły czy postaci? od zawsze były przedmiotem gorącej dyskusji pośród graczy. Prawdą jest, że wszystkie odsłony serii powinny być postrzegane jako jedna, ciągła historia. Jednakże każda z nich tak bardzo różni się od pozostałych, że niemożliwym jest powstrzymanie się przed porównywaniem ich względem siebie. Dlatego właśnie zdecydowałem podjąć się dogłębnej analizy mającej na celu zestawienie ze sobą różnych aspektów wszystkich trzech produkcji oraz wyrazić swoją opinię w jak najbardziej obiektywny sposób. Na samym początku jednak pragnę podkreślić, że wszystkie trzy części Metal Gear Solid to według mnie najlepsze gry, jakich ludzkość miała okazję się dotąd doczekać.
Fabuła
Wszystkie trzy główne wątki fabularne serii zostały przedstawione w taki sposób, by tworzyć jedną, nierozerwalną całość bez wskazywania na to, który z nich jest najistotniejszy. Jednak każdy wątek z osobna (często określane są mianem – meme [MGS2], gene [MGS] oraz scene [MGS3]) został ukazany w zupełnie odmienny sposób. Mimo, że wszystkie one trzymają równy poziom, osobiście przechylam się w stronę fabuły Metal Gear Solid 2. Oto moje wyjaśnienie dlaczego:
Główny wątek fabularny Metal Gear Solid był jednocześnie skomplikowany jak i niezwykle bezpośredni. Zwroty akcji serwowano w regularnych odstępach czasu i większość z nich była raczej wstrząsająca. Ich zadaniem było wprawienie gracza w osłupienie i pozostawianie go przed ekranem z wielkim znakiem zapytania nad głową. Chwile takie jak aktywacja Metal Gear REXa, podszywanie się Liquid Snake’a pod Master Miller’a, ostatnia rozmowa Ocelota z prezydentem, historia Grey’a Foxa i Naomi, czy wreszcie ujawnienie prawdziwego celu użycia FoxDie…wszystko to zostało odegrane po mistrzowsku. Podobnie jak wątki poboczne, które podkreślają sylwetki głównych bohaterów i motywy, które nimi kierują.
Jednakże główny wątek z czasem okazywał się nie być tak bardzo skomplikowany jakby się na początku mogło wydawać. Mimo, że wszystko co się działo zostało perfekcyjnie przemyślane i wyreżyserowane, po zapoznaniu się z całą historią i rozgryzieniu jej wszystkich tajemnic, magiczna otoczka okalająca fabułę ulotniła się. Sam pomysł wprowadzenia motywu gene jako naczelnego wątku fabularnego potrzebował wsparcia i oczywiście otrzymał je. Jednak było to wsparcie pod postacią wątków pobocznych oraz zwrotów akcji, nie zaś to, czego najbardziej potrzebował: lotnej fabuły i wyrazistych wątków głównego konfliktu. Od samego początku znamy całą sytuację oraz motyw, który gra pierwsze skrzypce w grze. W trakcie odkrywania nowych aspektów fabuły jesteśmy zaskakiwani, lecz właśnie poprzez wątki poboczne oraz zwroty akcji. Prawdziwa esencja fabuły, dotycząca modyfikacji genetycznych i wszystkiego, co z tym związane została ujawniona już w czasie odprawy Snake’a, jeszcze przed rozpoczęciem misji. To jedyna rzecz, która sprawiła, że Metal Gear Solid automatycznie stracił pierwszą pozycję w kategorii najlepsza fabuła.
Metal Gear Solid 3 to zupełnie inna historia. Prawie do samego końca gracz nie mógł zdawać sobie sprawy z tego, co stanowiło prawdziwy konflikt gry i mimo, że zwroty akcji nie były tak liczne i wstrząsające jak w poprzednich częściach, fabuła tak naprawdę wcale ich nie potrzebowała. Wszystko opierało się na prostej historii, która toczyła się do przodu zgodnie z jej głównym założeniem – widowiskowością (scene). Po takim stwierdzeniu wydaje się, że to właśnie Metal Gear Solid 3 jest głównym pretendentem do tytułu najlepsza fabuła serii. Jednak jeśli takie właśnie wnioski wyciągnęliście, to jesteście w błędzie…
Jedyną rzeczą przez którą ucierpiała strona fabularna Metal Gear Solid 3 było zbyt wolne tempo akcji. Jest to częsty mankament występujący w grach. Wielu producentów, którzy popełniają tego typu błąd często psuje również główną ścieżkę fabularną. Na szczęście Snake Eater jest pod tym względem wyjątkiem, który może poszczycić się jedną z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających historii. Jednak nie jest ona w stanie wynagrodzić zbyt wolnego tempa akcji. Większość istotnych szczegółów zaprezentowana zostaje prawie na samym początku, kiedy wszystko zdaje się nagromadzać, oraz na końcu, kiedy wszelkie wątki ulegają wyjaśnieniu. Pomiędzy pierwszym spotkaniem z Evą, a sceną w górach fabuła staje się niemiłosiernie liniowa. Inne gry, które napotkały na ten sam problem były w stanie nadrobić to grywalnością oraz zajmującymi potyczkami z bossami, które wypełniały ów pusty obszar w grze.
Niestety, postacie takie jak The Pain, The Fear, czy wreszcie ciągłe przedzieranie się przez dżunglę nie okazały wystarczającymi, aby wypełnić ten martwy odcinek wątku fabularnego Metal Gear Solid 3. Pomimo, iż niektóre ze scen były naprawdę świetne (sytuacja przed Warehouse, walka z The End), tempo akcji wciąż kulało. Również główni źli, przede wszystkim zaś przedstawiciele Cobra Unit, nie okazali się wystarczająco dopracowani. W Metal Gear Solid, Liquid i jego towarzysze nie siedzieli bezczynnie w czasie kiedy Solid Snake starał się zakończyć swoją misję sukcesem. Podczas grania cały czas czuło się, że gracz ściga się z czasem, by móc zdążyć zatrzymać REXa zanim terroryści zdążą go aktywować; by móc ocalić zakładników itp. Nawet po dowiedzeniu się całej prawdy o aktywowaniu REXa na końcu gry, Liquid i jego ekipa przynajmniej sprawiali wrażenie, że coś robią w czasie, gdy Ty starałeś się pokrzyżować ich plany. W Snake Eater oprócz motywu obsesji Ocelota na punkcie Big Bossa czy ostatniej misji The Boss brakowało właśnie poczucia bycia nieustannie ściganym przez czas. Volgin spędzał wolne chwile głownie na przyjemnościach, natomiast Cobra Unit przestawała wzbudzać w Tobie strach już po pierwszej walce z jej przedstawicielem. Tak naprawdę, aż do końcowych momentów gry nie czuło się tego, iż należy się spieszyć. Tak jak wspomniałem wcześniej, fabuła sama w sobie była znakomita, jednak niektóre błędy sprawiły, że nie zasługiwała na miano najlepsza.
To właśnie Metal Gear Solid 2 mimo posiadanych wad i niewielkich błędów wiedzie tutaj prym. Zwroty akcji były liczne i robiły wrażenie, lecz nie były tak spontaniczne jak w Metal Gear Solid. Prawdziwa tożsamość Ocelota była sugerowana na każdym kroku, przez Prezydenta, Amesa czy Solidusa. Informacje o Patriotach były serwowane stopniowo, od momentu rozpoczęcia misji, do spotkania z Ninją, następnie z Amesem, prezydentem, Emmą aż do końcowego odkrycia prawdy. Każdy znaczący wątek poboczny miał powiązanie z główną fabułą oraz wydarzeniami, które miały miejsce we wcześniejszych momentach gry.
Główny wątek dotyczący sztucznej inteligencji (meme) był wyśmienity, idealnie dopasowany do realiów gry oraz postaci biorących udział w całym przedsięwzięciu. Nawet protokół S3, o którym dowiadujemy się na samym końcu gry (lub AI, jeśli wolisz), był tak dokładnie przemyślany i logicznie uargumentowany, że naprawdę czuło się wściekłość w stosunku do naszego prawdziwego wroga. Spójrzmy prawdzie w oczy: Volgin był złym charakterem, ale czy naprawdę go nienawidziłeś? Liquid mimo, że lekko niezrównoważony, posiadał w sobie wystarczająco charyzmy, by większość z nas cieszyła się na samą myśl o możliwości walki z nim. Podczas gdy rola Solidusa w Metal Gear Solid 2 była bardzo niedopracowana i stała się jedną z wad tej produkcji, to nasz prawdziwy wróg – Patrioci (bądź S3, jeśli wolisz), nie byli wcale godni pożałowania. Nawet, jeśli ich tak zwane ideały miały swoje wyjaśnienie, Twoim jedynym pragnieniem było wykończenie tego czegoś. Teraz odpowiedzcie szczerze na jedno pytanie: ilu z Was ekscytuje się na samą myśl o czwartej części sagi, w której Snake będzie miał możliwość stanąć do pojedynku z Patriotami? Tak właśnie myślałem.
Mimo, że tempo akcji było dużo lepsze niż w Metal Gear Solid 3, gra nie obeszła się bez paru błędów. Epizod na Tankowcu był świetny, podobnie jak początkowe sceny na Big Shell. Jednak moment rozbrajania bomb, głownie pomiędzy pierwszą rozmową ze Stillmanem a pozbyciem się Fatmana, nie był zbyt dynamiczny. Niewielka wada, lecz to nadal minus.
Podsumowując, pod względem fabuły niekwestionowanym liderem jest Metal Gear Solid 2, zaraz za nim plasuje się Metal Gear Solid, zaś na szarym końcu Metal Gear Solid 3.
Postacie
Niektórzy z Was mogą uważać, że to, co tutaj wypisuję jest nie do pomyślenia, dlatego już na samym początku pragnę Was ostrzec, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie zgodzicie się z większością przedstawionych w tym dziale argumentów. Teraz, kiedy jesteście tego świadomi, możemy kontynuować.
Postacie w serii Metal Gear są nie tylko niesamowicie znaczące dla fabuły, ale bardzo często są również głównym powodem narzekań graczy. Ujmijmy to w ten sposób: sporo ludzi uważa, że Metal Gear Solid jest najlepszą częścią serii z powodu Liquida, który rządzi, lub dzięki Solidowi, bo niezły z niego twardziel. Inni uważają, że Metal Gear Solid 3 jest na pierwszym miejscu, tylko dlatego bo uwielbiają gesty Ocelota. Jeszcze inni stawiają Metal Gear Solid 2 na piedestale wraz z Ocelotem, który zawsze potrafi nieźle wszystkich wykiwać. Analogicznie, Metal Gear Solid 2 jest przez wielu znienawidzony przez zły dobór postaci (jak choćby Raiden). Metal Gear Solid 3 traci w oczach fanów z powodu nieszczęsnej Cobra Unit, natomiast Metal Gear Solid odrzuca graczy, którzy nie są w stanie znieść niezrównoważonego Liquida i jego paskudnego akcentu. Zauważcie, że właśnie sam sobie zaprzeczyłem. To tylko dowód na to, że znaczenie postaci w grze jest zależne tylko i wyłącznie od osobistych preferencji gracza.
Moim skromnym zdaniem wszystkie trzy odsłony serii mogą poszczycić się świetnym zestawem nietuzinkowych charakterów. Jednak uważam też, że niektóre z nich zdecydowanie górują nad pozostałymi.
Metal Gear Solid 2 wydaje się być doskonałym przykładem na początek. Raiden, mimo, że przez wielu uznawany za kompletnego nowicjusza, który ukradł główną rolę należącą do Snake’a, moim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę. Jego rozwój w trakcie gry, od naiwnego żółtodzioba aż do poznania prawdy o jego dzieciństwie, został świetnie ukazany. Podczas, gdy w większości przypadków Rose zamiast pomagać irytowała, tak naprawdę odegrała bardzo dużą rolę w transformacji Raidena i dlatego uważam, że jej również należy się uznanie.
Zestaw czarnych charakterów występujący w drugiej części serii również był całkiem niezły. Zarówno Vamp jak i Fortune byli tego świetnymi przykładami. Nawet do bólu stereotypowy Fatman posiadał interesującą historię, która z kolei połączona była z kolejnym miłym dodatkiem w grze – Stillmanem. Solidus Snake, jak już wcześniej wspomniałem, mimo tego, że był bardzo ważną częścią fabuły został niezwykle zaniedbany. Było tyle możliwości, aby przedstawić go w dużo bardziej interesujący i szczegółowy sposób, jednak nie zostały one odpowiednio wykorzystane. Nawet nieliczne sceny, w których występował w głównej roli zostały zbyt późno wprowadzone by móc go należycie docenić i dostrzec. Liquid sprawiał wrażenie szaleńca, który za wszelką cenę powinien zostać powstrzymany. Volgin był sadystycznym megalomanem. A Solidus? Można powiedzieć, że był człowiekiem, który starał się za wszelką cenę uwolnić ludzi spod władzy Patriotów, jednak jego plany zostały zbagatelizowane i zepchnięte na dalszy plan przez Ocelota, który w najgorętszym momencie ukradł show i stał się epicentrum całego konfliktu. Należy mu się jednak uznanie, gdyż wraz z Olgą, Ocelot jest jedną z najlepszych postaci w całej grze, dzięki czemu podnosi pozycję tej części o jedno lub nawet dwa oczka. Emma Emmerich to natomiast zupełnie inna historia. Na mojej osobistej liście najciekawszych postaci w całej serii Emma zajmuje pierwsze miejsce. Tak właśnie uważam.
Ogólnie rzecz biorąc Metal Gear Solid 2 posiada wspaniały zestaw świetnie dopracowanych i interesujących charakterów.
Z kolei Metal Gear Solid 3 posiada największą liczbę zupełnie nowych postaci. Z jednej strony mamy Naked Snake’a, jednego z najlepszych głównych bohaterów, jakiego kiedykolwiek wymyślił Kojima. Z drugiej młodego Ocelota na punkcie którego oszaleli fani. Nie można też zapomnieć o The Boss, jednej z najbardziej interesujących postaci w serii, której dorównać mogą jedynie Naomi lub Grey Fox. Lecz niestety, na tym kończą się zalety.
Jest również Sigint. To świetna postać, lecz większość z Was nigdy się o tym nie dowie. Trzeba zainicjować setki (dosłownie) kontaktów przez radio, aby dowiedzieć o nim wszystkiego. Kiedy już tego dokonasz, odkryjesz, że tego faceta nie da się nie lubić. Niestety, jest to całkowicie nieobowiązkowe i bez tego jego postać okazuję się zupełnie zbędna i niepotrzebna. To samo tyczy się Para-medic a nawet Majora Zero. Oni mogą być wspaniali… jednak kosztuje to zbyt wiele czasu i zachodu by się o tym przekonać.
Pora na czarne charaktery. Wbrew powszechnym opiniom osobiście bardzo polubiłem Volgina. Lecz Cobra Unit….świetne walki, lecz kompletny brak charyzmy i zaangażowania emocjonalnego. Co prawda można się dowiedzieć o nich czegoś więcej wykonując nieobowiązujące (ponownie) kontakty radiowe, lecz jest to zdecydowanie zbyt mało biorąc pod uwagę fakt, że bossowie z poprzednich części tak wysoko ustawili poprzeczkę…
Podsumowując, Metal Gear Solid 3 posiada w swojej obsadzie jedne z najlepszych postaci w serii…jak i te najgorsze. Kolejnym argumentem popierającym moją opinie jest fakt, że w poprzednich częściach bardzo rozwinięte zostały wątki powiązań i korelacji pomiędzy postaciami: Fatman / Stillman, Raiden / Rose, Raiden / Emma, Otacon / Emma, Snake / Otacon, Snake / Liquid, Ocelot / Liquid, Vamp / Fortune, Solidus / Raiden, Naomi / Fox, Snake / Fox i wiele innych. W Metal Gear Solid 3 skupiono się głównie na wątku The Boss / Snake. Warte zauważenia poza tym były jedynie The Sorrow / The Boss lub Snake / Ocelot. Nawet Volgin / Ocelot nie był aż tak dobry. Każda inna para nie dorastała do pięt powiązaniom obecnym w Metal Gear Solid i Metal Gear Solid 2.
Spośród tych trzech odsłon, Metal Gear Solid posiada najlepszą obsadę. Świetny Solid Snake, Otacon stanowiący miłą odskocznię od ciągłego oglądania twardzieli w akcji, oraz Foxhound składający się ze wspaniałych i interesujących indywidualności. Wspólny wątek Naomi i Grey Foxa dodaje grze smaku. Nawet Meryl ma kilka istotnych momentów. Naprawdę brak tu słabych punktów.
A więc bezapelacyjnie pierwsze miejsce w tej kategorii wędruje do Metal Gear Solid. Drugie do Metal Gear Solid 2 i ostatnie….ponownie do Metal Gear Solid 3.
Gameplay
Moja opinia na ten temat może wielu z Was wydawać się kontrowersyjna. Osobiście ważniejszą rolę w moim osobistym rankingu odgrywają postacie i fabuła, a nie gameplay, co nie oznacza, że wcale na niego nie zwracam uwagi. Jednak niektórzy mogą posądzić mnie o to, że moje priorytety są nieco wypaczone, jednak ja głęboko wierzę, że to właśnie obsada gry ma największą moc przyciągania graczy.
A jednocześnie gameplay, to cała esencja gry, nieprawdaż? Gdyby fabuła i postacie były tym, co liczy się najbardziej, gry takie jak Unreal Tournament czy Super Mario nie byłyby tym, czym są.
Gwoli ścisłości, nie umieszczam tej kategorii po to by oceniać gry poprzez pryzmat nowoczesności rozgrywki, ponieważ byłoby to zupełnie bezsensu. Z czasem gry muszą być ulepszane, więc niesprawiedliwym byłoby skazywanie z tego powodu starszych pozycji na niechybną klęskę. Zamiast tego, postaram się ocenić gameplay w powiązaniu ze scenariuszem i ogólno pojętą grywalnością.
Na pierwszy ogień weźmy niekwestionowanego faworyta: Metal Gear Solid 3. W tej części po raz pierwszy spotykamy się z zupełnie nowym środowiskiem rozgrywki (dżungla), w którym kamuflaż, wtapianie się w otoczenie i przemykanie ukradkiem pomiędzy gąszczami traw to główny cel misji. Świetny dodatek w porównaniu z poprzednimi częściami. Inny plus tej produkcji to przede wszystkim scena pościgu pod koniec gry, element rozgrywki, który według wielu ludzi powinien stać się podstawą gameplay’u konsol nowej generacji. Sceny eskortowania postaci również wymagały doboru odpowiedniej techniki i wyczucia. Kto z Was nie pamięta jak podczas przeprowadzania rannej Evy przez dżunglę zostawialiście za sobą istne pole minowe używając Claymore Mines tylko po to, by usłyszeć pełne agonii krzyki żołnierzy próbujących zajść Was od tyłu? Sztuczna inteligencja przeciwników również ewoluowała sprawiając, że życie Naked Snake’a stawało się dużo trudniejsze; szczególnie w gorących sytuacjach pościgów czy strzelanin. Gracz mógł zżyć się z postacią, którą kierował i czuł, że naprawdę za nią odpowiada. Trzeba również wspomnieć o niesamowitych pojedynkach z bossami. To prawda, że ich charaktery i motywy nie zostały nam bliżej przedstawione, co wcale nie oznacza, że ich umiejętności walki nie były dla gracza wymagające. Pojedynki były bardzo zróżnicowane: od pełnej napięcia i skupienia walki z The End, aż po surrealne i przerażające doświadczenie z The Sorrow. Poza tym niewiele gier w historii może poszczycić się tak pięknie wyreżyserowanym pojedynkiem jakim było ostatnie spotkanie Snake’a z The Boss. Niekwestionowany pretendent do pierwszego miejsca najwspanialszych walk w historii gier video. Mimo, że CQC było głownie wynalazkiem, który miał sprawdzić się w gameplay’u, jego rola w scenariuszu była równie użyteczna.
Podsumowując, Metal Gear Solid 3 otrzymuje tytuł zwycięzcy w kategorii gameplay, lecz kandydat na drugie miejsce jest tuż za nim…
Metal Gear Solid będąc pierwszą odsłoną trylogii zdaniem wielu osób nie był w stanie przebić swojej następczyni, Metal Gear Solid 2 pod żadnym względem. Grafika wydawała się pikselowata, a świat gry mdły i nijaki. Jednak już po krótkim obcowaniu z grą okazywało się, że klimat i środowisko pierwszej części było tak wciągające, że te niewielkie wady natychmiast przestawały mieć znaczenie. Scenariusz, zwroty akcji oraz ogólny koncept szpiegowania i pozostawania w ukryciu wyznaczył nową jakość gier video w tamtych czasach. Scena pościgu w Metal Gear Solid w niczym nie ustępowała tej z trzeciej części. Jednak finałowe starcie pomiędzy Liquidem i Solidem jadącymi jeepem moim zdaniem zostało lepiej zaprezentowane w The Twin Snakes. Lecz z drugiej strony utwór Escape z oryginalnej ścieżki dźwiękowej, którego zabrakło w remake’u był połową sukcesu całej tej sceny, więc tak naprawdę The Twin Snakes nigdy nie mógłby jej pobić pod względem klimatyczności i dynamiczności. Jednak w porównaniu do Metal Gear Solid 3 motyw eskortowania nie był do końca dopracowany. Z drugiej strony, jeśli miałeś przy sobie taką fanatyczkę, jaką była Meryl, to musiało się tak skończyć. Strażnicy obdarzeni byli minimalną dozą intuicji i nie mieli nic, co można by było nazwać ludzkim. Nie pomagało nawet to, że fabuła dokładnie wyjaśniała, dlaczego nie są w stanie widzieć dalej niż na parę metrów. Lecz każda wada, jaką można było wymyślić zostawała natychmiast niwelowana, kiedy dochodziło do walki z bossami. Hind D, Metal Gear REX, Revolver Ocelot, Psycho Mantis, Liqiud Snake….gra posiadała cały arsenał wspaniałych pojedynków, czym wyróżniała się wśród tłumu innych. Mimo, że żadna z tych walk nie mogła się równać ostatecznemu starciu z The Boss pod żadnym względem, ich poziom i tak był wystarczająco wysoki by móc konkurować z Metal Gear Solid 3.
Metal Gear Solid 2 różnił się znacznie od swoich poprzedniczek. Posiadał dwie kompletnie różne lokacje, raczej ubogie w szczegóły, w których cała idea pozostawania w ukryciu mogła być w pełni wykorzystana tylko w nielicznych miejscach. Poza tym nie było sceny pościgu. Zostało to zastąpione strzelaniną z jednostką Tengu w Arsenal Gear. Natomiast motyw eskortowania był najlepszy z całej serii. EVA dawała sobie całkiem nieźle radę sama, nie wspominając o Meryl. Lecz Emma była typową bezbronną, potrzebującą pomocy dziewczynką (szczególnie na poziomie trudności Extreme). Strażnicy za to byli momentami tak samo żałosni jak w Metal Gear Solid dopóki nie zdecydowałeś się grać na poziomie Hard lub wyższym. Starcia z bossami wbrew powszechnym opiniom wypadły świetnie. Każdy przeciwnik posiadał ciekawą historię ukazującą jego osobiste motywy zaangażowania się w całą sprawę. Jedynym minusem była ich liczba – Dead Cell może i siało strach w szeregach wroga jednak było ich zbyt mało by mieć poczucie, że naprawdę są dla Ciebie zagrożeniem. Niemożność zrobienia jakiejkolwiek krzywdy Fortune również była nieco bolesna. Natomiast możliwość współpracy i użycia więcej niż jednego głównego bohatera osobiście bardzo przypadła mi do gustu, gdyż w odróżnieniu od większości fanów MGSa polubiłem Raidena, tak samo jak polubiłem Solida i Naked Snake’a.
Metal Gear Solid i Metal Gear Solid 2 trzymają równy poziom jeśli chodzi gameplay, jednak to właśnie Metal Gear Solid 3 jest w tej kategorii niekwestionowanym liderem.
Podsumowanie
*Fabuła:
1. Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty
2. Metal Gear Solid
3. Metal Gear Solid 3: Snake Eater
*Postacie:
1. Metal Gear Solid
2. Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty
3. Metal Gear Solid 3: Snake Eater
*Gameplay
1. Metal Gear Solid 3: Snake Eater
2. Metal Gear Solid
3. Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty
Sami wyciągnijcie wnioski…








Jeszcze nie komentowane.