Na początku był… chaos!

Nie ukrywam, że nie jestem wybitnym recenzentem. Ba! Nie jestem nawet przeciętnym recenzentem, dlatego też nie mam pojęcia, od czego mógłbym zacząć… W tekście tym chciałbym przedstawić uczucia, jakich doznałem zapoznając się z Metal Gear Solid.

Płyta z grą wpadła w moje ręce na początku 2001 roku. Byłem wtedy bardzo młody, nie znałem angielskiego, ale to i tak nie pogarszało mojej sytuacji, bowiem posiadana przeze mnie gra była w wersji… japońskiej. Siłą rzeczy z dialogów niewiele zrozumiałem, ale nie było czasu by się tym przejmować – tak pochłonęło mnie to dzieło (nie jestem w stanie użyć innego określenia). W momencie, kiedy wybrałem opcję New Game, rozległ się dźwięk wystrzału, a ja po raz pierwszy grając w grę wideo poczułem dreszcze. Następnie pojawił się chaos… chaos emocji, które mnie wypełniły. Strach towarzyszący mi podczas stanu alarmowego, duma po pokonaniu przeciwnika, czy wreszcie głębokie wzruszenie w czasie śmierci Sniper Wolf, a i to nie wszystko. Poruszając wątek śmierci Wolf, wspomnę jeszcze, iż nieomal popłakałem się w trakcie tejże sceny. Moje oczy były całe zaczerwienione, a ekran telewizora widziałem jakby poprzez mgłę. W chwili, kiedy Snake wystrzelił w Kurdyjkę, a Dual Shock zareagował drżeniem – wypuściłem pada z rąk. Przez moment wahałem się czy grać dalej. Nie chciałem doświadczyć kolejnej, tak bolesnej dla mnie, śmierci któregoś z bohaterów, jednakże uświadomiłem sobie, że mam nadal coś do zrobienia. Musiałem zakończyć misję, musiałem ocalić Meryl. Jak wielkie było moje rozczarowanie i smutek, gdy zobaczyłem ją martwą, leżącą na szczycie Rexa. Nagle zapragnąłem zemsty, lecz nie pozostał już nikt, na kim mógłbym jej dokonać… Liquid spadł po bratobójczej walce z Metal Geara. Na szczęście los dał mi jeszcze jedną szansę – sam mogłem wymierzyć sprawiedliwość na Liquidzie, a następnie poczuć olbrzymią satysfakcję, kiedy ujrzałem mojego przeciwnika padającego bezbronnie na ziemię.

Podczas oglądania napisów końcowych poczułem, że coś właśnie się ostatecznie zakończyło…
Po raz pierwszy to, co obserwowałem na ekranie telewizora, wydobyło ze mnie tak wiele uczuć. Do dziś nie spotkało mnie nic podobnego…
Zżyłem się z postacią Snake’a niesłychanie. Sama gra zaś mocno odcisnęła się na mojej psychice.

Poruszając jeszcze dodatkowo stronę techniczną gry. Ścieżka dźwiękowa sugestywnie buduje atmosferę. Muzyka towarzysząca graczowi podczas alarmu uświadamia, że jedynym sposobem na przeżycie jest ucieczka, ukrycie się. Grafika jak na obecne czasy może nawet śmieszyć [bez komentarza – dop. Hal Emmerich]. Pokazując moim przyjaciołom zdjęcia z Metal Gear Solid, wielokrotnie widywałem szyderczy uśmiech na ich twarzach. Wtedy jednak zawsze odpowiadałem: Chwila… Przecież ta gra jest z 1998 roku. I wtedy dopiero ludzie nie kryli swojego zdumienia.

Metal Gear Solid to rewolucja w świecie gier. To coś zupełnie nowego, coś, czego wcześniej nie można było doświadczyć. Dla mnie gra ta stała się absolutnym królem pośród ogromnej ilości dostępnych obecnie tytułów. Każda osoba, która zapoznała się z tą historią, przyzna mi w tym momencie rację. Z kolei ludzi, którzy po raz pierwszy czytają o tym dziele, gorąco zachęcam do wnikliwego sprawdzenia wiarygodności moich słów. Jeśli nie znasz Metal Gear Solid, nie powinieneś żyć spokojnie, nie możesz stwierdzić, że Twoje życie jest w pełni szczęśliwe.