MGS4 – wrażenia Odina
- środa 20 października 2010
- Przez kul
Nie jestem może już tak poważnie zaangażowany w całą filozofię, jaką niesie ze sobą fabuła serii Metal Gear Solid, a będąc kompletnie szczerym przed samym sobą, czuję się niemal jak hipokryta. Naszło mnie, aby dzielić się swoimi przemyśleniami, i to w pisemnej formie, w chwili, gdy gry już się tak do mnie nie uśmiechają jak niegdyś. Jak każdy człowiek, dysponuję bliżej nieokreślonym poczuciem logiki i, tak to ujmijmy, deflorując pewne ideały, w głowie często rodzą się pytania. Najgorsze w owych pytaniach, nie wszystkich co prawda, jest to, iż można je po cichu zadać samemu sobie. Tyle. Nic więcej. Sensownej odpowiedzi nie odnajduje się nawet po kilku minutach wnikliwego główkowania, bo wtedy już się zazwyczaj wie, czy będzie to coś, nad czym główkować można, czy coś, co warto odłożyć na później, ergo w ogóle nie ruszać.
Tak się właśnie czułem, spijając fabułę MGS4 z mojego zaprzyjaźnionego, youtube’owskiego odtwarzacza filmowego. Nie, żadnych przekłamań tutaj nie będzie. Prosto i nawet całkiem zgrabnie. Tak jak sama rozrywka jest naprawdę z serii na serię dawkowana w ilościach coraz większych, tak fabuła skręca mi się tak, że ciężko z początku o jakiekolwiek błyskotliwe aha!. Nie ukrywajmy, lubię błyskotliwe aha! z początku. Daje mi ono poczucie pewności, iż jeszcze myślę i kojarzę. Bo jakby nie patrzeć, czytając to, co można było już przeczytać, co nie co o fabule wszystkich części sagi już wiem. Nie, nie trzeba mnie z tej wiedzy egzaminować, orientuję się, który to ten bez oka, wyprzedzając pytania.
Skupmy się teraz nad tym, co zainspirowało mnie do napisania tego, co piszę. Ot to powstało, gdyż jeden człowiek na swej stronie ja.gram.pl zamieścił ciekawą ankietę – Co sądzisz o oddziale „Beaty and the Beast”? W ten sposób zrodziło się w bólach pytanie tożsame – co ja sądzę na temat tej kwestii właśnie.
Z jednej strony nie jest to pomysł chybiony. Mamy dramat, mamy ból, cierpienie – w jakiejś tam wersji, o pewnym poziomie, ale mamy, i to jest konkret. Kolejnym konkretem jest fakt, iż nie sposób na początku odwołać się do historii serii i powiedzieć – Aaa, tak, to już było, to widziałem. Tak więc jesteśmy i zaskakiwani i straszeni jednocześnie. Ale to nie wszystko. Gra serwuje nam wyjaśnienie, i to całkiem zgrabne, na pytanie – Dlaczego?. Nie wspominając już, iż robi to w tak gładki, płynny sposób, a jednak tonem poważnym, z ciężkim sumieniem, iż można przyklasnąć. Bo jakby na to nie spojrzeć, aby przedstawić poważny temat w taki sposób, iż chce się go nam słuchać, mimo, że na co dzień nas w te rejony nie ciągnie, to jest to pewien element, bądź co bądź, sztuki, a dla lepszego użycia słowa, doświadczenia i wyczucia. Ogólnie jako efekt powstaje coś całkiem interesującego. A nietypowego na pewno.
Z drugiej zaś strony – bo zawsze są dwie – nie przemawia do mnie cała prezentacja, ekranizacja cierpienia i rzekomego bólu. Jest to zapewne daleko posunięta krytyka, ale chciałbym, aby to (obrazek walki z bossem) wyglądało lepiej. Nie żywię pretensji, iż wygląda tak jak wygląda, jednak gdybym mógł coś zmienić… Zazwyczaj się tak zaczyna. Myślę sobie – Uuu, dlaczego to nie jest bardziej filmowe? Kołysanie kamery, więcej ciszy, ruchu, zamknięte powieki i delikatne szepty. Więcej i mocniej. Pragnę by fabuła we mnie uderzyła, zlała po mordzie, ukradła i sprzedała nogi. Taki potencjał, niewykorzystana szansa. Wystarczyłoby zmienić jedynie parę rzeczy. Większe napięcie, stężenie, klimat cięty nożem, powietrze można przeżuwać.
I takie właśnie myśli kłębią się w głowie, zaburzając system oceniania. Mimo, że sam, nazwijmy to tak, produkt nie jest zły, dla jednych cudowny, dla innych dobry, dla innych jeszcze nie występujący, bo nie obecny, tak dla tych zwichrowanych – mało, mało, gęba głodna. Być może cały mój problem polega na tym, iż w momencie, w którym zapoznałem się głębiej z owymi filmami, koncept myślowy odbił gdzieś w lewo i zaczął samodzielnie się buntować.
Najwyraźniej można przeżywać grę niemal oddzielnie od gry samej. Taki potencjał, jaki tkwi we mnie, to prawie cała na temat tej gry fantazja. Ludzie, społeczności tworzą filmy, reprodukcje, obrazy i tyle innych rzeczy, że przed samym sobą mogę to potwierdzić. MGS żyje poza swoimi ramami – ramami gry. Jest ciekawym narzędziem, które porusza interesujące tematy, zmusza do rozmowy i nagle się kończy.
Autor – odin








Jeszcze nie komentowane.