Większość z was wie, że życie nastolatka do łatwych nie należy i te popieprzone hormony dają o sobie znać w najgorszych momentach. Jednak co można poradzić, gdy po zakupieniu ps2, braku Internetu, spokoju w domu (żaden tytuł jakoś mnie nie ruszał), przeczytałem w pewnej gazecie informacje, że oto tworzona jest kolejna część mgs’a.

Z początku pomyślałem „Jest! Moja kochana seria! Tak o matko jaki jestem szczęśliwy!!”, a z drugiej strony (patrzcie nastolatek już potrafi wyciągać wnioski ;]) „Kurde, a co jak zrypią tą grę? Pierwsza część ucierpi”. Był to chwilowy dylemat, tak naprawdę cieszyłem się jak idiota i czekałem na tą grę z niecierpliwością. Każda informacja była dla mnie na wagę złota.

Zamówiłem pewną kasetę z pewnego pisma z pewnych targów gier. Tylko po to bym ujrzał trailer MGS2. Nie miałem neta wtedy, więc było to dla mnie nowe przeżycie. Oglądam… Lecą jakieś tam gierki, coś poznaje…I bach… Pokazują trailer MGS2. Komentator nawet się wyciszył. Słyszę japoński głos Snake’a. Widzę go w ruchu… I poważnie, przepraszam za wyrażenie, ocipiałem przed telewizorem. Od dawna nie musiałem zbierać swojej szczeny z podłogi, ale tym razem to szukałem jej dosyć długo. Każdy kawałek trailera był dla mnie jak uderzenie młota. Co to było za przeżycie. Jak pokazałem mojemu ojcu, to był wniebowzięty. Nie mógł uwierzyć, że „snejk wygląda jak prawdziwy!”.

Przyszedł czas premiery. Przestałem wszystko czytać i czekałem na grę z wypiekami. W domu była nieciekawa sytuacja. Rodzice walczyli z moim nałogiem, więc nie mogłem dostawać żadnych gier. To był koszmar. Co się stało to był cud. I to lekko powiedziawszy. Mój ojcu znowu się wykazał. Idę sobie po podwórku i mnie zawołał. „Masz, tylko potem mi pokażesz parę filmików, ok.?”. Dostałem nowiutkiego Sons of Liberty, z Empiku, za uwaga 259 złotych. Mojemu tacie to było obojętne, bo to jedyna seria, którą uważa za słuszną. I słusznie ;].

Jak debil odpaliłem grę. Po intrze, ofkorz dreszcze na samą muzykę Williamsa. Zauważyłem, że Snake będzie miał partnera w grze (jakiś kolo w masce w intrze z nim się przewijał), uznałem, że to dobrze, bo to zawsze jakaś innowacja. Gdy odpaliłem grę (nie pamiętam jaką opcje wybrałem, ale nie odpalił mi się w ogóle tanker na początku), patrzę i widzę jakiegoś chudzielca z głosem w ogóle nie podobnym do Solida. Koleś ściąga maskę i zastanawiam się kto to. Jak zacząłem nim sterować to tylko wrzasnąłem. Moja reakcja była oczywista, gdzie jest mój superheros?! Normalnie chciałem telewizor wyrzucić za okno. Wtedy… Teraz zrozumiałem parę faktów.

Teraz powiedzmy coś od głębszej strony. Uważam drugą część za genialną grę, chociaż niektórzy jadą po niej, za zagmatwaną fabułę, naciągane momenty i Raidena. Ja mam w tej chwili odmienne zdanie. Raiden nie Raiden, czy ciotą był czy nie był, był niesamowitą odskocznią. Zbulwersowanie spowodowało, że każdy domagał się Snake’a. Trzecia część to był dzięki temu pewny nabijacz kasy (chociaż jak wiemy tam jest jeszcze większy geniusz). Sam pechowo rozumiałem 60% fabuły, chociaż znałem już angielski na dobrym poziomie. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że fabuła kulała odrobinę w temacie jasności wydarzeń. Jednak takie było zamierzenie. Cieszył mnie fakt, że jak zwykle momenty były. Nie zapomnę jak prosiłem tatę, by podziwiał ze mną to łamiące się szkło (patrz tato! Każdy kawałeczek leży na ziemi, patrz jakie szczegóły!). Gdy po dłuższym czasie odkryłem inny patent, czyli kamerę, która uruchamia się, gdy przeszukują pomieszczenie, by Cię znaleźć, po prostu nie mogłem się nacieszyć niesamowitą animacją wrogów. Powiem prawdę, w żadnej grze nie walczyło mi się tak fajnie ze zwyczajnymi przeciwnikami, tak jak w MSG2. Fajnie, wszystko fajnie.

Im dalej, tym było ciężej. Godziny leciały, a mnie już oczy pękały. Kolejna gra, która naprawdę odbiła się na moim zdrowiu. I dobrze. Za ten moment, gdy mogłem pomordować kataną i zobaczyć tą fontannę krwi z tętnicy (nadal według mnie, najlepiej odwzorowana krew w grach video!). Za tą chwilę, gdy Lady Luck naprawdę była szczęściarą. Za smutek po śmierci oddanej sprawie Emmy. Ostatecznie za kolejne ciekawe zakończenie. Dziękuje Konami i Hideo. Znów mnie wykiwałeś stary dziadu!

Były i rozczarowania w moim przypadku. Naprawdę chciałem pograć więcej Snake’em. Jednak. Chciałem również mniejszego debilizmu w dialogach Raidena i innego lektora jego głosu. Naprawdę mi nie pasował. Prawdę powiedziawszy, rzadko mi się zdarzało widzieć w grze super wyszkolonego żołnierza o wyglądzie kobiety. Metroseksualiści nie powinni zostawać superherosami . To była bolączka, jakby chociaż niewielki zarost, ehh… Czułem również, że bossowie w drugiej odsłonie są tacy średni, w stosunku do tych z jedynki. Nikt nie przypadł mi do gustu, oprócz Olgi. Dobrze, że trzecia część mnie w tym przypadku naprostowała. Dzięki….

Ogólnie powiedziawszy MGS2 był dla mnie zaskoczeniem. Potężnym, jak na grę przystało. Jedynka jednak nadal dla mnie rządziła. Zaczął mnie boleć fakt, że już gry nie bawiły mnie tak jak kiedyś, że mój mózg już się rozwijał i nie wybuchał w środku, na każdą fajną rzecz. Jednak i tak było fajnie. Konami odwaliło to co miało odwalić i szykowało nas na większy bum, na kolejną atomówkę w historii gier, taki pożegnalny wieniec dla PS2. Czułem to w sercu i wyczułem.

Autor – whymaster